bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 30 listopada 2010
Księżycznie
Jak co roku w wigilię Andrzeja, tj. wczoraj wieczór, przy placuszkach na maślance i grzanym na piecu winie było lanie wosku i ciągnięcie jednej karty tarota. Wylosowałam Księżyc i popadłam w zamyślenie iście księżycowe.
Pamiętam zawsze pierwszą medytację nad tą kartą i jak głęboki przyniosła mi wewnętrzny wgląd w zupełnej ciszy. Co do wróżby jednak widzę to jako świadome patrzenie na zbiorową manipulację i podjudzanie na siebie ludzi przez ciemną siłę oraz niemożność przeciwdziałania czemukolwiek...
Rzeczy lęgną się w mroku.
Można co najwyżej otrząsnąć się z tego ze wstrętem i pozwolić, aby psy szczekały i ujadały dalej.
10:01, transwizje
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 29 listopada 2010
Tyrannie
Najpierw rozległo się uroczyste bicie w dzwon katedralny. Potem śpiew chóru. Słowa pieśni zlewały się ze sobą, były trudne do rozróżnienia. Potem przemawiał kardynał krakowski. Poważnym, smętnym głosem. Uroczystości odnosiły się do jakieś bardzo ważnej dla państwa polskiego sytuacji. Nie wiem czemu, bo słów nie zapamiętałam, ale pozostała mi myśl, że... rozwiązywano właśnie wszelkie obowiązujące wcześniej struktury państwowe. I ostatnie zdanie: "To wojna ze ślepą siłą ciemności...". Wizja wnętrza katedry, konkretnie łuku zwieńczającego kolumnę.
Potem nastał kompletny mrok.
I z tego senwizja: gdzieś w Europie, na obrzeżach lądu zachodniego w starym mieście pojawiają się bestie. Nie widzę ich, ale słyszę potworne dzikie ryki. Wyobrażam sobie, że to tyranozaury. Wypadają skądeś (tak, to są wielkie gmachy w centrum miasta) i gnają przez główne ulice niosąc straszliwe spustoszenie. Oddziały armii i policji nie są w stanie ich powstrzymać, nic im zrobić. Żołnierze giną masowo w krwawych jatkach. Idą w obronie społeczeństwa też ochotnicy i patrioci, ale i oni nie wracają. Jest mało czasu. Trzeba się jak najlepiej ukryć. Jacyś ludzie zgromadzili zapasy żywności w starych murach kamienicy. Uciekamy tam. Niektórzy kryją się w kanałach miejskich. Ci, którzy nie zdążą w porę się schować albo wierzą w interwencję wojska i przywrócenie porządku giną w okropny sposób. Bestie obwąchują podejrzliwie kamienicę, gdzie trwamy nieruchomo we wnętrzu i po chwili biegną dalej. Gnają daleko w głąb lądu, z furią niszcząc po drodze wszystko co żyje. Ale wrócą, mam tego świadomość. Pozostajemy wszyscy bardzo ostrożni. Nie wychylamy się nawet, gdy panuje pozorny spokój. I rzeczywiście po jakimś czasie znów dolatują nas z dala okropne dzikie ryki. Tym razem wciskamy się przez ciasny otwór do piwnic starej ceglanej kamienicy, jeszcze głębiej i tam przeczekujemy atak. Bestie penetrują tym razem naszą poprzednią kryjówkę, ale nas tam już nie ma na szczęście.
10:19, transwizje
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 listopada 2010
Andriejnie
Andrzejkowe radości. Tylko ja wiem, jakie to chodzenie po krawędzi. Piją, jedzą, chwalą się, gadają, lulki palą, swawolą, wosk leją przez dziurkę od korkociągu, a tu nagle... Prawda migocze i umyka, śmieje się prosto w twarz. Zaskoczonym jak diabli.
Mnie zaskakuje ciągle fakt, jak niewielu ludzi żyje w Prawdzie, o sobie, o innych. I jak nie umieją się wobec Prawdy zachować, nie mają przygotowanej na spotkanie z nią maski.
Jednym nagle siada nastrój, wiuuuut! i czuję ssanie w dolnych czakrach, mimo, że starają się trzymać pion oczywiście, inni chichoczą, żartują, mówią, że nic nie rozumieją, że to jakiś "naleśnik".
A tu tymczasem tajemnica trójkąta bermudzkiego wynika.
Cicho, sza! Jeszcze dowiedzą się o niej, jeszcze przenikną ciemność wokół siebie i rozwieją mgłę?
