bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
czwartek, 29 listopada 2018
Obłoczność

Zapisałam to 2 listopada t.r.

Przed snem oddałam prowadzenie czachulcowi. Oddychałam z afirmacjami. Bolał mnie lewy oczodół, może przed zmianą pogody, już od kilku dni, więc przyszło mi do głowy pouciskać punkty wokół obu oczu odpowiedzialne za wzrok. Weszłam w płynny trans (znów ten obłoczny, będę go już tak nazywać).

Najpierw przyszło widzenie dwóch bawiących się kudłatych psów, trzymających się otworzonymi pyskami jakby w zabawie czy przekomarzaniu. I drepcząca kulawo kaczka.
[W dzień zjawią się znajomi i wezmą adres hodowcy owczarków border-pony, bo im się nasza Pasza spodobała, chcą mieć podobnego. Poza tym ubite zostaną kaczki, bo czas na nie przyszedł].

Znalazłam się na bocznej piaskowej drodze przez nasze gospodarstwo i szłam w kierunku końca ogrodzonego pastwiska. Nad drogą, aż na drugą stronę zwieszały się gałęzie wysokich drzew lasu za chatą. Było dużo zieleni. Dotarłam do końca pastwiska, a tam wzdłuż ogrodzenia pas wyciętej do jasnego piasku gleby, jak na granicy, dalej rośnie coś, jak łan dorodnej zielonej kukurydzy. Rozglądam się wykrzykując zdumiona i cała w niepewności: Gdzie ja jestem? Gdzie ja jestem?
[Mniej więcej w tym miejscu zginą mi pod koniec tego dnia kozy, będę ich długo szukać i wołać, aż dojrzę je wreszcie stojące w zmierzchu i niepewności na drodze, chyba same wystraszone tym, że niewiele widzą i nie wiedzą, gdzie są].

Widzę wzorzystą płaszczyznę, wzory podobne do kwietnych, skomplikowane zawijasy łodygowo-liściowe w kolorze fioletu wchodzącego w liliowy odcień [matryca przechowująca jakiś zapis, barwy z poziomu 7+]. Pojawiają się napisy czarną kreską na białym tle. Rozróżniam dwa imiona kobiet z mojej rodziny.

Sen w wysokim stanie świadomości, wizyjny: mieszkam w starej kamienicy w Warszawie, na parterze. Obok po prawej na początku korytarza znajduje się niezamieszkane duże wielopokojowe mieszkanie, opuszczone przez lokatorów jakiś czas temu, będące własnością administratora budynku, który jest jednocześnie jego właścicielem. Zdaje się na mieście jest takich dwóch [czuję, że jasny i ciemny]. To bardzo wysoki szczupły mężczyzna [wysoko postawiony w hierarchii arystokratów]. Nie wynajmuje go ostatnio, ale z jakiegoś powodu prowadzi mnie teraz, jako sąsiad, do niego, chce mi coś pokazać. Otwiera wysokie wąskie drzwi z klucza, uchyla je uprzejmie przede mną, wpuszcza do środka. Wchodząc mówi, że hoduje tu teraz indyki [użytkuje nieświadome istoty z poziomu małej karmy, u mnie indyki to ciała przyczynowe, czerwone] i dlatego na razie nie wynajmuje mieszkania. Rozumiem, że indyki są w którymś pokoju w głębi, bo nic nie czuć, nie słychać, ani widać. Ha, a to musi być pokój przylegający bezpośrednio do mojego mieszkania! - uzmysławiam sobie nagle.

Wprowadza mnie do dużego, pustego jak sala wystawowa salonu, w którym wiszą na ścianach obrazy przedstawiające przodków jego rodu. Zresztą zaraz się zaludnia, zjawia się żona administratora i jacyś jego krewni. Przyglądam się portretom [różne wcielenia w małej karmie z tej samej linii rodu-duszy], nie są w starym stylu, ludzie na nich stoją i siedzą w różnych grupach, po dwie trzy osoby [czyli pojedynczy aspekt duszy ma kilka swoich kontynuacji w czasie], mają wyraziste rysy twarzy, swoiste spojrzenia, wodzące za patrzącym, każdy jest inną osobowością. Zwracam uwagę na jeden obraz, przedstawiający dwie osoby, między innymi młodą kobietę wpatrującą się intensywnie w widza z uważnym napięciem i inteligencją w oczach [twarz aktorki z filmu sf „Początek”, który obejrzę wieczorem]. Wiem skądś, może jest o tym mowa wśród obecnych, że ta dziewczyna, jako jedyna nie pochodziła z rodu gospodarza, była tu obca. A dostała się w poczet tylko dlatego, że się zabiła z własnej woli, aby im coś udowodnić [złamała schemat i wyszła w Nieprzejawienie]. To jakiś tajny konflikt w owym rodzie, nie mówi się o nim, a ja pytając o nią poruszam temat dla nich niewygodny. Czuję napięcie wśród obecnych.

