bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
środa, 27 kwietnia 2005
Starcy

Kryzys życiowy, ten co zawsze, powracający jak bumerang. Zawstydzający rachunek sumienia. Postanowiłam dziś zasiąść do medytacji leczącej horoskop. Wieczorem jedynie kilka razy wyobraziłam sobie, że to czynię, bo nie było czasu. Przy okazji jednak zauważyłam, że te krótkie obrazy są szczególnie wyraźne i mocne. "Chyba marnuję talent, tak rzadko to robiąc" - pomyślałam.
W nocy, ledwie zasnęłam obudziłam się we śnie, w którym mój pies wskoczył nagle na łóżko (na jawie nigdy tego nie robi) wyraźnie zaniepokojony. Po chwili usłyszałam hałas przy drzwiach. Ktoś je otworzył, z pewnym trudem, powoli i bez przedstawiania się, gramoląc się do mieszkania. Chciałam zawołać "Kto tam?", ale głos uwiązł mi w gardle. Po dłuższej chwili ciężkie kroki poczłapały do kuchni, skąd rozległo się stukanie garnkami i talerzami. Nie wiem skąd przyszło mi nagle do głowy, że to potężna istota kontrolująca światy z zewnątrz. Wtedy usłyszałam pytanie, zadane męskim głosem, brzmiącym chropawo, staro: "Powiedz czego chcesz?". Chciałam od razu coś powiedzieć (chyba spytać zwyczajnie co robi w cudzym mieszkaniu), ale znowu żaden dźwięk nie wyszedł mi z gardła. Zdałam sobie sprawę, że chodzi o życzenie i że muszę je w takim razie dobrze przemyśleć. Wtedy dziwny gość wszedł do mojego pokoju. Bałam się na niego spojrzeć, aby nie oszaleć ze strachu, tylko zerknęłam spod przymkniętych powiek. Ujrzałam pochylającą się nade mną wysoką postać z szaroczarnego cienia. Nagle wrócił mi głos:
- "Chcę kochać, pracować, zarabiać, robić to co lubię. Chcę, aby wszyscy moi bliscy byli szczęśliwi i bezpieczni. Chcę móc uzdrawiać, uzdrawiać..." - starałam się niczego nie zapomnieć, co mogłoby się przydać w życiu. Postać pochyliła się i poczułam, że za każdym moim słowem rzuca na mnie, począwszy od stóp w górę ku sercu jakieś... miękkie kulki, przypominające zwinięte garście płatków kwiatów. One rozpuszczały się i wnikały we mnie łagodnie, szybko.
Po chwili obudziła mnie na jawie Kocia Babcia, lokująca się jak zawsze na moim ramieniu.
Kiedy wkrótce zasnęłam znowu ukazało mi się kilku, może czterech wysokich starców o dziwnych, białych, nieludzkich oczach, siedzących koło siebie na ławce. Jeden zerknął na mnie znanym mi skądś wzrokiem. Jego profil miał w sobie coś z magicznego ornamentu, który pamiętam z kilku wizji sprzed lat... ornament ów miał chronić przed działaniem przerażającej odwiecznej klątwy.
W dalszym śnie szło o jakiś duży spadek, który należał się komuś z rodziny herbu Korczbok. Zgłosiło się kilkoro utalentowanych chętnych go otrzymać, ale byli zaledwie powinowatymi i nie nosili nazwiska, o które chodziło w zapisie.
Rano sięgnęłam po Biblię. Starcy, starcy... są!
"A ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, Żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie, i oddaje pokłon Żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tronem wieńce swe, mówiąc: Godzien jesteś Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone." (Ap. 4,9-11)

09:46, transwizje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 kwietnia 2005
Powroty

