bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 27 stycznia 2012
Przewietrznie
Mój codzienny spokój jest podszyty niepokojem, ciągle jednak pamiętam tamten paraliżujący, dręczący strach. Podziwiam Darkową determinację w poszukiwaniach i rozgrzebywaniu Tajemnicy [Riese], w sumie ja też poszukuję, ale hm, w nieco inny sposób. Jest tyle pytań. I tyle dziwnych podejrzeń, wymyśleń, skojarzeń, wciąż niepotwierdzonych.
Darek zacytował niedawno na swoim blogu (adres: http://moje-riese.blogspot.com/2012/01/dzieci-lebensborn.html) słowa Himmlera. O tym, że Niemcy muszą wszelkimi sposobami przeciągnąć czystych rasowo Niemców, jak rozumiem, którzy wtopili się w inne narodowości nawet przez wieki pobytu zagranicą, na swoją stronę.
Czemu?
Przypomniała mi się senwizja, częściowo zatarta w pamięci. W niej była informacja o tym, że czysta niemiecka krew jest wampirza (he). Cokolwiek to znaczy. Tu wspomnę, że postać Nosferatu, i książkowa i filmowa pojawiła się właśnie pierwotnie w niemieckiej sztuce, tak samo jak dr Francenstein i dr Caligari. Może trzeba szukać znaczenia w odradzaniu się, w kodzie (nieśmiertelności?) w DNA, w skrytej nie-ludzkości, nie mam pojęcia. Jedynym prawdziwym zagrożeniem dla niej jest czystej krwi Germanin, który stanie przeciwko nim i ich zbrodniom, jako sędzia (he, pamiętacie Samsona?), zjednoczony z innym narodem na zasadzie współodczuwania. Cokolwiek to znaczy.
Może w tym też tkwi ziarno jakiejś starożytnej klątwy. I zasada Wielkiej Gry?
Bo czy nie wydaje się to podobne do tego, co się stało z narodem żydowskim i jego czystej krwi przedstawicielem, Jezusem? Odwrócił się od własnego źródła i tym samym skierował na nich przekleństwo. Od którego czuli się chronieni swą wyjątkowością (wybraństwem).
Tu kłania się jeszcze wiedza o świętym królu, bo on był ich świętym królem. Każdy naród ma swego. I on dzierży Moc.
Jeśli ów wampiryzm rozumieć symbolicznie, jako wykorzystywanie innych ras, przez rasę wybraną, inną, lepszą, tj. swobodne wyczerpywanie innych z energii, siły, zdolności itd. to idzie za tym przekonanie, że nikt z ludzi innej rasy nie jest w stanie nic im zrobić. A ich obowiązuje jedynie moralność wobec samych siebie, jako osobnego gatunku. Zupełnie tak samo jak ludzi nie obowiązuje wina przy zabijaniu zwierząt. Zagrażają jedynie sami sobie, jeśli zwrócą się przeciwko własnej dotychczasowej postawie. I taki byłby sens słów Himmlera. Że muszą za wszelką cenę pozyskać wszystkich czystych Niemców. Nie łudźmy się, nie szło mu o wszystkich "en masse", tylko o wszystkich z błękitną krwią.

Niedawno obejrzałam na YT wywiad z pewnym młodym człowiekiem, Anglikiem, popijającym ciągle wodę z butelki (jest to podobno rzeczywiście objaw wzięć, zaburzenie elektrolizy), który twierdzi, że jest obiektem tajnych eksperymentów ukrytej wojskowej grupy badawczej. Powiedział coś, co mnie przekonuje. Że błękitna krew daje większą zdolność wchłaniania tlenu, a tym samym przeżywania stanów zmienionej świadomości.
To prawda.
Kiedyś ćwiczyłam jogę oddechu oraz rebirthing, aby pomóc sobie odblokować problemy z wczesnego dzieciństwa i trudnego porodu. Wszystko wg przykazań joginów i terapeutów. W efekcie nie byłam w stanie funkcjonować w realu, chodzić do pracy, rozmawiać z ludźmi. Polepszył mi się słuch do tego stopnia, że nawet ciche mówienie wydawało mi się hukiem uderzającym nieznośnie boleśnie w uszy.
