bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
niedziela, 30 grudnia 2012
Wężnie
W środku nocy transwizja z elementami snu symbolicznego (to rodzaj języka obrazkowego, którym posługuje się źródło przekazu): pamiętam z niej fragmenty.
- Mój ojciec zapalający nagle w nocy światło w całym domu przekręceniem włącznika na tablicy (oznacza, że mój ojciec potrafił uzyskać stan świadomości w trakcie snu i ujrzeć sprawy ciemne, ukryte).
- Jakiś koleś, w rodzaju hm... lekarza psychoanalityka, o charakterze Freuda usiłujący coś ze mnie wydobyć operacyjnie, w gardle, nagle został zabity. Z mojego splotu słonecznego znienacka ruszył mały jadowity wąż i ugryzł go śmiertelnie, wydostając się tętnicą u nasady ucha.
Głęboko to mną wstrząsnęło i pomyślałam - jeszcze w tym śnie - o starotestamentowej mocy Jahwe, opisywanej w księgach Mojżesza i Kronikach. Było to coś tak niesamowitego, groźnego i bezwzględnego (tu rozumiem: wąż - genotyp, coś zakodowane w pamięci przodków).
Wtedy przebudziłam się w owym stanie snu-wizji, prawie w ciele, bo z głębi pokoju (zawsze od drzwi) nadchodził ku mnie ktoś silny, zdecydowany, skoncentrowany. Mężczyzna. Budził powagę i szacunek, tym, kim był, co wiedział.
- Cholera, MN? - pomyślałam z niedowierzaniem.
Postać milczała. A ja weszłam w trans jasnowidzący.
Ukazał mi się stos otwartych, starych, zadrukowanych ksiąg.
18:39, transwizje
Link
sobota, 29 grudnia 2012
Dostrojnie
Była tez wizja, jakieś dwie noce wcześniej, przed wizytą tajemniczego "kogoś". Przedstawiała gitarzystę, a raczej jego fragment, rękę gitarzysty przyciskającą struny na gryfie gitary elektrycznej. Rozumiem: trwa dostrajanie?
Tak poza tym trwają odrodziny. Spokojne i takie jak zawsze. Nie czuję, aby cokolwiek się zaczynało. Oprócz tego, że wróciłam do gramatyki francuskiej i podstaw. I pracowicie dłubię w tekstach. Myśli przypływają i odpływają...
17:23, transwizje
Link
czwartek, 27 grudnia 2012
Klapnie
Wczorajszej nocy oko analizowało możliwość przepływu energii przeze mnie. Widziałam poprzez nie bardzo szeroką rzekę krystalicznie przeźroczystej wody, przez którą prześwitywała podłużna łacha piasku na dnie, z niejakimi nalotami ciemniejszego mułu, ale w zasadzie czysta i żółta. Nurt był jakby unieruchomiony w wizyjnym kadrze, stojącym jak gdyby pionowo przede mną, płynąc zatem z góry w dół, i nie wzbierał.
W pewnym momencie otwarto śluzy na rzece, potężne, żelazne, automatyczne. Woda falą zaczęła się wylewać dalej, ale bezpiecznie, bo jakaś rodzina, rodzice z małym dzieckiem stali na śluzie i nie uciekli, gdy zakryła ich na chwilę wodna struga. Kompletnie nic im się nie stało.
Kiedy poziomy się wyrównały po obu stronach śluza okazała się zamykanym zbiornikiem. Klapa uchyliła się dość niemiło i jakby przemówiła, kłapiąc w zawiasach niczym szczękami. Uznała, że pomimo nagromadzonych w zbiorniku odpadów "mięsa" i trudnych przeżyć nie pomieszają się one z wodą, są pod świadomą kontrolą.
