bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 30 grudnia 2011
Tyle
Były ze 3 sny wizjo-fabularne na jeden temat, jeden po drugim, przerywane obudzeniem się, w środku nocy. Dotyczyły historii, opowiadanej mi przez jakiegoś mężczyznę w dojrzałym wieku. Otóż w nieokreślonym czasie i miejscu, którego jedyną charakterystyką było to, że leżało nad morzem nie-wiadomo-jakim, zaczęło dziać się coś dziwnego. Mój rozmówca był jeszcze młodym wtedy pracownikiem jakiejś rządowej firmy. Nagle dostali zlecenie najprędzej jak się da ściągać pieniądze z wszelkich źródeł rządowych (zapewne).Grupa pracowała bez przerwy przez kilka dni. Działo się to w bazie przy nabrzeżu, zbudowanej na palach morskich. W końcu mój rozmówca zameldował zwierzchnikowi, że gotowe. Było tego kilka worków pełnych forsy. Na jednym był napis biliony, na innym miliardy, i miliony. Zwierzchnik wyjął z jednego worka sztabkę, oblepił ją jakąś białą glinką czy może gipsem i wręczył pracownikowi chyba jako indywidualną zapłatę za czyn. Rozmówca schował sztabkę za pasek od spodni. I zaraz trzeba było błyskawicznie stamtąd spie...dalać. Ledwie uciekli do budynku urzędu na nabrzeżu tajnym tunelowym przejściem z morskiej bazy, gdy coś zaatakowało ową bazę i zatopiło w jednej chwili... Mój rozmówca pojął rozmiar niebezpieczeństwa. Zwierzchnik zlecił mu kolejne działanie. Jemu i jeszcze kilku. Załadowali worki z kasą na terenowy samochód i wyruszyli drogą polną przez las w jakieś dalekie regiony kraju, aby ukryć zysk. Droga pokryta była już zimowym śniegiem, choć była to pora pomiędzy jesienią a zimą. W lesie zostali zaatakowani przez bandę zaczajonych zbirów. Worki z forsą zostały ukradzione, ludzie zabici lub poturbowani, tak jak mój rozmówca. Który niemal goły, pobity i bez dokumentów został znaleziony przypadkiem na drugi dzień w lesie i zabrany na komisariat. Długo trwało zanim go wypuszczono z aresztu i nim udowodnił swoją tożsamość... W ten sposób kasa przepadła bezpowrotnie, skradziona. Mój rozmówca pełen był podejrzenia, iż cała akcja została sfingowana przez tajne służby rządowe i kasa ukradziona przez bandziorów u władzy. Wiązało się to jakoś z obecnym beznadziejnym zadłużeniem kraju... Po krótkim obudzeniu się zasnęłam znowu i przyszły we śnie uściślenia. Mój rozmówca był w tym śnie dalej wysoko postawionym urzędnikiem jakiejś rządowej instytucji na Wybrzeżu. Zachowywał się jednak dziwnie, jakby lekko naćpany. I sam chciał wiedzieć co mu zrobiono. Bo stracił pamięć, miał ją wykasowaną w co najmniej dwóch, a może i trzech przypadkach, ważnych dla TEJ sprawy. Kończył właśnie 27 rok pracy i bliski był przejścia na emeryturę. I wciąż gnębiła go tajemnica ukradzionych zasobów. Obliczyłam sobie we śnie następujący rachunek 2005 (tak na oko ustaliłam datę akcji owego snu) minus 27 i wyszło mi, że owo złodziejstwo wydarzyło się mniej więcej w 1966 roku (sic!). W kolejnym trzecim śnie akcja została powtórzona, ale działa się jakby w jakimś prawniczo-detektywistycznym serialu tv, w którym głównego bohatera o nazwisku Kiepski grał pan Grabowski. Budynek rządowy stał na polskim Wybrzeżu gdzieś w Gdańsku, a sprawa dotyczyła w jakiś sposób stoczni i czasów gierkowskich. "Kiepski" w pewnym momencie zanurkował w morzu w tym miejscu, gdzie została zatopiona baza, w której niegdyś pracował, lecz mimo jego determinacji w penetrowaniu głębin ogarniała go coraz straszniejsza ciemność i cisza, i wycofał się, nic nie znalazłszy... Tyle.
10:07, transwizje
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 grudnia 2011
UŚnie
Dziś w nocy przeglądałam nadesłane jakby z banku albo inszej takiej instytucji pisma na nazwisko Krzysztof Szewczyk, a potem jeszcze byłam w Stanach i zauważyłam pewne niepokojące, acz potajemne jeszcze zmiany świadczące o manipulacji rządu świadomością obywateli.
