bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
niedziela, 19 marca 2017
Niebiański nasłuch

Próba modlitwy i oddychania z mantrą, raczej nieudana. Brak skupienia. Myśli nasuwały mi dość często i uporczywie osobę KJATa i jego rozmówcy z Monitora Polskiego, (którzy często poruszają temat mind control ). Przestałam z tym w końcu walczyć, bo wszystko ma swój sens. Chodzi o to, aby się świadomie poddać, a nie sterować tym.

Kiedy nad ranem zasnęłam, wpadłam we śnie wizyjnym w rodzaj transu, w którym słyszałam z zewnątrz pewne głosy. Akcja odbywała się na Wybrzeżu, plaża, błękitne morze, czyste niebo, wielu plażowiczów. Mieszkałam tam. Odkryłam, że koleżanka Aga, będąca u mnie w odwiedzinach zostawiła w moim pokoju swój telefon podłączony do prądu. W pierwszej chwili chciałam go jej oddać, wzięłam aparat i już z nim idąc do innego pokoju zauważyłam, że w aparacie toczy się jakaś rozmowa, i że się nagrywa. Cofnęłam się, położyłam aparat na miejscu i nic nie powiedziałam, trochę zawstydzona. Potem pojawiła się osoba wysokiej podstarzałej brzydkiej policjantki, niby asekurującej jakieś dzieci. To były już nastolatki, mające jakąś wykształconą starą wychowawczynię z koła zainteresowań. Wkrótce okazało się, że policjantka jest lesbijką i uwodzi dziewczynki, czy też jakoś szantażuje tak, aby były jej przychylne. To podsłuchałam w znalezionym na parapecie telefonie. Był też policjant, który raił dziewczęta młodym chłopakom i mężczyznom. Nie wszyscy byli tego świadomi, ale wszyscy wykorzystywali okazje. Zaczęłam słyszeć treść owych nagrań, dźwięk wydobywał się z punktu na moim prawym obojczyku (bolał mnie wieczorem). Zdania padały zbyt szybko, aby je zrozumieć. Jednak ostatnią rozmowę zapamiętałam o tyle, że głos jakiejś młodej dziewczyny przemawiał do kogoś z wielkim żalem i smutkiem.

- Dobrze, nie będę Jandą… Nie umieraj… tylko nie umieraj…

Znam tego rodzaju glosy, wydostające się z punktów ciała, choć to rzadkie u mnie zjawisko. W "Przemianach..." opisałam głos, który mnie kiedyś obudził po nocnym spotkaniu z Tysiącletnim Starcem (w którym dotąd dopatruję się kosmicznego Chrystusa). Wydobywał się z mojego prawego łokcia, głosząc radośnie: Wiadomości od Boga!

11:31, transwizje
Link
sobota, 18 marca 2017
Lęk i drżenie

Po nocnym przebudzeniu zaczęłam oddychać z mantrą Gospodi pomiłuj. Dość szybko weszłam w medytację. Poczułam narastającą energię w rejonie 3 oka, między brwiami. Wcale się o to nie starałam, przeciwnie, rozprowadzałam tę energię po całym ciele, bo ucisk przypominał trochę zwiększone ciśnienie w głowie. Nagle coś podłączyło się od góry, znad głowy i jakiś czas mnie trzymało… Jestem ciągle pod wrażeniem. Przypominało rodzaj prądu o wysokim natężeniu, mrowiło, lekko trzeszczało, przenikając całe moje ciało. Przypomniał mi się opis Jezusa, że połączenie z pełnią następuje pośród straszliwości i drżenia. Nieco się zlękłam, ale pamiętałam, że modliłam się prawidłowo i nic nie może mi się stać. Po dłuższej chwili zjawisko ustało.

