bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 31 stycznia 2017
Un gryphon

Dwa sny, które pamiętam, ale których nie zapisałam na bieżąco. 

Pierwszy, sprzed bodajże dwóch tygodni: opowiadałam komuś, że jest taki czterowiersz Nostradamusa, w którym stoi, że w pewnym momencie w Polsce osiądzie rząd Anglii. Emigracja będzie spowodowana jakąś katastrofą na wyspach. I wtedy będziemy najsilniejsi. Po obudzeniu byłam zdziwiona treścią snu, bo takiego czterowiersza nie ma. Ale, ejże... Przypomniał mi się jeden z najsławniejszych... Jak jakiś gryf król Europy w towarzystwie białych i czerwonych... Gryf to hybryda lwa (Anglia) i orła (Akwilon)... Ot, taka bajka...


Drugi sen, dwie noce temu, zaraz po zaśnięciu: rozmawiam z mężczyzną na stanowisku, jest dyrektorem dużej szkoły. Tonem nie znoszącym sprzeciwu zarządza właśnie ograniczenie ogrzewanie budynku do pięciu sal. Idzie sroga długa zima, trwa wielki kryzys, sytuacja bardzo nadzwyczajna...  

14:25, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2017
Pobudka

Pierwszy sen w nocy: widzę w klatce małpę, zdaje się szympans, siedzi gapiąc się dość inteligentnie, jedną ręką trzymając się kraty, jakby na coś czekała. Bliżej jej klatki jest jeszcze coś. Coś, co mnie przeraziło, ale nie wiem co, po obudzeniu nie mogłam sobie przypomnieć tego momentu. Ale zapewne inne zwierzę, o wiele prymitywniejsze i groźne. Choć chyba nie było żywe.
Potem znajduję się w jakimś przyciemnionym wieczorową porą barze. Spotyka się w nim kilku, może trzech lekarzy, naukowców, zaprzyjaźnionych ze sobą, lub pracujących nad podobnym, albo tym samym projektem. Na blacie długiego wąskiego baru leżą kolorowe kredy, pomarańczowa, niebieska, zielona. Nie wiem czemu służą, ale chyba dyskutują o czymś, a kredy służą im do ilustrowania jakichś swoich wywodów.
Jeden z nich, nazwę go Andrew, bo był podobny do mojego kolegi ze szkoły, wyszedł na chwilę poza lokal. Gdzieś tam zażył, czy wstrzyknął sobie substancję, którą badał. Od razu przeżył przemianę. Poczułam ogromny lęk. Znam go z dawnych snów, tego rodzaju… po których budziłam się z bólem głowy i depresją, trzymającą mnie wiele godzin, nawet dni. Na samo wspomnienie jeszcze czuję się nieswojo.
Lekarz stał się gorzej, niż wściekły. Pożarł jakiś kawałek surowego mięsa po drodze, wypluwając na ziemię strzępek trzustki. Wszedł do baru… Obudziłam się. Z sercem walącym jak u złapanego ptaka. Oni już nad tym pracują. Ożywiają „głowę bestii, która zginęła, nie ma jej, a będzie”. To ma związek z drapieżnym dinozaurem, z hormonami. Tym nie da się sterować. To się wyrwie spod kontroli, albo zostanie celowo użyte przeciw nam. Lękają się tego nawet niewidzialni. I to stąd owa dziwna przepowiednia Nostradamusa: że przyjdą takie czasy, że „nie będzie się uważało człowieka za człowieka”, że pojawią się "ludzcy pożeracze", a "człowiek człowieka będzie antropofagiem". i to stąd moje wizyjne sny o budzącym się z odwiecznego snu tyranozaurze.

11:14, transwizje
Link
czwartek, 12 stycznia 2017
Pierwsza C

Sen w wilczej godzinie: panuje wieczór, rozświetlony latarniami ulicznymi. W rodzimej miejscowości zmierzam drogą wiodącą na cmentarz. W połowie zatrzymuje mnie jakiś chłopak, niezwykle do kogoś podobny, ale nie mogę sobie przypomnieć do kogo. Wygląda zresztą na dorosłego, a jest jednocześnie kilkunastolatkiem. Podobnie jest i ze mną. 

- Znam cię! - mówi.

- Tak?

- Chodziliśmy razem do szkoły, pamiętasz? - wpatruje się we mnie pilnie.

Zaczynam mieć jakby jakiś przebłysk pamięci.

- Do jakiej klasy chodziłeś? - pytam.

- Do pierwszej C.

- Ja także do pierwszej C. Ale...

- No, widzisz?

- Ale trzy lata później po tobie - dopowiadam.

W tym momencie przypomniałam sobie skąd go znam. I obudziłam się naprawdę zdziwiona. Był to Donald Trump.  

10:54, transwizje
Link
środa, 11 stycznia 2017
Jak obłoki

Wkrótce po zaśnięciu zapadłam w dziwny stan senny. Znalazłam się na podwórzu moich dziadków. Z drewnianej ubikacji w lewym rogu wyszedł uśmiechający się Jerzy i podszedł do drzwi domu, w których stałam. Przystanął. Z profilu i uśmiechu był podobny bardziej do swego najmłodszego syna, niż do siebie. Rzekł:

- Muszę pójść do miasteczka (ono było gdzieś kilka kilometrów dalej) i zawiadomić Urząd Policji. Trzeba… - dalszy wywód zapomniałam i nie wiem już, dlaczego chciał to zrobić.

Wydał mi się jakiś podejrzany i nie chciałam go wpuścić do domu. Potem widziałam gdzieś w pobliżu czarną niewielką młodą krówkę, która podskakując radośnie wbiegała na porośniętą gęstą trawą, niekoszoną łąkę.

