bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
czwartek, 28 kwietnia 2011
Burznie
W nadrannym śnie wielka burza w kompletnej ciemności nocy. Wicher uderza w dom, grzmoty i błyskawice. Przezornie wciągam na siebie ubranie, aby jakaś awaria chaty nie zastała mnie bezbronnej w łóżku. Szybko świta i nawałnica przechodzi. Bez większych szkód. Oprócz tej, że naczelna koza, Kazia uciekła w popłochu z obory i jeszcze wśród ostatnich błyskawic odchodzącej burzy chwytałam ją na przejściu między obejściem, chatą a ulicą miasteczka. Potem poszłam za Jaśkiem, moim młodym kocurem, który miał rude barwy i kilka ciemnych pręg na głowie, przypominał mi dzięki temu wiewiórkę (kłania się heks. 35.4). Wskoczył na parapet pod otworem wentylacyjnym w jakimś pomieszczeniu miejscowego banku, pilnowanego przez dwóch starszych stróży. Pozwolili mi tam wejść i wołać kota, a przy okazji dowiedziałam się, że pensje zwykłych pracowników banku wynosiły do tej pory kilka tysięcy euro miesięcznie, pensja dyrektorska dochodziła do 50 tysięcy euro, oraz istniało jeszcze jedno bardzo tajne stanowisko dla człowieka z ramienia rządu, a może nie-rządu, którego nikt nie znał i nie widział, a który pobierał co miesiąc kilkaset tysięcy euro. Wyjrzałam na dwór. Po burzy przybrała mocno woda i toczyła się wzburzonymi brudnymi strumieniami wzdłuż uliczek, tworząc groźne wiry w okolicach studzienek kanalizacyjnych. Jakieś stworzenie zanurkowało w tę wodę i płynęło ostro wraz z nurtem, nie wynurzając się wcale, w kierunku banku. Po chwili zniknęło w głębiach budynku, okupując górne piętra i otwór wentylacyjny, przy którym siedział Jasiek. Jeden ze stróży przezornie zamknął wywietrznik, aby na Jaśka nie spadła nagle jakaś klęska z góry oraz dał mi swój zegarek, abym włączyła w nim ukryty przycisk. Chciał wysłuchać komunikatu nadawanego przez kierownictwo, gdyż groziła jakaś awaria, lecz nie wychwytywał sensu, więc poprosił mnie, abym go odsłuchała i wytłumaczyła mu, co i dlaczego się dzieje...
06:50, transwizje
Link
wtorek, 19 kwietnia 2011
Równicznie
Obejrzałam niedawno film na YT nakręcony przez Polaka mieszkającego w Berlinie, który sfilmował marcowy księżyc w nowiu o ściśle podanej godzinie, zastanowiło go, że nigdy nie widział tak ułożonego sierpa (w dole w tarczy) i sprawdził w specjalnym programie astronomicznym. Wyszło mu, że taki nów widać, ale w innym położeniu geograficznym, bliskim równika... Przypadkiem, dzisiejszej nocy (pełnia księżycowa) Ania wstała wypuścić psa niedługo po północy i tak się zdumiała, że aż krzynęła i mię postawiła na nogi dwie.
- To niemożliwe, jasno jak w dzień! Nigdy nie widziałam tyle światła, na całym podwórzu, niesamowite! Nawet zimą przy śniegu nie pamiętam, aby tak biło po oczach!...
Wstałam, popatrzyłam, no, jasno...
- Wiesz, Nostradamus przepowiedział, że ludzie do końca będą wierzyć, że jest po staremu, aż się kalendarz przestanie zgadzać zupełnie, wysiądą wszystkie urządzenia i programy badawcze będą do wyrzucenia, a wielotysiącletnie dane matematyczne nic niewarte. Na równiku księżyc jest większy, bliższy i tym samym bliżej świeci. Ciesz się, niedługo posadzimy w ogródku pomarańcze i banany, jak w przepowiedni!
I poszłam-żem spać.
