bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Tranzytnie

Od jakiegoś czasu Saturn "stoi" na moim Ascendencie. Mogę zacząć podsumowywać jego ubiegłą trasę przez 12 dom. Ostatni rok daje się nazwać krytycznym, zostałam zmuszona przez organizm do znacznej zmiany diety. Stało się to w czas opozycji Saturna do pory jego położenia, gdy moja Mama dostała ostateczną diagnozę i umierała w mękach. Teraz poważnie podejrzewam, na bazie porównania objawów, że musiała cierpieć na coś podobnego co ja, przez całe życie i wówczas właśnie jej ciało zastrajkowało ostatecznie. Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz o roli glutenu może zaczęłybyśmy walczyć o jej życie samodzielnie, lekceważąc lekarzy? Nie wiedziałam.
W każdym razie teraz wiem i podjęłam środki ochronne. Polepszyło się o tyle, że dolegliwości nie pojawiają się, o ile nie zjem przypadkiem (już teraz głównie albo przez nieuwagę albo przez oszustwo producenta i moją naiwność) to, co mi szkodzi. A okazuje się, szkodzi nie tylko gluten, ale większość konserwantów, słodziki, syrop glukozowo-fruktozowy, piwo, siarczanowe wino, krowie mleko zwłaszcza w proszku, czekolada, kakao, kawa, herbata, nawet yerba mate też.
Dalej: Wenus retrograduje na 28 stopniu Strzelca, tj. w momencie zakończenia cyklu radixowego. Zaliczam cofkę uczuciową do bardzo dawnych czasów, zalew wspomnień, rozważań, zapomnianych uczuć, emocji, czasem pretensji, czasem smutku. Ta konfrontacja wymusza nowe wnioski, postawę. Ożywia sprawy porzucone i niezałatwione do końca. Medytuję nad tym.
Cofam się też do swoich dawnych zapisków i zauważam, że mam mnóstwo materiału do książek, co najmniej kilku. Tylko nie wiem jak ten materiał ugryźć artystycznie.
18:52, transwizje
Link
sobota, 21 grudnia 2013
Nieskończenie

Przed zaśnięciem stan wizyjny zaczął się obrazkiem "oka", w kolorze fioletowo-indygo w środku. Potem zobaczyłam starca, ogolonego, o dość nieprzyjemnym wyrazie twarzy. Miał szerokie usta, które nagle jeszcze bardziej się rozszerzyły kącikami, tak jakby starzec szykował się do ogłoszenia czegoś wielkim głosem. Ale nagle jego usta zrosły się po środku, a raczej związały (tak, wyglądało to jak związanie nicią na okrętkę) czubkami warg, kąciki ust pozostawiając otwarte. Usta wyglądały teraz jak pozioma cyfra 8 lub raczej znak nieskończoności, wstęga Mobiusa.
Ilustracja do powiedzenia: "mieć związane usta". Na jaki temat? Na temat nieśmiertelności.
16:09, transwizje
Link
Króliczkowo

Zaczęło się od tego, że zginął kot. Kluska był na śniadaniu, potem zniknął. Nie pojawił się ani w porze kociego obiadu, ani kolacji, ani nie zamiauczał jak zwykle pod drzwiami tarasu, aby go wpuścić do domu, bo zimna noc zmierza wielkimi krokami, ani nie wskoczył mi na łóżko i nie położył się na poduszce obok. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Ubrałam się i obeszłam podwórko, wołając go po imieniu, na co zawsze reaguje. Zajrzałam do Chatki Dziadka, do kurnika (kury spały i nic nie wymknęło się z ulgą spod grzęd, jak już bywało było), do obory, kozy tylko westchnęły zdziwione, do lamusa - cisza, tak samo w garażu i w ziemiance. No, zapomniałam zajrzeć do stodółki, dlatego trochę mnie to pocieszyło, gdy wróciłam, rozebrałam się i usłyszałam:
- A byłaś w stodółce?
- Nie, ale wołałam blisko, i nic, cisza... Jasiek zawsze się wtedy drze, gdy jest zamknięty, Kluska pewnie też by mógł.
- Ale pewnie tam śpi, była otwarta jakiś czas w dzień... Jutro wyjdzie, zobaczysz.
Nieco mnie to podniosło na duchu, ale gdy się położyłam spać, a sen nie przychodził, tylko głupie myśli, że Kluseczce coś się nieprzyjemnego stało, zaczęłam szukać telepatycznego kontaktu z nim. Co jak co, ale z kotami to mi się na ogół udaje. Wyobrażałam go sobie dotąd, aż poczułam jego obecność i poprosiłam, aby dał jakiś znak, sen, wizję, cokolwiek, gdzie jest i co mu jest. Po czym zasnęłam. I szybko się obudziłam, a budząc się ujrzałam pod zamkniętymi oczami taką scenę:
Siedzące duże świetliście białe i jakby pluszowe zwierzę, dziwne, zbyt szybko mignęło, aby je zidentyfikować, pomyślałam jednak, że to chyba biała koza śpiąca w oborze. Tyle, że już białych kóz nie mamy, tylko brązowe i rabe.
Dziwne zwierzę przemieniło się w leżącego rozciągniętego Kluseczkę. I tu miałam zagwozdkę, bo wyglądał tak, jakby spał rozciągnięty w jakimś wygodnym i ciepłym miejscu, albo może był martwy, bo tak był nieruchomy, a takie rozciągnięcie w tak zimny czas nocą oznacza tylko jedno u zwierzęcia... Otworzyłam oczy oszołomiona i rozdwojona w swoich wnioskach.
Biło mi serce, jeszcze długo, znamionując odbiór czyichś wrażeń, emocji, ale już żaden inny znak, ani sen się nie pojawił do rana.
Rano, gdy A. wróciła z obejścia pierwsze co spytałam to:
- Sprawdziłaś wszędzie? Nie ma Kluseczki?
- Wszędzie. Nie ma.
- W stodółce też?
- Tak.
O, rany! Posmutniałam i z godziny na godzinę humor mi spadał,aż do wybuchu płaczu pełnego żalu. Dwa razy obeszłam całe gospodarstwo, wchodząc daleko w las, przy obu drogach, na granicy z panią sąsiadką, na Górze, zajrzałam do ziemianki, garażu, obory, kurnika znowu, pod żerdzie też, nawołując, i nic, cisza absolutna. I-Cing była wieloznaczna, choć jak się potem okazało, bardzo dokładnie określiła co się z Kluską stało i dzieje, i jak to się skończy. Ale ja jej odpowiedzi nie rozumiałam.
W międzyczasie zajęłam się czytaniem wieści od ASa, ważnych i ciężkich od symboli, przede wszystkim Białego Królika, w wersjach psychodelicznych, grzybiczno-kosmicznych i sportowych też. No, i wzięło mnie jeszcze raz na obejście obejścia. Przy okazji popołudniowego obrządku, który ja z kolei robię.
I otworzyłam stodółkę, aby nakarmić i zamknąć w niej ostatnie nasze stadko zielononóżnej młodzieży, w liczbie 7 sztuk. I przywitał mnie... Kluseczka, rozciągający z widoczną ulgą swoje kocie ciałko na stercie słomy, tam magazynowanej od żniw.
- Ja cię! - a ja już go byłam opłakałam!
Kot oczywiście pobiegł prosto do domu i domagał się pełnej michy, bo od wczoraj nic nie jadł i nie pił. A mnie oświeciło, że zwierzę, które widziałam na wstępie swojej nocnej wizji to był wielki biały królik, a właściwie królica, w formie olimpijskiej maskotki, czyli kot, po myśliwsku mówiąc. Kluseczka już opłakany zmartwychwstał, alleluja!
15:55, transwizje
Link
poniedziałek, 09 grudnia 2013
Rybnie

