bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
sobota, 26 listopada 2016
Rok udanych żniw

Wczoraj sen wizyjny w środku nocy: postać, którą jestem "gra" pani Celińska, jako stara, nieco otyła, żyjąca prostym życiem wiejskim kobieta. Panuje słoneczne gorące lato, dużo światła. Podziwiam dorodny krzew agrestowy, na którym wiszą w ogromnej ilości dojrzałe już do zbioru owoce, żółte, soczyste. Wiem, że i inne owoce niezwykle obrodziły u innych, jakieś maliny, dzika róża pięknie się zapowiadają. 
- Czas zbierać - mówię z radością - Zrobimy z nich dużo wina agrestowego. A potem posadzimy jeszcze inne krzewy owocowe, bo mam ochotę w przyszłym roku na inne soki i przetwory. 
To lato jest nadzwyczaj żyzne i obfiujące we wszystko. Mnóstwo ludzi z miast pojawiło się na wsi, aby spędzić tam czas agroturystycznie i pomóc w zbiorach. Zbierają sami różne dary natury. Widzę ogromne, pękate od nasion słoneczniki oraz dorodne prawdziwe grzyby znoszone z lasu. Wspaniały rok dla owoców, warzyw ogrodowych i runa leśnego!
Wtem znienacka niebo zaczyna groźnie grzmieć. Huk z nieba przetacza się ponuro bez końca...

Stworzyłam nowy blog, ściśle poświęcony Nostradamusowi. Zdecydowałam się zamieścić w sieci wszystkie przetłumaczone materiały, które zgromadziłam przez lata pracy nad nimi. Nosi tytuł: Nostradamus po polsku.

Może dlatego dzisiejszej nocy przed zaśnięciem krótka wizja: świetliście biała czaszka, która pokrywa się zaraz skórą i to jest moja twarz. Potem brodata twarz posiwiałego Nostradamusa. 

11:51, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 listopada 2016
Przygody cmentarne

Wczoraj, w środku nocy sen: siedzi przede mną Super-szaman (jest to postać znana wszystkim, ale nie będę wymieniać nazwiska z tego względu, że pełni ona rolę medium dla istoty czy może zasady duchowej, która mi się dość często ukazuje od lat). W pozycji medytacji. Jest czymś wstrząśnięty, poruszony, "rozwalony emocjonalnie". Próbuję go pocieszyć, ale on to musi sam przetrawić. Dotarło do niego, że wojna jednak będzie i przepowiednie się sprawdzą. Nie może się z tym pogodzić. Z tego obraz wizyjny: poruszony zielony ląd, może zalewany, a może wyłaniający się z morskich wód. Poważny nastrój jakichś globalnych zmian.

Dzisiaj rano sen iście absurdalny: Gaweł ze swoim ojcem, ciotką, siostrą, dziewczyną i szwagrem postanawiają umieścić starą matkę w grobie. Owijają ją w zielonkawy całun, każą milczeć i zamykają w trumnie, która znajduje się w marmurowym grobowcu. Gaweł, na polecenie ciotki, która tym zdecydowanie i brutalnie zarządzała, wyjął jedną cegiełkę z grobowca, w kształcie trumny, aby "zmarła się nie udusiła". Postawili przy niej jeszcze kubek świeżego mleka. Po czym wyjechali na jakąś kilkudniową wycieczkę, w której obecność matki im przeszkadzała. Po powrocie okazało się, że matka w grobie zaczęła głośno krzyczeć, wzywać pomocy i przeklinać. Z obawy przed narobieniem hałasu na cały cmentarz odkopali trumnę i wyciągnęli "zmarłą". Mleko w kubku już się lekko zsiadło i wylałam je na bratki rosnące na sąsiednich grobach.
W trakcie owej "ekshumacji" zapodział się gdzieś mały synek Gawła. Odkryłam, że wpadł do innego kamiennego grobowca, pełnego drobnego gruzu. Nic mu się nie stało, ale trzeba go było wydostać. W tym celu Gaweł z ojcem spróbowali ruszyć wierzchnią płytę sarkofagu, kładąc się na niej i z całej siły pchając wielkie koło zębate jakiegoś urządzenia dźwigowego. Duże, żelazne, zardzewiałe i skrzywione w wyniku jakiegoś uszkodzenia. W końcu drgnęło, ale od razu upadło na ziemię, a razem z nim ojciec Gawła. Otworzyło to szparę w grobowcu na tyle, że można było wydostać malca. Żył, nic mu się nie stało, nawet nie był przestraszony.  