20:10, transwizje
Link
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Aśnie
Najpierw był sen fabularny, w którym byłam moim małym czarnym psem i jednocześnie sobą, w moim-nie-moim domu zjawili się jacyś ludzie, zwarta grupa, czegoś szukali, coś namierzali, jakiś koleś pisujący do gazety politykierskie felietony został nazwany przez mojego ojca-patriotę (szefa grupy zdaje się) zbrodniarzem, na co nic nie odpowiedział, ale mnie kazał szybko stąd wyjść, bo miał się zjawić jakiś Kapitan, przy czym wskazał głową na wejście na poddasze, czyli przyjść z góry, rozmawiano między sobą nie zwracając na moją chaotyczną bieganinę, aby przed wyjściem zamknąć szczelnie podwójne drzwi, dołożyć pod kuchnię, by nie zgasło i takie tam, żadnej uwagi, o tym, że wszyscy z grupy dostali już za jakieś wykonane zadanie po 100 tysięcy każdy, ale żeby tego nie ruszać, dopóki coś się nie wyjaśni, bo może trzeba będzie zwrócić i działać na inne konto (ktoś już podobno naruszył swoją kwotę), w końcu ktoś znalazł punkt na środku pokoju, który był tym, czego szukali (wyobraziłam sobie, że chcieli nawiązać kontakt i szukali punktu najlepszego odbioru), wszyscy zajęli się tą sprawą, a ja przez kuchnię poszłam do sionki, tam było tylne kuchenne wyjście, takie małe drewniane drzwiczki pomalowane na zielono, i przed nimi coś bezwzględnego niewidzialnego mnie ucapiło z tyłu i od góry, tylko jęknęłam... i z tego wizja: młody mężczyzna wyrzucony, leżący w jakimś bocznym przejściu, dalej widzę tłum ludzi przechodzący prostopadłym korytarzem, ten jest całkiem pusty, omijają go, nie widzą, kafelki na posadzce jasne i brązowe, w jakiś wzór ułożone (podobne nieco do podłogi w mojej kuchni). Myślę, że to AS, nie wiem czy żyje, jeśli żyje to ma coś zrobione z pamięcią... No, a potem był dalej fabularny sen, o owej grupie, tajemniczym Kapitanie, na wspomnienie którego wszyscy spojrzeli na siebie wymownie, a potem próbowali mnie zbywać rzucając nazwiskami różnych kapitanów, a ja na to: "Po prostu Kapitan...". Alef się znalazł, ale był zmieniony, także zewnętrznie, rysy twarzy wydłużone, wychudłe, kolor oczu błękitny, coś zrobione z lewym okiem, jakby błękitna tęczówka rozlana na całe białko, ciemniejsze włosy. Najpierw, żeby go odnaleźć grupa (były kobiety, nieznane mi w życiu, ale charakterystyczne na tyle, że pewnie poznałabym je w realu) nawiązała ze mną kontakt, podałam dzień i godzinę 17.03 lub około (zaczęli namierzać o 16.51), w jakimś miejscu typu mało uczęszczana księgarnia, stoisko z książkami, on sam jeden, przebadano całe miasto pod kątem znalezienia takiego miejsca, także nagrania ukrytych kamer z podanej godziny, nie było go, ale - ku zdumieniu grupy - stało się to dnia następnego. Wszystkich zdumiało, że widzę przyszłość, a nie to co jest. Z dokładnością do minuty. Kiedy się odnalazł zobaczyłam, że świetnie zna całą grupę i był kiedyś jednym z nich. Jego zmiana wewnętrzna była niepokojąca, nie mniej niż zewnętrzna. On sam też z tego powodu cierpiał. I przejawiał różne destrukcyjne i autodestrukcyjne zachowania. Towarzyszyłam mu mimo wszystko, kiedyś pojechaliśmy gdzieś samochodem (duży plac w Wawie), i świadomie doprowadził do wypadku, dachowaliśmy, wyszłam z tego cudem cało, on też...
10:08, transwizje
Link
piątek, 15 kwietnia 2011
Znowie
Przygnębienie nie mija. Dowiedziałam się wczoraj, że zaczyna się spełniać przepowiednia ducha mojej mamy, którą dała mi w kilka miesięcy po swojej śmierci, mówiąc, że "to jeszcze nie będzie teraz".... I choć wiadomość o tym zdawała się radosna, Mama miała bardzo poważną minę i smutne oczy, czym mocno mnie zaniepokoiła. Nie chciała jednak nic więcej powiedzieć i znikła. Są rzeczy na temat przyszłości, które są chronione "na górze". Pewnie, jak sądzę, z myślą o równowadze umysłu i serca osoby, która te informacje odbiera. A moja równowaga, osiągnięta z taką radością po wyjeździe z Miasta, zaczyna pękać i chwiać się... Na ten rok, w andrzejki wylosowałam dla siebie kartę Księżyc. I oto nadeszło promieniowanie z krainy wschodu i powrót dołujących przeczuć. Tylko, żeby nie poddać się depresji! Pluton właśnie rozgościł się na moim Słońcu. Czasem mam z tego szczególne stany emocji obserwatora najczarniejszego z czarnych Mroku. I poczucie dzikiej potęgi, jaką daje brak lęku przed śmiercią, gotowość na śmierć w każdej chwili. Ale to są jedynie chwile. Dziś całonocna bezsenność i roztelepanie. Znowu.
10:49, transwizje
Link Komentarze (1) »
środa, 13 kwietnia 2011
Zmiennie
Wchodzę w Transwizje, jak co dzień, a one - ku mojemu zdumieniu - otwierają się na dawno zapomnianej stronie pod adresem: http://transwizje.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?11,2005. Znamienne.
