bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 30 grudnia 2005
Niemiecki tank

17 Czwartek
Noc: Spotkałam dwie dziewczyny, które zajmowały się z powodzeniem magią. Jedna z nich była specjalistką, druga - uczennicą. Pokazały mi jakim sposobem wyczarowały sobie wymarzone mieszkanie, ale nie jestem tego w stanie odtworzyć na jawie. Był to jakiś rysunek, a może dwa, odpowiednio rozpoczęty, kontynuowany i zakończony. W każdym razie magiczny rytuał odniósł cudowny skutek. Znalazły piękne, zdrowe, nowoczesne i przede wszystkim tanie mieszkanie z oknem wychodzącym na park, skąd było blisko do wszystkich godnych pożądania punktów w mieście. Specjalistka chwaliła mi się, że ziściły się nawet najdrobniejsze szczegóły wystroju i okolicy. Niestety, wkrótce coś niepokojącego zaczęło się dziać ze zdrowiem tej drugiej, uczennicy. Zagroziła jej śmiertelna choroba oka. Ich zadowolenie nagle znikło, gdy uzmysłowiły sobie, że wykorzystując magię naruszyły jakąś uniwersalną równowagę swoich przeznaczeń i teraz może spaść na nie wyższa karmiczna konstrukcja, której nie dostrzegły, działając pod wpływem tymczasowych marzeń. Pomogłam im to zrozumieć oraz podjąć decyzję o wyprowadzce z cudownego mieszkania i powrocie do poprzedniego trybu życia. Jedynie to mogło jeszcze cofnąć nadchodzące straszne konsekwencje.
Potem wpadłam w trans. Pojawił się obraz mężczyzny, leżącego na wznak w łóżku. Pamiętam imię, "Tomasz", które padło głosem duchowego Komentatora. Zdawał się spać, a jego głowę obejmował kwadrat światła, padający jakby z projektora. Nagle znalazłam się na podwórzu domu mojej babki, był wieczór. Ziemię pokrywał drobny, zmielony pył, gęstości i barwy popiołu, na którym jednak trafiały się większe, twarde grudki. Musiałam ostrożnie stawiać bose stopy, aby nie nadepnąć na nie. Podeszłam do bramy, przed którą coś stało. Wtedy zaczęłam słyszeć głos Komentatora, podającego mi wróżbę na przyszłość. Co ciekawe, zdania ułożone były w zgrabny, rymowany wierszyk (żałuję, że go nie zapamiętałam, bo to byłoby zabawne zilustrować, jak Wyższe Ja potrafi zadziwiać świadomość). Być może dzięki temu łatwiej zapamiętałam sens (rymy były częstochowskie). Oto treść:

Kiedy sprowadzisz niemiecki czołg
pod granicę na wschodzie
nie waż się próbować go przerabiać
nie rób z nim nic, tylko
oddaj na złom! Oddaj na złom!

Zaczęłam lepiej widzieć. Przed bramą stał nasz czerwony samochód. Poczułam także obecność RX, o którym wiem, że zajął się ostatnio biznesem przygranicznym, nazwanym przez Komentatora zręcznym skrótem "dróp"... Obudziłam się i pierwsze moje słowa brzmiały:
- Nie waż się przywozić w tym roku z Niemiec żadnego czołgu, a jeśli już taki tank sprowadzisz nie naprawiaj go, tylko oddaj na złom! Na złom, słyszysz?

15:58, transwizje
Link
wtorek, 27 grudnia 2005
Przestrzeń kontrolowana

17  Wtorek

Noc: zalew silnego stresu w snach. Obstrzał. Strzały na podwórku, nagle zaglądają do środka nieznane osoby, zrywam się z łóżka i próbuję daremnie ukryć w rogu pokoju, zasłaniając się zasłonką. Potem komisja składająca się z obcych kobiet rozpytuje mnie z czego żyję, skąd mam na utrzymanie domu...
Jak sądzę, po świętach ludzie o nadzwyczajnych upoważnieniach zaczynają niespodziewanie kontrolować innych ludzi o nadzwyczajnych upoważnieniach, a zwłaszcza zapewne ich rodziny...