11:28, transwizje
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 listopada 2016
Do kamery

Którejś minionej nocy sen: chata, w której mieszkam jest inna, większa, niż w rzeczywistości, też drewniana. Pracuję na podwórzu, bo zbliża się pora wieczornego obrządku, gdy zjawia się z wizytą grupa kobiet, chcąca porozmawiać, wymienić jakieś poglądy. Panie typowo z miasta, wykształcone, elegancko ubrane inteligentki w różnym wieku. Sadzam je w największym pokoju, gdzie jest sofa i jakieś stoliczki, krzesła, trochę kawiarniany wystrój. Widzę, że szykują się do dłuższej rozmowy. Zatem uczciwie i zdecydowanym tonem stwierdzam, że niestety nie będę w rozmowie uczestniczyć, bo mam teraz obowiązki do wykonania, czeka na mnie obrządek zwierząt. Zjawię się, jak skończę. Główna z pań, w średnim wieku wyraźnie jest zawiedziona. I dyskretnie pokazuje mi bluzkę, w którą jestem ubrana. Dopiero teraz zauważyłam, że włożyłam ją na lewą stronę, do tego jest poplamiona przy różnych pracach gospodarskich.

- Ach! – machnęłam ręką i domyśliłam się, idąc za wzrokiem rozmówczyni, że planowana jest rejestracja wideo owej dyskusji w trakcie spotkania. Z boku siedzi ekipa pań, dwóch albo trzech, z TV04 (?) i przygotowuje sprzęt.

Trudno, pozostawiam pracę na dworze. Wychylam się na zewnątrz, żeby o tym komuś powiedzieć. W nadchodzącym zmierzchu kręcą się przy domu jakieś pisklęta kacze i kurze, także robactwo, duże żuki, brudno. Lepiej, żeby tego nie filmowano i aby kamera nie poszła tu za mną. Wracam do mieszkania i znajduję w szafie jakąś czystą bluzkę, niezbyt wyjściową co prawda, ale lepszej nie mam. Przy okazji mijam się z wychodzącym zza parawanu, również przebranym do kamery w białą nieco przyciasną koszulkę bawełnianą Andrzejem Pilipiukiem.

11:20, transwizje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2016
Wykład

Wielka sala, wielu ludzi. Przy jednym ze stołów siedzi brat Prezesa (wcale nie Lech) z jakimś swoim znajomym spod znaku Bliźniąt. Brat ma podkrążone i błyszczące oczy, sprawia trochę dziwne wrażenie. Przypadkiem usiadłam blisko obu, a że się wszyscy nudzą, jakby na coś czekają, zaczynam rozmowę. Taka okazja! Przedstawiam się bratu, że jestem specjalistką od oryginalnych tekstów Nostradamusa, nie tych anglojęzycznych fałszywek, które są propagowane. Wyraża pewne zainteresowanie i zaczyna mnie podpytywać o przyszłość rządu Prezesa i Polski według oryginalnych przepowiedni. Odpowiadam, że trudno jest wyciągnąć jednoznaczne wnioski, ze względu na pomieszaną kolejność wydarzeń, tak samo w wierszach, jak w prozie. 
Wieczór jest długi i nudny. Zapadam w drzemkę nakryta jakimś kocem. Kiedy się budzę ludzi jest jakby więcej wokół, i ktoś proponuje mi, abym zrobiła wykład na temat przekazu Nostradamusa, tego prawdziwego. Godzę się, wstaję, i nieco słabym niewyrobionym głosem zaczynam opowieść. Choć w głowie mam pustkę, nie przygotowałam żadnych konkretnych materiałów. Jednak ludzie są o wiele bardziej nieprzygotowani, więc ciągnę opowieść o podstawach. Niektórzy komentują to, co mówię dość głośno, muszę ich przekrzykiwać, albo milknę, wtedy oni też milkną, uciszani przez sąsiadów. W zasadzie wykład był udany.
  

