bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 30 maja 2005
Oczi cziornyje

Sobota na skraju kraju, tj. w Czeremsze. Niestety, jak zawsze trzeba było przed główną imprezą odjeżdżać ostatnim pociągiem o 16.54 z tego bardzo dziwnego, zawieszonego pomiędzy światami miejsca, posłuchawszy zaledwie próbujących muzykantów z Ukrainy, Słowenii, Białorusi, Polski i Francji, wodzireja rodem z Tatr (a jakże!), który zachwalał białoruską "spyrkę" (dali wszystkim szczodrze, po słowiańsku popróbować za darmo, razem z kutią, chlebem, swojską kiełbasą i krupnikiem na żeberkach), obejrzawszy wyroby miejscowych rękodzielników polskich i białoruskich, no, i kasety i płyty ze stałym zestawem muzyki folk od Peru po Tybet. Tuż obok jarmarkowego placu przycupnęły smętne babuszki z zagranicy z torbami, w których logika kazała się domyślać prostej zawartości. Ktoś kupował, nie spytałam o cenę, musi być chyba konkurencyjna z miejscowymi wytwórcami samogonu, bardzo pysznego zresztą. Plac okupowała "warszawka" w przewadze rodzaju żeńskiego (ja się nie liczę, jestem od roku miejscowa) oraz towarzystwo prawosławnych, chudopierśnych młodzieńców z diabolicznymi brodami w stylu rosyjskim (zwę ten styl "raskolnikowką"), długimi włosami z przedziałkiem, tudzież końskim ogonem, obwieszonych oczywiście malowniczymi krzyżykami i rozprawiających o sztuce bądź Jezusie Chrystusie wedle nauk cerkiewnych.
Refleksja: "Środowisko" to nie to samo co "świadomość". Wielu jest takich, którzy tworzą środowisko i brylują w nim, jak ryba w wodzie, lecz niewielu takich, którzy je kreują i inspirują, najczęściej mając ze "środowiskiem" bardzo mało wspólnego.
Owóż można se było popatrzeć na "ekologiczną branżę", czyli dokładnie tych samych ludzi, którzy na każdej imprezie masowej w stylu "Dzień Ziemi", gdziekolwiek by jej w Polsce nie urządzano, krążą wśród stoisk, poklepując się kumpelsko po plecach i pijąc zimne piwo w cieniu drzew.
W nocy, po wieczorze spędzonym przy ognisku pod gwiazdami senwizja: mały chłopiec, w maleńkości swej okrutnie zabity szablą, przecięty od tyłu, z rąk dorosłego mężczyzny, który wyrok wykonał z zimną krwią "w imię wielkiej sprawy" - okazało się - przeżył swoją śmierć. Wyzbyty traumy winy i kary ukazuje się odtąd kiedy chce i komu chce, w dowolnym wieku dorosłego człowieka, bądź dziecka, dobrowolny działacz pomiędzy światami, przypominający, aktywny, niezmordowany. Padło nazwisko "Wilk" i słowo "wilczy". Unika przeciwników, unika rozgłosu, sypiając gdzie popadnie, hołubiony przez ludzi odrzuconych na margines, żyjących na uboczu cywilizacji i "wielkich spraw". Obudziły mnie jego wpatrzone we mnie, pałające ciemnym, ponurym (plutonicznym, jakby powiedział astrolog) blaskiem oczy małego, kilkuletniego chłopca...
No, cóż... radio poinformowało mnie dnia następnego, że wraz ze mną podróż na skraj kraju odbyło również Prezydentostwo, racząc się dla odmiany muzyką cerkiewną w Hajnówce kilka przystanków dalej. No, a Biała Wieża będzie teraz nadawać "prawdziwe informacje z wolnej Polski dla Wolnej Białorusi". Na pohybel Łukaszence, ku chwale przyszłej ojczyzny "od morza do morza" wyzwalamy serce Słowiańszczyzny, okupowane przez ciemność, czyli "biały trójkąt", gdzie wszyscy wieszcze nasi zeszli gromadką z Regulusa w polsko-ruski trójwymiar.  

14:52, transwizje
Link Komentarze (2) »
środa, 25 maja 2005
Jak w niebie...