16:05, transwizje
Link
poniedziałek, 26 grudnia 2005
Pływy nocne

17 Poniedziałek, Boże Narodzenie
W nocy przeżywałam jakieś energetyczne sensacje, dość jednak chaotyczne, aby spróbować je opisać. Być może rejestrowałam między innymi telepatycznie "(w)pływy" pana Y. Pamiętam kilka obrazów-nastrojów:
- Młoda, szczupła kobieta w długich blond włosach, jej twarz przeżarta zgnilizną, jakby trądem... (Chyba wiem kim jesteś, Isabelle...)
- W moim pokoiku, gdzieś ponad komputerem (ach, wisi tam tanka Koła Światów) nagle rozległ się piskliwy głosik, podobny nieco do dźwięku dziecięcej trąbki, lecz wyraźnie i z podnieceniem wymówił słówko: "Tu!". Było to na jawie.
- Nastroje starszego, dojrzałego mężczyzny, jakby z dystansem odnoszącym się do:
- fanatycznych nastrojów młodego mężczyzny, obsesjonata jakiegoś niezrozumiałego tematu...
- W drzwiach od kuchni do pokoju niebiańskiego ukazał się pies, maści podobnej do Koli, lecz ogromny jak koń, łagodny, potulny i pocieszny...

11:49, transwizje
Link
Cd.

Cd. 16 Niedziela, Boże Narodzenie
Ciekawe jest użycie w tym śnie ilustracji symboli tebańskich: "Nagi mężczyzna w beczce z pasem w dłoni" - to Edzio w kąpieli, któremu brano miarę z pasa. Obecnie na tym, 7 stopniu znaku Ryb przebywa Uran. Oraz: "Nagi mężczyzna stukający do drzwi" z 26o Ryb, to gorączkowo walący do szklanych drzwi mężczyzna, podczas, gdy się myłam. Być może jakoś to się odnosi do daty spełnienia całej sytuacji? Uran przesunie się na ten stopień latem 2009 roku...

11:47, transwizje
Link
niedziela, 25 grudnia 2005
Awaria II

16 Niedziela, Boże Narodzenie
Noc: Znalazłam się w okolicach banku spółdzielczego w mojej rodzinnej miejscowości. Tym razem stał na swoim miejscu w rynku, był nowocześnie odnowiony i lśnił szklanymi drzwiami. Rozprawialiśmy teoretycznie o zachowaniu bankowców w razie jakiegoś możliwego alarmu, na przykład z powodu awarii systemu komputerowego. Co można zrobić ze stanem kont, gdy liczą się sekundy?
- Jest możliwość zablokowania konta nieomal natychmiast przez telefon.
- Tak, ale połączenie - z powodu wygody pań pracujących w banku - najczęściej jest włączone na co 14 sekund. W sumie trzeba czekać wiele minut, zanim operacja się odbędzie. To się przedłuża oczywiście, gdy dzwoni większa ilość klientów jednocześnie. Dlatego korzystają z tej możliwości głównie pracownicy banku, np. w szale zakupów przedświątecznych.
- Można to przyspieszyć, lecz obecnie wdrażane komputery najnowszej generacji są jeszcze nie do końca poznane, trudno przewidzieć w 100 procentach ich zachowanie się w razie powszechnej paniki, blokady, czy awarii.
Zdziwiłam się.
- Jak to możliwe, aby wdrażać do pracy nieprzetestowany do końca sprzęt?
- A jednak tak się teraz dzieje, we Wrocławiu i w Warszawie - (tę drugą miejscowość zapamiętałam mgliście, może więc chodzić o inne miasto).
W pobliżu banku kręcił się mój ojciec, zaglądał, potem zawołał mnie do środka, gdzie miał znajomych. Zajęłam się - nie wiem czemu - myciem się w miednicy, stojąc naprzeciw szklanych drzwi wejściowych. Obok mył się Edzio, a ekipa pań brała potem z niego miarę w pasie, aby uszyć mu... ciepłe majtki. Nagle po zewnętrznych schodach wbiegł mężczyzna, spec od komputerów, z którym niedawno rozmawiałam o nowym sprzęcie i zaczął walić pięścią w szybę, drzwi bowiem były zamknięte.
- Co jest? - spytałam niechętnie przerywając swoje ablucje - Jestem zajęta. Proszę poczekać.
- Nie ma co czekać, kurwa! - krzyknął mężczyzna, a w jego oczach widać było przerażenie - Wszystko wisi na włosku! System pada!
Ten okrzyk obudził mnie na jawie. I momentalnie przyszedł mi do głowy rozkład kart tarota, który tak mnie zafascynował niedawno. A więc może chodzić o krach systemu bankowego!