Najgorsze zaś było to, że przez 3 noce z rzędu na wiele godzin lądowałam w... obozie w Auschwitz, jakoś tak przed wyzwoleniem, byłam jednym z więźniów, przechodziłam procedurę przyjęcia, oswajania się, pracy ponad siły, widziałam tam swoich bliskich, stosy fotografii spalonych dzieci, czułam koszmarny smród dymów z pieca i strach, trwogę przeszywającą do kości... Doznanie całkowicie realne, jakbym przenosiła się w czasie i przestrzeni, w jakieś inne ciało.
W ciągu każdego dnia płakałam, ogarnięta współczuciem i skruchą.
Wychodziłam z szoku o wiele dłużej. Tygodnie całe. Wciąż jeszcze wychodzę.
I nie było to przypomnienie reinkarnacyjne (swoje wcielenia pamiętam w inny sposób, opisany dokładnie przez doktora Moody`ego). To było uruchomienie pamięci genetycznej, cholera.
Od tamtej pory unikam jak mogę hiperwentylacji organizmu. Za to mieszkam na wsi blisko zielonych płuc Europy. ;-)
18:39, transwizje
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 stycznia 2012
Lecznie
Niedawno A. zapadła nagle na anginę ropną. Miała tak mocno zatkane gardło, że nasuwała mi się nieustannie na myśl przepowiednia Nostradamusa o nieznanej chorobie, która zaatakuje "Bogatych i Władnych". Jej objawem będzie ból gardła do tego stopnia, że ludzie nie będą mogli łykać i umrą. Brrr. Anginę dało się wyleczyć dobrze dobranym antybiotykiem, więc nie była to owa nieznana choroba. ;-) Ale może z tego powodu dwie noce temu dostałam podpowiedź, jak się przed ową Nieznaną zabezpieczyć. Najpierw podaję wniosek z wizjosnu: spożywać tłuszcze zwierzęce i pić często "psiuczkę" z sody oczyszczonej i cytryny.
A teraz dla ciekawych opiszę, jak mi to sen przekazał.
Najpierw zobaczyłam węża, długiego, pierścieniowego, podobnego do przełyku w środku. Był prawie czarny i zaczęłam go czyścić z tej sadzy. Udało się. Pod spodem był czerwony. (Zapalenie, nie rak). Wtedy postanowiłam nakarmić węża pokrojoną w kostkę słoniną. A potem napoiłam szklaneczką psiuczącej wody. Zaraz pojawiło się z tego stado jakichś zmutowanych owadów, ale nie były w stanie się ruszać, osłabione jakieś. Rozgniotłam je pustą węglarką, (gdy węgiel w snach oznacza ciężką, nawet nieuleczalną chorobę).
I tyle. Zapisuję dla pamięci.
Piję sodkę codziennie, bo lubię. Od dzieciństwa. Nauczył mnie tego Tata. Używam oleju tylko od święta. W większości jem słoninę i smalec oraz masło. Może dlatego nie zachorowałam, mimo anginy ropnej w domu? (A. nie znosi sodki).
