bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
sobota, 26 stycznia 2019
Zbudź się Ferdynandzie

Nad ranem pojawiła się lekka wibracja w ciele wraz z widzeniem animowanym: jakaś starsza kobieta idzie ulicą małego miasteczka, albo na przedmieściu. Nagle coś się z nią dzieje. Staje. Zdejmuje okulary, przeciera je, chwilę rozgląda się wokół siebie. Mam wrażenie, że poznaję starszą panią z obejrzanego filmiku o nękaniu przez bogatego sąsiada chcącego odkupić jej posiadłość. Prosi o coś przechodnia. Zatrzymują się ze dwie trzy osoby, też starsze, widzę mężczyznę. Słuchają kobiety z dziwnymi minami. Ona podaje mężczyźnie swoje okulary, on zerka przez nie.
Akcja przechodzi w sen animowany: jako grupa detektywów, może strażników czy policjantów stoimy przed starym domem. Zastanawiamy się gdzie wejść, dostaliśmy sygnał, być może namierzyliśmy go jakimś sprzętem. Po środku domu są duże drzwi, jak do magazynu hurtowni albo sklepu [nękania kobiety z filmu dochodziły ze sklepu TESCO w sąsiedztwie] ostatecznie uderzamy tamtędy. Otwieramy je przemocą, strażnicy wchodzą, ja patrzę z zewnątrz. Po chwili wyprowadzają z wnętrza wózek inwalidzki z siedzącą na nim postacią z głową psa, rudawej maści. Pies jest w ludzkim ubraniu, jak Pies Ferdynand Wspaniały z historii o pajęczarzach w książce Zbudź się Ferdynandzie Ludwika Kerna. Mam wrażenie, że nie żyje. Ale może głęboko śpi? to już myśl z jawy, gdy skojarzyłam postać psa [Pies jest symbolem służb]

Kolejny sen animowany podobną kreską, okiem obserwatora: odebrałam w tym stanie wykład o tym, jak przekierowywać emisję wiązek bezpiecznie. Sposób, którego nie zapamiętałam nie tylko rozprasza promieniowanie, ale skierowuje je w rozwojową stronę prowadząc do podwyższenia stanu świadomości. Było też nie tylko o przekierowywaniu, ale i odbijaniu takich wiązek, co dla wysyłającego kończy się źle.

17:09, transwizje
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 stycznia 2019
Animacja

Nagle o świcie hipnagogi, czarno-białe, animowane:

Walczący na miecze rycerze, w tle biją się ze sobą ich giermkowie.
Brodate twarze arabskich przywódców, jeden po drugim, że Arabowie poznaję po strojach.
Twarze polityków zachodnich państw, różnych, wielu, podobieństwa do przywódców światowych, jedna po drugiej.
Widzę kilka osób zanurzonych w czymś, co wygląda jak morze, ale to jest morze fal energii, wokół każdego zakręca osobny wir. Oddalają się na lewo, cały czas trzymając głowy nad powierzchnią falową. Ja też jestem wśród nich. Niektórzy dają się zalać fali i nie wynurzają się.
Ktoś sadzi w ziemi roślinkę, zbliżenie na nią, to kępa ziela o okrągłych kulistych kwiatuszkach, podobnych do baldachimów wrotyczy.

We śnie miałam stary czarny ebonitowy aparat na korbkę [„Czarny zadzwonił”!] w kuchni stojący na blacie w przejściu.

Hipnagog animowany: gruba karykaturalna postać leży na ziemi wystającym tłustym brzuchem do góry, wierzga krótkimi nogami i rączkami jak w ataku padaczki. Jej ciało całe jest wypełnione białą kropkowaną substancją. Odebrałam to jako jakiś wywołany sztucznie paraliż. [Symbol sytego społeczeństwa zachodniego, która nie jest w stanie zbuntować się wobec niewidzialnego ucisku. On manipuluje na bazie podstawowych potrzeb i lęku przed utratą materialnego zabezpieczenia, atak jest kierowany na ludzi słabych i majętnych, aby pozbawić ich posiadłości lub odsunąć od władzy]

17:24, transwizje
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 stycznia 2019
Widać ich