Jednym wychodzi Słońce, innym zamyka się Mroczna Brama. I jaka tu równość w Zabawie? Jak się po tym śmiać i cieszyć, albo płakać i drżeć ze strachu?

Z doświadczenia pozostaję jak kamyk.
Niech się inni martwią bądź cieszą swoim życiem, przeznaczeniem, wyborami. Ja tylko tłumaczę. A przecież wcale nierzadko nic nie rozumiem. No, i zawsze mogę się mylić.
18:29, transwizje
Link
sobota, 27 listopada 2010
Ptasio-paradnie
Wizja kilka nocy temu: we wnętrzu poddasza, które teraz jest dopiero w budowie siedzący szczupły, nieznany mężczyzna, popijający heb/kawę z filiżanki, rozmawiający. Migawki innych osób. To był czas ustalania planów na przyszły rozwój naszego gospodarstwa.
Dziś senwizja: stoję w lesie i nagle widzę, jak z wielkich leśnych obszarów okolicznych wzbijają się w niebo stada różnych ptaków. Wszystkich ptaków. I ruszają wielką niebieską paradą w głąb rosyjskiego lądu, ku północy. I wiem, że nie wrócą, że to ostateczny odlot. I jest to tak wzniosłe i piękne, że wybucham płaczem ze wzruszenia opowiadając o tym komuś. Potem rozmawiam z jakimiś ludźmi z rosyjskiej północy, jakby eko-wieśniacy, młodzi, mistycyzujący. I przestrzegam ich, aby nic nie zrobili tym ptakom, bo to się źle skończy. To ich ostatni wielki wzlot. Odlot. Ostateczna emigracja. Nie ma szans na ich powrót na dawne leża. To jakby zapowiedź jakichś wydarzeń w przyszłości, zwierzęca intuicja, znak.
11:01, transwizje
Link
piątek, 26 listopada 2010
Wątpliwie
Przed snem, zamiast zjawiającego się czasem czarno-białego wiru In-Jang (zapowiada w dzień jakieś perturbacje emocjonalne z otoczeniem i równoważenie ich w mocnej dyskusji), który często poprzedza stan wizji scen z przyszłości, teraz ukazała się już kilkakrotnie czarna plama wędrująca ku górze i zasłaniająca mi pole widzenia. O ile polem widzenia można nazwać przestrzeń pod zamkniętymi powiekami. Jest półokrągła, jak czyjaś głowa i szybko przesuwa się z dołu po lewej stronie ku górze, znika i pojawia się znowu, z dołu do góry. Dwa, trzy razy, albo nawet przyspiesza i widzę to 6-7 razy. Wczoraj pojawiła się i nagle przesłonił ją rozproszony połyskliwy poblask jakby-światła, zamigotał i znikł.
He, może to przypadek, a nie odbiór telepatyczny konkretnej sytuacji, ale zajrzałam dzisiaj na bazie statystyki we wpis Suljana, który wciąż wałkuje Dzwon. I zdaje się ukuł nawet jakąś niepojętą dla mnie koncepcję. Dzwon wciąż się nie wydarzył, a wydarzy na koniec końców, dlatego można śmiało twierdzić, że to twory mojego zgubionego duchowo umysłu. 
A tam u niego komentatorzy nie mogli się Dzwonu doczytać, wejść na niego, aż w końcu link autor wpisu podał na nowo. To by tłumaczyło pojawienie się tej połyskliwej poświaty, niby rozproszonego mgłą światełka latarni w nocnym mroku. 
Ciekawe jest ocenianie kogoś i czegoś na podstawie wyrwanego z kontekstu fragmentu zapisu snu, który nota bene jest czystą wizją spoza indywidualnego umysłu. Owym Wąpiącym, lecz Nie polecam czytanie mojego blogu realistycznego (wejście w linkach). Tam jestem chodząca po ziemi. I nic nie bujam. ;-)
08:22, transwizje
Link
czwartek, 18 listopada 2010
Lekarnie
Senwizja dwie noce temu: stoję przy głębokiej studni z szaro-srebrzystą wodą (odbieram ją jako kanał bardziej, rurę w ziemi) wraz z Małgorzatą, koleżanką z podstawówki. Ona jakaś nadwrażliwa, delikatna, smutna, ma różowawą plamkę na twarzy, jak gdyby zranienie. Martwi się o przyszłość. Wtem w progu pomieszczenia, w którym jesteśmy (sic! studnia była we wnętrzu) pojawia się sam Nostradamus. Wygląda jak z kreskówki, nieduży ludzik. Ubrany w czarny frak, strój lekarza z epoki, ze starannie przyciętą brodą. Chcę mu się przedstawić z imienia, ale on wie, niewiele obchodzą go moje słowa i osoba, tylko od razu rymowaną prozą (której nie zapamiętałam) przepowiada. Że przed upływem tygodnia spotka mnie przykrość. A to niby za naruszenie ciekawością spraw objętych tajemną klątwą. I wywołanie go do odpowiedzi.