18:30, transwizje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Lwio niebiesko
Wczoraj senwizja: z nieba spadały na moją rodzinną miejscowość jasne kule, jak gdyby meteorytowe, ale zawsze bez twardego jądra. Najpierw rzadko, potem coraz częściej. Niespodziewanie i w nieprzewidywalnych miejscach. Na razie obywało się bez większych zniszczeń, ale coś tam się działo na posesjach, nie wiem co. Były też dłuższe przerwy. Kiedy to zaobserwowałam zauważyłam, że pojawianie się kul zawsze poprzedzały zwiekszone operacje samolotów rozsiewających na niebie zasłonę z chemtrails. W końcu zaczęło uderzać też w ludzi. I co ciekawe, osoba, w którą miało trafić wcześniej dziwnie się izolowała oraz unikały jej wszystkie zwierzęta, jak zapowietrzoną. Często zmieniałam miejsce pobytu, aby uniknąć ciosu z nieba. W końcu przyszła do mnie myśl, że znajduję się w Izraelu... Poza tym obejrzałam wykład Leszka Weresa jaki dał w dzień moich odrodzin w minionym już roku. Nie odebrałam jego wypowiedzi wcale tak emocjonalnie i krytycznie, jak rozgłosiła to Astromaria na swoim blogu wśród komentarzy. Może dlatego, że nigdy żaden Lew czy Lwia natura nie jest w stanie mnie zdenerwować, co najwyżej rozbawić. Koziorożce gdzie indziej mają umieszczone poczucie własnej i cudzej wartości. Astromaria jest Lwim Skorpionem i tak oto starły się dwa lwie "ega", jak widać. Dużo informacji dla astrologicznych pierwszoklasistów, zerknięcie w sposób widzenia świata, jaki umożliwia astrologia polityczna i nie tylko, poza tym sporo dygresji na własny temat w lwim stylu "co to nie ja", które przesuwałam na pasku strzałką do przodu, żeby nie tracić czasu. Ale Lwy tak mają, chyba wtedy nabierają energii z otoczenia. Konkluzja o sposobie depopulacji copyright pana Leszka wydaje mi się źle naświetlona przez Marię & jej eskortę. Ot, jest to dobry pomysł na wytłumaczenie sobie tego, dlaczego zabija się ludzi z cichapęk, a masowo, tak, że sami fundują sobie pochówek i porządkują ten świat. Być może Sterujący mają te rzeczy starannie wyliczone w czasie. Czemu nie? A co do Geryla... też nie tak, jak sugeruje Maria. Czasem emocje ludziom przesłaniają sprawiedliwy odbiór spraw. Ale właściwie o to mniejsza. Lecę do kóz, siano podrzucić zwierzynie.
13:54, transwizje
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 grudnia 2011
Tyle
Były ze 3 sny wizjo-fabularne na jeden temat, jeden po drugim, przerywane obudzeniem się, w środku nocy. Dotyczyły historii, opowiadanej mi przez jakiegoś mężczyznę w dojrzałym wieku. Otóż w nieokreślonym czasie i miejscu, którego jedyną charakterystyką było to, że leżało nad morzem nie-wiadomo-jakim, zaczęło dziać się coś dziwnego. Mój rozmówca był jeszcze młodym wtedy pracownikiem jakiejś rządowej firmy. Nagle dostali zlecenie najprędzej jak się da ściągać pieniądze z wszelkich źródeł rządowych (zapewne).Grupa pracowała bez przerwy przez kilka dni. Działo się to w bazie przy nabrzeżu, zbudowanej na palach morskich. W końcu mój rozmówca zameldował zwierzchnikowi, że gotowe. Było tego kilka worków pełnych forsy. Na jednym był napis biliony, na innym miliardy, i miliony. Zwierzchnik wyjął z jednego worka sztabkę, oblepił ją jakąś białą glinką czy może gipsem i wręczył pracownikowi chyba jako indywidualną zapłatę za czyn. Rozmówca schował sztabkę za pasek od spodni. I zaraz trzeba było błyskawicznie stamtąd spie...dalać. Ledwie uciekli do budynku urzędu na nabrzeżu tajnym tunelowym przejściem z morskiej bazy, gdy coś zaatakowało ową bazę i zatopiło w jednej chwili... Mój rozmówca pojął rozmiar niebezpieczeństwa. Zwierzchnik zlecił mu kolejne działanie. Jemu i jeszcze kilku. Załadowali worki z kasą na terenowy samochód i wyruszyli drogą polną przez las w jakieś dalekie regiony kraju, aby ukryć zysk. Droga pokryta była już zimowym śniegiem, choć była to pora pomiędzy jesienią a