bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 21 stycznia 2014
Niemownie

W nocy wizja, która przeszła w senwizję: ostrzeliwujący się ludzie, leżący na ziemi za jakimś pagórkiem, czuć chaos, wielkie niepokoje społeczne wokół, ale oni nie wyglądają na żołnierzy, to broniący się cywile, albo atakujący innych cywili, by przeżyć.
Weszłam w przyszłe czasy, zachodnia Polska. Właściwie nastał pokój, ale pod władzą niemiecką. To jakiś połączony twór państwowy Niemcy-Polska (mam wrażenie, że tylko zachodnia), pod godłem orła czy orłów, w którym kontrolę pełnią jednak Niemcy. Zastrzegli sobie dysponowanie zaawansowaną technologią, której Polakom zabrakło. Miałam silne poczucie dziwności, choć wszystko wydawało się działać tak, jak teraz. My, Polacy prowadziliśmy nadal swoje gospodarstwa i firmy, przedsięwzięcia, jak dawniej. MOżna było się wszędzie swobodnie poruszać bez zagrożenia. Tylko w razie awarii wzywani byli Niemcy. Zaszłam w miejsce, gdzie niektórzy robili podziemne wykopy, rodzaj płytkich sztolni, w których czegoś szukano, nie wiem czego, bardzo prymitywnymi narzędziami i sposobami. Jedna moja znajoma czuwała przy wejściu, zaglądając co chwila w głąb, czymś zaniepokojona. Kopacze zabierali ze sobą jakieś zwierzę, aby ono dawało znać o niebezpieczeństwie pod ziemią i oto właśnie zabrany tam biały pies o urodzie buldoga zaczyna dusić się. Być może uwolniło się złoże gazu. Znajoma z poświęceniem wsunęła się w otwór, aby spróbować wyciągnąć stamtąd męża i psa. Obudziłam się.
20:02, transwizje
Link
wtorek, 14 stycznia 2014
Alefnie

Alef Stern "Pola Laska":
"Sen Graal" na str. 174.
W sieci powyższy mój blog ma adres www.pytyja.blox.pl
Cytat ze str. 208: "Sprytna Pytia pyta. Pytia mówi. Pyta stoi. Jedność. Mówiłem już i mam dość. TW Pytia pytania zadaje. Za czym Pan obstaje? No i proszę podpisze Pan zeznania. O tu, tutaj, bez gadania!"
Hm, abstrahując od treści tego rozdziału rzeczywiście posłałam Alefowi szereg pytań (nie muszę mówić, że działo się to w chyba 3 lata po wydaniu "Poli Laski"), aby zrobić z nim rodzaj wywiadu. Zastanawiał się nad nimi, ale w końcu zrezygnował z tego, choć odpowiedzi na niektóre znalazłam potem w innych jego wypowiedziach. Akurat to rozumiem, kwestie "ezoteryczne" bywają nieco śliskie i niepoważne, gdy myśli się politycznie. Obyło się więc bez gadania, hehe.
"Trans. Blok. Transwizje. Blox." - cytat ze strony 175. Nie wiem po co tak wyraźne skierowanie na niniejszy blog, ale jest.

Alef Stern "Pod choinkę"
Na str. 96 znalazł się mój list cały zacytowany w rozdziale "Odpowiedź od znawcy snów".
Czy jestem znawcą nie wiem. Takim domorosłym, po tym, jak trafił mnie kosmiczny promień wszech-świadomości i w ciągu jednej nocy zrozumiałam wszystkie swoje sny i na ich bazie napisałam w 3 miesiące pierwszą swoją książeczkę "Symbole senne". Było jej trzy wydania. Sporo ludzi napisało do mnie e-mailem lub nawet listem ręcznym, że to pierwszy odkryty w ich życiu sennik, jaki im się sprawdza i, że dziękują.
Tym razem ASowi przyśnił się rój pszczeli i od wczoraj myślę o znaczeniu tego snu. Dziwnym zbiegiem okoliczności kupujemy właśnie ule (dziś zadzwonił człowiek od pszczół), studiujemy podręczniki pszczelarstwa i obmyślamy jak je ustawić w planowanym ogrodzie. "Pyta stoi. Jedność."
17:01, transwizje
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 stycznia 2014
Antenowo

Kolejna długo bezsenna noc. Co ciekawe widzę wtedy oko nawet po otwarciu oczu, na jawie, w ciemnym pokoju. Tym razem było jakieś ślepe.
W końcu pojawiła się transwizja trwająca do rana, bez przerwy na przebudzenia. Tzn. przechodziłam co jakiś czas w płytki półsen, w którym słyszałam i czułam co się dzieje na jawie i gdyby ktoś mnie o coś zapytał odpowiedziałabym, ale akcja snu wciąż trwała. Obrazy były wizyjne, jak z animacji czy filmu specjalnie oświetlanego, słyszałam także wyraźnie rozmowy wielu różnych postaci, rozumiałam z nich całe zdania, ale tyle tego było, że zapomniałam ich treść, jedynie sens, jaki z nich wyłapałam nieco pamiętam. Akcja w całości też mi już umknęła, ale opiszę z grubsza to, co zapamiętane.

