bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Labiryntnie
Wizyjny sen fabularny: znalazłam się w powiatowym mieście P., moim rodzinnym, które w takich snach robi za prowincjonalną Polskę względem innych krajów Europy. Najpierw zajrzałam do znajomej prowadzącej sklepiko-firmę na bocznym placu miasta. Wpadłam do niej w godzinach własnej pracy, na chwilkę, ale nam zeszło, miała dla mnie jakieś zlecenie. Urwałam się ze swojej pracy po to, aby wyprowadzić mojego nowego szczeniaczka, biało-szarego kundelka Zuziuka. W końcu ruszyłam do powrotu, ale ledwie wyszłam na ulicę otarłam się o czerwone nowiutkie autko, zaparkowane pod sklepem przez klienta, który tam właśnie wszedł. Ku mojemu przerażeniu auto nie miało włączonych hamulców i ponieważ stało na wzgórku stoczyło się na drugą stronę ulicy. Na szczęście nic się nie stało, zatrzymało się samo. Klient wyszedł ze sklepu, a za nim moja znajoma. Wściekła na moją nieuwagę. Na próżno tłumaczyłam się, że to nie moja wina. Klient bez słowa wsiadł do swego wozu i ruszył. Odetchnęłam z ulgą, nic się nie stało. Ruszyłam przez miasto z ciągnącym się na smyczy Zuziukiem. Do swojej pracy. Ale za nic nie mogłam odnaleźć drogi. Trafiłam w jakieś miejsca pięknie wybrukowane, odmalowane, kolorowe, bogackie, przykuwające oko. Było też uliczne darmowe wejście do internetu. Zajrzałam. Było kilka wpisów pochwalnych i kilka krytycznych, w tym Astromarii. Też coś wpisałam, nie wiem co. I poszłam dalej. Coraz bardziej zdezorientowana. W tym mieście nie było już żadnego trawnika, drzewka, same mury, bruki, budynki, płotki, ozdobne wejścia. Piesek nie miał się gdzie wysiusiać. Mało tego. Nie było też nieba, tylko sufity! Ulice były zadaszone, a właściwie nie były to drogi, lecz przejścia i korytarze pomiędzy różnymi zamkniętymi przestrzeniami i wnętrzami. W jednym jakaś zbiorowa impreza, w innym koleś demonstrował niewielki budynek z drewna okorowanego w pierwotnym stylu, na który dostał kasę, bo dla turystów, ale opowiadał zwiedzającym, że nie znalazł żadnego specjalisty, który by się podjął go postawić. W końcu wybudował go sam, "przy pomocy rodziny pracującej w Niemczech". Zaczęłam krążyć, zawracać, szukać drogi powrotu w znajome mi strefy miasta, ale daremnie. W końcu zatrzymałam jakieś przechodzące dziewczyny i spytałam: - "Słuchajcie, jak stąd wyjść?", a one zatrzymały się i mocno zasępiły. Okazało się, że także - ku swojemu zdumieniu - nie wiedziały co zrobić... Na tym się obudziłam. Cholerna pułapka labiryntu lepszego świata przygotowana nam za nasze pieniądze, bez naszej wiedzy, ale przy naszym zbiorowym wygodnickim przyzwoleniu...
19:08, transwizje
Link
piątek, 27 stycznia 2012
Przewietrznie
Mój codzienny spokój jest podszyty niepokojem, ciągle jednak pamiętam tamten paraliżujący, dręczący strach. Podziwiam Darkową determinację w poszukiwaniach i rozgrzebywaniu Tajemnicy [Riese], w sumie ja też poszukuję, ale hm, w nieco inny sposób. Jest tyle pytań. I tyle dziwnych podejrzeń, wymyśleń, skojarzeń, wciąż niepotwierdzonych.
Darek zacytował niedawno na swoim blogu (link) słowa Himmlera. O tym, że Niemcy muszą wszelkimi sposobami przeciągnąć czystych rasowo Niemców, jak rozumiem, którzy wtopili się w inne narodowości nawet przez wieki pobytu zagranicą, na swoją stronę.
Czemu?