zimą. W lesie zostali zaatakowani przez bandę zaczajonych zbirów. Worki z forsą zostały ukradzione, ludzie zabici lub poturbowani, tak jak mój rozmówca. Który niemal goły, pobity i bez dokumentów został znaleziony przypadkiem na drugi dzień w lesie i zabrany na komisariat. Długo trwało zanim go wypuszczono z aresztu i nim udowodnił swoją tożsamość... W ten sposób kasa przepadła bezpowrotnie, skradziona. Mój rozmówca pełen był podejrzenia, iż cała akcja została sfingowana przez tajne służby rządowe i kasa ukradziona przez bandziorów u władzy. Wiązało się to jakoś z obecnym beznadziejnym zadłużeniem kraju... Po krótkim obudzeniu się zasnęłam znowu i przyszły we śnie uściślenia. Mój rozmówca był w tym śnie dalej wysoko postawionym urzędnikiem jakiejś rządowej instytucji na Wybrzeżu. Zachowywał się jednak dziwnie, jakby lekko naćpany. I sam chciał wiedzieć co mu zrobiono. Bo stracił pamięć, miał ją wykasowaną w co najmniej dwóch, a może i trzech przypadkach, ważnych dla TEJ sprawy. Kończył właśnie 27 rok pracy i bliski był przejścia na emeryturę. I wciąż gnębiła go tajemnica ukradzionych zasobów. Obliczyłam sobie we śnie następujący rachunek 2005 (tak na oko ustaliłam datę akcji owego snu) minus 27 i wyszło mi, że owo złodziejstwo wydarzyło się mniej więcej w 1966 roku (sic!). W kolejnym trzecim śnie akcja została powtórzona, ale działa się jakby w jakimś prawniczo-detektywistycznym serialu tv, w którym głównego bohatera o nazwisku Kiepski grał pan Grabowski. Budynek rządowy stał na polskim Wybrzeżu gdzieś w Gdańsku, a sprawa dotyczyła w jakiś sposób stoczni i czasów gierkowskich. "Kiepski" w pewnym momencie zanurkował w morzu w tym miejscu, gdzie została zatopiona baza, w której niegdyś pracował, lecz mimo jego determinacji w penetrowaniu głębin ogarniała go coraz straszniejsza ciemność i cisza, i wycofał się, nic nie znalazłszy... Tyle.
10:07, transwizje
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 grudnia 2011
UŚnie
Dziś w nocy przeglądałam nadesłane jakby z banku albo inszej takiej instytucji pisma na nazwisko Krzysztof Szewczyk, a potem jeszcze byłam w Stanach i zauważyłam pewne niepokojące, acz potajemne jeszcze zmiany świadczące o manipulacji rządu świadomością obywateli.
17:36, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2011
Puzźle
Senwizja okiem patokracji (brr): VV jeszcze żyje, stara już i odchodząca z tego świata, a przywódca czerwonych LM szaleje za nią, widzę jego twarz na ekranie telewizora, w odcieniu buraczkowym. Jakieś wstrętne potajemne spotkanie. Ze zasypiającym szkieletem, o gadziej urodzie czaszki. Zmarła. Spłukiwany z wanny odłamek szkła, może kości... Ktoś młody kojarzy ze sobą różne odległe fakty i stwierdza, że wystarczy ułożyć właściwie puzzle i układanka z pełnym obrazem wydarzeń gotowa, jawi się, oczywista...
16:09, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011
Wziętnie
Wczorajszej, czy przed wczorajszej nocy? Senwizja. Leżę koło kogoś z lewej strony, łóżko przy pół otwartym oknie. Budzę się w trakcie wzięcia, wiszę już w powietrzu i majtam nogami. W górze wyżej nade mną, za oknem znika bezwładnie zwisająca rączka niemowlęcia, również zabieranego. Próbuję stawić opór, pamiętając różne stwierdzenia z portali uświadamiających ustami ufo-oświeconych wygłaszane. I stwierdzam całą sobą (hm, chyba całym sobą, bo wydaje mi się, że jestem w tym śnie mężczyzną) coś takiego: "Nie zgadzam się! Moją wolą jest, abyście odstawili mnie z powrotem. Mam wolną wolę. I mam świadomość wzięcia. Nie daję mojej zgody na wasze eksperymenty i manipulacje!"
Ale dalej wiszę i majtam nogami, a nawet wznoszę się powoli coraz wyżej. Kurczę, może modlitwa by pomogła? Ale jaka? Nie mogę sobie przypomnieć najważniejszej, żadnego słowa... "Nie!" - krzyczę całą/ym sobą: "Nieeee!".
Gówno mogę. Taki fakt. I gówno może moja taka świadomość.