13:05, transwizje
Link
czwartek, 22 grudnia 2005
Obcy witają

Noc: Dawno już tego nie było. Cała moja malutka świadomość wobec Zbiorowego Umysłu Tych, Którzy Przylecieli na Ziemię i Od Wieków Nią Rządzą. Włos zjeżył mi się na całym ciele z paraliżującego strachu. A jednak popłynęły informacje, przeleciały w jednym błysku obrazów i emocji, które po obudzeniu trochę trudno było mi zebrać w całość. To, co pozostało bez skazy to strach, wrażenie kontaktu z kosmicznym złem, Ich obecność...

Pamiętam: Obcy to bardzo stara rasa, bardzo-bardzo zepsuta rasa, która doprowadziła do kompletnej ruiny i zagłady własną planetę, a wiele żywych istot z niej upadło w Otchłań bez najmniejszej szansy na powrót. Uciekli ogromnym statkiem, długo lecieli przez nieskończone przestrzenie, wypatrując miejsca zdatnego na osiedlenie się. Wylądowali na Ziemi i tu rozpoczęli swój proces asymilacji. W dość krótkim czasie wypracowali sobie ciała podobne do ludzkich (wcześniej wyglądali na obcych), oraz metody przenoszenia swoich genów.

Ilustracja: spółkujący mężczyzna z cienkim, wężowym członkiem w kolorze białym w czarne kropki, szybko beznadziejnie wiotczejącym po stosunku, leży plecami na wznak. Kobieta użyta do seksu jak przedmiot zaraz potem znika, gdyż należy do ziemskiej, zniewolonej rasy. Chyba w swoich ludzkich wcieleniach zachowali stary problem, z płodnością i odczuwaniem satysfakcji seksualnej. Być może sposobem na zachowanie dominacji było wprowadzenie męskiej, patriarchalnej kultury, rządzonej przez ich reprezentantów i filozofię twardej amoralnej władzy, kobiety - nosicielki genów ludzkich musiały pozostawać w tle, zdeptane, wiecznie pogardzane. Wiedza Panów pozostała wiedzą z ich macierzystej planety i starej rasy, ciemnością żywiącą się światłem, potrzebującą światła, aby żywić się nim i trwać. Stali się władcami świata, rasa ludzka została szybko podbita i trzymana w strachliwym upodleniu.

Ilustracja: ludzie to czarni Murzyni, niewolnicy, zupełnie nadzy leżą w bruzdach uprawianej przez siebie ziemi, pokrył ich biały śnieg, panuje zima, ale oni śpiewają... potrafią śpiewać, to coś, co przerasta zdolności ich kosmicznych panów, nagle jeden z Negrów podejmuje przepięknie jazzującą solówkę i wzbudza taki zachwyt na polu, że wszyscy niewolnicy zaczynają klaskać, a odgłos tych płynących zewsząd oklasków jest tak wielki, że... uświadamia im ich własną, drzemiącą w nich przez wieki upodlenia - siłę.