Zacznę od tego, że od jakiegoś czasu, jakichś kilku miesięcy, pojawia mi się niekiedy pod zamkniętymi powiekami, przed zaśnięciem, lub w trakcie procesu budzenia się, lub też inaczej, oko. Rysunek oka, przypominający nieco ryt egipski oka Horusa czy inszego Ra. Obwiedziony grubą czarną krechą jest wypełniony wewnątrz żywą barwą fioletową, indygo lub nasłonecznioną zielenią. Gruba czarna krecha obrysu jest obwiedziona od zewnątrz drugą świetlistą kreską. Niezbyt czaję o co chodzi z tym "okiem", próbuję skojarzyć. Wcześniej był to zawsze wirujący chiński czarno-biały znak jang-in. Dziś w nocy towarzyszył mu jeszcze nagły ból punktu na podudziu odpowiadającego za szyszynkę.
To prawda, znów nie czuję się najlepiej, choć wyeliminowałam już z diety wszystko co z glutenem, także piwo, kawę i herbatę, a nawet na wszelki wypadek zrezygnowałam z yerba mate. Powrócił ucisk w pasie, jakieś podrażnienie jelita cienkiego. No, ale mniejsza.

Po pojawieniu się oka wieczorem przyszedł taki wiozjosen: historyjka romansowa. Duży olbrzymi, prosty i serdeczny mężczyzna, można rzec "ludowy olbrzym" (skojarzenie z nostradamusowym Ogmiosem, francuskim Herkulesem) romansuje z młodą, piękną przedstawicielką prawa (był kiedyś taki polski serial, nie pamiętam tytułu, w którym główną rolę grała prawniczka-detektywka, o, to z nią właśnie). Po jej zdobyciu zanurza się w rzece, niezbyt dużej, ale dość głębokiej, polskiej rzece. Nurkuje z otwartymi oczami, płynąc pod prąd. Woda jest ciemna, zamulona, trochę trwa, zanim zaczyna widzieć cokolwiek pod wodą. A jest co! Pływają tam w głębi wielkie grube błękitne ryby, i stada mniejszych, zdrowych, róznych gatunków, bardzo licznych. Coś, co w ogóle nie jest wiadome na powierzchni! Potem sen ciągnął się dalej, mimo obudzenia w tym miejscu. Szłam w nim jakąś ulicą na przedmieściach, na framudze drzwi starej niezamieszkałej murowanej ruiny odkryłam napis wykonany ręką ASa: "Szukasz? Skontaktuj się. Szukajdomu,pl". To była jakaś akcja, zachęcająca mieszczuchów do zasiedlania porzuconych siedlisk i domów poza miastem.
Myśmy trafiły do jakiegoś bogatego gospodarstwa tuż za miastem, gdzie A. wyprosiła od gospodarza sadzonki tytoniu, a ja tłumaczyłam gospodyni, że odbudowujemy swoje gospodarstwo z ruiny i nie byłyśmy w stanie dochować się własnych roślin bez przygotowanego zaplecza. Gospodyni była mało zainteresowana moją niebogatą historią, odeszła rozmawiając górnolotnie z kimś innym w głąb obejścia. A mnie trafił się elegancki skórzany but, leżący na ziemi, który podniosłam i z zainteresowaniem obejrzałam. Na skórzanym spodzie były zmarszczki i rysy, z których wywróżyłam, czy na poły odczytałam symbole. I już wiedziałam, że w Polsce odbyło się właśnie potajemne spotkanie ważnych przedstawicieli głównych ruchów społecznych, narada w celu ratowania przyszłości. Widziałam zarysy sylwetek księdza, żlołnierza, prawnika i kilku innych.

10:14, transwizje
Link Komentarze (4) »
Archiwum