bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
czwartek, 17 listopada 2005
Dwa światy 2

10 Wtorek: Sen fabularny (jako film z epoki wczesnego kina dźwiękowego): młoda dziewczyna gnębiona przez demona Śmierci traci szybko siły, ochotę do życia, cierpi, płacze, blednie, słabnie, leży na łożu śmierci. Wzywają do niej dwóch miejscowych  Żydów, którzy być może mogą pomóc na swój staroobrzędowy sposób, to ostatnia szansa ratunku. Jeden z nich, młody, krępy, inteligent z miną niewierzącego w to, co robi, niedbale wykonuje nad umierającą jakieś płynne ruchy rękami i wygłasza niezrozumiałe słowa po hebrajsku. Ku radości i zaskoczeniu zebranego chrześcijańskiego otoczenia demon odstępuje od dziewczyny i uzdrowiona wstaje z łoża boleści z uśmiechem ulgi. Nie jest już jednak taka jak dawniej. Zmierza śmiało na spotkanie uczuć i związków, których się wcześniej, z tragicznym dla siebie skutkiem - wypierała. Kąpie się nago w rozfalowanej wodzie, w głębokim miejscu, gdzie na dnie mogą być gwoździe i szkło. Potem uwodzi młodego mężczyznę, który jej nie kocha, ani ona jego. Poznaje seks od jego perwersyjnej, obwarowanej zakazami strony i uczy się kontrolować zmysłowe zachcianki. Takie sny są przesłaniami prawdziwej Wiedzy o Duchu i Człowieku.

12:29, transwizje
Link
Dwa światy 1

10 Czwartek: Sen z „serialu sukcesu”: wspominałam film, oglądany we wczesnej młodości, który mnie zafascynował. Grała w nim młoda, szczupła, piegowata aktorka, która z czasem stała się sławna z całkiem innych ról w familijnych serialach, znacznie przytyła i nikt jej już nie kojarzy z tamtą debiutancką postacią. A była to młodziutka, ambitna, idealistyczna aktywistka młodzieżowej organizacji, która przyjechała do bełchatowskiej Elektrowni, aby wziąć udział w wyborach na sekretarza POP w tym ogromnym, prestiżowym zakładzie. Kontrkandydatem był Leszek Miller, wcześniej wybił się tutaj ktoś od Edwarda Gierka. Wybory, których miała dokonać cała załoga poprzedzał ranking kandydatów z całej Polski, którzy mieli walczyć o stołek w jawny, demokratyczny sposób. Nasza bohaterka była postacią pozytywną, wierzącą w zreformowany System, lewicowe ideały i sprawiedliwość, które miały pokonać z czasem moc układów, które je przeżarły od środka... 