I wpadam w trans.

Znajduję się na jeszcze wyższym poziomie świadomości, w którym znalazły się owe postaci, umierając. [Rozumiem, że to po poziom duszy 7] Płynę swobodnie i lekko w powietrzu przybierając ich portretowe pozy, otwarłszy usta w kształt litery o, jak ryba [!] i puszczając nimi okrągłe bańki. Oni są puści, to tylko puste formy/pozy, nadmuchane jak bańka mydlana. Nikt z zebranych w salonie jednak mnie nie widzi. Za to ja widzę, jak na nich wpływają te portrety/tożsamości nieżyjących. Wymuszają jakieś życiowe zachowania, kompleksy, obowiązki, niezadowolenia, ambicje, trzymają w szachu poczucia nagrody i winy... Zatem napieram całym ciałem na jedną drugą osobę na wysokości ich ramion i piersi. Odsuwają się. Tak jakby mnie widzieli, ale nie ma w nich zdziwienia, że nie stoję na podłodze, bo aby im dorównać wzrostem muszę się unieść w powietrze. W taki razie jednak nie widzą, tylko poczuli dyskomfort, dziwny niepokój i zmieniają miejsce na wygodniejsze.

Robi się jakaś nieprzyjemna sytuacja w sieni. Gospodarz wydaje się być zdenerwowany chyba kwestią owej samobójczyni, jakimś niesprawiedliwym oskarżeniem, o którym się nie mówi tu głośno, ale o którym wszyscy wiedzą. Wymienia zdania ze swoją niższą od siebie żoną, z trudem się uspokaja. Ktoś mówi, może ja, że ona przecież nie zrobiła tego specjalnie przeciw nim wszystkim, a po to, aby udowodnić, że tkwią w jakimś iluzyjnym zaklęciu i nic się za tym tak naprawdę nie kryje. Nie ma tu niczyjej winy ani kary, tak naprawdę sami wszystko podtrzymują swoim myśleniem o nich...

Będąc nadal w tym obłocznym transie, teraz gdzieś na zewnątrz, w przestrzeni [uniosłam się wyżej ponad poziom 7?], widzę jakby wiszący w powietrzu zestaw wypunktowanych zadań, to rozpiska rzeczy potrzebnych do wykonania jakichś projektów filmowych, scenariuszy. Zrobiona przez medialnych bonzów, dyktujących światowe mody i trendy [Świadomość zbiorowa, pola morficzne?, zarządzająca i wyznaczająca kierunek rozwoju w małej karmie]. Znając te punkty i potrzeby zawczasu można się zgłosić wcześniej z własnym pomysłem i zostać wciągniętym w projekt, zatem dużo zarobić. Np. w pierwszym punkcie trzeba wymyślić dlaczego bohater serialu nie odrzuca swojej ukochanej po tym, jak ona odbyła stosunek z kimś innym... Chwilę główkuję i wpadam na jeden dwa pomysły, np. że jej przygoda była z gejem i ukochany nie poczuje się zazdrosny ani zdradzony. Może się załapię?

Potem uczestniczę w rozmowie odbywającej się tym razem w pokoju mojego kamienicznego mieszkania. Na tapczanie siedzą po mojej prawej szef NTV i ktoś jeszcze, kogo nie znam [to chyba owi bonzowie]. Docierają do mnie strzępy ich rozmowy. Mówią, że każdy, kto tu dotrze może nauczyć się wyciągać ważne dla siebie dane i używać w jakichś celach, „zrobić dysertację”, rozumiem, że zdobyć dowolny zasób informacji [z pola pamięci planety?] i wykorzystać je w życiu. Zdaje się mają jakieś plany, może biznesowe, staję się nieco podejrzliwa względem ich celu. Jeśli zna się przyszłe tendencje można skutecznie się podpiąć. Ale wygłaszam do nich perorę o tym, że każdy jest inny, ma inną osobowość i rytm, potrzeby i emocje, i inaczej będzie to widział i odbierał, a zatem co innego z tego wyciągnie dla siebie...

11:36, transwizje
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2018
Przed-mózg

Biorę udział w eksperymencie medycznym. Naukowcy robią go na dzieciach, do kilku lat. Wstrzykują jakąś substancję, która sprawia, że wzrasta czynnik inteligencji w grupie badanych nawet o 10 procent. Zastrzyki wzmacniają przed-mózg, a efekt super-mózgu jest wtórny. Wstrzykują mi to w wierzch prawej stopy koło palucha. Widzę tę stopę jako stopę dorosłej osoby, nie dziecka. Miejsce po zastrzyku puchnie i opuchlizna nie znika. Zaczynam się niepokoić. Teraz śnię eksperymentatorem. Mój niepokój budzi owa grupa dzieciaków o podwyższonym sztucznie IQ.