17:36, transwizje
Link
sobota, 17 grudnia 2011
Puzźle
Senwizja okiem patokracji (brr): VV jeszcze żyje, stara już i odchodząca z tego świata, a przywódca czerwonych LM szaleje za nią, widzę jego twarz na ekranie telewizora, w odcieniu buraczkowym. Jakieś wstrętne potajemne spotkanie. Ze zasypiającym szkieletem, o gadziej urodzie czaszki. Zmarła. Spłukiwany z wanny odłamek szkła, może kości... Ktoś młody kojarzy ze sobą różne odległe fakty i stwierdza, że wystarczy ułożyć właściwie puzzle i układanka z pełnym obrazem wydarzeń gotowa, jawi się, oczywista...
16:09, transwizje
Link
czwartek, 08 grudnia 2011
Wziętnie
Wczorajszej, czy przed wczorajszej nocy? Senwizja. Leżę koło kogoś z lewej strony, łóżko przy pół otwartym oknie. Budzę się w trakcie wzięcia, wiszę już w powietrzu i majtam nogami. W górze wyżej nade mną, za oknem znika bezwładnie zwisająca rączka niemowlęcia, również zabieranego. Próbuję stawić opór, pamiętając różne stwierdzenia z portali uświadamiających ustami ufo-oświeconych wygłaszane. I stwierdzam całą sobą (hm, chyba całym sobą, bo wydaje mi się, że jestem w tym śnie mężczyzną) coś takiego: "Nie zgadzam się! Moją wolą jest, abyście odstawili mnie z powrotem. Mam wolną wolę. I mam świadomość wzięcia. Nie daję mojej zgody na wasze eksperymenty i manipulacje!"
Ale dalej wiszę i majtam nogami, a nawet wznoszę się powoli coraz wyżej. Kurczę, może modlitwa by pomogła? Ale jaka? Nie mogę sobie przypomnieć najważniejszej, żadnego słowa... "Nie!" - krzyczę całą/ym sobą: "Nieeee!".
Gówno mogę. Taki fakt. I gówno może moja taka świadomość.
Z tym się obudziłam, nieco wystraszona, z bijącym sercem. Nasłuchiwałam jakiś czas w ciszy leśnej nocy wokół domu, pies nagle zawarczał przez sen, i tyle.
20:07, transwizje
Link Komentarze (7) »
wtorek, 06 grudnia 2011
Włośnie
Skończyłam czytać "Ponerologię polityczną" A. Łobaczewskiego z wdzięcznością dla autora w sercu. Co prawda, przyglądając się rzeczywistości rządzonej przez węża i służących mu patokratów trudno jest mi uwierzyć we wzniosłe przekonanie Profesora, iż wiedza o tym zjawisku chorobowym, toczącym ludzkość od tysięcy lat może spowodować przełom świadomości w ogólnospołecznej, a nawet globalnej skali i pomóc zbudować nowy lepszy świat. Brzmi to naiwnie, dziecięco niewinnie i idealistycznie. Ale w końcu może warto uwzględnić, że fakt trudnego życia Profesora, doświadczanego w powojennych systemach polskich i zagranicznych bardzo dotkliwie nie złamał w nim był owej naiwnej wiary, a wręcz ją umistycznił. Do tego stopnia, że intuicja prowadziła go od początku ku wizji odbudowania UTOPII, ustroju naturalnego, w którym ludzie (świadomi tego, że są wśród nich również nie-ludzie) żyją świadomie, mądrze i w zgodzie ze swą ludzką, dobrą, sprawiedliwą i zdroworozsądkową naturą.
Wzmocniło mnie stwierdzenie, iż Utopia (system opisany przez Tomasza Morusa w XVI wieku w dziele wydanym w 1516 roku), ustrój naszych Przodków (jak twierdzi współczesny rosyjski starowierca Trechlebow), została skarykaturyzowana i wykoślawiona właśnie przez próby jej realizacji w wielkich Rewolucjach, dokonywane przez psujące łapska nie-ludzi, powołujących się na nią i rozbudzających ideowo serca prawdziwych ludzi, prowadząc ich jak owieczki ku zagładzie.
I, że wizja reaktywacji tego ustroju, pierwotnie dla nas-ludzi doskonałego, prowadziła Profesora poprzez jego analizy i badania, dokonywane w tajemnicy przed komunistycznymi nie-ludzkimi władzami. Przeniósł swoją z trudem i bólem zdobytą wiedzę poprzez czas i przekazał kaganek, za pomocą tej trzy razy zapisywanej książki, dwukrotnie kradzionej przez patokratów u władzy (a może odwrotnie, przez ludzi, oszukujących psychopatów i pragnących się tą wiedzą wzmocnić w jakichś wyższych tajnych szeregach, trudno orzec i można się łudzić).
Nieważne w tym jest moje marzenie, bo to tylko marzenie człowieka trwale nieprzystosowanego społecznie, dla którego Utopia spokojnie może pozostać niezrealizowana. Ale liczy się szczególna przepowiednia Nostradamusa, iż wizja Morusa zrealizuje się po 500 latach na granicy wschodu i zachodu, da "nagłe światło" na granicy kalendarzy kościelnych i "wyda ludzi mocno zadowolonych"...