17:11, transwizje
Link
niedziela, 23 grudnia 2012
Przekaźnie
To się chyba zaczęło od śmierci mojego ojca, tak, chyba tak. Wcześniej były różne, bardzo niekiedy ekstremalne jazdy, ale dopiero wtedy - czasem, z rzadka - zaczęło pojawiać się coś, co mogę chyba podsumować jako jakieś jedno zjawisko, o jednym, wspólnym korzeniu. Jego cechą charakterystyczną i wspólną była zazwyczaj osoba mojego Taty, pisałam o tym wielokrotnie. Przychodził, jego wizyty były niezwykłe, inne od wizyt duchów, zjaw, demonów, i innych hipnotyzujących straszydeł. I już w trakcie wizyty stawał się w moim odbiorze kimś innym, przybierającym jedynie jego postać.
Hm, kiedy mówi się: Ojcze, który jesteś w niebie... to podświadomość podsuwa obraz ojca rzeczywistego, ojca naszej cielesnej powłoki.
I na tej zasadzie podejrzewam prawdziwą tożsamość odwiedzającej mnie istoty.
Drugą cechą tych pojawień była jak dotąd zawsze jakaś próba przekazu z jego strony tego, co się wydarzy, przed-wiedzy. To on przepowiedział mi chorobę i śmierć Mamy, zmianę w moim życiu, przeprowadzkę, osiedlenie się na wschodzie. Oraz także kilka razy usiłował coś przekazać odnośnie... polityki? przyszłości naszego kraju?
Podejrzenie swej tożsamości on sam kiedyś umocnił. Gdy przekazał mi informację, wiele lat temu, że Kwaśniewski odegra jeszcze ważną rolę w Polsce, i że jest wielu przygotowanych do rozgrywki innych ludzi, sterowanych tak naprawdę odgórnie. Każdy z nich ma rozpisaną rolę i zagra ją do końca.
- Kim jesteś? - spytałam wtedy, zdumiona. Bo po co i dlaczego z tym do mnie?
- Pan... - odrzekł. I natychmiast zniknął.
Czemu teraz o tym wspominam? Bo "to" pojawiło się po długiej, kilkuletniej przerwie znowu, tej nocy.
Przebudziłam się leżąc na brzuchu. Pamiętałam, że śniły mi się właśnie jakieś wielkie, żółte, gadzie oczy ze źrenicą jak kreska, wpatrujące się we mnie z pewnej odległości. I nagle poczułam, że ktoś do mnie podchodzi z głębi pokoju, pochylił się. Pomyślałam, że to A. nie może spać i chce coś ode mnie, ale ów ktoś pochylił się cicho nade mną, wziął mnie za rękę ciepłym gestem i powiedział długie zdanie, z którego zapamiętałam jedynie początek.
- Co mówisz? Powtórz - spytałam i dopiero wtedy zorientowałam się, że to się nie dzieje na jawie i, że to nie jest wcale A., bo to jest ktoś jak mój Tata.
Powtórzył:
- Niemcy długo modlili się za ciebie, abyś mog... - i tu pojawił się zagłuszający szum w eterze, i ów ktoś zniknął. Czas dany mu na przekaz się skończył.
Chwilę potem pojawił się obraz jasnowidzący: wnętrze drewnianej chatki, bez sprzętów, pobielone ściany z dyla.
18:06, transwizje
Link Komentarze (3) »
piątek, 14 grudnia 2012
Idealnie
Niektórzy nie lubią realu. Choćby dlatego, że nie lubią siebie, swego ciała, miejsca zamieszkania, pochodzenia, znajomych, uwarunkowań, biedy, brzydoty, płci. I znajdują ideę, do której płaczą nocami i modlą się dniami. Teraz o nią jest łatwo, idee łażą ulicami małych i wielkich miast i proszą się, jak dziwki i dziwowie, o wzięcie. I taka zaczyna być ich rzeczywistością. Wirtual staje się pośrednikiem. Rzadko uświadamiająco stawiającym na nogi, często okłamującym. Ponieważ Ideał bazuje na iluzyjnej fali przekazu, pośrednictwo medium zawsze uderza jednak w miejsce mózgowia odpowiedzialne za idealizację, u widza, czytelnika, odbiorcy.