27.X. Obudziłam się około trzeciej nad ranem z powodu dziwnego zjawiska. W moim prawym uchu dzwoniło tak potężnie, że po chwili już byłam zaniepokojona. Dźwięk, wysoki, dzwoniący, nie ustawał ani nie zmieniał się w swoim natężeniu. Wstałam do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą, żadnej ulgi. Starałam się panować nad sobą i nie wpadać w panikę. Ciśnienie w głowie? Control minde przez satelitę? Doszłam wstępnie i z dużą dozą sceptycyzmu do wniosku, że to może być efekt piwa, na które się skusiłam wieczorem, i że to gluten oddziałuje na nerw słuchowy (ale czy taki w ogóle jest?). Po jakiejś pół godzinie dźwięk zaczął cichnąć i uspokoiłam się. Odeszło.
Rzuciłam zapytanie do czachulca, co to było.
Sen: stoję z mamą po mojej lewej przed budynkiem szpitala, w wysokim kutym ogrodzeniu jest bramka, gdzie za wąskimi oszklonymi drzwiami stoi portier. Czytam ogłoszenie przyklejone na szybie, z którego wynika, że to wyjątkowy dzień wolnych odwiedzin, inaczej kupuje się bilety. Namawiam mamę, aby wejść, ale ona nie jest skora. Czekamy na autobus miejski na pobliskim przystanku [granica 5/6]. Nad bramą szpitalną widzę napis wielkimi literami SCI, może Szpitalne Centrum Infradźwięków? Kojarzę jeszcze we śnie.
Rano sprawdziłam horoskop z nocy. Dźwięk zaczęłam słyszeć, gdy Neptun w Rybach znalazł się na Descendencie.

29.X. Hipnagog: w dużej sali grupa leżących w rzędach na materacach ludzi, wydaje się, że śpią. Widzę napisy rozwieszone na kartonach na ścianie naprzeciw i jeden udaje mi się odczytać: CZARNY ZADZWONIŁ.
Wnioski: czarno-białe rysunkowe obrazy widuję ostatnio okiem Nad-obserwatora. Czarna kreska i cienie na białym tle. Odpowiedź padła odnośnie wczorajszego dzwonienia w uszach?

18.I. Trasa skosem z górnego prawa na lewy dół Ekranu. Na jadący czerwony samochód [ciało karmiczne] najeżdża niebieska taksówka [ciało mentalne], chcąca go wyprzedzić. Czerwony zatrzymany w rozsypce, zgruchotany w dużej mierze, przednia klapa od silnika w górze, z wnętrza wydobywają się nieokreślone czarne kształty, kłęby i sploty. [Bieg rzeczy był ku minusowości, wpływ mentalny z zewnątrz wywiera nagły szokujące oddziaływanie na kogoś będącego pod wpływem silnych skłębionych pajęczych manipulacji. Destrukcyjny bieg rzeczy powstrzymany, ujawniony motor tego zjawiska, konieczny remont życia]

Stał przede mną, młody, nieco krępy, nieznany mi i patrzył w głąb siebie z dziwnym wyrazem twarzy. Próbowałam go rozśmieszyć, aby się uśmiechnął, zaglądając mu w twarz z lewej, z prawej, z dołu, ale ani drgnął widząc coś, czego ja nie widzę. Sądząc po minie to było coś poważnego, innego, niż mogłabym sądzić, nie do zlekceważenia, wymagającego całej jego uwagi.

21.I. Zaćmienie księżyca. Wieczorem obejrzałam wywiad Janusza Zagórskiego z niejakim Sławkiem na temat Mind control i SI. I odkryłam tożsamość gościa, który ukazał mi się we śnie 18.I.
Wizja: ktoś trzyma urządzenie w ręku, podobne do dawnego aparatu fotograficznego, lustrzanki czy kamery z długim zwężającym się obiektywem. Skierowuje je co chwila w inne miejsce, raczej w dół, przysiada z tym na fotelu. Nad aparatem jest jeszcze mała czasza anteny satelitarnej. Inne wnętrze: kilku mężczyzn w kitlach nałożonych na ubrania cywilne przechadza się w jakimś wnętrzu, potem siedzą chyba przy komputerach, czy innej niezidentyfikowanej aparaturze. Na głowach i twarzach mają rodzaj gęstej białej siateczki, chyba zabezpieczającej przed wpływem fal. Rozmawiają, idą gdzieś, coś sobie pokazują. Myśl: to prawda, o czym opowiada Sławek, prace są zaawansowane.

