bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
środa, 30 grudnia 2009
...
Urodziny zaczęły się ok. 8 godzin wcześniej, niż godzina urodzenia (a to z racji ruchu słońca po niebie różniącego się od kalendarza), czyli dnia poprzedzającego. W tym momencie wyszłam akurat na dwór i spojrzałam w niebo. Było czyściutkie, Księżyc w połowie drugiej kwadry szczytował w zenicie, a wokół niego biła łuna "lisiej czapy". Po raz pierwszy w życiu ujrzałam zjawisko halo na własne oczy. Następnego ranka zaczął z cichapęk padać śnieg, padał cichutko cały dzień i z wiosny zrobiła się znowu zaawansowana zima. Nasza chata wraz z otoczeniem zaczęła wyglądać jak pałacyk z rosyjskiej bajki. Tego dnia zjawił się pan elektryk i zawiesił żyrandol w sypialnym pokoju, przemeblowałam go wreszcie i komputery znalazły dla siebie lepsze miejsce. Zrobiło się przestronniej. Zadzwonił też Artij z prośbą o pomoc. Zawalił mu się w domu leżak do komina, prowadzący od kuchni, potrzebował gliny, której u nas zostało w nadmiarze z budowy płyty. Mimo zimy, dzięki znośnej temperaturze udało się nam worek z gliną oderwać od podłoża, a resztę zebrać w postaci zamarzniętych grudek i zawieźć mu samochodem. Dnia następnego, czyli w urodziny A. kleiłyśmy terakotę w sieni. Czyżby znaczyło to, że rok będzie znowu pracowity? Czy może wreszcie zmiany zaczną nabierać piękna i harmonii?
11:17, transwizje
Link
niedziela, 27 grudnia 2009
Kosztownie
Uf, skończyło się. Jak co roku był to czas wyssanej energii, smętku, bezsiły, braku apetytu. Tak jakby powszechne radowanie się i objadanie było na mój osobisty koszt. I nie pomógł wcale fakt, że w całym powiecie świąt jeszcze nie było, ludzie ze wsi zwozili gałęziówkę z lasu jak codzień, a Kościa wpadł w pierwszy dzień świąt, tj. piątek z pytaniem, czy by go nie podwieźć do sklepu Tamary, bo Dudusiukom w domu ryb zabrakło. Był nagrzany jak czelendżer zresztą, bo całe plemię od tygdnia pije, nie wiedzieć czemu. Chyba drewnem handlują i stąd.
13:44, transwizje
Link
sobota, 26 grudnia 2009
Godnie
Śniłam podróż do Vancouver, najpierw zapomniałam dowodu osobistego i trzeba było przebukować bilet, potem już na lotnisku docelowym ostrzegałam swoje liczne młode siostrzeństwo przed beztroskim wyjściem na miasto. "Vancouver jest bardzo prosto zbudowane i łatwo jest się w nim zorientować, nawet nie znając języka, ale ulice są tak szerokie, że nie sposób przejść przez nie na jednym świetle. I to trzeba wiedzieć." Ktoś ze znajomych świeżych emigrantów zachwycił się bogato zastawionymi świątecznymi stołami tubylców. "Oto naprawdę godne życie..." - powiedział. A ja na to: "Źle rozumiesz słowo godne. Dotyczy to honoru i uczciwości, a nie zarabianej kasy...".
13:03, transwizje
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 grudnia 2009
Rytnie
Przyznaję, że święta traktuję po łebkach w tym roku. Cały rok sprzątania dał mi tak w kość, że zabrakło zapału do szorowania i pucowania teraz akurat. Rano trochę się powzruszałam na wspomnienie świąt z mamą i rodziną siostry, w harmiderze podnieconych dzieciaków, w zapachu pierogów, grzybów i ciast. O 16 jednak wystawiłam na stół trochę przygotowanych wigilijnych potraw. Naprawdę trochę, na robienie więcej nie było ochoty. Barszcz, pierogi, śledź, ryba smażona, świeży chleb. Naprzód wypowiedziałam głośno modlitwę pańską. Robię to zawsze na wigilię i wielkanoc, na wzór mojej śp. babki i mamy (przekaz linii żeńskiej). Ledwie skończyłam poczułam silne uderzenie energii, ciepło emitowane z rąk. Ryt spowodował podłączenie do źródła. Po kolacji sprzątnęłam naczynia i przeniosłam się do sypialni. Zajrzałam do jadalnego przypadkiem pół godziny później. Na środku stołu spał zwinięty w kłębek młody Jasio, na podściółce z siana pod obrusem. To on zresztą robił cały dzień za podniecone dziecko w domu i wszystkim nadzwyczajnie się interesował.