Przypomniała mi się senwizja, częściowo zatarta w pamięci. W niej była informacja o tym, że czysta niemiecka krew jest wampirza (he). Cokolwiek to znaczy. Tu wspomnę, że postać Nosferatu, i książkowa i filmowa pojawiła się właśnie pierwotnie w niemieckiej sztuce, tak samo jak dr Frankenstein i dr Caligari. Może trzeba szukać znaczenia w odradzaniu się, w kodzie (nieśmiertelności?) w DNA, w skrytej nie-ludzkości, nie mam pojęcia. Jedynym prawdziwym zagrożeniem dla niej jest czystej krwi Germanin, który stanie przeciwko nim i ich zbrodniom, jako sędzia (he, pamiętacie Samsona?), zjednoczony z innym narodem na zasadzie współodczuwania. Cokolwiek to znaczy.
Może w tym też tkwi ziarno jakiejś starożytnej klątwy. I zasada Wielkiej Gry?
Bo czy nie wydaje się to podobne do tego, co się stało z narodem żydowskim i jego czystej krwi przedstawicielem, Jezusem? Odwrócił się od własnego źródła i tym samym skierował na nich przekleństwo. Od którego czuli się chronieni swą wyjątkowością (wybraństwem).
Tu kłania się jeszcze wiedza o świętym królu, bo on był ich świętym królem. Każdy naród ma swego. I on dzierży Moc.
Jeśli ów wampiryzm rozumieć symbolicznie, jako wykorzystywanie innych ras, przez rasę wybraną, inną, lepszą, tj. swobodne wyczerpywanie innych z energii, siły, zdolności itd. to idzie za tym przekonanie, że nikt z ludzi innej rasy nie jest w stanie nic im zrobić. A ich obowiązuje jedynie moralność wobec samych siebie, jako osobnego gatunku. Zupełnie tak samo jak ludzi nie obowiązuje wina przy zabijaniu zwierząt. Zagrażają jedynie sami sobie, jeśli zwrócą się przeciwko własnej dotychczasowej postawie. I taki byłby sens słów Himmlera. Że muszą za wszelką cenę pozyskać wszystkich czystych Niemców. Nie łudźmy się, nie szło mu o wszystkich "en masse", tylko o wszystkich z błękitną krwią.

Niedawno obejrzałam na YT wywiad z pewnym młodym człowiekiem, Anglikiem, popijającym ciągle wodę z butelki (jest to podobno rzeczywiście objaw wzięć, zaburzenie elektrolizy), który twierdzi, że jest obiektem tajnych eksperymentów ukrytej wojskowej grupy badawczej. (Oto link). Powiedział coś, co mnie przekonuje. Że błękitna krew daje większą zdolność wchłaniania tlenu, a tym samym przeżywania stanów zmienionej świadomości.
To prawda.
Kiedyś ćwiczyłam jogę oddechu oraz rebirthing, aby pomóc sobie odblokować problemy z wczesnego dzieciństwa i trudnego porodu. Wszystko wg przykazań joginów i terapeutów. W efekcie nie byłam w stanie funkcjonować w realu, chodzić do pracy, rozmawiać z ludźmi. Polepszył mi się słuch do tego stopnia, że nawet ciche mówienie wydawało mi się hukiem uderzającym nieznośnie boleśnie w uszy.
Najgorsze zaś było to, że przez 3 noce z rzędu na wiele godzin lądowałam w... obozie w Auschwitz, jakoś tak przed wyzwoleniem, byłam jednym z więźniów, przechodziłam procedurę przyjęcia, oswajania się, pracy ponad siły, widziałam tam swoich bliskich, stosy fotografii spalonych dzieci, czułam koszmarny smród dymów z pieca i strach, trwogę przeszywającą do kości... Doznanie całkowicie realne, jakbym przenosiła się w czasie i przestrzeni, w jakieś inne ciało.
W ciągu każdego dnia płakałam, ogarnięta współczuciem i skruchą.
Wychodziłam z szoku o wiele dłużej. Tygodnie całe. Wciąż jeszcze wychodzę.
I nie było to przypomnienie reinkarnacyjne (swoje wcielenia pamiętam w inny sposób, opisany dokładnie przez doktora Moody`ego). To było uruchomienie pamięci genetycznej, cholera.