10 Niedziela: Sen: pracuję w dużym gmachu instytucji podobnej do szpitala. Są tu sale, na których leżą w postawionych gęsto łóżkach młodzi ludzie chorzy na coś w rodzaju grypy. Przywozi się ich w początkowym stadium zarażenia, gdy rozmawiają jeszcze ze sobą dość rześko i są nastawieni do chorowania pozytywnie. Wkrótce już jednak słabną i zapadają w gorączkową śpiączkę, z której żaden z nich się nie budzi. Ostatnio jednak doszło do sensacji. Wysłuchuję opowiadania młodzieńca, który jako pierwszy wyszedł szczęśliwie z zapaści. Mówi, że w stanie krytycznej nieprzytomności cały czas wyobrażał sobie, że przepływa przez niego energia z góry w dół, i to najwidoczniej sprawiło, że flegma nie zatkała mu płuc, gardła i nosa, a choroba nie zmogła. Kiedy się ocknął, okazało się, że zarażenie znika całkowicie. Nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia, bo wiele osób, mimo, że leczonych drogimi lekami wspomagającymi odporność umarło mimo to. Nagle wychodzę, bo dostałam wiadomość, że przybiegł do mnie mój pies, stoi pod bramą gmachu. Postanawiam otworzyć mu wejście od zaplecza, które znajduje się w szpitalnej ubikacji. Te drzwi są w zasadzie zawsze zamknięte na specjalny zamek, bardzo wczesnym rankiem korzysta z nich jedynie sprzątaczka. Wychodzą wprost na ulicę miasta. Przekręcam zamek, otwieram, wychylam się na zewnątrz, ale dopiero teraz zaczynam myśleć logicznie, że pies nie zna tego wejścia, a brama jest zbyt daleko, aby go niepostrzeżenie tutaj zawołać. Decyduję się wycofać i zamknąć drzwi, lecz okazuje się, że zamek się zaciął i nie daje się przekręcić. Do tego przypadkowi przechodnie z ulicy zaczynają się interesować moim problemem i ciekawie zaglądają do środka, muszę je mocno trzymać, aby nie wścibiali nosa w cudze prywatne sprawy, podejrzewając, że dzieją się tu jakieś niemoralne przestępstwa na tle seksualnym. W końcu poddaję się, zawiadamiam kierowniczkę działu i uczciwie przyznaję do błędu. Kierowniczka beszta mnie, ale udaje jej się wyjąć drzwi, zamienić je stronami z prawa na lewo i zatrzasnąć.
Wieczorne wiadomości podały tę wiadomość dosłownie: otóż zdarzył się cud samouleczenia z wirusa HIV, młody człowiek opowiadał z radością, że nikt nie rozumie dlaczego akurat jemu to się przytrafiło, ale to fakt, jest zdrowy! Dalsza część snu zapewne opisała atrakcje, na jakie napotyka hospitalizowanie chorych na AIDS w Polsce, trzeba to robić pod innymi nazwami, unikając rozgłosu dla dobra zarażonych.
Rąbanie brzozy jest czymś przedziwnie przyjemnym. Białe jak śmietana drewno z czerwono-białą skórką śni mi się jako oznaka fizycznego zdrowia i harmonii ducha z ciałem. Rozłupywanie go siekierą na szczapy jest symbolem seksualności, która została całkowicie zaakceptowana i z całą pewnością nie jest przyczyną choroby (kary Bożej za grzech sodomii), a być może siłą leczącą. W ten właśnie sposób zakończył się ów sen o uzdrowieniu z HIV.   

