bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
czwartek, 26 marca 2015
Identycznie

Dziś śniłam sen oczami aktora, genialnie wcielającego się w role konkretnych żywych ludzi. Namierzył go Putin, gdy ćwiczył przed lustrem zachowanie jakiegoś dostojnika kościelnego. Potem on jego. Najpierw płynąc łodzią przez jakieś wielkie jezioro. Putin mieszkał potajemnie gdzieś głęboko w tajdze, w miejscu, gdzie ściągnięto wiele różniastych używanych budynków, w starej chacie pilnowano niedawno urodzonego dziecka, dziewczynkę. Stała też szklarnia. Haziajstwo nie było nawet ogrodzone. Zapadła noc. Putin wyszedł ze swojej chaty i spuścił psy, trzy wiejskie kundle. One mnie zwęszyły i dopadły na zapleczu. Putin podszedł, nosił już całkiem długą rosyjską brodę. Już wkrótce i taką zapuścił sobie aktor, którego oczami śniłam. I zaczął odgrywać rólki Putina w telewizyjnych spotach reklamowych oraz pozować jako on do plakatów. Były pewne subtelne różnice w rysach twarzy, ale miny robił identyczne.

16:09, transwizje
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 marca 2015
Pisaniowo

Przez całą tę zimę nie-zimę piszę pilnie, codziennie po kilka godzin. Czasem przechodzę z pisania jednego do innego, w ten sposób odpoczywam. Taka zmiana tematu i formy jest bardzo odświeżająca. Przychodzą nowe pomysły i tu i tu.
Może niektórzy się ucieszą, więc wspomnę, że wróciłam do porzuconych przed laty "kropel". Znalazłam do nich klucz mianowicie, beletrystyczną szatę, w której można przemycić przesłania nie z tego świata i czasu się biorące. Nie przeczę, że niechcący dopomógł w tym AS. Natchnął jak. Niniejszym mu dziękuję!
Jest tego sporo. Najpierw musiałam złapać dystans i pozwolić sobie na swobodę wyobraźni, w miejscach, które słabo zapamiętałam lub były pomieszane z jakiegoś względu. Trwało to przy niektórych wątkach ponad dziesięć lat. Taki oddech. Nabieram go wciąż, bo każde opowiadanie jest inne, a jednocześnie stanowi część całości i raczej istnieć osobno nie może. Każde, to nowe twórcze wyzwanie. To mnie bawi i cieszy, zwłaszcza, gdy już je skończę z uczuciem ulgi. Czasem szukam stylu, nastroju, w literaturze, wracam do opowiadań Edgara Poe, Brunona Schultza, Lovecrafta, żeby się dostroić do treści. Albo w filmach, starych i nowych. Rozgrzebuję jakieś światy, egipski, francuski, polski, rosyjski, kosmiczny, amerykański, poszukiwać trzeba detali w rzeczywistości, w historii, genealogii, anegdotach, archeologii, mitologiach albo okultyzmie.
W zasadzie bywam po zakończeniu noweli zadowolona, lub grzebię w niej dotąd, aż poczuję, że chwacit. Całość nieraz zmienia szczegóły w już gotowych rzeczach, bo tyle odkryć jest po drodze. Czasem jestem z siebie dumna. Sama bym tego za cholerę nie wymyśliła! A służę nie wiadomo czemu i komu za maszynę do pisania i to taką, która sama składa zdania i dba o szczegóły! Swoisty channeling twórczy uprawiam, he.
W tej chwili zgromadziłam 17 nowel, to jakieś 200 stron druku. W zapasie jest drugie tyle i więcej, w postaci zanotowanych snów, w których różne byty dyktowały mi swoje opowieści.  Z przeszłości i przyszłości naszego świata. Wiele rzeczy odkrywam, tak pisząc. Powiązania, sploty, jednakowy język symboli w różnych historiach, a zatem także ich znaczenie.

Jeśli powstanie z tego trzytomowy zbiór to się nie zdziwię. Jakieś dwanaście lat temu widziałam go we śnie już gotowy, wydany.

Poza tym niekiedy wracam do Nostradamusa. I pewne odkrycia poruszają mnie. Nie, nie stać mnie na ich opisanie bezpośrednie, zostawiam to dla siebie. Nie przeskoczę własnego niedowiarstwa w tej materii. Musiałoby coś mnie pchnąć, tak jak kiedyś. Może zjawa Mistrza odwiedzić, poklepać po ramionku i oznajmić, że tak, dobrze kombinuję... ;) 

W każdym razie klucze do "moich" opowieści bywają w nim ukryte. 

14:58, transwizje
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 marca 2015
Gadzio

Przy przejściu Słońca przez punkt IC i naprzeciw Plutona przyszła w nocy transwizja:

Akcja działa się w moim rodzinnym domu. Siedząc w łóżku pod białą pierzyną czatowałam z ludźmi na jakiejś grupie gnostyckiej, lub podobnej. Co rusz padały nowe wypowiedzi, czasem interesujące, czasem mniej, krótsze lub dłuższe. Robiłam na bieżąco wydruki, nie miały numeracji stron, dlatego uważałam, aby rosnący stos zadrukowanego papieru nie rozsypał mi się na pościeli i nie pomieszał. Jednak w pewnej chwili poruszyłam się tak niefortunnie, że jedna stroniczka zsunęła mi się z kolan, zleciała z łóżka i wpadła przez dziurę w podłodze (szparę przy rurze odpływowej z łazienki na piętrze) do piwnicy. Zerknęłam przez dziurę w dół. Kartka leżała dość blisko, koło rury, była szansa dosięgnąć jej ręką i wyciągnąć, nie ruszając się z łóżka. Wsadziłam rękę w dziurę i wtedy chwycił ją w zęby dinozaur, czyhający w piwnicy. Czarny, z błyszczącymi ponuro i zawzięcie oczami, dziki i okrutny, acz inteligentny. Zdołałam błyskawicznie wyciągnąć dłoń z jego paszczy, ale wydruk pozostał w jego władzy. Obudziło mnie przyspieszone bicie serca i rozbudzony strach. Znam ten lęk. I takie gadzie adrenalinowe koszmary. Dręczyły mnie w czasach, gdy tam mieszkałam. Doszło do tego, że zaczęłam bać się nocować w rodzinnym domu, bo przerażające udręki w snach wracały każdej spędzonej tam nocy. 

15:23, transwizje
Link Komentarze (3) »
Archiwum