10:37, transwizje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 marca 2017
Kolejna próba

Radomira. Moja rówieśniczka i koleżanka z klasy w piotrkowskim II LO. To było przed wojną żeńskie gimnazjum, a nasza klasa też była żeńska, same dziewuchy. Niedawno żeśmy się obie odnalazły dzięki internetowi. Wysłuchałam wykładu z ciekawością, bo od lat przerabiam traumę swoich narodzin, na różne sposoby. Właśnie jestem w fazie kończenia kolejnej takiej próby (ciągnie się już kilka miesięcy). I przyznam, że dzięki wiedzy o polu morfogenetycznym i pewnym opracowanym metodom radzenia sobie z pamięcią przodków udało mi się tym razem więcej rozwiązać, niż 20 lat temu. Pewnie nigdy wszystkiego się nie pozbędę, z racji tego, że rozwiązawszy własne problemy (emocjonalne i zdrowotne) konfrontuję się zaraz z problemami innych, niż rodzice czy dziadkowie, nawet dalekich w czasie i przestrzeni przodków (nawet o kilkaset lat wstecz), to jednak wejście na falę leczenia innych, po uleczeniu samej siebie (samego siebie) jest rozsądnym rozwiązaniem na dalej.
Mireczko, fajnie cię widzieć i słyszeć, dzięki za pojawienie się w takim akurat momencie. Jesteś dla mnie znakiem, że chyba już sobie radzę z traumą, jaką wniosła w moje życie rodzona babka-położna, która mnie odbierała. Staram się teraz i własne doświadczenie jakoś zsumować, ogarnąć i podać dalej, gdy już zdobędę dowód, że uzdrowienie rzeczywiście nastąpiło
. Lub przynajmniej jest pod kontrolą.

14:50, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 marca 2017
Oczyszczenie z demonów

Senwizja: obudził mnie w nocy grzmot. Wstałam, światło było zapalone, wszystkie okna zasłonięte, ale zdążyłam zauważyć, że pioruny są dziwne. Biegną po niebie na skos z jakiegoś jednego punktu, towarzyszy im ogromny przerażający trzask i huk. Pomyślałam, że trzeba wyłączyć sprzęty, lodówkę, pogasić światła, ale mimo, że zgasiłam, to jednak światło paliło się dalej. Pojawił się Marcyś, z sąsiedniego pokoju słyszałam głos jego matki, choć pamiętałam, że mieszka kilkaset kilometrów ode mnie. Kazałam mu stanąć po środku domu, tam gdzie wisi skrzyneczka z domowymi ikonami i modlić się, w żadnym razie nie podchodzić do okna. Sytuację widziałam jako apokaliptyczną ingerencję sił Boga, które uderzają w demony, rządzące na Ziemi.

- Nie podchodź do okna i nie próbuj ich otwierać ani odsłaniać pod żadnym pozorem!

Wtedy rzeczywiście ktoś z zewnątrz pojawił się za oknem. Była to bardzo wysoka (ponad dwa metry) żeńska istota. W blasku błyskawicy widziałam przez moment jej oczy, górę twarzy. Wpatrywała się uważnie, usiłując przejrzeć przez zasunięte story, robiła gesty, jakby chciała się dostać do środka. Nie sforsowała okna i po chwili odeszła.

10:30, transwizje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 marca 2017
Sterowane przejście