11 Poniedziałek: Sen: jadę pociągiem. To szczególny pociąg, o czym przekonuję się z biegiem czasu. Kiedy stoję samotnie na korytarzu zauważam przez uchylone drzwi dwa przedziały wypełnione monitorami starego typu. Są włączone, a na wszystkich ekranach widnieje napis: „ela4.pl”, co nasuwa mi myśl, że Ela IV, poznana przez internet wizjonerka i astrolog, z którą rozprawiamy o datach Apokalipsy, również jedzie tym pociągiem. Postanawiam ją odnaleźć. Ktoś z obsługi, spytany o możliwość kupna takiego monitora wyjaśnia mi, że ten sprzęt nie jest przeznaczony na sprzedaż, owszem, został naprawiony, lecz jest zbyt niemodny, aby opłacało się nim handlować, dlatego został przeznaczony do kompletnej przeróbki. Posuwam się dalej wzdłuż wagonu, wypatrując znajomej twarzy. Spotykam najpierw elegancko ubranego Mariana, kolegę z podstawówki, z którym zamieniam kilka obojętnych słów. Marian dorobił się zagranicą, w Anglii i pędzi spokojny, wygodny żywot w małej miejscowości. Kiedy pociąg na chwilę przystanął wysiadł, aby się odlać pod drzewem. Trochę bałam się, że nie zdąży wsiąść z powrotem, ale zdążył, choć już w biegu. Wkrótce spotykam także mojego tatę (żyje, choć jest dziwnie blady), a zaraz potem, wśród nieznanych mi ludzi rozpoznaję twarz znaną mi ze zdjęcia. Ona również po sekundzie zastanowienia poznaje mnie i witamy się z całą serdecznością, to Ela IV! Siadamy wszyscy na sofie i przedstawiam Elę tacie w ten sposób: „To znajoma braci Kaczyńskich. Od niedawna pracuje w Ministerstwie Sprawiedliwości u Jarka Kaczyńskiego...”. Mój tata patrzy na nią z poważną, a nawet zmartwioną miną patrioty, który wiele przeżył i zwracając się wprost do niej mówi: „Nie wierzę, że to Ministerstwo zdoła coś naprawdę zmienić w tym kraju. Na rozliczenie wszystkich zbrodni i przestępstw, jakie dokonano potrzeba co najmniej stu lat.”
- „Trudno” - odpowiada Ela IV - „Będziemy to robić nawet tyle czasu. Ktoś musi rozpocząć tę trudną pracę i uzdrowić wreszcie nasze państwo.”
Na tym rozmowa się kończy, Ela IV odchodzi gdzieś do tych swoich bardzo ważnych spraw. Wkrótce jednak podsyła mi przez kogoś wiadomość, że czeka na mnie „u McDana”. I wtedy okazuje się, że ten pociąg ma piętra! Ruch pomiędzy nimi odbywa się za pośrednictwem nowoczesnego wyciągu poręczowego, wsiadasz na poręcz, klikasz cyferkę z numerem piętra (poziomu, strefy) i transporter rusza, wciągając cię na wybrane miejsce. Siadam zatem za osobą, która przyniosła mi tę wiadomość i prawie natychmiast dostaję się na luksusowo urządzone piętro, w którego drzwiach wejściowych trzeba okazywać przepustkę. Zdumiewam się, gdyż ten poziom nie ma żadnego z numerów dostępnych każdemu w ogólnej „windzie”, od 1 do 9. Za to nosi nazwę „poziom McZabulon” i nie jest tym, na który chcę trafić, niestety. Od recepcjonistki badającej przepustki dowiaduję się, że są dwa tajne poziomy i trafiłam akurat do tego drugiego. Nie umiała mi jednak wyjaśnić gdzie mam szukać właściwego.
- Tutaj pracuje całe Zarządzanie. Nie wiadomo nam co znajduje się w McDanie.
Wracam zatem na „parter” i usiłuję dowiedzieć się tego od informatorki w okienku dla zwykłych pasażerów, szukających drogi na jedno z dziewięciu wyższych pięter pociągu. Niestety, nawet ona nie wie, jak dostać się na poziom McDana, choć wie, że takowy istnieje.
- Trzeba mieć osobiste zaproszenie, przepustkę i adres od kogoś, kto już tam jest - tłumaczy i pyta ciekawie - A pani z jakiej racji chce się tam dostać?
- Nie jestem pracownikiem McDana, ale mam tam koleżankę, która mnie zaprosiła i podała adres. Niestety nie wiem, jak odnaleźć ten poziom.
- Proszę próbować. Jeśli pani znajdzie wejście proszę zapytać koleżankę jak się udało grzybobranie.
- Grzybobranie?
- Tak. Słyszałam, że wszyscy z McDana zostali zaproszeni przez prezesa na wspólne grzybobranie.
- Niestety, nic o tym nie wiem - i w takiej rozterce i niepewności budzę się.    
Sen zaczął się poszukiwaniem, a zakończył niewiedzą. Podobnie zdarzyło się dziś na jawie. Pojechałam samochodem do Mielnika w poszukiwaniu internetu i ściągnięcia poczty, lecz na drzwiach biblioteki wisiała kartka: „W dniach od 9-1... listopada internet będzie nieczynny”. W wykropkowane miejsce wpisano długopisem cyfrę 2, więc weszłam, aby zapytać, czy wszystko w porządku, bo dziś już 14. Pani bibliotekarka, czekająca na mnie w drzwiach pustej czytelni rozłożyła ręce i oznajmiła, że od kilku dni nie można dojść z internetem do ładu, informatycy zmieniają łącze na Neostradę i mają problem ze skonfigurowaniem komputerów. Nie wiadomo do kiedy to potrwa, trudno powiedzieć... Pojechałam więc do Wajkowa (gdzie podobno we wrześniu widziano UFO) na spacer z psami wzdłuż brzegu Bugu, potem zajrzałam jeszcze do Niemirowa, na krańcu Polski i objechałam je wzdłuż i wszerz podpatrując ludową architekturę i miejscowe rozwiązania z dobudówkami do chat, takich samych jak nasza. Napotkana kobieta objaśniła, że biblioteki tu żadnej nie mają, ale jest świetlica na środku wsi. Już więcej nie szukałam. Siła wyższa, pech to pech, trzeba się pogodzić z wolą nieba. Niemniej... spełnienie się nocnego snu tylko wydaje się jego rozwiązaniem; to podpucha z drugim, ukrytym dnem... Być może znają je tylko dwaj synowie Jakuba, Zabulon i Dan, bracia?
„Zabulon mieszkać będzie na wybrzeżu morza, nad brzegiem morza, dokąd zawijają okręty, kraniec jego - w Sydonie.” [Rdz, 49,13]
„Dan będzie sądził lud swój jako jeden ze szczepów izraelskich; będzie on jak wąż na drodze, jak żmija jadowita na ścieżce, kąsająca pęciny konia, z którego jeździec spada na wznak.” [Rdz 49, 16-17] 