Z tym się obudziłam, nieco wystraszona, z bijącym sercem. Nasłuchiwałam jakiś czas w ciszy leśnej nocy wokół domu, pies nagle zawarczał przez sen, i tyle.
20:07, transwizje
Link Komentarze (7) »
wtorek, 06 grudnia 2011
Włośnie
Skończyłam czytać "Ponerologię polityczną" A. Łobaczewskiego z wdzięcznością dla autora w sercu. Co prawda, przyglądając się rzeczywistości rządzonej przez węża i służących mu patokratów trudno jest mi uwierzyć we wzniosłe przekonanie Profesora, iż wiedza o tym zjawisku chorobowym, toczącym ludzkość od tysięcy lat może spowodować przełom świadomości w ogólnospołecznej, a nawet globalnej skali i pomóc zbudować nowy lepszy świat. Brzmi to naiwnie, dziecięco niewinnie i idealistycznie. Ale w końcu może warto uwzględnić, że fakt trudnego życia Profesora, doświadczanego w powojennych systemach polskich i zagranicznych bardzo dotkliwie nie złamał w nim był owej naiwnej wiary, a wręcz ją umistycznił. Do tego stopnia, że intuicja prowadziła go od początku ku wizji odbudowania UTOPII, ustroju naturalnego, w którym ludzie (świadomi tego, że są wśród nich również nie-ludzie) żyją świadomie, mądrze i w zgodzie ze swą ludzką, dobrą, sprawiedliwą i zdroworozsądkową naturą.
Wzmocniło mnie stwierdzenie, iż Utopia (system opisany przez Tomasza Morusa w XVI wieku w dziele wydanym w 1516 roku), ustrój naszych Przodków (jak twierdzi współczesny rosyjski starowierca Trechlebow), została skarykaturyzowana i wykoślawiona właśnie przez próby jej realizacji w wielkich Rewolucjach, dokonywane przez psujące łapska nie-ludzi, powołujących się na nią i rozbudzających ideowo serca prawdziwych ludzi, prowadząc ich jak owieczki ku zagładzie.
I, że wizja reaktywacji tego ustroju, pierwotnie dla nas-ludzi doskonałego, prowadziła Profesora poprzez jego analizy i badania, dokonywane w tajemnicy przed komunistycznymi nie-ludzkimi władzami. Przeniósł swoją z trudem i bólem zdobytą wiedzę poprzez czas i przekazał kaganek, za pomocą tej trzy razy zapisywanej książki, dwukrotnie kradzionej przez patokratów u władzy (a może odwrotnie, przez ludzi, oszukujących psychopatów i pragnących się tą wiedzą wzmocnić w jakichś wyższych tajnych szeregach, trudno orzec i można się łudzić).
Nieważne w tym jest moje marzenie, bo to tylko marzenie człowieka trwale nieprzystosowanego społecznie, dla którego Utopia spokojnie może pozostać niezrealizowana. Ale liczy się szczególna przepowiednia Nostradamusa, iż wizja Morusa zrealizuje się po 500 latach na granicy wschodu i zachodu, da "nagłe światło" na granicy kalendarzy kościelnych i "wyda ludzi mocno zadowolonych"...
Poza tym, wczoraj, 5 grudnia, wieczorem zasypiając przyszła do mnie wizja. Nie spałam, bo opowiedziałam ją A. głośno nie otwierając oczu i nie gubiąc jej. Ktoś czesał jakiejś kobiecie włosy przed lustrem. Tapirował, fryzował... wielkie włosy... i drżenie serca.
Dziś wieść o śmierci VV. I wśród jutubowych wspomnień ta jej pierwotna postać zarejestrowana w Opolu w 1964 roku, z krzywymi zębami, wypukłymi wargami prostej wiejskiej dziewczyny... I pytanie ASa nakierowujące myślenie. No, tak, ktoś włożył w jej wykreowanie, w operacje plastyczne, w pobyt i naukę w Holywood i Las Vegas mega-wiele kasy. A co potem? A potem, gdy okazała niewdzięczność, a może po prostu czyjaś koncepcja się nie sprawdziła, została trwale uwięziona w wężowej pułapce, sterującej mediami i nastawieniami pato-kreatorów. No, cóż, wizja nic mi nie podpowiedziała, zresztą po co komu ta wiedza? Jeszcze by ją patokraci świętą męczennicą zrobili dla odmiany? O ile pamiętam, miała silny w horoskopie symbol trzech węży walczących z trzema innymi, starcie ideologii i manipulacji.