Kanał, rura, studnia to w moich wizjach zjawisko channelingu, przekazu z nadświadomości. Woda - energia psyche, duchowa, nieświadomości, intuicja. Szarość - pomieszanie dobra ze złem, cień, szare istoty. Czarny strój - tajemnica, mroczny sekret, powaga, żałoba. Osoba Małgorzaty, może alter ego, ale raczej alegoria grupy tych, którzy ciekawie zapytowywują, interesują się i dają wiarę przeróżnym lękowym zwidom i przeczuciom. Różowa plamka w innych wizjach znaczyła zarazę, zakażenie, szczepionkę. Postacie jak z kreskówki są charakterystyczne dla przekazów sterowanych przez wyższe istoty.
Pytanie, czy jest to przekaz od szarych, czy o szarych... 
09:16, transwizje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 07 listopada 2010
Diabolicis arqs
Dzięki automatycznemu tłumaczowi w góglach mierzę się z łacińskimi fragmentami "Zaćmienia", których translacji na francuski nigdzie nie znalazłam. Nostradamusolodzy są bardzo skrupulatni, odnajdują sentencje, którymi się Mistrz z Salon posiłkował w dawno zapomnianych księgach. Tych jednak nikt jak na razie nie podjął się odnaleźć. Prawdopodobnie nie są cytatami.
Jak teraz żałuję, że się do łaciny nie przyłożyłam w liceum, a miałam lekcje tego języka w klasie z rozwiniętym językiem francuskim, do której chodziłam... Miałyśmy (klasa była w 100% żeńska) starą zdziwaczałą nauczycielkę, pamiętającą jeszcze przedwojenne czasy, która także mojego ojca i wujka w gimnazjum męskim łaciny i niemieckiego uczyła. Denerwowała mnie, bo czytała moje nazwisko z niemiecka, a nie byłam długo świadoma, że miała rację i tak się pisał i czytał mój pradziadek (co odnalazłam w rodzinnych papierach). Który do wsi Trąbki się przeniósł z dalekiego Śląska, gdzie hutę szkła założono, w XIX wieku, i tam ożenił się z panną także niemieckiego pochodzenia, protestantką z wyznania.
Ale mniejsza o to.
Fragment, który dotąd najsilniej mnie ciekawił brzmi tak:

"A wszystko będzie odpuszczone na mocy Bożej w imieniu, przez bóstwo, od jakiego nasze wróżby biorą początek, z łaski i jego niezmiernego miłosierdzia. 
Qui nos defendat et pregat ab oi opere pessimo, malisq; tenebris noctis, magnorum ma[u]idorum et latrantium canum in me rabiem euem. tium: et a nocumentis cotum Christe me defendas, te suppliciter exorans, ut et a diabolo humana corda penetrante, hominibusq; diabolicis arqs cahumniantibus me defendas et liberes in secula secula seculorum amen." 

Oto moje pierwsze wejście w tajemnicę tego wersetu (darujcie błędy, może ktoś uczony się zaśmieje, jednak nie mam innej drogi poszukania zrozumienia)...

To, które nas chroni i zachowuje od [ukryte: bezwzględnego] ciężkiego znoju oraz złośliwych, nocnych ciemności, wielkiego złorzeczenia i ujadania psów na mnie o szaleństwo [niezrozumiały skrót: euem.] stron: i od zagrożenia łoża (?) obroń mnie Chryste [czy: od niebezpieczeństwa żłóbka Chrystusa ochroń mnie?], pokornie cię błagam, jako i od diabła penetrującego serca ludzkie i mężne, od diabelskich statków  ciemiężących ludzi oszczerców (?) [niezrozumiałe: cahumniantibus, lecz może powinno być calumniatibus z ukrytym wyrazem humanus i calumnia] obroń mnie i uwolnij na wieki wieki wieków, amen. 