10:44, transwizje
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Żałobnie
Rozwaliła mnie emocjonalnie niespodziewana i smutna śmierć Kici. Ruszyły jakieś zapasy serdeczne, dotąd przytłumione codzienną walką. Myśli smętne, nerwowe, jak w czasach Wielkiej Depresji Warszawskiej. Zwidywała mi się w nocy, wskakująca na ganek, słyszałam na jawie, z otwartymi oczami jej pazurki skrobiące drzwi na taras, zawsze się na nich zawieszała i w ten sposób dawała znać, że chce wejść, bardzo rzadko miauczała. Potem migały w ciemności pod powiekami różne twarze, znane i nieznane. Osób z polskiego świecznika. Odezwał się nagle zmarły Prezydent. Jakieś dwa słowa, które już zapomniałam. Może: "Chciałem powiedzieć..." albo coś w tym guście. Sztucznie szeroko uśmiechnięta Jaruga-Nowacka. Jacyś ludzie zażarcie ze sobą dyskutujący. Polskie duchy i mój smutek żałobny po kotce... he.
09:40, transwizje
Link
sobota, 09 kwietnia 2011
Niewidzialnie
Senwizja: był w niej prezes Utrata, którego nazwałam Pięćdziesiątym Szóstym, a miało to jakiś dowcipny związek z połową tej liczby. Był brzydki, korpulentny. Opowiedział mi swoje dzieje. Miał dwoje rodzeństwa, które zginęło w jakichś zamacho-wypadkach jeszcze w dzieciństwie, on cudem przeżył jeden z nich. Może dlatego, że nie był atrakcyjny pod żadnym względem przestano się nim interesować. Tymczasem należał do rodu w skali świata mającego rangę Piątego. Pod względem bogactwa. Mieli ukryte terytoria na ziemi, których nie zaznaczano na mapach, lub oznaczano jako bezludne. Jedno z nich gdzieś na lodowatej północy chyba Ameryki (może Rosji). Jedną niewielką wyspę gdzieś w środku Polski też. Dysponowali technologią pozwalającą żyć tam bardzo wygodnie i bezpiecznie. O, pokazał mi prezes Utrata, i wyjrzałam przez okno. Z wysokiego wieżowca w wielkim mieście. Na poziomie wzroku za szybą przechadzał się gwiazdor futbolu światowego, ubrany w strój swojej drużyny, po prostu w powietrzu, ignorując prawa grawitacji. - "Przecież ludzie go zobaczą!" - wykrzyknęłam zaskoczona. - "Nie, nigdy. Ludzie nie widzą tego, co uważają, że nie istnieje i nigdy tego nie widzieli" - odpowiedział mi prezes.
10:47, transwizje
Link
piątek, 08 kwietnia 2011
Starnie
Senwizja: Zauważam przez okno w drzwiach, że ktoś się czai za drugą ścianką okienną wzniesioną tuż przed domem. Mieszkam w czymś w rodzaju domku holenderskiego. Takie nowoczesne pudełko. Wypuszczam Kolę, a tu na podeście pojawia się nieznany czarny wilczur. Krzyczę z nagłego zaskoczenia, ale rozpoznaję psa. - "Ach, to Barry"... - Kola go poznała i oba psy przestały szczekać, tylko usiadły przed domem. Mówię do Ani: "Wyjrzyj. Tam ktoś jest i zagląda, gdy nie patrzymy"... Ania wyszła za drzwi, za ścianką rzeczywiście czaiła się jakaś dość młoda nieznana kobieta. - "Kurczę, to chyba żona Krzyśka" - myślę i mówię to głośno do Ani. Przy czym myślę jednocześnie, że żaden ze znanych mi Krzyśków nie ma żony, co najwyżej przejściową narzeczoną. Poza tym na jawie nie ynam psa o imieniu Barry. Zatem to nie mój sen. Ania wyszła i zagadała do owej kobiety. Stanęły obie w polu mojego widzenia z głębi mieszkania (patrzyłam wciąż przez szybę w drzwiach). Nagle owa kobieta spojrzała na mnie i zobaczyłam, jak zsuwa do tyłu ze swojej głowy kaptur kurtki wraz z włosami, pokazując łysą czaszkę. Mało tego, jej głowa i owa łysa czaszka zaczęła rosnąć i wsuwać się z takim specjalnym, poważno-smutnym spojrzeniem oczu w głąb mieszkania, ignorując barierę drzwi i szyby. Była to głowa starego brzydkiego człowieka, raczej mężczyzny, wpatrującego się we mnie wprost. Przerażona zaczęłam robić znaki krzyża i wzywać Boga na pomoc... Na tym obudziłam się, lekko wstrząśnięta.
19:59, transwizje
Link
 
1 , 2
Archiwum