Zamknęłam grube, malowane, drewniane drzwi wejściowe i poszukałam skobla. Ale nie dość, że drzwi układały się skosem względem podłogi, to zamiast zamka czy skobla miały jedynie duży żelazny wygięty haczyk od środka, który pasował idealnie do rowka wyrzeźbionego w jego kształcie w desce drzwiowej. Zamknęłam je tak i weszłam do wnętrza, rozglądając się podejrzliwie. Przyszło mi do głowy, że widzę duchy, że Jerzy to jeden z nich, że napływają skądś z zewnątrz i atakują mój świat percepcji.
W pokoju nie było nikogo, okna były pozasłaniane, gdy nagle ujrzałam stojącego z mojego prawego boku Pawła z W. Uśmiechał się, jak to on i patrzył w duże kryształowe lustro stojące naprzeciw nas obojga. Zdecydowałam się też tam patrzeć, zamiast na niego. Ujrzałam najpierw zapis, jakby internetowej, mejlowej dyskusji, jaką Paweł wiódł z jakąś kobietą, która zgłosiła się na jego ogłoszenie w prasie o sprzedaży siana z jego łąki. Kobieta upierała się, aby siano było skoszone jak najpóźniej, pod koniec lata, a trawa wcześniej niespasana. Paweł ostro z nią dyskutował, tłumacząc, że świeżo obsiana łąka w ten sposób zmarnuje się i nie wyda plonu w następnym roku, a do tego krowa nie będzie mogła zwyczajnie korzystać z pastwiska podczas lata.

Papier z zapisem tej dyskusji znikł, gdy zdecydowałam się coś powiedzieć głośno. Ze zdumieniem zauważyłam, że Paweł porusza ustami w czasie, gdy mówię, dokładnie powtarzając moje słowa. Nie pamiętam już naszej rozmowy, którą wiedliśmy tak, że odczytywaliśmy sobie wyrazy z ruchu warg, on z moich, ja z jego, w odbiciu lustrzanym. Moja, a może jego przemowa nabrała w końcu melodii i zapamiętałam dzięki niej jedno zdanie z owej powiastki:

- JAK OBŁOKI JESTEŚMY WIDOCZNI PŁYNĄCE PO NIEBIE...

Pojęłam, że duchy opowiadają o tym, jak nasz świat, zaklęty w czasie linearnym jest przez nie widziany, uwolnionych już z niego po śmierci.

- Przejdź się na wiosnę i złóż kwiaty (w umyśle pokazały mi się czerwone goździki) swej matce, choćby tutaj w kurniku. Razem z książkami (tam zakopanymi?).

W którymś momencie zaczęłam odmawiać modlitwę pańską, jak zawsze, gdy zjawia się przy mnie duch zmarłego i na tym obudziłam się. W dość dziwnym, jakby płynącym stanie świadomości. Wstałam do łazienki, lekkie przymulenie. Potem znów zasnęłam.

Tym razem przyśnił mi się między innymi znowu Jerzy. Stworzyliśmy grupę młodych, która zrzeszyła się w jakąś organizację i właśnie ustaliliśmy pierwsze zapisy statutowe. Chcieliśmy kupić zbiorczo ziemię i osiedlić się na niej wspólnie, gwarantując sobie jej posiadanie i przekazywanie w obrębie rodziny. Przynależność była prawie darmowa, opłaty minimalne, ogólnie omijaliśmy, jak się tylko dało różne wymogi i przepisy. Dyskutowaliśmy nad tym w jakimś lokalu, gdzie przy długim barze siedział także prezydent Kwaśniewski z żoną. Oni również coś podobnego oferowali ludziom, lecz opłata wstępna była wysoka, 29, a może nawet 290 tysięcy. Jednak wszystkie prawne zabezpieczenia i papiery były w ich stowarzyszeniu gwarantowane z miejsca. Zaczęłam się mocno zastanawiać, czy jednak nie przystąpić do nich.

11:15, transwizje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2017
Mechaniczna wiedźma

Od jakiegoś czasu przechodzę dość burzliwe oczyszczenie, ciała i psychiki. Czemuś to służy, choć jeszcze nie objawiło się czemu. W każdym razie sypiam słabo, często niespokojnie, a czas nocy poświęcam głównie na medytację z oddechem i afirmacyjnymi słowami, taka moja metoda, wypracowana lata temu. Tylko tym sposobem wypoczywam i odnajduję uspokojenie.

Rano krótki sen: znajdowałam się w Wałbrzychu, nadchodziła Tokarczuk, jak jakaś wielka, na poły umechaniczniona wiedźma. Widziałam jej grubą księgę, której brzegi stron zostały ozdobione wydrukiem, tworząc ozdobne obrazki, niewidoczne wewnątrz. Odbywało się spotkanie autorskie. Odezwałam się w pewnej chwili, stając na sofie. Byłam nieduża, szczupła, jakaś taka upierająca się przy swoim, na przekór.

- Dlaczego wszyscy zakładacie, że świat ciągle będzie taki sam? Uważam, że się za dwa-trzy lata zmieni tak nagle i tak gwałtownie, że nigdy już nie wróci do dotychczasowej równowagi. Będzie się zapadał w sobie, jak przebita piłka. Pomyślcie, przed drugą wojną też ludzie trzymali się kurczowo swojego wyobrażenia świata, tymczasem przyszła wojna, a po wojnie nic już nie było podobne do tego, co istniało przed nią… Teraz będzie o tyle inaczej, że świat nie odzyska stabilności i bezpieczeństwa, a będzie je co rusz tracił, porcjami.

11:58, transwizje
Link
Archiwum