11 Wtorek: Sen: w mieście, które jest kompilacją Warszawy i mojego rodzinnego miasteczka (komiksowy obraz zaścianka w centrum europejskiego kraju) w dniu 1 listopada, we Wszystkich Świętych środowisko gejowskie urządza zamkniętą imprezę w swoim gronie. Rzecz dzieje się w wielkiej sali, lub na dziedzińcu wewnętrznym jakiejś starej kamienicy. Ludzie zbierają się z wolna, siadają na podłodze (a raczej bruku) i gadają, tworząc mniejsze grupki znajomych i zainteresowanych wspólnymi tematami. W końcu powstaje jakiś młody mężczyzna z jajogłową twarzą o tępych rysach i ciemnym wąsem, zapowiadając występ pary „striptizerów męskich”, uprawiających seks na oczach publiczności. Przedstawił się jako „aktor dramatyczny”, zapewniając, że jest to profesjonalne przedstawienie, znane i popularne na zachodzie, całkowicie czyste (w sensie higienicznym) i zdrowe. Zainteresowani skupiają się wokół niego i jego partnera, lecz kobiety w przeważającej liczbie, fukając ze zgorszeniem odsuwają się z tego miejsca i ostentacyjnie odwracają od widowiska plecami. Jest kilka takich, które powstają, aby zasłonić sobą ten świętokradczy widok i złożywszy ręce jak do pacierza zaczynają się głośno modlić, podkreślając sens dzisiejszej daty i wagę swoich przekonań religijnych. Obok znajduje się sala kinowa, gdzie ma się odbyć pokaz filmów. Tu także z wolna zbiera się publiczność. Między rzędami po ostatnim seansie pozostały niedobite butelki taniego wina z nalepką o nazwie wziętej z „Trylogii” Sienkiewicza. Świadczy o tym, że wyświetlany film okazał się dla widzów nudny, bo powychodzili przed jego końcem, narzekając z niedosytem na „polską taniochę” i wciąż wałkowane patriotyczne kompleksy. Przez dłuższy czas gromadzącą się publiczność zajmuje temat znanego dziennikarza telewizyjnego, laureata nagrody przydzielanej przez środowiska gejowskie, który publicznie, przed kamerami oznajmił, że nie zgadza się odczytywać negatywnych, tendencyjnych komentarzy na temat homoseksualizmu i homoseksualistów, które ostatnio dostaje od szefostwa. Na pytanie dlaczego, przyznaje się, że sam jest gejem i nie potrafi grać roli własnego wroga. Denerwuje się przy tym bardzo, targa włosy, pocą mu się ręce i popija nerwowo kawę z filiżanki, jego wystąpienie staje się szybko żenujące. Towarzystwo w kinowej sali szybko traci zainteresowanie skandalem i zajmuje się wyszukiwaniem dla siebie najlepszych miejsc, zwierzaniem się sobie w zaciszu, lub podrywaniem pary. Słychać okrzyki: „Kup w bufecie wino, bo tego co zostało pewnie nam nie starczy”... Na to wkracza gruba sprzątaczka i ostrym głosem strofuje wszystkich, grożąc im zamknięciem kina i odwołaniem zapowiedzianego seansu. Hałas nieco się ucisza, ale tylko trochę.