Dzisiaj. Sen wizyjny: okiem obserwatora widzę poligon i oddział żołnierzy padających na rozkaz na ziemię i czołgających się z lewa na prawo. Nie są to zwykli żołnierze, a kadra. Ukazują mi się z bliska siedzące za biurkiem osoby w mundurach, przeważnie kobiety, mają na głowach wysokie futrzane czapki, jak Rosjanie, każda inna, jedna z kobiet taką czapką nakrywa coś w rodzaju pilotki pod spodem. Mówią coś, ale nie słyszę, widzę poruszanie ustami, twarze wsłuchane jakby w rozkazy słyszane osobiście, z wyrazem służbistości, który znam z wstawek z koreańskich propagandowych wiadomości telewizyjnych. Wyglądają na Azjatów z lekko zaczerwienionymi policzkami, pewnie jest zimno, może Koreańczycy północni, może Chińczycy, a może ruscy. Bardziej Koreańczycy.

19:14, transwizje
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 stycznia 2019
Kontrola pamięci

Nad ranem pojawiło się nagle coś.

Hipnagog: obserwuję z góry, jakby spod sufitu dwie osoby wjeżdżające windą, dość wąską. Upadają na podłogę, nie wiem co się dzieje, może się siłują, może kochają? Na koniec leżąca bezwładnie postać w spodniach.

Hipnagog: wyglądam przez szybę dużego okna. Na zewnątrz mały park, albo ogród, kilka drzew, wszystko pokryte białym śniegiem, zima.

Sen wizyjny, w tym samym czarno-białym rysunkowym stylu, co hipnagogi: dwie młode kobiety kupują stary dom z działką, chcą go remontować. To mała miejscowość, albo przedmieście, bo obok za ogrodzeniem z siatki stoi podobny dom, parterowy z dachem kopertowym, starannie wykończony. Dwie sąsiadki przyglądają się podejrzliwie stojąc przed drzwiami na schodkach wejściowych. A może to już ich dom po remoncie i to są owe dwie właścicielki? Ktoś pokazuje szczękę jakby końską, z wieloma ostrymi zębami drapieżnika, dziąsła są wyraźnie zaczerwienione. Mowa jest, że nowe właścicielki zajeździły to biedne zwierzę w poprzednim miejscu zamieszkania, wtykając mu między zęby grube wędzidło i zmuszając do ciężkich zadań. Tymczasem wiadomo, że to się mogło udawać tylko do 147 razy, potem się psuje. Dowiaduję się, że na posesji jest dziwna piwniczka w ziemi, blisko słupa elektrycznego, niezakryta, wybetonowana, beton jest wyłożony czymś ciemnym. Tam kryło się kiedyś szczególne urządzenie, które zostało zdemontowane przed sprzedażą posiadłości, która była własnością jakiejś firmy czy agencji. W dodatku na poddaszu podłoga i murłaty z cegły są wyłożone czarnymi kwadratowymi płytkami z dziwnego chropawego sztucznego tworzywa, pokrytymi jeszcze na ściankach, chyba jako zdobienie, dodatkowymi ceramicznymi ramkami. Dziwię się, do czego to może służyć, może rzeczywiście ciekawie wygląda, ale pewnie zbiera mnóstwo kurzu, który trudno czyścić.
Wewnątrz domu znajduje się pomieszczenie z trzema prostokątnymi basenikami, takimi nieco większymi, niż dla jednego człowieka. Z wodą. Panuje tam półmrok, ale wpatrując się zauważam jakby cień ciała pływającego w baseniku po prawej. Pokazuję to młodemu, pucołowatemu i zaokrąglonemu mężczyźnie, który mnie oprowadza, mówiąc, że chyba tam ktoś się utopił. Mężczyzna zbywa moją uwagę, że mi się zdaje. Ale mój wzrok przyzwyczaja się do półmroku i widzę lepiej. Tam zanurzone całkiem pod wodą pływa ciało mojego taty! Ogarnia mnie lęk i podejrzliwość. Wychodzę, udając, że nie rozpoznałam obecności trupa. Ten grubawy człowiek wydaje mi się z jakiegoś powodu groźny. Chcę ostrzec innych.
Kiedy po daremnych poszukiwaniach wracam do tego pomieszczenia, ku swemu przerażeniu widzę teraz zapełnione wszystkie trzy zbiorniki. Na powierzchni wody pływają ciała dwóch właścicielek i jeszcze jakiejś nastolatki, każde w swoim baseniku, wyglądają jakby spały, w głębokim transie, nie są całkowicie zanurzone, mogą oddychać. Nawet w basenie, w którym nadal widzę ciało mego ojca, tylko głębiej zanurzone, pływa na powierzchni jedna z dorosłych kobiet. Chyba nie miała pojęcia, lokując się tutaj, że jest pod nią trup.
Nagle pojawiają się dwie nieco karykaturalne postaci, w stylu komiksowym narysowane, jakby z indiańskimi profilami, na czubku łysych wysokich wąskich głów z garbatymi nosami sterczy im coś, co wygląda jak czarne piórko. Na ich obraz nakłada się burozłota matryca z wibrującymi punktami zapisów, rozciągnięta na cały ekran śnienia. Nie wiem komu to jest robione, ale jest zbliżenie na jedną głowę, sunie po karku w górę wielki czarny pająk, większy niż tarantula. Wielkość jest nieproporcjonalna do głowy, bo pająk potrafi się skurczyć i zmniejszyć. O, wchodzi przez otwór na czubku czaszki do głowy owego człowieka. Wystaje tylko koniec, który wzięłam poprzednio za piórko. Jednocześnie tym samym otworem wydostaje się na zewnątrz wysoki szczupły mężczyzna, nieco mniej wyraźny, czyli w ciele subtelnym.