Wglądy, nie tylko ten opisany w blogu, lecz także inne, których tu nie opisałam, a zdarzyły się w przeciągu ostatnich dwóch tygodni (oleodrukowej Marii - animy polskich mężczyzn z okresu międzywojnia; młodej Hinduski - animy współczesnych Indii; podstarzałej gwiazdy Violetty Villas - animy polskiej pop-kultury; wschodzącej gwiazdki na festiwalu rockowym - animy współczesnej młodzieży; mistrza New Age`u - idola współczesnych poszukiwaczy skarbu Lucifera, tudzież bezpośredniego kontaktu z kosmitami; Michaela Jacksona - idola amerykańskiego sukcesu) mają swoje potwierdzenia w wydarzeniach realnych, acz oczywiście w skali mikro, nie adekwatnej wielkością i znaczeniem do śnionych postaci. Do AA przyznały mi się np. 3 osoby. Do snu o Marii, ideale polskich literatów pasowały 2. Do Hinduski - 1. Do mistrza czegoś-tam - 3. Do Czarnobiałego - 1 (obudził mnie ze snu o nim telefon od dawnej znajomej, która wpadła na moment do Polski ze Stanów, gdzie poślubiła niedawno amerykańskiego milionera, hm...).
Sfera egregorów leży dość nisko w hierarchii bytów i duchowych kontaktów, acz daje się - jak widać - poprzez nią "grać rolę" jasnowidza w ociupinkę bardziej poza-osobistej skali. Przede wszystkim jednak uczy rozumienia procesów zbiorowych, toczących się w strefie abstrakcyjnej, intelektualnej, którym poszczególne jednostki podlegają najczęściej nieświadomie i nierzadko historia egregora jest ich osobistą historią.

11:47, transwizje
Link
poniedziałek, 16 maja 2005
Nocne walki
Zwiastun śmierci pojawił się wczoraj w nocy, zaraz po zaśnięciu. Na niebie usprawiedliwiony przejściem Marsa w koniunkcji z Uranem w Rybach naprzeciw mojego Plutona urodzin. Odebrałam go już w życiu kilkakrotnie, zawsze jako nieodwołalny wyrok wyznaczający komuś czas końca. Za każdym razem brzmi podobnie: to śpiew lub recytacja modlitw przez wiejskie kobiety przy łożu umarłego, w kościele podczas nabożeństwa, bądź podczas pogrzebu. Owe wiejskie baby są jak Mojry, które ostatecznie zdecydowały, że już komuś dość zwiedzania tego padołu.
W dalszej części nocy próbowałam dociec o kogo chodzi. Widziałam białe krople gęstego białego matczynego mleka spadające z nieba na groby bliskich, odpędziłam także znakiem stado czarnych ptaków, które nadleciały nad jeden z grobowców, zostały zabrane z powrotem do nieba mocnym wirem powietrza. Rozmawiałam z duchem mamy, która powiedziała mi, że w rodzinie urodzi się "za czas ani długi, ani krótki" mała dziewczynka, imieniem Sylwia. "Czy to ty znowu narodzisz się między nami?" - zadałam nagle pytanie, ale kontakt w tym momencie zniknął.
Następnie ujrzałam w obrazach wizyjnych przebieg mitycznej historii związanej z jabłkiem rzuconym pomiędzy boginie przez Eris, bliźniaczą siostrę Aresa. Zobaczyłam bladego Parysa trzymającego w ręku jabłko, potem Apollina, który wycelował w niego-mnie swój łuk. Nagle przypomniałam sobie o mocy Heraklesa i jego ogromnymi, białymi ramionami napięłam własny łuk, wycelowałam w zamian w Apolla. Jednocześnie i z jednakową siłą wypuściliśmy strzały ku sobie, zderzyły się ze sobą w powietrzu i utraciły impet, spadając na ziemię po środku nas. Ukazał się Amor, syn Aresa, mały, złośliwie uśmiechnięty chłopczyk, który zademonstrował mi zarozumiale, że zawczasu zabezpieczył się przed śmiertelnym ciosem, zakładając na swój zadarty nosek i obie pięty maleńkie miedziane pancerzyki. 
Nie wiem po co ta historia (przypomnę, że pojedynek Parysa na łuki ze wspaniałym łucznikiem Filoktetem skończył się dla niego tragicznie, został trafiony w najsłabsze swoje miejsce, piętę i zmarł). Niemniej Pluton moich urodzin nosi symbol "Stojący nieruchomo bogato ubrany mężczyzna trzymający jabłko w dłoni." Właśnie był bombardowany przez Marsa (czyli Aresa) tej nocy.