W kolejnym śnie coś nie tak jest z moją twarzą, a raczej czaszką. Jakby miejsce po wyrwanym czymś w miejscu nasady nosa. Przepołowienie/naruszenie głowy. Ten sam niepokój.

10:19, transwizje
Link
niedziela, 25 listopada 2018
Kaskada

Kim i czym jest kaskada wypada wytłumaczyć. Tak nazwał ją strażnik w pewnym śnie. To zespół bytów, hierarchia, związana z moją duszą i idąca w górę, aż do Najwyższego. Przekaz idący tą drogą bywa odpowiednio wzmacniany lub chroniony, zależnie od potrzeby, a ja nie muszę się martwić kogo wezwać na ratunek, lub do odpowiedzi.

1. Poprosiłam kaskadę o kontynuowanie procesu, prowadzenie i ochronę mojej ścieżki.

Ze snu pamiętam “maszynę” odcinającą wszystko co się dało (taką z siekierkami, jak z rysunkowego filmu), to było leczące, opanowała mnie świadomość lecząca wszystkich i odcinająca sieci i ssawki i przywiązania, a potem uniosła się i okiem obserwatora zobaczyłam niewidzialny wir, kręcący się w prawo, który ją/mnie otaczał.

Z dalszego snu: idę prawym chodnikiem w kierunku domu [dwupasmówka, droga dualna], gdy za siatką [granicą 5/6] otaczającą działkę i sad sąsiadów, już dawno rozparcelowany i sprzedany komuś pod murowany z czerwonej cegły dom, coś się poruszyło wśród sadzonek na grządkach w cieniu jabłoniowych drzew starego sadu [Pole Kwitnących Jabłoni, 7+]. Wkrótce mignęła mi skacząca spokojnie wielka ropucha, która w pewnej chwili zaczęła sprawiać wrażenie, że jest ze złota, wyglądała jak posążek, miała na plecach garbek przypominający do połowy wrzuconą złotą monetę, jak do skarbonki-żabki [skarb-symbol Jaźni, złote ciało, poziom Metatrona]. Zaaferowana zawiadomiłam właścicieli, że mieszka u nich rzadki okaz ropuchy i aby ją chronili, uważali. Przeszukali grządki, ale niczego nie znaleźli. Narysowałam im jedynie jej postać, przypominała na rysunku skaczącego dziwacznego małego człowieczka [jak zaklęty w żabę książę?].

2. Prośba do kaskady: chcę zobaczyć i ewentualnie zmienić na lepszy mój zapis w matrycy karmicznej, a przy okazji dowiedzieć się o co chodzi z tą złotą ropuchą?

Hipnagog: tabela podzielona na rubryki, może 6 x 6, albo 6x7 lub 8. W każdej jeden wyraz, czasownik, w pierwszej osobie i liczbie pojedynczej, rozróżniam jeden czy dwa (sylaby zlewają się ze sobą i migoczą). Brzmią jak: rozumiem / lubię / badam itp. Ach, więc tak wygląda ów kod i zapis! Chyba nie mam zastrzeżeń, co do brzmienia.

Sen wizyjny, z którego zapamiętałam atmosferę polskiego sejmu, szeregi zaangażowanych w rządzenie ludzi, grube i krzykliwe panie posłanki, Leppera i innych pośród prostytutek, gadatliwych, kłótliwych, wulgarnych. Czyżby ropucha miała związek z Polską? I Zespołem C, bo połowa monety tworzyła kształt tej litery. Zespól ludzi, którzy narodzili się z wpisanym programem zmiany obecnego ustroju. Zapis jest z poziomu Metatrona. Można rzec, rodzaj zaklętego umysłu i losu. Przez najwyżej postawiony boski byt.

3. Ponieważ wysłuchałam wieczorem wykład Zalwita relacjonujący schemat wzięć przez obce istoty, nieopacznie poprosiłam kaskadę o wgląd w ten problem.