Poza tym, wczoraj, 5 grudnia, wieczorem zasypiając przyszła do mnie wizja. Nie spałam, bo opowiedziałam ją A. głośno nie otwierając oczu i nie gubiąc jej. Ktoś czesał jakiejś kobiecie włosy przed lustrem. Tapirował, fryzował... wielkie włosy... i drżenie serca.
Dziś wieść o śmierci VV. I wśród jutubowych wspomnień ta jej pierwotna postać zarejestrowana w Opolu w 1964 roku, z krzywymi zębami, wypukłymi wargami prostej wiejskiej dziewczyny... I pytanie ASa nakierowujące myślenie. No, tak, ktoś włożył w jej wykreowanie, w operacje plastyczne, w pobyt i naukę w Holywood i Las Vegas mega-wiele kasy. A co potem? A potem, gdy okazała niewdzięczność, a może po prostu czyjaś koncepcja się nie sprawdziła, została trwale uwięziona w wężowej pułapce, sterującej mediami i nastawieniami pato-kreatorów. No, cóż, wizja nic mi nie podpowiedziała, zresztą po co komu ta wiedza? Jeszcze by ją patokraci świętą męczennicą zrobili dla odmiany? O ile pamiętam, miała silny w horoskopie symbol trzech węży walczących z trzema innymi, starcie ideologii i manipulacji.
21:08, transwizje
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Plutnie
Podmuchy energii Plutona. Wreszcie. Czuję. Wreszcie, bo od kilku lat maszeruje mi przez Wenus, następnie Marsa, teraz "stanął" na Słońcu, a ja wciąż pozostaję wewnętrznie nieporuszona, jak kamyk polny. Jedynie: wysiłek, harówka, zapracowanie, zmęczenie, ekstrema różnego rodzaju, z racji osiedlania się, budowy domu i prowadzenia gospodarstwa na co dzień.
Znam dobrze tę energię od zawsze. Mój horoskop jest tak zbudowany, że co rusz mam ważne i długie tranzyty tego piekielnika. Wielu ludzi doświadcza z nich może jeden, dwa, niektórzy wcale. Niektórzy nie są w stanie go w ogóle przeżyć.
Wrażenie przy przejściu jest bardzo głębokie. Początkowo straszne, bolesne i trudne. Zresztą było różnie, więc nie schematyzuję. Objawy od obcięcia sobie włosów na łyso zamiast samobójstwa, przez wizyty duchów i kosmitów, po zanurzanie się w jakichś kabaretowych klimatach. Od ponad roku przyglądam się ze zdumieniem brakowi jakichkolwiek wyraźnych efektów przechodzenia przez Słońce. I nagle zaczyna mnie oświecać (wsparte to zostało teraz kilkudniowymi tranzytami Marsa i bieżącego Słońca do Plutona horoskopu). Jak dalece skrywam się przed mocą. Unikam, drżę w ukryciu, skamlę cichutko, zrzucam ją na innych, oddaję za darmochę. He, ona jest gotowa działać, jeśli tylko odważę się patrzeć prawdzie prosto w oczy i używać precyzyjnie języka do formułowania swoich odczuć. I wniosków. No, i nie bać się "krzywdzenia" ludzi, tak jak ja wystraszonych, unikających, skamlących cichutko w ciemności, nadwrażliwie drżących w swoich skrytkach. Przed prawdą o brutalności egzystencji i o sobie samych.
Bo Pluton ostry jest jak brzytwa. Jadowity jak wąż. Zabójczy jak głowa Meduzy. Trujący jak szata Dejaniry. Dać mu się pożreć... jedyna droga do narodzenia się na nowo w doskonałej postaci. Hm, rodziłam się w ten sposób już tyle razy w tym życiu, że mnie to już nawet nie kręci. Obietnica fałszywa z biegiem czasu, jak wszystko inne. Tyle, że się wskakuje o jakiś stopień wyżej i wyskakuje gdzie indziej. Tym razem już mi jednak o mnie samą nie chodzi... ani o moje w sumie dobiegające końcówki życie. Nie dam się zaspokoić niczym mniejszym, niż to, co się właśnie jawi. W bezsenne noce.
08:19, transwizje
Link
niedziela, 04 grudnia 2011
Krwio
Senwizja: siedziałam na krześle przy biurku, a ojciec wpompowywał we mnie świeżą krew. Dodawał ją, to nie była wymiana krwi. Wyobraziłam sobie, że mi od tego system krwionośny spuchnie, obrzmieję z nadmiaru, ale on mnie zapewnił, że nie.
09:15, transwizje
Link Komentarze (1) »
Archiwum