Po wieczornym przeczytaniu książki Prokopiuka o procesie templariuszy, a potem obejrzeniu w Projekcie Camelot II części wywiadu z amerykańskim konstruktorem kosmicznym Williamem Tompkinsem, we śnie nawiedziło mnie UFO. Znalazłam się gdzieś w Ameryce Północnej. Na pograniczu Stanów i Kanady, raczej po stronie kanadyjskiej, w głębokich lasach świerkowych nad jakąś wodą (jeziorem) znajdował się rozległy płaski budynek, rozświetlony nocą światłami. Zapewne wieńczył tylko jakieś wielkie podziemne kondygnacje. Gdzieś tam znajdowało się przejście międzywymiarowe, którym zarządzała pewna kobieta, rezydująca na zewnątrz. Robiła to z ogromnym poświęceniem, czuwając, aby wszystko szło zgodnie z prawem. Prawo owo ustalił i wciąż je rozbudowywał na harmonijnych zasadach pewien mężczyzna, do którego był trudny dostęp. Choćby z tego powodu, że wciąż był zapracowany, zajmując się owymi wciąż poszerzanymi przepisami. Poprzez przejście wylatywały skądś z podziemi, przenikając ziemię, statki UFO obcych.
Obcych bardzo denerwowały wszelkie zakazy i bariery, i każde zabronienie, opóźnienie, blokadę „karali” później wzmożeniem nalotów i oblotów terenów ziemskich wokół. Jednak kobieta wciąż, z narażeniem własnego spokoju i życia blokowała przejście, gdy tylko był tego powód. Owym wzajemnym dokuczaniom nie było końca. Jednak nie można było ustąpić na krok w egzekwowaniu założonego na początku wzajemnego układu, aby nie utracić tego ostatniego przyczółka kontroli. Lub może raczej iluzji panowania nad sytuacją.
W owym rozległym budynku znajdowała się baza naukowców, którzy pracowali nad zbudowaniem ludzkiej najnowocześniejszej technologii kosmicznej, z wykorzystaniem podpowiedzi i patentów oddanych im przez obcych, w zamian za możliwość penetrowania ziemskiej przestrzeni. Wyczuwało się napięcie, pośpiech, świadomość zagrożenia.
Wracając do owego budynku odkryłam na brzegu jeziora leżące zwłoki jakiejś młodej pięknej dziewczyny, z oberwaną głową. To był efekt wzięć czynionych przez obcych. Mieli swoje stałe ścieżki, wybranych ludzi, rodziny, które odwiedzali przez lata, robiąc jakieś swoje eksperymenty na nieświadomych ludziach…

W kolejnym śnie to ja byłam nawiedzana przez owe statki. Przelatywały nad naszym domem, migały światłami, powodowały różne rozbłyski na zewnątrz. Widzieli to także sąsiedzi. Jednak obiektem ich zainteresowania nocnego była najpierw moja matka, a potem z biegiem czasu ja. Świetnie wyczuwałam kryjącą się w owych statkach inteligencję, złą, ponurą, złośliwą, pełną wzgardy. Jak przez mgłę pamiętałam twarz jednej z istot, pogardliwie uśmiechniętą szerokimi ustami gada. Zaczęłam sypiać po znajomych, aby uniknąć niechcianych wizyt. Martwiło mnie jednak, że zostawiałam wtedy matkę samą na ich pastwę. Statki jednak nie odważyły się penetrować mieszkań innych ludzi, choć bywały widoczne przez okno w nocy. Z czasem, już po śmierci matki, na przypadłość, której lekarze nie umieli dobrze zdiagnozować, ani tym bardziej wyleczyć, nauczyłam się chodzić po osiedlu tak, aby nie być widzianą z góry. Wąskimi przejściami, opłotkami, z domu do domku, zawsze witana serdecznie i chętnie słuchana przez przyjaciół.

11:00, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 marca 2017
1311

Brak weny do medytowania, modlitwy, próbowałam oddychać z afirmacjami, też nic. Myśli wędrowały. Nic na siłę. Obliczyłam w myślach wczoraj wyśnione liczby: 2017 – 706 = 1311. Wydało mi się to datą aresztowania Templariuszy 13.11. Przyszło mi do głowy, że wczorajsza wizja miała związek z Jakubem de Molay, a zatem także z wcześniejszym snem o zamku de Gisors. Pozostał jako więzień 7 lat (jego dotyczyła liczba 7, jako, że był 707). Doliczyłam też 1307 + 707, co dało 2014 rok, gdy w dniu 18 marca 14 roku upieczono go żywcem na węglach (wizja przyszła 3 marca, rozmyślania o niej 4 marca + 7 + 7 =.17/18 marca). Zastanowiło mnie, czemu to znowu się pojawia. Przed snem obejrzałam przecież najnowszy filmik Berdowicza i Projektu Camelot o tematyce jakże dalekiej od skarbu Świątynników.