Obudziłam się z myślą, że rzecz dotyczy technologii MK, tworzenia wielorakiej osobowości, wpisywania fałszywej pamięci i używania ludzi do tajnych zbrodniczych zadań, które są im wymazywane z głowy. I jest to być może związane z historią Maxa Spiersa, cyber-żołnierza, jak o sobie opowiadał, który zmarł nie tak dawno w Polsce, w dziwnych okolicznościach. Właśnie wczoraj przeczytałam w internecie oficjalne oświadczenie polskich śledczych, którzy ustalili, że śmierć spowodowało nadużycie leku przeciwlękowego Xanax, który kupował bez recepty w Turcji i zażywał w dużych dawkach. To musiało wywołać ów sen, zważywszy, że Słońce zbliża się do Plutona - tajnego manipulatora w Koziorożcu. Potwierdza zatem, co mówił. Projekty MK miały i mają miejsce, a tajna technologia jest coraz groźniejsza.

Potem był sen już zwyczajny, ale na podobny temat. Pamiętam jedynie ostatnią scenę: na tle górującego słońca kula globusa, tej samej pozornie wielkości, pokryta siatką kartograficzną. Kontroluje ją szarawy humanoid z wielką głową o wielkich migdałowych czarnych oczach.

16:22, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 stycznia 2019
Wybory przedparlamentarne

Noworoczny sen domowniczki-warszawianki: biegła w maratonie Aleją Niepodległości w kierunku Ronda ONZ. Było zupełnie ciemno. Przyspieszyła, sama dziwiąc się swoją siłą i energią. Wyminęła z łatwością rywali jadących rikszami do mety.

Wniosek: ktoś w wyborach startujący o własnych siłach wyprzedzi ustawionych przez dwie główne partie rywali.