Iluzja o sobie w objęciach Ideału (tu może trzeba by zajrzeć do Platona) przechodzi w formę wyidealizowaną w umyśle tego, kto nie trzyma się ziemi, bo. Bo nie trzyma się akurat, bo właśnie się napił był, naćpał, naoglądał filmów, naprzesiadywał w internecie, bo chłopak czy dziewczyna go/ją rzuciła, bo brudno ma w chacie i nie ma siły posprzątać, bo jest z natury leniwy i syf dookoła budzi skrzywienie ust, uczucie wstrętu i chęć wyjścia na ulicę z transparentem. Aby zostać wodzem albo męczennikiem, Ideału, oczywiście.
Odwracam się od tego wszystkiego. Na wyidealizowanym fałszu opartego i wzniesionego. Od takiego ideału i idealizowania. Od idei i ideostwa, od haseł i zbiorowych widziadeł napędzających tłumy, grupy, gromadki, pojedynczych ideo-maniaków, opinię społeczną. W tym wszystkim tkwi pułapka, śmierdząca pułapka. Nieprawdy, iluzji, nieświadomego kłamstwa i samookłamywania. A jak się odwracam, to co widzę?
Drogę przed sobą, grunt pod nogami, konsekwencję logiczną, ptaki śpiewają ptasią mową i sławią słowo Pana. Który też przeważnie chadza samemu własną ścieżką i bardzo rzadko daje się spotkać.
19:50, transwizje
Link
wtorek, 04 grudnia 2012
Kopalnianie

Sen nad ranem: należę do grupki badającej tajemnice pewnej szczególnej i wielkiej kopalni. Nie wiem, gdzie rzecz się dzieje. Może w Polsce, może gdzieś indziej. Gdzieś w tle, w przeszłości coś jakby Niemcy byli pierwszymi właścicielami obiektu. Widzę kopalnię jako wielki obmurowany betonowymi ścianami kwadrat, podzielony na cztery części. W pierwszej ćwiartce po lewej pali się ogień "kuchenny", ogrzewający domy i piece, z najpłytszych zasobów. Nieco bardziej w głąb siedziała na wysokim szefowskim fotelu kobieta zarządzająca tym odcinkiem. W pewnym momencie buchnął tam koło niej wysoki płomień, jakby gazowy, z głębszych przestrzeni, ale kazano jej od razu go wygasić.
Po prawej stronie, obok, ćwiartka nieużywana, dość płytka i zasypana, nie interesowała nas zbytnio, choć tam pozwolono nam zaglądać. No, więc zaglądam, a ukradkiem śledzę to, co dzieje się w dalszej ćwiartce, najdziwniejszej ze wszystkich. Jest tam bowiem gigantyczny szyb bez dna, wiodący w głąb ziemi. Jacyś staruszkowie, starzy, zbiedniali górnicy eksploatujący na co dzień bieda-szyby, zaglądają tam czasem, ale z samego brzegu i nawet potrafią się w tym miejscu poruszać, omijając największą głębię. Nazywają sztolnię: otchłanią, czeluścią. Wieje tam tajemniczym lękiem, to budzi szacunek.
Ćwiartka czwarta, po lewej stronie, obok owej przepaści była eksploatowana i miała jakieś głęboko usytuowane chodniki podziemne. Pracujący tam jednak doraźnie ludzie (wchodzili tam "posprzątać", gdy było trzeba) narażeni byli na choroby, dolegliwości (widziałam je na skórze jakby jakieś bure odbarwienia, towarzyszyły temu silne zaburzenia równowagi, z czasem ataki paraliżu i kłopoty z poruszaniem się) nazywali "spsieniem". Godzili się na nie świadomie, podpisując najpierw kontrakt z firmą kopalnianą. W zamian mieli zagwarantowaną dożywotnią wysoką rentę, opiekę lekarską oraz takimi przywilejami była objęta ich najbliższa rodzina, także po ich śmierci.
Próbowałam nawiązać z nimi kontakt, także rozpytywać pracowników obsługi biurowej owej firmy. Pokazano mi nawet jakieś dokumenty, ale większość najważniejszych informacji była ukryta wobec postronnych. Na przykład obsługa miała tajemne instrukcje co do zachowywania się wobec robotników z dołu, którzy dostali nagle "ataku" choroby.

11:11, transwizje
Link Komentarze (2) »
Archiwum