21:08, transwizje
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Plutnie
Podmuchy energii Plutona. Wreszcie. Czuję. Wreszcie, bo od kilku lat maszeruje mi przez Wenus, następnie Marsa, teraz "stanął" na Słońcu, a ja wciąż pozostaję wewnętrznie nieporuszona, jak kamyk polny. Jedynie: wysiłek, harówka, zapracowanie, zmęczenie, ekstrema różnego rodzaju, z racji osiedlania się, budowy domu i prowadzenia gospodarstwa na co dzień.
Znam dobrze tę energię od zawsze. Mój horoskop jest tak zbudowany, że co rusz mam ważne i długie tranzyty tego piekielnika. Wielu ludzi doświadcza z nich może jeden, dwa, niektórzy wcale. Niektórzy nie są w stanie go w ogóle przeżyć.
Wrażenie przy przejściu jest bardzo głębokie. Początkowo straszne, bolesne i trudne. Zresztą było różnie, więc nie schematyzuję. Objawy od obcięcia sobie włosów na łyso zamiast samobójstwa, przez wizyty duchów i kosmitów, po zanurzanie się w jakichś kabaretowych klimatach. Od ponad roku przyglądam się ze zdumieniem brakowi jakichkolwiek wyraźnych efektów przechodzenia przez Słońce. I nagle zaczyna mnie oświecać (wsparte to zostało teraz kilkudniowymi tranzytami Marsa i bieżącego Słońca do Plutona horoskopu). Jak dalece skrywam się przed mocą. Unikam, drżę w ukryciu, skamlę cichutko, zrzucam ją na innych, oddaję za darmochę. He, ona jest gotowa działać, jeśli tylko odważę się patrzeć prawdzie prosto w oczy i używać precyzyjnie języka do formułowania swoich odczuć. I wniosków. No, i nie bać się "krzywdzenia" ludzi, tak jak ja wystraszonych, unikających, skamlących cichutko w ciemności, nadwrażliwie drżących w swoich skrytkach. Przed prawdą o brutalności egzystencji i o sobie samych.
Bo Pluton ostry jest jak brzytwa. Jadowity jak wąż. Zabójczy jak głowa Meduzy. Trujący jak szata Dejaniry. Dać mu się pożreć... jedyna droga do narodzenia się na nowo w doskonałej postaci. Hm, rodziłam się w ten sposób już tyle razy w tym życiu, że mnie to już nawet nie kręci. Obietnica fałszywa z biegiem czasu, jak wszystko inne. Tyle, że się wskakuje o jakiś stopień wyżej i wyskakuje gdzie indziej. Tym razem już mi jednak o mnie samą nie chodzi... ani o moje w sumie dobiegające końcówki życie. Nie dam się zaspokoić niczym mniejszym, niż to, co się właśnie jawi. W bezsenne noce.
08:19, transwizje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 grudnia 2011
Krwio
Senwizja: siedziałam na krześle przy biurku, a ojciec wpompowywał we mnie świeżą krew. Dodawał ją, to nie była wymiana krwi. Wyobraziłam sobie, że mi od tego system krwionośny spuchnie, obrzmieję z nadmiaru, ale on mnie zapewnił, że nie.
09:15, transwizje
Link Komentarze (1) »
środa, 23 listopada 2011
Klucznie
He, prawie całą noc nie spałam. A w przerwach od niespania wizja... czarnej dziurki od klucza przypominającej ciemny pionek szachowy. I sen, w którym AS ogłosił, że w poprzednim życiu nazywał się Jean, a może Lucien (?) Sey/g/ment, czy tak jakoś (imię i nazwisko widziałam wydrukowane dużymi literami, ale umknęło mi, imię mogło być całkiem inne. Żył w XVIII wieku i na dowód tego włożył sobie na głowę 18-wieczną blond-perukę i z trochę bezczelnym śmiechem wczuwał się w rolę... Hm, rano patrzę na Tablicę, a tam jakieś przepychanki z jakimś ktosiem-luckiem, lucyferem i chrystusem w jednej osobie, nosicielem klucza do czegoś, czego nijak nie panimaju. I nie mam jak pojąć, bo rozwożenie gnoju z obory, dzięki sprzyjającej ciepłej pogodzie nieustająco trwa.