Dzisiaj mój sen: długa pobielana drewniana chałupa chłopska, remontuję ją z matką. W kuchni stoi piec gliniany, jest nim zachwycony i zafascynowany jakiś Anglik. Piec robi się prawie równie długi jak chałupa. Pichcone potrawy, starte ogórki kiszone w słoiku, podsmażane w rondelku nerki... Pilnuję prac, które prowadzi kilku miejscowych robotników. Popijam przy okazji jakiś czerwonawy trunek, który noszę ze sobą, nie dzieląc się. Mam go w kilku, chyba pięciu małych buteleczkach, do nich kieliszek. Zjawia się mama, przejmuje kontrolę. Ja ląduję w budynku sejmowym.
To jedno z pierwszych spotkań, zostaliśmy wybrani w niedawnych wyborach parlamentarnych. Spotkanie w wąskim gronie klubu, w jednym z pomieszczeń. Jest trochę osób, tylko jeden stary wyga, sprytny starzec w garniturze. Po mojej prawej koleżanka świeżo poznana w moim wieku (jestem młoda), pijemy mocną czystą wódkę z kieliszków i zakąszamy z misy liśćmi sałaty. Toczy się rozmowa o zasadach. Wymądrzam się, mam coś do powiedzenia, takie szkolne dyrdymały o praworządności. Staruch słucha z półuśmiechem. Zza jego pleców przygląda mi się z wyrazem niechęci znana mi lekarka z mojej miejscowości, ja zaś – mimo że wypiłam ledwie jeden kieliszek – zaczynam bełkotać, język mi zwolnił, ledwie wypowiadam zdanie do końca. Inni gdzieś się rozchodzą. Zostaję ja, koleżanka z prawej i stary wyga. Odstawiamy wódkę i sałatę do szafki. Jest już dość późno. Po 19. Mój ostatni autobus do domu odjeżdża za kwadrans, nie zdążę na dworzec. Stary wyga uśmiecha się i pokazuje recepcję: tu trzeba podbić pieczątkę i ma się na przejazd za darmo. Jeśli nie zdążę to proszę – pokazuje na kartce trzy numery telefonów – można dzwonić pod któryś adres, w mieście są trzy hotele z darmowym noclegiem w każdej chwili. O, może się skuszę! Fajnie byłoby zanocować, zadzwonię tylko do mamy, że będę na wsi rano.

Wniosek: nowi parlamentarzyści szybko wdrożą się w stare zasady.

10:55, transwizje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 grudnia 2018
Krucza moc

W noc przesilenia zimowego przyszedł taki sen: pod ogrodzeniem z siatki na posesji dziadków [przeszłość, za granicą 5/6], podeszłam do wielkiego już, ale wyraźnie młodziutkiego kruka, który wylądował na podwórzu [ze strefy Nicości przy granicy 8/9]. Miałam na rękach rękawice ochronne do prac budowlanych, takie pozszywane ze skrawków różnej maści materiałów [ręka Nadduszy, p. 7, na roboczo, czyli pracująca], więc dość śmiało, choć ostrożnie wzięłam go na ręce. Nie uciekał i nie wyglądał na wystraszonego. Nie był jeszcze do końca opierzony, bo głowę miał prawie łysą. Uznałam, że go wezmę pod opiekę, trzeba tylko pomyśleć, czym go karmić. W tym momencie kruk odwrócił się wielkim dziobem ku mojej twarzy i wymierzył w moje prawe oko. Coś z nim zrobił, ale nie było to agresywne, ani nie bolało, nie wystraszyłam się. Obudziłam się zaskoczona.

Interpretacja: ptak - wiadomość, kruk o końcu/śmierci/żałobie, oko jako parzysty narząd odnosi się do matki/ojca lub męża/żony, ogólnie bliskiej osoby. Wg Jarka Bzomy symbole odnoszące się do wysokich rejonów duchowo-boskich mogą być pozytywne, jako wyzbycie się dualności i koncentracja umysłu na Świadomości Nieprzejawionej (jedno oko), brak w tym jednak odniesienia do jawy i symboli z życia nam znanych.