Obudziła mnie gwałtowna emocja strachu, zjeżone włosy, powtarzałam odruchowo słowa modlitwy pańskiej, to jedyna mantra, która potrafi mnie ochronić w kontakcie z "tym czymś", nieskończenie ohydnym, ponurym, złym, ciemnym, prastarym.

Kolejny sen, długi, rozbudowany, był filmem, który wylosowałam w dziecinnej automatycznej grze z zestawu kilku filmów (niektóre z nich traktowały o dinozaurach) do obejrzenia. Była to historia opowiedziana ustami obcej istoty, która wylądowała niegdyś na Ziemi. Był to zwycięski mężczyzna, dowódca załogi ogromnego kosmicznego statku, nazywanego "ołówkowcem". Statek wystartował z ginącej planety i wyruszył w podróż przez nieskończone galaktyczne przestrzenie kierując się "węchem". Miał jakiś rodzaj świadomości, na zwierzęcym poziomie, jego dziób przypominał długi wąski "ołówek", który jednak był wiotki jak rura od odkurzacza i zawierał w sobie "ciemny grafit", zasysany z przestrzeni? Całkowicie posłuszny woli i naturze swoich pasażerów kierował się posiadanym instynktem w wyborze drogi. W ten sposób Obcy trafili na Ziemię, zamieszkaną jednak przez inteligentną, bardzo zdolną rasę ludzi. Nowa planeta niezwykle im się spodobała z wielu względów. Przybysze pozostali dłuższy czas w górze, "za niewidzialną zasłoną", skąd realizowali z wielką starannością i systematycznością plan swojej ekspansji. Sprawili niewidzialnymi wpływami, że w pewnym instytucie naukowym wynaleziono nowy gatunek roślin jadalnych, które żywiły się toksynami, produkowanymi przez ludzką techniczną cywilizację (napędzoną przedtem także przez Obcych) i świetnie na nich rosły, stanowiąc źródło - jak mniemano - całkiem zdrowego pokarmu. Obsiano nimi bezludny, zanieczyszczony brzeg rzeki podobnej do Wisły. Wyrosły jako zielone sałaty i kapustki, i szybko poziom zanieczyszczeń spadł w całej okolicy na tyle, że urządzono plażę na brzegu rzeki. Zjechało wielu turystów, i - co dziwne - z początku były to same kobiety. Nie wiadomo co na ten fakt wpłynęło... Tymczasem warzywa weszły w okres kwitnienia i w całej okolicy zapanował "zmieniony stan świadomości". Dopiero, gdy wszystkie turystki zapadły w trans zaczęli dołączać do nich mężczyźni... a byli to kosmiczni przybysze, którzy w zahipnotyzowanych oczach swoich partnerek wyglądali jak ludzie. W ten sposób zapłodnili wybraną liczbę ziemskich kobiet i zaczęli się rodzić w ludzkich ciałach, w ludzkich rodzinach bogaczy i polityków. 

14:08, transwizje
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 grudnia 2005
Awaria

16 Wtorek

Noc: We śnie kliknęłam w konsoletę gry automatycznej i nagle okazało się, że wygrałam coś na Białorusi, automat wyrzucił dla mnie niewielki prezent, w postaci owiniętej w puszysty materiał paczuszki. Podobno niemożliwy do trafienia nawet dla Białorusinów, a co dopiero dla przypadkowej Polki. Kliknęłam, dla jaj, drugi raz tak samo, i znów ta sama zabawa i znów prezencik. Łukaszenko zbudował jakiś "projekt dla wtajemniczonych", z którego korzystali tylko znający szyfr, tymczasem to był mój prywatny numer adresowy...