Zaczęło się hipnagogami i właściwie sen też był w ich stylu, płytki trans. Wpierw ujrzałam twarz nieznanej kobiety (krótka myśl, że może to ja), zbliżenie na Usta, z których ukazuje się język wysunięty na całą rozciągłość, a na nim czarny płaski niewielki przedmiot. Podaje go w moją stronę jakaś ręka. W ogóle patrzę okiem istot biorących. Kobieta leży na łóżku, zamiast oczu wkładają jej jakieś czarne plamy, to chyba wizje maskujące – myślę sobie. Jakieś ruchy, rurki, zamazane, wokół jej ciała.
To przeszło w sen: przebywam w domu rodzinnym, jest tam duży prawie pusty pokój z domu dziadków. Ktoś podał mi kanapkę posmarowaną grubo masłem z jakąś pastą. Tak ją niefortunnie biorę ze stolika, że kanapka upada na podłogę i błyskawicznie znika w pysku Miłki. Miłka jest białym psem [w rzeczywistości była czarna i nie żyje już 5 lat], podobnej wielkości. Zakleiła sobie pysk kanapką i pastą, próbując ją zbyt łapczywie połknąć, więc wołam ją na dwór, może chce tam spokojnie wypluć jedzenie. Podchodzę do drzwi do ganku, pies się nie rusza, wołam ją zachęcająco i otwieram drzwi, przechodząc próg na ganek. Pies tkwi dalej nieruchomo i zauważam, że ma “dziwną minę”, jakby wystraszoną. Rozglądam się i dostrzegam za okienną ścianą ganku ciemną postać wysokości przekraczającej wysokość ganku, czyli kilkumetrową. W tym samym momencie coś mnie trafia i upadam tracąc szybko przytomność za progiem, rejestruję tylko, że zaczyna się wzięcie i że w domu są przerażeni, tym co się ze mną dzieje. Obudziłam się natychmiast. Wow! Nie poczułam autentycznego strachu, wierząc, że kaskada czuwa nad moim sennym wglądem.

11:30, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2018
Zespół C

Sny z ostatnich nocy. Mają związek. Który zapewne zrozumiem po czasie.

W przyciemnionym pokoju w warszawskim mieszkaniu przy ulicy imienia poety żydowskiego, stoję ze swoją współlokatorką. Trzymam w lewej ręce jakieś urządzenie, czarne z klawiszami, z rączką, jak pistolet, myśląc o nim, że to telefon z różnymi funkcjami, to jednak jakiś nowoczesny sprzęt nadawczo-odbiorczy. Słychać z niego głośną muzykę, takie nadęte patriotyczne granie orkiestry, jakby z okazji święta państwowego. Próbuję ściszyć, ale tylko dostrojenie się nieco zmienia, jak w radiu. Dźwięk muzyki przesuwa się obok i „koło” niego zaczyna być słychać lekki szum. Zastanawia mnie to i wciskam jakiś klawisz palcem. Szum się nieco zwiększa. Mówię do współlokatorki: Słyszysz to? Słyszysz? Ona zaczyna nasłuchiwać w tym samym momencie, gdy rozlega się w owej słuchawce/radiofonie głos, raczej kobiecy, wściekły (prędka myśl, że to agentka służb specjalnych, strażniczka): Pierdolnęło cię? - jakby do mnie. Zdumiona naciskam jeszcze raz i wtedy słyszę groźnie wzmagający się ryk czarnej potwornej gadziej bestii.
Przebudziłam się, nie byłam przestraszona, ale zaskoczona. Po czym śniłam dalej.
Wieczorem przed tym samym warszawskim blokiem zauważam pod drzwiami śmietnika niedużego kurczaka, a właściwie pisklaka wielkości kurczaka w pomarańczowo-żółtawym kolorze. Pisklak próbuje zwrócić na siebie uwagę, chce być wzięty pod opiekę. Kątem oka widzę, jak zamienia się w pewnej chwili w czerwonego groźnego węża, który nagle usiłuje wściekle zaatakować nogę osoby zamykającej śmietnik, która go nie zauważa, może odrzuca. Coś się nie udało i znów to jest pomarańczowożółty niewinny kurczaczek. Ostrożnie się wycofuję, aby mnie nie zauważył. Na czworakach zmykam skokami po bezludnej brukowanej uliczce przed kamienicą na Walicowie [pewnie można pomylić z Walc-tz-owem, teren getta żydowskiego z czasów wojny], jestem psem, krawężnikiem, strażnikiem miejskim! Gdy słyszę koło siebie po prawej przymilne niewinne popiskiwania kurczaczka. Biegnie za mną! Jaki przymilny! Kurna, chce się stowarzyszyć!

Z rana odsłuchałam ostrzegającej przepowiedni Jackowskiego odnośnie Marszu Niepodległości w Warszawie, który został zakazany przez odchodzącą prezydentkę, co wzbudziło silny niepokój i jego organizację przejmuje ponoć wojsko. O zagrożeniu ze strony potajemnie wprowadzonej piątej kolumny zza wschodniej granicy mówi prezydent II RP. Czyżby obrazował ją ów kurczaczek, który ma za sobą pomarańczową rewolucję i mógłby w chwili naszej nieuwagi przetransformować się w coś okrutnie dla nas groźnego? 

Hasła Dinozaury, Smok, Wąż, Zapamiętywanie snów, Dostrojenie, oraz pomniejsze można znaleźć w Glosariuszu, na stronie Jarka Bzomy. 

17:10, transwizje
Link Dodaj komentarz »
Archiwum