Sen nie wystraszył mnie, był wizyjny, czyli kruk był jakby narysowany, prześwietlony, to znak, że pochodził z wysokiego poziomu, gdzie czas nie istnieje i łatwo o przepowiednie. Czułam troskę wobec tego niedorosłego w pełni ptaka, a on nie był agresywny, nawet, gdy dziobnął mnie w oko. Moje wykształceniowe/umysłowe skojarzenia były pozytywne. Biorąc pod uwagę Glosariusz, kruki, na których fruwali szamani, Castanedę i ogólnie szamański wydźwięk symbolu i obrazu. Wytłumaczyłam sobie, że owa ciemna plama, cień pod prawym okiem, manifestująca się w innych moich snach u mojej duszy albo u czarnej kotki, teraz zostanie unicestwiona, jej przyczyny karmiczne. Zatem oczekiwałam pomyślnych rzeczy (i w sumie nadal oczekuję, ponieważ wysokie sny manifestują swoje znaczenie w rzeczywistości nawet trzy razy w coraz głębszych w czasie i znaczeniu sytuacjach). Jednak wróżę sobie od lat i moja podświadomość ma swoje kody i ścieżki. Czarne ptaki występują w Księdze I-Cing jako symbol przekazu informacji, "rozdziobią nas kruki wrony", "kruk krukowi oka nie wykole", "mądry jak kruk". Czasem ptaki, które widuję na niebie są takimi znakami wróżebnymi dla mnie. Kruki manifestowały się na sprawy spadkowe, notarialne, które swego czasu załatwiałam, albo wieści o czyimś pogrzebie. Na jawie, nie we śnie. W tym roku krucza rodzina zamieszkała dość blisko mojego siedliska i widywaliśmy się codziennie. To inteligentne jak bestie ptaszyska, których się nieco boję, potrafią wezwać skrzeczeniem lisa, aby zapolował na moje kury, gdy wejdą za głęboko w las, bo mają potem wyżerkę, albo towarzyszą psom na pastwisku, gdy te polują na nornice, w tym samym celu. Czyli śmierć im towarzyszy naturalnie, są jej zwiastunami.

Astrologicznie widać w moim nowym solariuszu (horoskopie rocznym) Plutona sygnifikującego duchy zmarłych w 4 domu horoskopu, czyli w sferze przeszłości rodu, ojczyzny, fundamentów i podziemi. Już nieco wcześniej pojawiła się przygoda z odprowadzeniem błędnego ducha zaginionego staruszka z sąsiedniej wsi, którą opisałam na blogu Transwizjon. I teraz w czas urodzin pojawiły się dwie sprawy podobnego typu. Oprócz intencji mojego współ-śniącego, żeby zerknąć w podziemne światy i ustalić czy Ziemia jest wklęsła czy wypukła...

Jako pierwsza rzecz zamanifestowała się wiadomość o tragicznym wydarzeniu w rodzinie mojej znajomej. Tuż przed zaistnieniem fatalnych wypadków widywano za plecami najstarszej osoby w rodzinie ciemną postać. Postać ta nie znikła po pogrzebie nagle zmarłego, a rodzina popadła w rozpad, dlatego zaproponowałam swoją pomoc.

Przed snem poprosiłam czachulca i kaskadę o wsparcie i ochronę.
Sen na poły świadomy: spotykam w jakimś miejskim klimacie, w miejscu, gdzie stoi długi niski szary murowany barak, pusty i zamknięty, młodego mężczyznę, który natychmiast zwraca moją uwagę. Swoją brodą. Przyglądam mu się pilnie zachodząc od przodu, on mnie mija i zauważa, że patrzę. Broda, czarna, nieuczesana, niezbyt wielka, jak to broda, ale łączą ją z czupryną wielkie baki po obu stronach twarzy. Bardzo charakterystyczne. Wymijamy się, idę na koniec budynku i zakręcam, czując, że zwróciłam na siebie uwagę gościa. Staję za załomem i wyglądam zza rogu z powrotem. Gość robi to samo! Wychodzę zatem i otwarcie idę w jego kierunku otwierając ramiona, jak do uścisku (wtedy poczułam się kimś innym, bo nigdy tak nie robię, ten gest był dla mnie absurdalny i taki, jakbym rozpoznała bliskiego znajomego). On stoi stropiony, spłoszony i niezdecydowany.
Trach! Wchodzę w trans: przypięte coś do mnie, agresywne, wściekłe, z tyłu na plecach, na wysokości pasa, od lewej strony, czuję bolesne ssawki ciągnące do trzustki i z boku. Zaczynam natychmiast recytować modlitwę pańską, słyszę swój głos. Nie ustaję. Powtarzam pacierz kilka razy. Nie panikuję, choć boli. Pojawia się po mojej prawej obraz dużego psa obronnego, nieznanego mi, raczej jasnej maści, patrzy uważnie. Strażnik już jest, czuwa! Walczę dalej i wydaje mi się to tak długo. Wtem słyszę chóralny śpiew, skądś z góry, z lewej strony. Nadchodzi wsparcie niebieskie! Radość. Nagle wszystko znika, budzę się na jawie. Bardzo spokojnie.

