bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
niedziela, 30 marca 2008
.>>>>
rano zeszły mgły odsłaniając chór tysięcy ptasząt, dobiegający z lasu na wschodzie.
20:14, transwizje
Link
czwartek, 27 marca 2008
Znajomość Prawdy i nie
Kościół. Moja matka przedstawia wszystkim swojego starego przyjaciela, żydowskiego rabbiego. Przebąkuję, że słyszałam, że ci rabini, wtajemniczeni w kwestię klątw dziedziczą klucz do mocy dzięki pokrewieństwu, gdyż należą do starożytnego rodu ludzi jednej krwi. Moja matka traktuje tę sugestię lekceważąco, macha ręką stwierdzając tym, że „to plotka”. Rabbi demonstruje magiczny wisiorek (przypomina trochę tybetański amulet ze znakiem swastyki, który mam w domu). Na splecionych ze sobą pracowicie sznureczkach wisi symbol przypominający tarotowe słońce, uśmiechnięte, promieniste. Aby uruchomić energie podciąga się do góry specjalną koszulkę, która odkrywa drugą stronę, negatywną owego znaku. Słońce jest tam wykrzywione straszliwie i ciska pioruny. Słuchacze rabbiego jednak, zgromadzeni w kościele nie chcą słyszeć o używaniu w ten sposób amuletu mocy. Nie podciągają koszulki i czarują jedynie pozytywną stroną, drugą pozostawiając w nieświadomości. Rabbi po kilku próbach przekonania słuchaczy do prawdziwej metody, wpada w szał. Ściąga koszulkę ze znaku słońca, gwałtowny ruch rozrywa sznurki, amulet upada na ziemię roztrzaskany na części. Rabbi krzyczy z rozpaczą i emocją, powodującą drżenie i załamywanie się głosu: „Niech przyjdzie przekleństwo i zło, które wywołaliście swoim uporem. Nauka i Wiedza nie ima się waszych umysłów, więc doznajcie kary, która spada na tego, kto nie chce znać prawdy! Przeklinam was!”. I na tym się obudziłam.
15:56, transwizje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 marca 2008
Rosję śnić
Pojawiają się sny mające jakieś polityczne odniesienia, które niezbyt rozumiem. W jednym widziałam mapę przedstawiającą Morze Śródziemne z szeregiem wysepek (greckich zapewne), słyszałam też głosy polityków mówiących po turecku i rosyjsku.
W innym jakiś człowiek demonstrował grę na instrumencie podobnym do gitary (bałałajka?), naciskając struny lewą ręką. Do tej pory robił to prawą ręką, ale potrafił lewą, gdyż nauczył się tego w młodości. Zainteresowało to jakąś starszą kobietę, która pod wpływem takiej gry postanowiła coś zmienić (ożywić wartościowego z przeszłości). Wtedy pojawił się cień nadlatującego rządowego helikoptera. Ona stała na skraju wysokiego piętra w ogromnym wieżowcu. Z helikoptera nagle ktoś się wychylił i zepchnął ją w dół...
W innym śnie żyłam w Rosji i wdrapywałam się z mozołem na gigantyczną figurę ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. Po drodze usiłowałam przypomnieć sobie tytuł niezwykle popularnej jeszcze niedawno książki propagandowej, biblii materialistycznych komunistów, którą wszyscy działacze recytowali na pamięć, ale daremnie. Jakiś czas temu usunięto ją z bibliotek i szybko zapomniano, choć powinno się jednak zachować pamięć o tym do jak wstydliwych nadużyć moralnych doprowadziła rzesze narodu. Gdy znalazłam się na szczycie chrystusowej głowy spojrzałam w dół i poczułam strapienie. Teraz już wypadało jedynie z całym impetem skoczyć stąd w dół ze świadomością, że to skok samobójczy. Wymagał jednak tego honor, konsekwencja dotychczasowych czynów i postawy ideologicznej.

 


13:17, transwizje
Link
poniedziałek, 03 marca 2008
Mag-a-gugu-s
Codzienne używanie tarota budzi we mnie dwojakie wnioski. Z jednej strony robię postępy, choć nie są one spektakularne. Potrafię np. podczas bezsennych godzin nocnych przeanalizować w pamięci kilka (5-6) zrazu niezrozumiałych układów (postawionych bez pytania) i wyciągnąć z nich prawidłowe wnioski (jak się potem w rzeczywistości okazuje). Z drugiej strony widzę, jak trudna to umiejętność – właściwie odczytywać rysunkowy język kart. Wciąż jeszcze na 8-10 rozłożonych układów dziennie rozumiem 1-2-3, po wielu godzinach 3-4, z rzadka więcej, co najwyżej. Jest to w gruncie rzeczy dołujące. Bez szczypty geniuszu nie sposób wpaść od razu na właściwą odpowiedź, odkryć znaczenie np. Papieża i 9 Kijów, albo Króla Mieczy i odwróconej Królowej Mieczy obok siebie, gdy się je widzi po raz pierwszy. A możliwości wzajemnych układów kart jest tysiące. Długie doświadczenie i dobra pamięć może tę umiejętność pogłębić i czytanie przyspieszyć. Powtórzę: prawdziwe, zgodne z rzeczywistością odczytywanie, a nie gdybanie, na dwoje wróżenie, sugerowanie, podejrzewanie, uczulanie, poetyckie upiększanie, symboliczne glęgolenie, pobożne życzenie sobie i innym, pozytywne obmyślanie, negatywne zastraszanie, dyskutowanie sensu, wydajemisię-owanie, powoływanie się na klasycznych autorów itd. Ambicja przebicia się przez owo rozumowe mniemanie o kartach, aby czytać płynnie zawarty w ich piśmie przekaz sprawia, że co rusz przechodzę kryzys. To umiejętność właściwie nie-ludzka, wymagająca nie wiem czego od mózgu, duszy. Na odstąpienie żal mi włożonego w to czasu i wysiłku (około 15 lat stałego zainteresowania). Na zrobienie kroku do przodu brak bożej łaski chyba. Pytałam o to, a jakże, tarota. I rzekł, że potrza mi roku na potykanie się i uczenie bezpośrednie od Mistrzyni Rzeczywistości. No, to dukam sobie powolutku dalej.
11:50, transwizje
Link
Archiwum