Realizowanie marzeń ma w sobie nastrój wielkiego święta. Realizowanie własnego pomysłu na życie to codzienna spokojna radość. Zwłaszcza, gdy ów pomysł realizuje się sam i nie wymaga specjalnych zabiegań, starań, a wysiłki są tak przyjemne, że się ich nie dostrzega, albo po prostu bardzo lubi.
Niech żyje BEZMYŚLNOŚĆ NA FALI. O tak to powiem.
Powrót na wieś. Lasy podszyte kobiercem bielutkich zawilców, hektary zawilców. W chacie: motyl pawik znaleziony w bucie na powitanie. Praca nad usuwaniem zeszłorocznych nie sprzątniętych liści, uschłej trawy, sianie kwiatów i sałaty. Palenie w piecu. To jest prawda, to jest życie, ból mięśni, rozmyślania jak obsadzić ogródek, co zrobić na obiad, czego potrzeba jeszcze do normalnego życia tam.
Podczas drogi powrotnej, niedaleko chatki, na świeżo obsianym polu obok lasu nagle wzniósł się wir wiatru, unosząc w górę tuman szarej suchej ziemi. Tańczył po zagonie i wyglądało to dość groźnie, ale przede wszystkim dziwnie. Tuman osiągnął wysokość drzew, a wiatr (mini-twister) wirując czynił koła i rysował fale na równiutkiej powierzchni gleby. Po dłuższej chwili rozdwoił się, rozmienił na kilka mniejszych wirków, po czym odszedł w górę, a kurz opadł spokojnie w dół. Stałam, patrząc i przecierając oczy: sen, nie sen?
Powrót do miasta.

10:30, transwizje
Link
środa, 20 kwietnia 2005
Przeszłość
Cywilizacja sprawia, że żyjemy coraz częściej w co najwyżej aktualizowanym czasie przeszłym. Zajrzyjcie do telewizji, internetu, posłuchajcie radia, płyt. Większość odbieranych stamtąd rzeczy pochodzi z przeszłości. Teraźniejsza jest zawsze przyroda, teatr, śpiew i muzyka na żywo, teraźniejsze jest nasze ciało i 5 podstawowych zmysłów.
Spojrzyjcie w niebo i tam też ujrzycie obraz przeszłości.
"Nie można wyczytać przyszłości z gwiazd; one mówią o tym, co było..." - stwierdził genialnie prostaczek Shrek. Zwyczajnie, Kasjopejanie, Plejadianie, Arkturianie i inne dziwa pochodzą z przeszłości wszechświata i tak samo nie wiedzą co ich czeka, jak my. A zależą od nas, to widać. Teraźniejszość ukryła się bowiem na Ziemi.  
09:50, transwizje
Link
wtorek, 19 kwietnia 2005
Zdziwienie
Poszukiwanie prawdy przez większość ludzi jest najczęściej szukaniem potwierdzeń koncepcji przyjętej a priori za własną i z pasją odrzucaniem tego, co się z nią nie zgadza. 
Tymczasem prawda nigdy nie daje ująć się w słowa, liczby, wzory, doktryny, porządki logiczne, wiedzę merytorycznie poprawną i poszufladkowaną. Zawsze je przerośnie i wyprzedzi o ciut, o łut, o ułamek sekundy. Pozwala się jednak niekiedy poczuć bezpośrednio, wprost. Tym, którzy słuchają, milczą, mówią z umiarem, patrzą i dziwią się. Nie trzeba być do tego uczonym, albo inteligentnym. Dyskusje, riposty, komentarze, pytania i odpowiedzi nie są jej wcale potrzebne. Człowiek prawdziwy wyrasta z ziemi, z głębi głębin samego siebie i rośnie jak drzewo, umiera jak drzewo, pozostawiając zawsze obfite nasiona i owoce.
Prawda nie mieszka w niebie, ani w gwiazdozbiorach, ani na księżycu, ani w piekle, ani w grobie, ani po drugiej stronie. Chcąc ją znaleźć trzeba zainteresować się tym, co się dostało od losu, czyli sobą obecnym. Poznać siebie, ale znów nie tylko: wyobrażenie o sobie, marzenie o sobie, ideał siebie, stereotyp siebie, schemat uwarunkowań siebie.  Lecz siebie z krwi i kości, w blasku i poniżeniu, w pysze i pokorze, w dobru i źle, w całym sztafażu fałszu, który darowuje nam ten świat do dyspozycji. Po co gadać z drugim ja, wyższym ja, duchami, demonami, elementalami, aniołami, kosmitami, podświadomością, nieświadomością, gdy nie zna się siebie samego pierwszego i podstawowego? Po co te nieskończone pytania co jest na słońcu, a co na księżycu, gdy nie słyszy się pytań własnej matki, albo ojca, albo żony, albo dzieci, zadawanych dla naszego dobra, o sprawy zwykłe, najważniejsze dla nas?
11:28, transwizje
Link
Archiwum