12:27, transwizje
Link
poniedziałek, 07 listopada 2005
Codzienność VIII

Poniedziałek: Krótki sen: ze wschodu, od wsi w kierunku chatki idzie młoda kobieta, jakby wracając z podróży, szlocha rozdzierająco. Zasłaniają ją krzewy bzu, nie wiem kto to. Obudziłam się wstrząśnięta. Sen chwilę później: ładna, nieznana mi kobieta siedzi za stołem, ustawionym bezpośrednio na moście biegnącym ponad niewielką, wąską strugą, przecinającą zielone łąki, robi konferencję prasową. Pada wiele dociekliwych pytań, na które zręcznie odpowiada, starając się o szczerość i otwartość. Ktoś zacytował podejrzliwe zarzuty wobec jej szefa, człowieka na wysokim stanowisku.

- Jego ogromne nielegalne dochody to wyssana z palca plotka. Mogę przedstawić publicznie wszelkie świadectwa - odpowiedziała z pewnością swego i zaraz skinęła na swoją pracownicę, stojącą koło mostu, aby przyniosła jej potrzebne dokumenty. Pracownica ruszyła ku niej na skróty, tj. przeskakując rów z wodą. Struga nie była szeroka, lecz ona źle odmierzyła odległość i wpadła do wody tuż przy drugim brzegu. Ku zdumieniu i rosnącemu szybko zaniepokojeniu patrzących nie wynurzyła się już z wody wcale. Gdy mijały sekundy pełne napięcia skoczyła ku niej z mostu na ratunek druga współpracownica, lecz i ona przepadła w wodzie. Sterczał w tym miejscu jedynie uschły patyk. Obudziłam się zszokowana.

W wieczornych wiadomościach zobaczyłam kobietę, która mi się śniła. To nowo mianowana przez Premiera minister finansów. Uschły patyk nawiązuje do mojej niedawnej rozmowy z leśniczym i pokazuje na „szarą strefę” gospodarki. Pierwszy i drugi sen dotyczył losu kobiet zmuszonych szukać pomocy medycznej w niechcianej ciąży tam, gdzie aborcje pozostają dozwolone, zagranicą i w szarej strefie.

Środa: Sen: człowiek na stanowisku o nazwisku Koźmian (Kuźmian, Kuźmiński, lub podobnie), pomyślnie zlustrowany, zasuwał szybę w swojej rządowej limuzynie, aby odseparować się od kontaktów z ludźmi, którzy wcześniej go kontrolowali, a teraz wyrażał swoją pogardę wobec ich „zboczonego stylu życia”, zostawiając im wrażenie pogróżki, typu: „spróbujcie tylko czegoś ode mnie chcieć, a usłyszycie z trybuny o tym, czym się zajmujecie w domowym zaciszu. Wstrętne! Obraza boska!”. Był zarozumiały, twardy, niechętny... Terror obyczajowy i moc obłudy, jak za pani Dulskiej.