Jak widać mam specjalizację do tych, co odeszli nagle, za młodu lub zaginęli. A kruk okazuje się zwiastunem specjalnej mocy.

11:59, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 grudnia 2018
Zapętlenie

Jakiś czas temu dostałam pełnomocnictwo, a kilka nocy temu bilety na pociąg od Putina na przegląd poziomu 5 po stronie strażniczej i ono zaczyna działać.

Nie miałam specjalnych życzeń do kaskady. Zasnęłam dość łatwo.

Śnię z pozycji obserwatora (nie widzę swojego ciała, ale poruszam się). Schodzę w dół po schodkach kamiennym korytarzem w głąb jakiejś podziemnej komnaty wspartej grubym filarem. Za mną sunie coś, co jedynie wyczuwam na razie, ale jest blisko. Koszmarne. Słyszę dźwięki podobne do sapania, ciamkania, zasysania. To jest długie, ślepe, przesuwa się w równym tempie i natychmiast kojarzy mi się z wężem bez głowy z dawnego snu, przed którym w panice uciekałam na pustyni, a który wypełzł z okrągłej marmurowej sadzawki w ruinach starożytnej świątyni. Zaraz za mną tu się pojawi, wiem. Wiem, że mogę zginąć, że to podbramkowa sytuacja. Okrążam filar kamiennej sali i ustawiam się blisko schodów, którymi zaraz tu wpełznie bezgłowa bestia. Wąż sunąc za moimi plecami okrąży najpierw filar, ja zdążę może, o ile koszmar mnie nie sparaliżuje, po jego grzbiecie wyskoczyć z powrotem w górę, a on być może się zapętli. I zyskam czas.

Obudziłam się z zaniepokojeniem, które odczuwało moje ciało fizyczne i niższe ja. Nie lubię tego. Ale nie spanikowałam, to najważniejsze. To coś było za plecami, jak sznur przodków z nauczania Czyżewskiej. Co to do diabła ciężkiego jest? Modliłam się dość długo, prosząc o ochronę i sterowanie.

We śnie porannym był kwadratowy ogrodzony siatką plac, w miejscu ogrodu moich dziadków. Nie było tam jabłoni i krzewów, a ziemia była skultywowana i przygotowana na wiosnę do uprawy. Teraz grząska i pokryta warstwą śniegu. Ćwiczyły tam dwa oddziały dzieci. Polskich i rosyjskich. Rosjanie byli gospodarzami terenu, a polskie zostały zaproszone. Oddziały stały w dwuszeregach każdy pod innym brzegiem ogrodzenia, czyli pod katem 90 stopni względem siebie. Rosjanie nie grali fair. Wyświetlili na większej części ogrodzonego obszaru pokratkowaną siatkę jak z programu Exell, w każdej powiększona postać uczestnika ćwiczeń. Dzieci polskie nie miały gdzie ćwiczyć, ewentualnie musiały wejść pod rozkazy rosyjskie. Jedna z opiekunek Rosjanka – to było jedno z ćwiczeń – wzięła na ręce jakieś dziecko i miała je przenieść na brzeg ogrodzenia. Tymczasem wpadła pod śniegiem w wyżłobaną w miękkim gruncie dziurę z wodą. Najpierw do pasa, nie wycofała się, tylko parła dalej. Potem, gdy już była blisko brzegu-nas zapadła się z dzieckiem całkowicie pod śniegolód. Chwilę czekaliśmy, aż się wynurzy, ale ona ani drgnęła. Zaczęliśmy ją ratować i udało się, ale była to wulgarna baba, śmiała się z nas rechotliwie, że daliśmy się tak podejść.