Od tamtej pory unikam jak mogę hiperwentylacji organizmu. Za to mieszkam na wsi blisko zielonych płuc Europy. ;-)
18:39, transwizje
Link Komentarze (6) »
piątek, 20 stycznia 2012
Lecznie
Niedawno A. zapadła nagle na anginę ropną. Miała tak mocno zatkane gardło, że nasuwała mi się nieustannie na myśl przepowiednia Nostradamusa o nieznanej chorobie, która zaatakuje "Bogatych i Władnych". Jej objawem będzie ból gardła do tego stopnia, że ludzie nie będą mogli łykać i umrą. Brrr. Anginę dało się wyleczyć dobrze dobranym antybiotykiem, więc nie była to owa nieznana choroba. ;-) Ale może z tego powodu dwie noce temu dostałam podpowiedź, jak się przed ową Nieznaną zabezpieczyć. Najpierw podaję wniosek z wizjosnu: spożywać tłuszcze zwierzęce i pić często "psiuczkę" z sody oczyszczonej i cytryny.
A teraz dla ciekawych opiszę, jak mi to sen przekazał.
Najpierw zobaczyłam węża, długiego, pierścieniowego, podobnego do przełyku w środku. Był prawie czarny i zaczęłam go czyścić z tej sadzy. Udało się. Pod spodem był czerwony. (Zapalenie, nie rak). Wtedy postanowiłam nakarmić węża pokrojoną w kostkę słoniną. A potem napoiłam szklaneczką psiuczącej wody. Zaraz pojawiło się z tego stado jakichś zmutowanych owadów, ale nie były w stanie się ruszać, osłabione jakieś. Rozgniotłam je pustą węglarką, (gdy węgiel w snach oznacza ciężką, nawet nieuleczalną chorobę).
I tyle. Zapisuję dla pamięci.
Piję sodkę codziennie, bo lubię. Od dzieciństwa. Nauczył mnie tego Tata. Używam oleju tylko od święta. W większości jem słoninę i smalec oraz masło. Może dlatego nie zachorowałam, mimo anginy ropnej w domu? (A. nie znosi sodki).
18:30, transwizje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Lwio niebiesko
Wczoraj senwizja: z nieba spadały na moją rodzinną miejscowość jasne kule, jak gdyby meteorytowe, ale zawsze bez twardego jądra. Najpierw rzadko, potem coraz częściej. Niespodziewanie i w nieprzewidywalnych miejscach. Na razie obywało się bez większych zniszczeń, ale coś tam się działo na posesjach, nie wiem co. Były też dłuższe przerwy. Kiedy to zaobserwowałam zauważyłam, że pojawianie się kul zawsze poprzedzały zwiekszone operacje samolotów rozsiewających na niebie zasłonę z chemtrails. W końcu zaczęło uderzać też w ludzi. I co ciekawe, osoba, w którą miało trafić wcześniej dziwnie się izolowała oraz unikały jej wszystkie zwierzęta, jak zapowietrzoną. Często zmieniałam miejsce pobytu, aby uniknąć ciosu z nieba. W końcu przyszła do mnie myśl, że znajduję się w Izraelu... Poza tym obejrzałam wykład Leszka Weresa jaki dał w dzień moich odrodzin w minionym już roku. Nie odebrałam jego wypowiedzi wcale tak emocjonalnie i krytycznie, jak rozgłosiła to Astromaria na swoim blogu wśród komentarzy. Może dlatego, że nigdy żaden Lew czy Lwia natura nie jest w stanie mnie zdenerwować, co najwyżej rozbawić. Koziorożce gdzie indziej mają umieszczone poczucie własnej i cudzej wartości. Astromaria jest Lwim Skorpionem i tak oto starły się dwa lwie "ega", jak widać. Dużo informacji dla astrologicznych pierwszoklasistów, zerknięcie w sposób widzenia świata, jaki umożliwia astrologia polityczna i nie tylko, poza tym sporo dygresji na własny temat w lwim stylu "co to nie ja", które przesuwałam na pasku strzałką do przodu, żeby nie tracić czasu. Ale Lwy tak mają, chyba wtedy nabierają energii z otoczenia. Konkluzja o sposobie depopulacji copyright pana Leszka wydaje mi się źle naświetlona przez Marię & jej eskortę. Ot, jest to dobry pomysł na wytłumaczenie sobie tego, dlaczego zabija się ludzi z cichapęk, a masowo, tak, że sami fundują sobie pochówek i porządkują ten świat. Być może Sterujący mają te rzeczy starannie wyliczone w czasie. Czemu nie? A co do Geryla... też nie tak, jak sugeruje Maria. Czasem emocje ludziom przesłaniają sprawiedliwy odbiór spraw. Ale właściwie o to mniejsza. Lecę do kóz, siano podrzucić zwierzynie.
13:54, transwizje
Link Komentarze (1) »
Archiwum