Czwartek: Sen: biorę udział w imprezie pożegnalnej w gronie ekipy najściślejszych współpracowników Prezydentostwa w pałacu. My, kobiety gościmy się u Prezydentowej, a kilka pokoi dalej mężczyźni w swoim kółku u Prezydenta. Zastanawiamy się nad naszą przyszłością. Twarz Prezydentowej wydaje mi się poszarzała, dziwna, ale jak zawsze trzyma pion. „Chyba wypiła już za dużo” - myślę i udaję, tak jak ona, że wszystko jest w najwłaściwszym porządku. Namawiamy ją do poparcia jakiegoś ruchu. Wydaje się tym niewiele zainteresowana, ale kiwa głową, że owszem, czemu nie. Z otwartych drzwi dochodzi gwar z gabinetu Prezydenta, pełnego teraz pijanych, rozdyskutowanych mężczyzn skupionych wokół stołu z przysmakami. Rozgrzani alkoholem wspominają minione wydarzenia. Między innymi kogoś, komu podczas wizyty zagranicznej bodajże na Kaukazie „koszula się lepiła”. Prezydent wypił już najwięcej z nich wszystkich. Po jakimś czasie widzę, że go cucą, „zalanego w trupa”, w sposób pełen respektu...

Sobota: Sen poprzedził nagły trans, jakby pojawienie się kuli jakiejś rozdętej energii i jej nagła eksplozja przy moim łóżku, rodzaj Wielkiego Puff! co mnie na chwilę obudziło. Potem śnili mi się Gwiezdni, w tym Gosia W., Morja, Młody Wampir i Nawiedzony też. Rozmowa dotyczyła kwestii podobnych snów-plików informacji wgranych w pamięć niektórych ludzi, którzy na ich podstawie powinni się rozpoznać i spotkać. Szczegóły szybko wyleciały mi z głowy.

Niedziela: Sen w nocy: siedzę w ławce z koleżanką z podstawówki, Kaśką Prymuską. Pokazuje mi tomik opowiadań Ursuli K. Dick [sic!], który kupiła właśnie w księgarni. Ona zawsze musi być pierwsza ze wszystkim, co modne, czytane. Tomik wydaje mi się interesujący. Proszę ją, aby mi go odstąpiła, w zamian daję jej kluczyk od mojej skrzynki pocztowej, bo nie wiem czy zdążę w porę trafić na tę książkę w sprzedaży. Nagle podchodzi do nas wysoki mężczyzna, którego biorę za nauczyciela. Oddaje kartkówki uczniom, mnie jako pierwszej. Komentuje moje wypociny ze swadą i dowcipem tak, że myślę sobie: „O, kurczę, ale się zbłaźniłam pisząc to! Ale trudno. Nie ja pierwsza, nie ostatnia...”. Uśmiecham się więc i rozkładam ręce, mówiąc do niego nie wiedzieć czemu per „panie dyrektorze”. Dopiero, gdy usiadłam i spokojnie przejrzałam swoją pracę zobaczyłam na końcu wielką cyfrę „5”, co mnie całkiem zaskoczyło. A jednak docenił mnie! Ale jaja!

Poniedziałek: Sen: Adam i Morja, wśród wielu osób podobnych sobie, na skraju wodospadu Niagara czekają na przypływ. Na razie susze spowodowały zanik wody. Chętni do wykonania szaleńczego spływu na fali Niagary w indiańskiej pirodze gotują się na tę wielką chwilę słuchając wykładu Instruktora, który przechadza się u stóp wielkiej skały i objaśnia jak należy się zachować, gdy pojawi się woda. Wszyscy zebrani mają tremę, ale są zdeterminowani, aby dokonać skoku. W końcu pojawia się przypływ, udaje się im obojgu zjechać w dół wśród rozbryzgów i huku spadającej wody, dalej okazuje się, że przypływ pogruchotał tafle lodu, który ściął wcześniej rzekę i płyną otoczeni krami, wrzuceni do wody po przewróceniu się pirogi. Udaje im się jednak wytrzymać zimno i wydostać się szczęśliwie na twardy brzeg. Wracają w górę, ku skale, aby znów czekać na kolejny przypływ fali.

14:46, transwizje
Link
Archiwum