Arqs to nie tylko arki-statki, bo wyraz jest zapisany po francusku, ale i arkady, łuki (triumfalne) - symbol częsty w Centuriach, odnoszący się do republikańskiego prawa ustanowionego w stolicach wielkich imperiów, oraz z łaciny coś niby: zastrzyki...
Obstaję jednak przy pierwotnych statkach, z tego względu, że kilka zdań wcześniej jest opowieść o owych oszczercach pożeranych (konsumowanych) "przez dziwne obce pojazdy". I po prostu łączę rzeczy ze sobą.
17:18, transwizje
Link
poniedziałek, 01 listopada 2010
Siedemnaście
Pracuję nad "Zaćmieniem" zrywami. Niby wieczory po zmianie czasu zrobiły się długie, ale wtedy jestem już odprężona po całodziennej pracy, poza tym cierpię na zmęczenie oczu od jarzącego się ekranu monitora. I brak mi odpowiedniego skupienia. Przerobiłam na razie mniej więcej połowę całego tekstu, który składa się jakby z dwóch części. Pierwsza traktuje o historii wojen w Iraku do śmierci Husajna, która to łączy się w czasie ze śmiercią Jana Pawła II i wyborem nowego papieża. Tym sposobem następuje przejście do Europy wschodniej i "cudownego wypadku" w "pogrzebowej dekadzie zgonów" (termin zaszyfrowany i trudny do przełożenia, bo zawiera też wyraz dziesięciokrotnie), po którym nastąpi wielkie śledztwo. 
Wydarzenia obecne są jedynie wstępem do tego, co się jeszcze stanie na tej bazie. W każdym razie prawda zostanie w Polsce uwolniona w atmosferze wielkiego społecznego poruszenia podobnego do czasów Solidarności. Winni ukarani, ofiary pomszczone i (co ciekawe) "uwolnione". Ukaże się też drugie dno, kościelnego rodzaju, które sprawi, że kościół zachwieje się w posadach. Dokona oczyszczenia i odżegna się od winowajców, przestępujący prawo zostaną usunięci, ale "na krótko". Stan wyjątkowy przy tym wszystkim, drożyzna, nieurodzaj.
Nastąpią później nagle straszne wypadki na zachodzie, "o których lepiej nie wiedzieć, niż wiedzieć". W ich trakcie "spadkobierca" będzie pośredniczył, orędując za ludzkością i Ziemią. Ta wzmianka potwierdza inne moje odczyty z Centurii, że trzeba go szukać w naszym kraju. A będzie miał korzenie rodzinne germańskie. Syn rodu świętych królów.
Więcej jest o katastrofach i zniszczeniach bronią biologiczną (wielkie epidemie znanych i jednej zupełnie nieznanej choroby) w innych utworach prozą.
Następnie Nostradamus przechodzi do "odpowiedzi swoim oszczercom". Ta druga część utworu jest bardzo fascynująca, gdyż to list napisany do człowieka (i jego ludzi), którzy dopiero miał się narodzić, by doprowadzić do wielkich katastrof.
Tu można szukać głównego, acz ukrytego podstępnie i manipulującego zza węgła wroga.
Całość kończy się opowieścią o końcu owych wrogów. Wygląda to na ingerencję kosmiczną. Bowiem "pochłoną ich obce i dziwne pojazdy", którymi oni najpierw będą się posługiwać. Wyraz: pochłonąć to w oryginale consumer. A ci, którzy im umkną sami się powieszą.
Tyle moich wczorajszych konkluzji. Po których miałam sen, w nastroju obecnym, tj. zadusznym.
Leżałam na materacu rozłożonym na drodze wiodącej na dworzec pkp. Zapadał zmierzch. Ujrzałam coś jak pomnik nagrobny, ulepiony z niezliczonej ilości śniegowych kul. Częściowo roztopione zamarzły i zlodowaciały w jedną bryłę. Na niektórych kulach rozpoznawałam coś jak przerażone oczy, usta, ludzkie. Przesunęłam wzrok z lewa na prawo. Śniegowy pomnik ciągnął się długo, kul było bez liku. Na końcu zaś tkwił wielki kamień. W kształcie przypominającym płaczącą Niobe. I ujrzałam cyfry, i widząc je liczyłam po kolei: 14, 15, 16, 17. Na tym koniec.
Tak przyszły daty wydarzeń, o których czytam. 
10:04, transwizje
Link Komentarze (12) »
Archiwum