Na ostatek ujrzałam wystrzelający zza horyzontu ku mnie czarny kamień, który odbiłam i upadł gdzieś za moimi plecami. Zaraz jednak wyleciał z tego samego miejsca następny. Tu byłam bardziej zdezorientowana i niepewna co tak naprawdę mam zrobić i co to oznacza. Odbiłam ze zbyt małą siłą, kamień poleciał w górę, przekręcił się w powietrzu i znów opadł na moje ręce. Znów go odbiłam, znów się przekręcił i znów opadł. W końcu zdołałam go odbić za czwartym razem i spadł gdzieś przede mną.
Patrzę właśnie na bieg Urana (którego oś obrotu jest prawie całkiem odwrócona w stosunku do osi wszystkich planet układu słonecznego, co tłumaczyłoby odwracanie się kamienia), stojącego teraz na 10o Ryb, dokładnie naprzeciw mojego Plutona urodzin. W czerwcu zacznie się cofać i wyjdzie z problematycznej strefy na kilka miesięcy, to by odpowiadało pierwszemu odrzuceniu nadlatującego z przeciwka (aspekt opozycji) kamienia. Wróci w nią jednak w lutym przyszłego roku (to drugi strzał) i szybko stanie także naprzeciw Księżyca urodzin na 14o Ryb (pierwsze odbicie w górę). Znów się cofnie i w listopadzie oprze się ponownie o 10o (drugie odbicie w górę), aby przejść naprzeciw Księżyca w marcu 2007 przedostatni raz (trzecie odbicie w górę). Ostatecznie odepchnę uraniczny atak w listopadzie 2007. 
10:57, transwizje
Link
czwartek, 12 maja 2005
Poszukiwania
W nocy senwizja potwierdziła moje wczorajsze konkluzje. Znalazłam się w wyższym świecie. Panował w nim zmierzch, snuły się wszędzie dziwne zakapturzone, szczupłe postacie. Wokół wznosiły się ogromne, skaliste góry. Postacie szeptały między sobą niezrozumiale. Rozglądałam się tak ciekawie, że ktoś nagle przy mnie stanął i ręką pokazał na coś hen, daleko w dole. Staliśmy oboje na wystającej półce skalnej wysoko w górze. Wytężyłam wzrok, usiłując cokolwiek dojrzeć tak daleko. Dostrzegłam zaledwie jakieś maleńkie czarne punkty, wychyliłam się więc dość niebezpiecznie do przodu. Być może pod wpływem mego tajemniczego towarzysza mój wzrok się nagle wyostrzył i obraz przybliżył się w kadrze. Ujrzałam tłumy krążących w głębokiej dolinie zakapturzonych postaci, wpatrujących się pilnie w ziemię pod swymi stopami, jak gdyby wypatrujących czegoś z całkowitą uwagą. Zauważyłam, że krążą niespokojnie, robiąc coraz bardziej chaotyczne okrążenia i zderzając się czasem ze sobą. Kiedy na to patrzyłam, mój przewodnik rzekł sugestywnym głosem, przenikającym do głębi: "Tak, wszyscy go szukamy, szukamy...!".
12:58, transwizje
Link Komentarze (1) »
środa, 11 maja 2005
Łącze
Wyrocznia o przedsięwziętym wyjeździe rzekła: "Wodospad". Istotnie, wieś przywitała mnie majowym deszczem, a pożegnała ulewą i słońcem jednocześnie, tworzącym na burej chmurze ogromną podwójną bramę tęczy (łuny, jak mówią w tamtych stronach), z środka której nadjechał pociąg. Noce pełne były sugestywnych senwizji, stwierdzam, że w ciszy przyrody wybitnie poprawia się czystość ich odbioru.
Najpierw rozmawiałam z Duchem Literatury Polskiej (senwizja usprawiedliwiona jak się okazuje adamowymi utworami przedstawionymi profesorowi literatury polskiej na jego macierzystej uczelni). Opowiadał mi o niesamowitym twórczym boomie, jaki miał miejsce w okresie dwudziestolecia międzywojennego.
