bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 23 grudnia 2016
Boombs

W środku nocy wiozjosen: akcja snu była dość długa, pamiętam jedynie urywki. W jakimś banku, moja zmartwiona matka i dwie osoby, kobiety, we śnie z rodziny chciały wybrać pieniądze z karty, przysłanej przez bank. Był z tym jakiś problem. Bank wypłacał pieniądze jedynie niektórym, nie wiem dlaczego.
Potem przyjmowałam gości w pokoju na piętrze domu rodzinnego, tym od podwórza. Dom był większy, ściany grube, okna wielkie, podwójne, wszystko inne. Była zima. Przyjechała do mnie koleżanka Halina z małą dziewczynką, której była prawną opiekunką (nie matką, ani ciotką). Halina narzekała, że nie mogła pojechać gdzieś indziej, daleko. Dziecko popłakiwało z boku, jakby wstawione na drugi plan. Zrobiło mi się go żal i spróbowałam jej wytłumaczyć, że to nie jej wina, że Halina musiała zrezygnować z wycieczki. Najwyraźniej dziewczynka była mocno przejęta taką myślą i zraniona brakiem miłości i zainteresowania opiekunki. Halina zrozumiała swój egoistyczny błąd i już zaczęła się dziecku tłumaczyć, gdy nasz wzrok przykuło to, co się dzieje za oknem.

Skądś zza domu nadleciał, szybko zniżając lot ogromny pojazd, niby samolot, ale jakby rakietowy. Potrójne dysze buchały żarem paliwa. Przemknęła mi myśl, że to jakiś statek kosmiczny, zestrzelony lub który doznał awarii i spada teraz z orbity. Nawet nie zdążyłam się wystraszyć, gdy rakieta upadła na skraju południowo-wschodniego horyzontu. Buchnęło. Nie było wstrząsu, ani fali uderzeniowej wiatru, może jeszcze nie było. Zaczęłam jasnosłyszeć głos. Męski, mówił w nieznanym mi języku, tonem relacjonującym rzecz zupełnie bez emocji. Mógł to być zdalny operator rakiety, bo trudno było mi uwierzyć, że nadaje to członek ginącej właśnie załogi. Pierwsze słowo zrozumiałam, było po angielsku, ale wypowiedziane z dziwnym akcentem.

- Bombs - (zabrzmiało trochę jak woms), dalej mówił po swojemu, a ja rozumiałam to po polsku (włączył się naturalny tłumacz w mózgu) - I to teraz tak się rozpływa i spienia...

Rzuciłam się w pierwszym odruchu do okna, aby je zamknąć szczelnie, bo było, mimo śnieżnej zimy uchylone. 

Obudziło mnie przerażenie i bezradność, i przez kilka godzin nie mogłam zasnąć.

11:04, transwizje
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 grudnia 2016
Pukanie w ścianę

Wieczorem, przed snem obejrzałam filmik na YT ze spotkania Krzysztofa Pieczyńskiego ze zwykłymi ludźmi, którzy zaprosili go do Łomży. Wzmiankuję o tym, bo być może ma to sens.

W wilczej godzinie sentrans: zapadła noc, która zastała mnie i mojego tatę poza domem, układamy się oboje do snu w wejściu w murze okalającym miejscowy kościół. Zaczynam słyszeć dziwne miarowe, głuche, jakby zza jakiejś ściany stukanie. 

- Co to? - pytam ojca.

I wtedy obudziłam się. Na jawie słysząc jeszcze dwa, może trzy stuknięcia. Dochodziły jakby zza ściany.

- Co to? - pytam na głos. - Słyszysz coś?

- Nie. Cisza - pada odpowiedź - Śpij, nie zawracaj głowy. 

10:27, transwizje
Link
niedziela, 18 grudnia 2016
Wśród tłumu

Wizjosen nad ranem: towarzyszę mojej dawnej koleżance, Kasi, zagorzałej katoliczce. Stoimy na szczycie wieży strażackiej, najwyższym punkcie w okolicy. Tuż obok widać drugą wieżę, ta jest zwieńczona połyskującą złotawo blachą, jakoś przypomina kościelną, ale nie ma tam symboli religijnych, jest za to "gąsior", niewielkie urządzenie służące do wskazywania kierunku i czasu (trochę podobnie do blaszanych kogutków na dachu). Mam lęk wysokości i boję się spojrzeć w dół. Kasia za to porusza się na płaskim zwieńczeniu naszej wieży z zupełną pewnością siebie i absolutną wiarą, że nic jej się nie stanie... Postanawiam ostrożnie stamtąd zejść i zostawić ją samą na owej dziwnej nieustępliwej straży. Czułam, że poradzi sobie. Na dole widzę Angelę Merkel. Przebiera się za zwykłą kobietę z ulicy i idzie w tłum anonimowo. Namawiać ludzi do niezgody, jątrzyć do sprzeciwu i walki, która jest jej na rękę. 

09:58, transwizje
Link
czwartek, 08 grudnia 2016
Narodowe duchy

Duchy narodowe: widzę aktorów, głównie aktorki, młode, piękne, którzy grali w filmie „Wołyń”. Właśnie odbyła się premiera, ja nie byłam i nie chcę filmu oglądać. Mogę się jedynie domyślać jak został skonstruowany i pokazany w łatwym kinowym stylu tak straszliwy obraz. Dziwię się owym młodym aktorom, aktorkom, że się uśmiechają, że to była dla nich artystyczna przyjemność.

Wychodzą spośród nich dwie wysokie kobiety w średnim wieku. Ubrane w długie płaszcze z futrzanymi kołnierzami, polskie szlachcianki. Wsiadają na konie, które podjechały, jedna, potem druga, dołączają do szeregu. Ruszają powoli.

Za nimi ciągnie armia podobnie ubranych, w długie ciemne atłasowe płaszcze z kołnierzami mężczyzn, starszych, mniej starych, jak pułkownicy prowadzący oddziały na dzikie pola z Ogniem i Mieczem. Jeden z nich, dość niskiego wzrostu, ale widać, że znaczny, choć wcale przed szereg nie wysuwa się, jak Wołodyjowski, patrzy z powagą na obie kobiety i skłania głowę z wyrazem szacunku i powagi na twarzy. Lekkim ruchem pogania konia.

Ciśnie mi się na myśl nazwać ich Lechitami, a nie Polakami.

12:01, transwizje
Link
Archiwum