Przyszły wizje. Może jako rezultat próby dłuższego oddychania. Animowane. Lew o pysku psa Pluto, lub może krokodyla, z wielką grzywą liże się z jakimś innym zwierzem, pomiędzy nimi pojawia się uśmiechnięta kilkuletnia dziewczynka, jak dziecinna laleczka. Potem zrozumiałam, że to scena uzgodnień małżeństwa ich dzieci pomiędzy królem Franków Ludwikiem VII, a królem Anglii Henrykiem II, na czas oczekiwań weselnych oddano zamek Gisorski Templariuszom. Córka Ludwika dopiero niedawno się urodziła, czekano jeszcze 3 lata, przez ten czas Templariusze urzędowali na zamku.
Dalej jechał załadowany wóz, niezbyt moim zdaniem wielki, ale ciężki ładunek był szczelnie okryty i zawiązany, eskortowany przez kilku konnych rycerzy. Jechał wolno, tempem obciążonych koni, ubitą drogą, minął jakieś zagrodzenie, rodzaj płotu, może to symbolicznie pokazana granica krain. Rycerze poruszali się również wolno, jakby leniwie, nie zwracając niczyjej uwagi.
Następnie stos ułożonych w piramidę zamkniętych szczelnie dużych puszek. Może 6-7 rzędów, coraz krótszych, jeden nad drugim, układanych jak cegły, naprzemiennie. Tu się rzecz nie zgadza z relacją zostawioną przez Rogera Lhomoy, który odkopał ponoć ukryty skarb na zamku. On twierdził, że "w nawie stało 30 skrzyń z drogocennego metalu ułożonych kolumnami po dziesięć".
Później we śnie zainteresowałam się mapą świata, którą znalazłam w jakimś dworcowym kiosku. Była o tyle dziwna, że jej brzegi starannie wycięto wzdłuż linii brzegowej kontynentu amerykańskiego, pozostawiając kilka niedużych półwyspów, a u dołu i góry wzdłuż Arktyki. Zrozumiałam, że taką wiedzą o świecie dysponowali Templariusze, wywożąc skarby na Oak Island w Nowej Szkocji.

11:23, transwizje
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 marca 2017
Przeniknięcie

Zaczęłam oddychać z mantrą: Gospodi pomiłuj i oddawać swoje ciało i wolę Bogu. Była jakaś krótka wizja, której nie rozpoznałam, kształty były zamazane, w bieli, może jakieś domy na wsi. Senwizja: ewakuowała się z Ziemi cała moja grupa, 706 istot, zabierana przez Boga bezpowrotnie. Ja musiałam jeszcze zostać, zabrakło dla mnie miejsca. 

- Zostań jeszcze – powiedział mi Pan – Ja za to będę przy tobie cały czas i na każde wezwanie.

Przeniknął wtedy moje ciało i umysł swoją energią, na znak prawdy.

18:02, transwizje
Link
środa, 01 marca 2017
Bez nadzoru

Nad ranem sen: mieszkam w miejskim bloku, gdzieś nad Zatoką Pucką. Coś się stało, nikt nie wiedział co, ale wszystko się zmieniło. Nie było nadzoru, obowiązków do spełnienia, paliwa, pewnie pieniędzy też. Ludzie żyli jeszcze po staremu siłą rozpędu. Na nic specjalnego nie czekając. Przejadając zapasy, użytkując sprzęty, aż do ich zepsucia. Klozety się zapychały. W Zatokę szła mętna smuga ścieków z oczyszczalni, która uległa awarii. Ktoś stwierdził, że Niemcy robią inaczej. Oni u siebie gromadzą zapasy żywnościowe. U nas nikt się tym nie przejmował.
Spotkałam koleżankę z podstawówki. Była już mocno postarzała, niewiele do siebie podobna, ale rozpoznałam ją po uśmiechu. W ogóle związki międzyludzkie jakieś takie się serdeczniejsze i bliższe zrobiły.
Potem, gdy już nie było sensu trwać tak dalej zdecydowałam się pójść do lasu, tam próbować przetrwać. Było to w nocy. Wzięłam ze sobą jedynie szpadel, aby zakopywać swoje nieczystości i nie zostawiać śladów. Mógł też służyć za broń w razie czego, albo sprzęt do wykopania ziemianki. Myślałam o zrobieniu łuku i polowaniu, żeby się wyżywić. Brzeg lasu rósł na wysokiej skarpie, trzeba było się wspiąć, aby wejść między drzewa. Tam zaczęli mnie gonić jacyś dwaj czy trzej mężczyźni. Zaczęłam biec. Na tym się obudziłam.

10:30, transwizje
Link
Archiwum