17:02, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 listopada 2011
Laśnie
Dziś przyszła do mnie Pola Laska. Niosła w ręku, trzymając ją od niechcenia za czubek szyjki, butelkę czerwonej wódki, napełnioną dokładnie do połowy. Sunęła pięknym od niechcenia krokiem, ulicami nocnego miasta, znudzona tymi, którzy uwielbiali się w jej towarzystwie pokazywać. Mieszkała w starej kamienicy, na parterze, w mieszkaniu bez okien, brudnym i zasyfionym. Przed laty ulokował ją tam jakiś wysoko postawiony kochanek. Teraz starzała się, lecz wciąż emanowała niesamowitą zmysłowością połączoną z arystokratycznym stylem. Najęłam się do niej za sprzątaczkę... We śnie, i po obudzeniu była jeszcze dość długo, aż wstałam. Nie opowiem więcej, każdy ma swoją wizję. Jedno jest wspólne. Poruszenie serca i siła rozpierająca splot słoneczny...
18:19, transwizje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 listopada 2011
Głuśnie
Darka znam z YT i sławnej wieści, która obiegła w tym roku internet i różne fora o wizycie służb u niego w domu i oskarżaniu go o propagowanie nazizmu. Wpłynęło to na obudzenie się kilku snów wtedy dotyczących sprawy, która go interesuje. Wczoraj ktoś podrzucił mi adres jego bloga (moje-riese.blogspot.com)i spędziłam cały wieczór na lekturze od deski do deski. Anim zauważyła jak zrobiła się głęboka noc i wszyscy w domu zasnęli. Kiedy wyłączyłam komputer ogarnął mnie lęk. Ale to, że lękliwą mam wyobraźnię to ja wiem, więc dzielnie pomaszerowałam do łazienki, a potem do łóżeczka spać. Zaczęłam się zastanawiać skąd to roztrzęsienie. I przyszła do mnie pamięć z okresu najbardziej nasilonych koszmarów nocno-dziennych i ich treści, które mogą, choć nie muszą być powiązane. I to, że najpierwsze sny jakie pamiętam z dzieciństwa dotyczyły wilka, czarnego złośliwego wilka czyhającego na mnie pod łóżkiem albo za drzwiami. Pamięć podsuwała skojarzenia: przemiana w wilka, prawie realna, której doświadczyłam w okresie młodzieńczym, na jawie, powstrzymana tylko tym, że nie spojrzałam w lustro. Wizje istot z głębi, mrocznych i "jasnych" (były pająkopodobne, ogromne, odnóżaste jak korzenie drzew, istoty Źródła, Jądra, jedne smolisto-szare, absolutnie złe i śmiercionośne, drugie czerwone, w barwie ognia, jeszcze potężniejsze, wobec których trzeba znać mantrę ochraniającą, aby nie spaliły) wraz z akcesoriami z II wojny światowej i potwornymi zwidami diabolicznych przywódców III Rzeszy, mowa o klątwie, potężnej klątwie trzymającej nasz świat w nierozerwalnej sieci Największej Magii, człowiek nie jest w stanie wyrwać się z niej. O stroszku chichoczącym, o mocy budzącej się, mrocznej, która zostanie przekierowana modlitwą Wybrańca Bożego przeciwko tym, którzy ją uruchomią... Nagle usłyszałam głośne walenie do drzwi albo w dom. Nie mogłam się ruszyć, byłam w transie. Coś się po chwili zjawiło, poczułam istotę na plecach, nieludzką, pso-podobną. I huk w uszach, jakby cały słuch obrócił się do wewnątrz. Usłyszałam własny głos, mówiący jakby do kogoś: Słuchaj... I ocknęłam się, gdy nagle odeszło, jak ostrzegający strażnik potwornej Tajemnicy, spokojna, w pełni osadzona w rzeczywistości racjonalnie kontrolowanej jawy.