Zaczęło się od tego, że oglądałam w jakimś nieznanym mi, (ale przypominającym rozkładem sprzętów dawny nasz pokój w starym domu rodzinnym) wnętrzu - telewizję, późno w noc, leżąc w łóżku przed telewizorem. Leciał jakiś dziwny klip, pełen światłocieni, przerobionych dziwnych zdjęć bez wyraźnych postaci czy kształtów, jednym słowem psychodelia. Towarzyszyła mu szczególna muzyka, która głównie mnie interesowała i podobała mi się. Nagle zjawił się mój ojciec i położył się koło mnie z prawej strony. Był zmęczony, zalatany. Chwilę patrzył na migający ekran.
- Tak, wiem, to jest chwilami okropne, a nawet straszne - zaczęłam sama, czując, że chce, abym wyłączyła pudło. Rzeczywiście co jakiś czas, w pewnym rytmie obraz ciemniał, ukazując jakąś cienistą postać, wchłanianą przez mrok.
A ojciec drgnął nagle, wyrwany czymś z zamyślenia i powiedział dość dramatycznie, chcąc się zerwać z łóżka:
- Zapomniałem ugotować (lub przygotować, tego nie jestem pewna) jedzenie w pracy!
Ogarnęło mnie zdziwienie, bo mój ojciec nigdy nie udzielał się w ośrodku pracy do tak późna, ani z takim zaangażowaniem i przejęciem wobec innych współpracowników. Gotować umiał, to prawda, ale szybko zaprzestał udzielania się jako kucharz w domu, a co dopiero w pracy! No, i czemu to akurat było aż takie ważne, aby wracać po nocy do roboty?
Myślałam wtedy także o tym, że może jako lekarz niepokoił się o los zależnych od siebie ludzi, bo coś dziwnie złego zaczęło się dziać z dostępną żywnością, i robić wielkie czystki.

Potem już odnalazłam się w wielkim zamkniętym z boków i od góry, niczym w ogromnej podziemnej jaskini dobrze jednak oświetlonej, wnętrzu, sali, w którym przebywało i kręciło się sporo ludzi. Jedni siedzieli na ławkach lub krzesłach ustawionych jak na widowni, czekając na jakiś występ? czy obserwując wydarzenia, komentowali między sobą jakieś zjawiska, osoby, nie wiem co. Inni przechadzali się. Nie było tłoku, atmosfera parku wielkomiejskiego. Te dialogi zatarły mi się kompletnie. Było tam wiele kobiet w różnym wieku i różnego autoramentu.
Obserwowałam w pewnym momencie jakby jedną, ale przemieniającą się wciąż w inną - twarz kobiecą, począwszy od starej "uczonej", po młodsze wydania i w końcu dziewczęce rysy, wyraziste były zwłaszcza usta, wąskie, spięte lub zmysłowe, nieco skrzywione na bok, rozchylone, zamknięte, w końcu ostatnia dziewczyna miała je otwarte agresywnie, a wewnątrz wiele groźnie wyglądających zębów, mieniących się różnymi barwami szarości. Przyglądając się temu zorientowałam się, że to pokazana mi w skrócie historia feminizmu i ruchu kobiecego na świecie. Ktoś tym manipulował, co mi podpowiedziały słyszane w wizji komentarze różnych osób, czekających jak gdyby na jakąś akcję.
Był też tam mój ojciec, on się przechadzał, rozmawiał z niektórymi i chyba zarządzał w jakiś sposób tym ruchem. Usłyszałam, że jest wielkim prestigitatorem energii i połączył swoje siły z kimś ciemnym. Kto teraz okazuje się zaczął przejmować pałeczkę i ukazywać nie tylko swoją władzę, co również mroczne cele. Ocenił właśnie bieg wypadków negatywnie i zdecydował się zerwać umowę z mrokiem (zdaje się swoim mrocznym bliźniakiem) i przestać kryć się w cieniu. To było bardzo ryzykowne, dramatyczne, nieuniknione, w ostatniej chwili czynione.
Przebiegło mi wtedy przez myśl, że mój ojciec nie jest zwykłą postacią, ani nawet osobistością w tym świecie, lecz bogiem. Kimś takim jak Odyn czy może Loki-magik, który ukazywał mi się przez lata w wizjach. Szczególny anioł, którego daremnie poszukiwałam w mitologiach świata, odnajdując jedynie fragmenty odpowiadające jego cechom. Najsilniej pasuje do niego charakter energii planety Uran. Kiedy to pojęłam stojąc w pewnej oddali i patrząc na niego, gdy z kimś rozmawiał, skłoniłam się przed nim z szacunkiem składając dłonie przed sobą.
Wtem zobaczyłam ruch. Kilka osób uciekło pojedynczo z tłumu. Krzyczano za jednym:
- Ucieka żydowski diabeł z Antenowa! - i próbowano go schwytać, ale wybiegł z sali i ukrył w jakichś zakulisowych pomieszczeniach...

