bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
środa, 29 grudnia 2010
Reklamnie
Sen w pół nocy, tak w okolicy corocznego powrotu słońca w punkt mojego narodzenia. 
Jestem fanem Alefa S. i nieustającym badaczem tajemnic zawartych w jego książce. Wszędzie z nią chodzę i przewracam stronice wyszukując korelacje zapisu ze zdarzeniami, które dzieją się wokół mnie. 
Przebywam na dworcu autobusowym w prowincjonalnym polskim mieście. Nagle Alef zjeżdża ze świata, wprost z Australii, wraz ze swą dziewczyną i chcąc nie chcąc trafia na moją skromną osobę na swojej drodze z dworca. Staram się skromnie zejść mu z drogi, razem z moją świetlistą jego książką. Kiedy jednak siadam przy jakimś stoliku w dworcowej jadłodajni nagle wparowuje tam Alef ze swoją dziewczyną, w rękach niosą wielki transparent z reklamą nowej powieści (he, wydrukowany na wielkiej pierzynie) i siadają na szczycie stolikowym w głównym rogu sali. A mnie dostaje się miejsce tuż obok... Ja cię kręcę! 
Zjawia się wielu ciekawych ludzi. Kampania reklamowa rozkręca się. Nie mam okazji pogadać szczerze z ASem, ale zaczyna mnie to też wciągać.
18:51, transwizje
Link
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Mapnie
Śniłam wielką mapę świata. Najpierw na pograniczu polsko-rosyjskim zwróciłam uwagę na trakcję szerokiej kolei wiodącej przez Polskę i Czechy dalej do Europy, a zaczynającej się w jakiejś odległości za Uralem. Nie, nie było połączenia z Władywostokiem i nie była to Kolej Transsyberyjska.
Potem zwróciłam uwagę na wielkie zielone przestrzenie zielonej dżungli w południowych Chinach i graniczących z nimi krajach. To były wielkie zielone płuca Ziemi. Bo...
na mapie Ameryki Południowej teren dorzecza amazońskiego zaznaczony był ciemnym dymem. Dżungla była w fazie intensywnego spalania i niszczenia.
Potem znów mój wzrok spoczął na Azji, tym razem północnych wybrzeżach i kilku półwyspach graniczących z Arktyką. Tam były wielkie źródła energii, jeszcze niewykorzystanej.
19:12, transwizje
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 grudnia 2010
Słońsko
Po wigilijnej kolacji film Michałkowa "Spaleni słońcem 2". Ogląd przestrzenny historii i jednocześnie panorama psychiki narodu rosyjskiego zbudowana podobnie jak w "Wojnie i Pokoju" Tołstoja. Dały mi wiele do myślenia. W nocy.
16:16, transwizje
Link
piątek, 24 grudnia 2010
Wypad-nie
Jak jest bezsenność to znaczy, że jest jakaś aktywność w przestrzeni. I coś się stać ma. Nad ranem wizja z lotu ptaka: 
widzę granicę z Białorusią, przez przejście przejeżdżają od naszej strony dwa samochody (trudno mi określić jakiej marki, bo nie znam się, jeden przynajmniej z nich wyglądał na terenówkę). Dziwię się, że tak szybko załatwione przez celników. Bo za szlabanem, od strony białoruskiej stoi długa kolejka oczekujących na odprawę celną. 
Oba auta z miejsca rozpędzają się, nie patrząc na tłok przy bramie i nagle... karambol.
Widzę straszny wypadek, zderzenie, ofiary, wiele samochodów rozbitych. Wypływa z nich struga paliwa i płynie jak rzeka drogą, wsiąkając w śnieg.
Służby milicyjne otaczają miejsce wypadku. Drogowcy ustawiają się wokół wycieku, pełno ich. Daleko zaleciało, więc znaleźli się także cywilni ochotnicy do pilnowania.
Widzę człowieka pochylającego się nad ofiarą, w tle nosze. Zbiera szczątki, wynosi w milczeniu.
Nagle słyszę wielki cerkiewny śpiew chóru.