10:56, transwizje
Link
sobota, 05 listopada 2016
Na żer

Sen wizyjny około 2 w nocy. Uwalniały się różne świadomości Niemców, z czasów II wojny. Głównie kobiet. Były nadal zarozumiałe, pańskie, bez żadnych wyrzutów sumienia. Biorąc mnie może za "swoją" ukazały mi akcje, w których niegdyś uczestniczyły, jako żołnierze. Ciemna noc, las, jakieś góry. Wycieńczeni pracą nad siły i wygłodzeni jeńcy wyrzucani z głębi sztolni na powierzchnię, na żer ludożerczym wilkom, które zjawiały się watahami. Szkoda było nawet nabojów i wielu z tych ludzi było zjadanych żywcem. 

Ten przekaz ma się jakoś do treści snu z Ostatniego Wywiadu.  

10:29, transwizje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 listopada 2016
Wielki ucisk

W środku nocy sen wizyjny (konturowy, ilustracyjny). Najpierw go wyśniłam, a potem znalazłam się w gabinecie jakiegoś ważnego człowieka, nie wiem czy szefa wydawnictwa czy gazety, czy wywiadu. Siedziałam przed jego biurkiem i opowiadałam mu ów sen szczegółowo, a on słuchał uważnie i czasem o coś pytał. Mówiłam:
- Odebrałam wiadomość od kogoś z przyszłości. To młody mężczyzna, który próbuje nas ostrzec, powiedzieć jak będzie. Przygotować się. Może coś zmienić.
- Co przekazał?
- Przesłał wizję. W jakimś mieście na brukowanej wąskiej ulicy pośród starych kamienic stało kilku oficerów polskiego wojska, w rogatywkach na głowach. Zadzierali głowy w górę, patrząc na szczyt wysokiej wieży kościelnej, pod którą stali.
Odebrałam szczególny nastrój czasów, dość ponury. Był rok 2020. Zaraz potem szłam z owym młodym człowiekiem, moim informatorem, za miasto, weszliśmy do lasu i zaraz na wstępie skontrolowano nas, rozpytując co my tu, po co i dlaczego. Chłopak odpowiedział: "Cóż to, nie można już nawet porozmawiać? Chcemy zamienić kilka słów na osobności". Wpuszczono nas, ale poczułam się bardzo nieswojo i niemile. Zza każdego drzewa wyglądała głowa jakiegoś podejrzliwie śledzącego strażnika. Byli to wszystko starzy, zawzięci ludzie w hełmach strażackich na głowach. I rok 2024.
- Co znaczy ten obraz według ciebie? - zapytał mnie mój rozmówca zza biurka.
- "Nastanie wielki ucisk". Albo: "Wszędzie będą wielkie straże"... - zacytowałam najpierw proroctwo Jezusa, a potem Nostradamusa - Wolność jednostki zostanie ograniczona tak bardzo, jak nigdy dotąd.
 
Mój rozmówca zza biurka skinął głową i milczał.
- W lesie rozmawialiśmy jeszcze o tym, że "pod koniec lat dwudziestych" urodzi się mojemu informatorowi dziecko, dlatego zaprzestanie przekazu, z obawy o jego los. Ale ja się zaczęłam zastanawiać w tym śnie, czy idzie mu o rok 2029 czy może dwudziesty. I nie wiem o co szło dokładnie.
- Czy potrafiłabyś nawiązać z nim jakiś kontakt? - zapytał mnie człowiek zza biurka.
- Nie. O ile on sam nie zechce, to nie. 