Jestem w banku przed szeregiem okienek. To nadal gdzieś w Polsko-Rosji. Przed okienkami kolejka klientów stoi cierpliwie. Mnie się spieszy. Mam znajomą wśród pracowników, więc do niej uderzam. To Renia Królowa. Chętnie pomaga i stwierdza, że coś tam zarobiłam, ale zarobiłabym więcej, gdybym zysk pomnożyła na giełdzie, właśnie zwyżkuje i każdej doby można sporo zarobić w złocie. Idzie ze mną do odpowiedniego okienka, żeby mi objaśnić, jak to działa. Kasjerka, na jej polecenie przelicza mi hipotetycznie, ile to, co już mam dałoby w ciągu tego dnia. Robi to od razu przeliczając banknoty, rude pięćsetki. W sumie było tego 3400, a może 2400. Czystego zysku.

Jest też inna kwestia. Jakiś czas temu to się wydarzyło w N. [minusowa wersja mojej miejscowości rodzinnej], niedawno gdzieś na dalekiej Rosji w pewnej szkole (widzę kilkupiętrowy budynek) doszło do samobójstwa 70 uczniów! To jakiś atakujący koszmar. Renia mówi mi, że bank ma nagrania, jeśli zechcę, to mogę obejrzeć. Prowadzi mnie do płaskiego stołu na poczekalni, jest nakryty wyciszającymi płytami, odsłania jedną, na płaskim poziomym ekranie wyświetlają się tamte historie. Po odsłonięciu zaczyna być słychać w poczekalni głosy nagrania, ludzie z kolejki mogą się zainteresować, więc przysłaniamy z powrotem ekrany. Sprawa dotyczy egregora, a więc ów bezgłowy wąż sunący to egregor? Na tym się obudziłam.

11:35, transwizje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2018
Tkacze światów

Wreszcie wyjaśnia mi się do czego służą czarne wiry, które tak często widuję. I czemu przy tym wchodzą i wychodzą z Ust, czyli Szczeliny.

Sen hipnagogiczny: Z czerwonych Ust wypełza pajączek. Ukazuje się biała płachta, jak obrus [przestrzeń buddyczna], na niej pojawia się czarny wir w formie spłaszczonego pajączka na wielu cienkich długich nogach, idzie. W pewnej chwili staje i zaczyna coś wokół siebie konstruować, jak schematyczny domek, tworzy nawet postacie mające w sobie wszystkie podobny wzór “tapetowy” w barwach blado-liliowo-fioletowo-żółto-złotych [membrana ze strefy duszy, atmaniczna]. Najpierw pojawia się coś jak puchaty miś i pajacyk ze stożkową głową, całują się ze sobą coraz czulej. Potem pajacyk leży jak porzucona niewypchana forma zewnętrzna, przypomina trochę małe rozkapryszone dziecko upadłe na podłogę. Następnie pojawia się dorosła postać i dwoje dzieci oraz pies tulące się do matki [Matka i dwóch braci, Biały i Czarny z psem]. Pajączek kończy prezentację, zwija postaci i domek, tak trochę jak się pruje sweter i przesuwa się nieco dalej. Teraz konstruuje inny domek, z samych czarnych kresek na białym tle. Pojawia się postać starszej zaokrąglonej kobiety robiącej na drutach i zakładającej potem zrobiony przez siebie sweter i szal w “membraniczne” wzory, skądś wiem, może po ruchach, że to samotna nauczycielka [Sophia?]. Pajączek zwija przedstawienie, przesuwa się i buduje znowu od początku domek, mebluje go, po czym jako kreskowa postać wypycha nogami jedną ścianę, która znika, czyniąc domek otwartym. Niewielka postać w środku gromadzi jakieś połyskujące złotawo kulki (trochę to podobne do jabłek, jakie zbierała mała Pyza do koszyka w niedawnym widzeniu) [roty pamięci indywidualnej, karmiczne nasiona aspektów dusz indywidualnych], mnóstwo ich, zapełnia nimi prawie całe wnętrze, potem coś się dzieje, jakby ogarnianie i wydzielanie kwadratowej przestrzeni dla siebie, poza kulkami w owym mieszkanku, droga w górę [strumień wstępujący zabierający dokonania z powrotem do góry], i obraz staje się zamazany [przechodzi w mgłę Brahmana]. Pajączek zwija manele i zaczyna swoją budowlę znowu. Teraz jest już ich kilka na białej płachcie pokrytej czarnymi “runami” zapisu.

11:40, transwizje
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 119
Archiwum