bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Parknie

Wczoraj dziwna kobieca postać, Dorothy Parker, Rotszyldównej z domu. W filmie "Pani Parker i krąg jej przyjaciół". Dziwna, smutna, zjadliwa, sarkastyczna, pijana. W polskiej Wikipedii jest o niej tylko jedno zdanie, przeczytałam więcej we francuskiej, ale w porównaniu z niektórymi biografiami i tak ździebko. 
Wiersze niezwykłe, robią wrażenie.
Skubana, śniła mi się całą noc. Przewlokła mnie przez kilka obskurnych knajp w mieście i wyciągnęła ode mnie wszystkie piątaki na piwo, które piła nieustająco. Z miną zblazowaną, niechętną i znudzoną. 

17:04, transwizje
Link Komentarze (15) »
sobota, 10 stycznia 2015
Kim-nie

Sen rano: dawno dawno temu zmarły sąsiad z rodzinnej miejscowości prosi mnie, abym mu powróżyła. Dysponowałam walkmanem produkcji jakiejś francuskiej świetnej firmy i przy jego pomocy pokazywałam obrazy. [sic!] Nie byłam zbyt chętna do tej usługi, w ogóle nie lubię wróżyć, ale przyniósł mi na zachętę dwie kromki swojskiego chleba posmarowanego jakimś mielonym mięsem ze skwarkami. Odruchowo ugryzłam jedną z nich i wtedy przypomniało mi się, że mam alergię na gluten. Ukradkiem wyplułam wszystko do ręki i dałam psu. Przy okazji wyjrzałam na dwór przez drzwi i ze zdumieniem zauważyłam, że na podwórku pojawiły się wielkie kolorowe zwierzęta z amerykańskich kreskówek. Byk (zielonkawy), pies, i coś w rodzaju niebieskiego smoka. Moja rodzinna działka została odgrodzona od podwórka wielką bramą i już po chwili owe zwierzęta znalazły się za nią. Po polu zaś, a raczej po jednej jego części jechał nowoczesny terenowy samochód. "Co u diabła!" - zdumiewałam się. Wyszłam na podwórko i zobaczyłam, że druga część działki też ma już swoją bramę, inną w kształcie, mniej solidną, za nią waruje jakiś pies (chyba), a na brami wisi afisz z napisem: POLIN-KIM. "No, pięknie, to Żydzi?" - pomyślałam - "Muszę zapytać ASa o co z nimi chodzi tutaj, co znaczy słowo kim i co mają zamiar dalej tu robić...".

Tyle wiem, że moja rodzinna działka zawsze w snach jest symbolicznym polem całego kraju.

11:23, transwizje
Link Komentarze (7) »
czwartek, 01 stycznia 2015
Odkrywkowo

I jest noworoczna plucha na wschodzie. Śnieg płynie, drób zmokły jak mokre kury grzebie z pasją w ogródku, wyszukując w resztkach śniegu kępki zielonych źdźbeł trawy. Gęsi kąpią się w kałużach i piją wodę spod kapiącej rynny. Kozy obgryzają z rozkoszą świeże wilgotne gałęzie sosny przywiezione z leśnej wycinki. Ja czytam na zmianę Wschód Stasiuka i Księgi Jakubowe, też w sumie dziejące się na wschodzie. Wraca mi pamięć Francji, choć w tym życiu widziałam ją jedynie poza ciałem będąc. To ma się jakoś do polskiego i rusińskiego wschodu, choć wciąż nie wiem jak i dlaczego. Po diabła tu wylądowaliśmy po raz drugi? Całą znajomą sobie od wieków grupką? Oto tajemnica tajemnic.

Zabrałam się za kolejne opowiadanie.Trudno mi jest do niego znaleźć klucz fabularny. Ma zawrzeć wizje dotyczące dziedzictwa i kolejnego wcielenia Nostradamusa. Zaczęłam planowo. Od odnalezienia w internecie portretów, które mi się przyśniły, ojca i syna. Tym sposobem dotarłam do nazwiska rodziny, w której zbiorach przebywały do XIX wieku. Przejrzałam drzewo genealogiczne owych notabli z Aix-de-Provence i cud! Znalazłam gościa! Widnieje jak najbardziej w Wikipedii, szczegółowo opisany i sportretowany. Żył w czasach, o których mówiłam, w nobliwym francuskim mieście prowincjonalnym. Znów był Prowansalczykiem. Tak, znajoma mi twarz okolona łysiną, z widzenia. Zmarł na raka, tyle, że nie żołądka, jak byłam sobie przedstawiła, gdy wizja skupiła się na jego brzuchu, ale jelita grubego. Był kolekcjonerem staroci, interesował się starożytnymi inskrypcjami. Napisał na ten temat wiele artykułów. Jeden z nich dotyczy pamiątek po Agrypinie... Tu może jest trop. Ale na razie zostawiam.  

19:05, transwizje
Link Komentarze (2) »
Archiwum