11:22, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 listopada 2016
Dwa plany

Długi sen o poranku. Bo poranki są teraz listopadowe, ciemne, długie i mogę spać dzięki podziałowi obowiązków na poranne i popołudniowe. Mnie przypadły te drugie. Sen zawierał elementy wizji, i właściwie miał dwa różne plany. Jeden "zwykły", nie związany pozornie akcją z planem drugim. Który przebijał się raz czy dwa na tamten pierwszy. 

Plan pierwszy niewiele pozostał mi w pamięci. Była w nim historia oberwanego balkonu (niedawno opowiedziano mi ją). Na wysokim piętrze bloku wyszło na niewielki ciasny balkon kilka osób, wyglądając na zewnątrz. Balkon nagle oberwał się, ktoś w porę się cofnął, ktoś inny spadł, ktoś zawisł nad przepaścią trzymając się kurczowo barierki. Był to mój dawny kolega z pracy, Krzysio, długo stary kawaler, pobożny katolik. Zastanawiałam się nad losem niższych balkonów, które ten najwyższy, przy spadaniu musiał zrujnować. Czy tam też ktoś stał?

Potem ukazała mi się czarno ubrana postać Kasi, jego późniejszej żony, którą sobie wreszcie wybrał po wielkim namyśle, również pobożna katoliczka. Szybko zaczęła mieć jazdy psychiczne, trafiła na leczenie psychiatryczne. Teraz była nawiedzoną prorokinią, o szaleńczo błyszczących oczach. Głosiła nadejście kary boskiej na grzeszny świat. 

Z drugiego planu pojawiały się wizje i stan transu, w którym na przykład czułam koło siebie w łóżku mojego nowego kotka, Maćka, jak się przemieszcza i mości przy mojej głowie. Na jawie śpi jeszcze poza domem, bo przechodzi okres wstępnej asymilacji z psami w domu.

I szybko przesuwające się obrazy wizyjne, w ich trakcie przyśpieszony oddech: stare zapisy na białym czerpanym papierze. To szybko robione ręcznie piórem gęsim zapiski Nostradamusa. Ukryte odkryte? Wzdłuż linii zerowego południka Ziemi jakieś wyliczenia, cyfry, pojedyncze słowa. Potem manuskrypt z czterowierszami. Są zapisane niewątpliwie w transie, niektóre linijki zachodzą na siebie, zdania się łączą. Słyszę też głos, Nostradamusa, który coś mi wyjaśniał. Niestety, nic nie pamiętałam po obudzeniu.

Znów pierwszy plan: zbierające się tłumy na jakiejś plaży, jak gdyby w drogim nadmorskim kurorcie. Widzę rzeczy z lotu ptaka, komputerowo. Ludzie zebrani tu i tam, jak białe kropki, które się przemieszczają, grupują, znów rozchodzą. Tworząc co rusz nowe zgromadzenia, tu i tam. Wszyscy na coś czekają. To ma być jakaś wielka impreza, albo ważne wydarzenie. Ale tak naprawdę mało kto o tym czekaniu pamięta. O, może tylko Elemelek, gapowaty i wyśmiewany kolega ze szkoły, który stoi w jednym miejscu i nie goni za innymi, gdy się rozchodzą. 
Jestem tu kimś "oblatanym", opowiadam ze swadą jak myję trzy razy pod rząd zęby sodą oczyszczoną i octem jabłkowym, aż kamień sam kruszy się, a zęby stają się lśniąco białe. Spotykam koleżankę z podstawówki, zawsze prymuskę. Ma specjalne uprawnienia, z racji tego, że ona, tak jak i jej rodzice, pracuje w państwowej firmie transportowej. Gonimy biały autobus, który wjechał w wąską dróżkę gdzieś w parku. Nikt go nie zauważył, zaparkował opodal. Kierowca nie chce z nami gadać o tym, aby nas podwieźć. Zawsze Prymuska pokazuje swoją legitymację, długo się tłumaczy. Mnie zastanawia to, że autobus nie ma kół i wygląda jak turystyczny domek ustawiony w lasku. W końcu pojawiła się matka Prymuski, i ona przekonała upartego kierowcę, aby nas wpuścił do środka.

10:22, transwizje
Link Dodaj komentarz »
Archiwum