09:41, transwizje
Link
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Polśnie
Śniłam Księżniczkę, którą śmiało mogę utożsamić z Polą Laską. Długowłosa, piękna, dziewicza. Została potajemnie zwabiona i zgwałcona przez zafascynowanego nią Putina i Niedźwiedzia. Przy użyciu wszelkich metod perswazji władzy. Zakochany w niej młodzieniec szukał śladów i odkrył okropny gwałt, którego Księżniczka nawet nie pamiętała, bo została zahipnotyzowana w trakcie.
Stała potem na przystanku autobusowym, tuż przed przyjazdem autobusu tłum się zacieśnił i wypchnął ją z pierwszego należnego jej miejsca daleko w głąb. Do tego autobus, zaskakująco dla wszystkich podjechał tyłem i ci, co szykowali się do wejścia z przodu zostali na końcu. A ona na końcu końców. Bezradna.

Dodam, że w symbolice sennej: autobus - trend zbiorowy, społeczny, grupowanie się w drużyny, partie, stowarzyszenia.
11:07, transwizje
Link
sobota, 18 grudnia 2010
Przeprowadnie
Tej nocy, znacznie bezsennej, zwidywał mi się dość często, znienacka Klapaucjusz. I zrozumiałam, że go nie przeprowadziłam, bo w chwili dla niego ostatecznej ktoś mi zajął uwagę. I pewnie dlatego od jakiegoś czasu niektóre kozy są niespokojne i wściekłe, zwłaszcza Kazia, jego główna żona. Biją się z innymi i są przykre.
Weszłam w medytację i powtórzyłam obrządek i znaki, także znalazłam z nim telepatyczny kontakt. Ujawniło się wiele uczuć, moich (smutek, podziękowanie, powaga) i jego (zagubienie, stres, tęsknota za stadem). 
Przy okazji podłączyłam się do siły wyższej, nad-świadomości i stałam się jej narzędziem. Piękne wrażenie przestrzeni i samo-nieważności. Zaskoczyło mnie, jak łatwo mi to osiągnąć.
Przeszedł. Na rajskie łąki, gdzie czekał już na niego Marian (ten trafił od razu bez problemu).
Popłynęła Miłość. Bez wątpliwości.
10:53, transwizje
Link
czwartek, 16 grudnia 2010
Kołchoźnie
Wczoraj nad ranem długi wizyjny sen, w klimacie new-age`owskim. Niektóre sny wizyjne ilustrują idee, koncepcje, przekonania, pomysły twórcze, zamiary i plany, a nie fakty z przyszłości. Udaje mi się to prawidłowo wyczuć, przeważnie są odrealnione w specjalny sposób.
No, więc poruszałam się w tym śnie po Hajnówce, podobnej do każdego innego prowincjonalnego miasta, tak do 100 tysięcy mieszkańców. Lotem kamery robiłam najazd na jakieś wnętrza użyteczności publicznej. Globalizm na prowincji, w rodzaju Murzyna sprzedającego lody w budce itp. Jakaś kobieta przekonywała mnie, że trzeba zagospodarować dolne przestrzenie i przystosować je do kulturalnego życia. Nie wiedziałam o czym mówi, dopóki nie dotarłam, idąc pod górę na jakieś osiedle, w którym jeden brzeg ulicy urywał się i zapadał. Spojrzałam z góry w dół, a tam inna ulica, wiele metrów poniżej, i jakieś budynki, także ludzie przechodzący. Prywaciarze. Nagle jakaś mała dziewczynka, zaglądająca obok mnie niedaleko zachwiała się i spadła w dół. Jej rodzice, ze smutnymi twarzami zaczęli zsuwać się powoli po ścianie, bo nawet żadnego ludzkiego zejścia nie było. Aby podnieść zwłoki lub może ją ratować. Nikt im nie pomagał. Nikogo ich problem nie obchodził, ani na dole, ani na górze.
Potem szłam przez miasto pełne kwiatów. Rosły wszędzie, na trawnikach, placach, w oknach i na balkonach. Wstąpiłam na trawnik, był niezwykle miękki, z mchu posypanego suchymi trawami. Miły dla bosych stóp i uszykowany w ten sposób na pikniki, urządzane tutaj często przez mieszkańców miasta na świeżym powietrzu.