09:34, transwizje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 listopada 2011
Marśnie
A tak nawiasem mówiąc. Napis na transparencie niesionym przez pochód brzmiał: MarSz Niepodległości. Czyli podświadomość rejestrowała przepowiednię... Mars z Niepodległości, czyli... Wojna z [powodu] Niepodległości. Korona nad S dopisuje tu jeszcze nadrzędną wartość owej marsowej potyczki, Polskę. Czyli: Polska wojna z Niepodległości. Jakim więc sposobem był to w zamiarze pochód pokojowy? Żadnym.
12:26, transwizje
Link Dodaj komentarz »
Odpisowo
Dostaję czasem pytania kiedy spełnią się obrazy z moich snów. Czy coś wiem na ten temat. Odpowiadam zbiorowo:

Nigdy, albo bardzo rzadko mowa w wizjach jest o datach. Czasem bliskość lub dalekość w czasie rozpoznaję na podstawie pory snu. Jeśli wizja ukazuje się zaraz po zaśnięciu lub około północy, może dotyczyć wielu lat do przodu. Te nad ranem sprawdzają się blisko. I często wywołane są podobnym wydarzeniem, które nadchodzi na dniach, lecz wcale go nie dotyczą. Jak np. wizja marszu ludzi z krzyżykami na szyjach mogła przyjść jako niby-zwiastun Marszu Niepodległości, tymczasem dotyczy czegoś innego, późniejszego, jedynie podobnego. Czasem (jak udało mi się kilkakrotnie zauważyć) sprawdza się za trzecim razem (Marsz był pierwszy).
Tak samo ruina waluty, wiatr z zachodu wstrząsający domem/Polską opisuje coś innego, niż bankructwo Grecji.
Tyle wiem.
Nie mam uszeregowanych wizji, których doświadczyłam w jakiejś logicznej kolejności, co po czym. Jeśli kieruję się czymkolwiek tego rodzaju, to na bazie Nostradamusa, którego jednak do końca nie rozumiem.
Parę rzeczy na podstawie jego zapisów ustaliłam, choć mogę się przecież mylić i jeśli tak się okaże, to nie będę zdziwiona ani zawiedziona. Prawdziwie niebezpieczna i powiązana z upadkiem banków na świecie będzie rewolucja we Włoszech, bardzo krwawa, prędka, zaskakująca wszystkich. Najpierw jednak będzie jedna śnieżna zima, która spowoduje ogromne powodzie w Europie Zachodniej i we Włoszech. Powódź Tybru wymyje z ziemi coś, co w krótkim czasie zachwieje religią katolicką. Grobowiec, z zapisami w kamieniu. Nie da się treści zapisów ukryć na długo, "choć pierwszy, kto je rozgłosi, zginie". Będzie z tego ogromna międzynarodowa wrzawa.
Owe zamieszki włoskie zaczną się w maju, nie wiem jakiego roku. Myślę, że jakiegoś bliskiego. 12/13/14? Będą interwencje armii zachodnich, ogromne zamieszanie w Europie. Zacznie się też równie krwawa rozprawa w Niemczech, gdzie "będzie się brodzić we krwi do połowy nogawek", tam przede wszystkim będzie walka z mniejszościami narodowymi. Do tego ataki z powietrza bomb rzucanych na wielkie ważne miasta i gmachy międzynarodowe (typu ONZ?). I epidemie chorób typu tyfus, dyzenteria, czerwonka, cholera, czyli użycie broni biologicznej, mające na celu unieruchomić ludzi, wielkie miasta. Trzeba też się spodziewać potężnych awarii elektrowni atomowych, które skażą wielkie połacie ziemi i przyczynią się, oprócz dewaluacji pieniądza i zaburzeń klimatu do wybuchu głodu.
Jak na razie więc, póki wszystko dzieje się w sferze przypuszczeń, wirtualnej, medialnej, rozgrywanej prowokatorami nie ma co się nadmiernie podniecać. Ale trzeba być gotowym i mieć przygotowany program działania na trudny czas. On naprawdę stoi za progiem.
10:43, transwizje
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60