Cały ranek zaś ciągnął się sen z mniejszym ładunkiem wizyjności, senwizja już właściwie. Występował w nim znajomy ortodoks katolicki, znajoma w młodości zdeklarowana katoliczka, był kościół, pod wezwaniem NMP z jakimś rysunkiem na tabliczce przy wejściu, w którym wyznawcy (młodzi ludzie w większości, małżeństwa z dziećmi) rozkopali posadzki, wygrzebali ukryte pod nimi stare kości i szkielety, oczyścili dokładnie i nałożyli je na nowo, po czym ogłosili uroczyste święto. Szykowało się na nie kilku żydów, aby wziąć udział w urządzanym przedstawieniu golgoty. Rozpięci na specjalnych konstrukcjach zrobionych przez siebie ze skrzyżowanych żerdzi mieli wisieć odpowiednią ilość czasu i przeżyć przejście przez śmierć. Wola Boska miała ich zbawić lub unicestwić. Rozmawiałam z jednym, podchodził do tego z iście żydowskim sprytem i niedowiarstwem. Jego konstrukcja była ruchoma, dawała się naciągać, przez co jego rozpięcie nie byłoby aż tak ciężkie dla niego, jak na krzyżu, brał pod uwagę, że straci przytomność, ale, że nie zagrozi to w niczym jego życiu.
11:30, transwizje
Link
czwartek, 09 stycznia 2014
Automatycznie
W nocy zasnąć nie mogłam. Nosiło mnie. Co chwila zrywało z łózka. A to, żeby siku zrbić, a to żeby wody się napić, a to kota wpuścić, a to wypuścić, a to podrapać się po plecach chińską drapaczką. "Ki diabeł?!" - zastanowiło mnie.
Trochę z tych nerwów posiedziałam w medytacji i była przestrzeń, pooddychałam. Wreszcie nad ranem zdarzył się sen wizyjny. Prowadziłam jakąś rozmowę w radiu, na żywo z ASem. On o coś pytał, ja odpowiadałam co mi ślina na język przyniosła, a jednocześnie na kartce bazgrałam jakieś kulfony pismem automatycznym. Potem przyjrzałam się rysunkom. Odnalazłam w nim komiksową opowieść, pamiętam z niej człowieka strzelającego jak z karabinu przyłożonego do ramienia przed siebie korkiem z otwieranej butelki wina. Następnie inną postać z zaokrąglonym brzuszkiem.
Przedtem i dalej nie zapamiętałam. Za to późnym rankiem otworzyłam FB i pierwsza wiadomość była od ASa, że właśnie wrócił był do Polski i spędził bezsenną noc.
21:00, transwizje
Link
środa, 01 stycznia 2014
Skocznie
Zaraz po północy transwizja: wchodzę w jakieś drzwi, ale stopy mam skrzyżowane tak jak rzeczywiście we śnie (czyli lekkie odczucie fizycznego świata jawy pozostało), po prawej stoi mój ojciec i przedstawia mi kogoś, przed kim mimowoli stanęłam. To wysoki mężczyzna, dużo wyższy ode mnie i zerka na mnie spomiędzy rozchylonych palców dłoni, którą zasłania swoją twarz. Nie chcąc ujawnić tożsamości tym samym. Nie wiem czego się spodziewać, czego chce. Więc siłą duchową unoszę się nagle do góry, lewituję czyli, tak na jego wysokość i kapkę wyżej i stamtąd patrzę marsowym wzrokiem w głąb jego oczu, aby zbadać jego intencje. Niewiele zobaczyłam i w tym momencie ocknęłam się na jawie z bijącym, jak to w transie, sercem. Potem jeszcze mignęła mi przez ułamek sekundy jego twarz...
10:49, transwizje
Link
Archiwum