Z okien jakiegoś piętrowego budynku leciała muzyka, którą nagle przerwało przemówienie przywódcy. Wschodni (jakby bułgarski) dyktator miał sen i na jego podstawie zadysponował, aby ludzie już w zimie zaczynali siew. "Uda się!" - głosił - "Tak ma być, zobaczycie!". To był głos z innego świata, sąsiedniego, tego z dołu, gdzie panowały stare prawa. Miejscowi podśmiewali się tylko i żartowali.
Przejściami ulicznymi na skrzyżowaniach, przy których można było zaopatrzyć się w wiklinowe kosze, a nawet dostać gratis czekoladowe słodycze dotarłam na przedmieście. Przypominało ogródki działkowe, zabudowane niewielkimi drewnianymi domkami. Wszystko kwitnące, pełne zieleni i kwiatów. Tam mieszkałam, a mieszkańcy byli moimi dobrymi znajomymi. Podkpiwaliśmy sobie z tych, którzy usiłowali dalej gwałcić przyrodę gdzieś, nie wiadomo gdzie.

Ciekawiło mnie rano, co się na jawie pokaże i co wyjaśni mi ten idylliczny sen. 
No, i obejrzałyśmy sobie wieczorem na YT film Alaina Sarde "La belle Verte" (Zielona Piękność), a potem z ciekawości zajrzałam na inne filmy z Anastazjowego kanału. Ach, te oczy i twarze ludzi siedzących w kręgu, pijących słowa eko-lidera głoszącego nauki Anastazji, jak guru certyfikowany przez samego Megre-proroka nowej anty-nostradamusowej ery. NWO w natarciu. Ach, te opowieści o nowej Rosji, poza-medialnej rodem z radia Projektu-Cheops! Pełnej kwiatów, ogrodów, hektarowych działek i ludzi uciekających z miasta na wieś. To, co słyszymy w TV to tylko fasada, tworzona przez ograniczoną ilość osób. Poza tym miasta są puste, a wszyscy sieją i żną swoje hektary gdzieś w tajdze. Putin czy Miedwiediew wyskakują z lasu, wchodzą w garnitury i odgrywają swoje role przed kamerami światowych telewizji. A [potem wracają do swoich chatek i ziemianek pośród sosen. 
Co za piękne marzenie. I jak zniewoleni nowymi ideami, wykasowującymi ze świadomości brzydotę, smród, niewygody, niepogodę, ciężką pracę, larwy, bakterie, cierpienie i krew, na ogół przecież wrażliwi i inteligentni młodzi ludzie. Wiele lat może upłynąć, zanim się ockną, starzy, rozczarowani i brzydcy. I nikt i nic już nie wróci im tego czasu.
Zastanawia mnie zawsze nośność idei ekowioskowych. I ja w dzieciństwie czytywałam radzieckich autorów fantastycznych opisujących wyższość rozwiniętego komunistycznego świata nad egoistycznym i brutalnym indywidualizmem kapitalizmu. I marzyła mi się zielona i piękna Ziemia, planeta ludzi zorganizowanych we wspólnotę wolnych osobowości. 
Obecny trend w niczym nie różni się od komunistycznego prania mózgów kołchoźniczej młodzieży radzieckiej. 
I widać to po twarzach i oczach, ech. 
11:14, transwizje
Link
środa, 15 grudnia 2010
Pomoc-nie
Przedwczoraj śnił mi się wizyjnie m.in. AS, nie moje klimaty, akcja zapomniana. Pamiętam jedynie element, Jary prowadził bloga, długie wpisy krótkimi zdaniami i akapitami, wyglądającymi na biały wiersz. No, a najpierw ptak w rodzaju rzadkiego kowalika próbował dostać się koniecznie przez okno do kuchni, był już ranny. Na pół świadomie pozwoliłam go dorwać mojemu kocurowi, Jasiowi. A wczoraj zapaliła się kiełbasa pod czas wędzenia i po uratowaniu nie wygląda zbyt wyjściowo. Bóg-kozłów wziął swoją część.
13:45, transwizje
Link
 
1 , 2
Archiwum