14:17, transwizje
Link
piątek, 16 grudnia 2005
Inicjacja
15 Piątek
Noc: rodzina francuska, trzech synów, najstarszy już kilkunastolatek, a najmłodszy kilkulatek pozostają pod opieką niepracującego ojca. Matka w pracy, oni jeszcze śpią we wspólnym, wielkim łóżku, pod pierzynami, wraz z ojcem. Ojciec to młody jeszcze, szczupły, wrażliwy mężczyzna, który od jakiegoś czasu ma problem ze wzrokiem. Obawia się najgorszego, ślepoty i śmierci. Pod wpływem depresji łyka całą fiolkę witamin i kładzie się przy śpiących jeszcze synach, aby poczekać na śmierć. Jego stan pogarsza się stopniowo, musi często korzystać z ubikacji, po czym coraz bardziej osłabiony wraca pod pierzynę. Chłopcy nie zauważają w nim zmiany, drzemią, rozmawiają ze sobą trochę. Dopiero zaniepokojona czymś żona wpada na chwilę z pracy i odkrywa leżącą na poduszce pustą fiolkę po witaminach. Wzywa pomoc, lecz jest już za późno. Mężczyzna umiera w łóżku na oczach dzieci, chłopcy przechodzą głęboką traumę, lecz "jest nadzieja, że najmłodszy po jakimś czasie odkryje w sobie coś dobrego" dzięki tej historii.
Dzień: Przy złączeniu Słońca z Plutonem w czasie pełni Księżyca zaczynam puszczać się w internetowym allegro. "Diabolicznie paradoksalne energie" wsparły treść książki o tarocie. Napisałam ją pod żywym jeszcze wpływem wyjścia spod piekielnego obstrzału judaszowych duchów i diabłów, żerujących na straszącym zakazie korzystania z tych kart i z radością mącących w głowach tak zabobonnym masom, jak i wielu tarocistom. Zgotowały mi koszmarną depresję, trwającą około trzech miesięcy, z której jednak wyszłam o wiele silniejsza, niż byłam przedtem. Teraz podejrzewam, że być może miało to związek z moją jedyną w życiu wizytą u wróżki kilka lat wcześniej...
Była to malutka stara panna, przyjmująca klientów na zapleczu sklepiku w pewnym prowincjonalnym mieście. Za 10 złotych rozkładała karty tarota marsylskiego. Nie przyznałam się, że znam się na tym, zwyczajnie chciałam podejrzeć wróżkę przy pracy. Kazała mi wyciągnąć 10 dużych arkanów. Ledwie je odwróciła poszarzała na twarzy, a w jej oczach odbił się lęk. Ukazały się wszystkie karty, których ona sama zabobonnie się bała, a więc Księżyc, Pustelnik, Wisielec, Diabeł w towarzystwie Maga, no i Śmierć. Wysłuchałam jej napomknień o czarnej magii i nieczystych siłach z całkowitym spokojem, gdyż w kartach zwyczajnie rozpoznałam swoją historię życia, naznaczonego przez Plutona mocną pieczęcią i potrafiłam każdą z nich przełożyć na rzeczywiste wydarzenia, zupełnie nie mające związku z ciemnymi mocami. Niemniej... przekonałam się, że te karty są narzędziem Mocy i ważne jest kto i jak z nich korzysta. Interpretacja wystraszonej wróżki pałętała się gdzieś na obrzeżach mojej podświadomości, jak kąśliwa pchełka w czystym łóżku. W końcu wywaliła na mnie cały zbiorowy syf, który zgromadzili ludzie przez wieki strachu przed karą boską za przekroczenie zakazów. Były to doznania szatańskie, opętańcze, wymagające daru egzorcyzmowania. Zapewne podobne do tych, które wykoleiły nawet Sulejmana. Zrozumiałam, że to nie przelewki, a przejście przez tę rzekę zgnilizny jest prawdziwym chrztem wiary i czystego Ducha, inicjacją w nieskażone światło.      
09:08, transwizje
Link
 
1 , 2 , 3
Archiwum