11:14, transwizje
Link
wtorek, 22 grudnia 2009
Tele-synchro
Pies szczeka przy bramie. Odwracam się od pieńka, na którym rąbię drwa i patrzę. Widzę samochód i jakąś sylwetkę wysiadającą. "Sąsiad przyjechał" - myślę sobie, ale sylwetka wydaje mi się stać dość długo. Decyduję się podejść i podchodząc zaczynam rozróżniać, że sylwetka istotnie macha ku mnie ręką, w której coś trzyma. Już bliżej, wiem, że to listonosz. Mówię mu więc z daleka: "Przyszłym razem proszę do mnie zawsze wołać, bo mam kłopot z krótkim wzrokiem". "Acha" - stwierdza listonosz i podaje mi 2 listy. Po drodze do domu stwierdzam, że jeden jest reklamówką z Vision Express, a drugi to ulotka zapraszająca na komputerowe badanie wzroku w gminnym ośrodku zdrowia. He, ta telepatyczna synchroniczność... Co rusz mi się przydarza.
13:37, transwizje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Męcznie
Zwierzęta są już jednak zmęczone zimnem i unieruchomieniem. Kolejna noc prawie tak samo chłodna, ok. -19. Niektóry wybrał się przedwczoraj do stolicy i zostawił chałupę pod opieką jednego z Dudusiuków. Ten napalił mu w c.o., a że było za gorąco (u Niektórego zawsze wtedy robi się za gorąco, bo ma piec duży, a mało kaloryferów) otworzył okno w łazience. A potem poszedł sobie. Niektóry wrócił wczorajszego popołudnia i zastał wychłodzoną chatę, zamarznięte kaloryfery i wodę w kuchni. Wieczorem wzywał u nas pomocy i pomoc pojechała w postaci dwóch elektrycznych urządzeń ogrzewczych. A to przecież raptem tylko 20 stopni mniej od zera. Co by było przy takich 30 albo 40?... Poza tym zamieściłam wczoraj na blogu Sen Graal notkę "Materiały HAARP-ne w Centuriach Nostradamusa". Dla dociekliwych.
09:51, transwizje
Link
niedziela, 20 grudnia 2009
Zimnie
Noc okazała się bardziej zimna, niż zapowiadano w tv. Ponieważ siedziałam dość długo, dokładając do pieca, aby na rano nie mieć niespodzianki w kaloryferach na północnej ścianie tylko częściowo ocieplonej, widziałam jak spada słupek termometru. Doszło do -22. Śnieg chrzęścił pod nogami, gwiazdy migotały, noc była piękna i czysta. Koty trzeba było wyłapywać w domu i siłą wyrzucać na siku, przybiegały po chwili z miaukiem i drapały gorączkowo w drzwi od tarasu. Rano odwiedziny w oborze i kurniku przyniosły dobre wieści. Zwierzęta przetrwały i zjadły śniadanie z ogromnym apetytem.
10:12, transwizje
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 grudnia 2009
Łucznie
Księga opisała urządzenie HAARP tak: 51.3 na 55. W 55.3 mowa jest o złamanym ramieniu z powodu używania łuku. Firma, która zbudowała harp/h/ię na Alasce nazywa się ARCO. Nostradamus miał to chyba na myśli, pisząc o l'arc, łuku i o tęczy-lirze (Lyris), która ukaże się w nocy nad Nantes, wywołana kunsztami (arts) morskich ludzi (marynarzy albo marines).
11:16, transwizje
Link
 
1 , 2
Archiwum