- To wprost nieprawdopodobne, aby w ciągu zaledwie 20 lat powstało aż tyle rewolucyjnych, nadzwyczaj interesujących do dzisiaj utworów, ukazujących otwieranie się tradycyjnej polskiej obyczajowości na nowe widzenie świata, zwłaszcza spraw kobiecych i seksualnych. Powieści realistyczne, naturalistyczne, egzystencjalne,, ekspresyjne, satyryczne i symboliczne ukazały nagle świat wstydliwie skrywanych do tej pory uczuć i związków w sposób brutalny i boleśnie prawdziwy. Do dziś czytamy i podziwiamy tamtą literaturę, a tymczasem spróbuj przypomnieć sobie jakiś utwór współczesny, który powstał w ciągu ostatnich 20 lat, czy jesteś w stanie powiedzieć, że przetrwał, bądź przetrwa dłużej, niż kilka sezonów?
Zastanowiłam się szczerze i odparłam:
- No, np. Miłosza "Dolina Issy", albo "Lekcja umarłego języka"...
- Hm... one powstały nieco wcześniej i wyrosły ze zgoła niewspółczesnej umysłowości ludzi urodzonych i wykształconych właśnie w okresie przedwojennym - uśmiechnął się mój rozmówca.
Wtedy ujrzałam w szeregu barwnych scen opowieść ilustrującą stan świadomości epoki, o której była rozmowa. Przedstawiono mi młodą dziewczynę o oleodrukowej urodzie i uśmiechu jak z obrazka, noszącą imię Maria. Ideał piękna ówczesnych młodych Polaków owiany został atmosferą trwałego skandalu i pogardy społecznej. Maria zdecydowała się szczerze opowiedzieć swoje dzieje, zostały one spisane przez żądnych sensacji żurnalistów, autorów nowel, drukujących w pismach ilustrowanych i popularnych powieściopisarzy, zapełniających półki sklepików tanimi wydawnictwami. Na jaw wyszły historie uwiedzeń, skrytych gwałtów i molestowań ze strony młodych i starszych wiekiem, wolnych lub żonatych mężczyzn z wyższych klas społecznych. Używano jej ciała bez pytania o zgodę, czy o jakiekolwiek uczucia. Ktoś obiecał związek, lecz kiedy zaszła w ciążę wycofał się z obietnicy, pozostawiając pewną kwotę pieniędzy na dokonanie poronienia. Wyraźne twarze młodych ludzi, udręka wstrętu i przemożnej pokusy rozpusty widoczna w ich oczach... obudziłam się z ulgą w naszych czasach, choć pozostała myśl, iż wielu ludzi, mężczyzn i kobiet tkwi jeszcze w tamtej epoce.
Kolejnej nocy w wizji przeleciał nad moją głową i zniknął zaraz za horyzontem jasny pojazd, krótko i szybko manifestując swoją obecność. Potem rozmawiałam z jakimś mistrzem od czegoś-tam. Patrzyliśmy w rozgwieżdżone niebo, które zaczynało nabierać od dołu burego odcienia.
- Przyznaję, że dawniej było więcej prawdziwych idealistów i duchowych odkrywców, teraz narasta interesowność i ambicja "zawodowa" wśród uczniów, polegająca głównie na naśladowaniu wzorców - stwierdził mój rozmówca - Nie tylko idzie o finansową prosperitę, ale także najważniejsza staje się potrzeba przyjemności, popularności i odnoszenia nieustannych sukcesów w materii. Poważnie obawiam się o czystość kontaktu z tego powodu. Zespoły ludzkie tworzą i przyciągają energie na swoje podobieństwo...
No, tak, Eliminator doznał objawienia na kursie channelingu. Bardzo prostych, oczywistych rzeczy.
Kolejnej nocy przeżywałam życiowe problemy znajomej i jej urazy wzięte od rodziców, rzutujące być może na stan zdrowia i jej relacje z dziećmi. W dzień trwała orgia błonkoskrzydłych brzydactw w powietrzu i jaskrawym świetle słońca, wyłaniającego się pomiędzy kolejnymi zachmurzeniami. Wraz z moim powrotem naprawiono wreszcie po tygodniu czasu przecięte przez hydraulików łącze internetowe, które oddzieliło mnie od kontaktów z ludźmi może bardziej, niż pobyt w chacie pod dębami.
11:10, transwizje
Link
środa, 04 maja 2005
Posłuszeństwo rzeczy
Wśród nawału niespodziewanych kłopotów i spraw do załatwienia (począwszy od zapchanej wanny, cieknących kranów, wymiany instalacji hydraulicznej w całym bloku, przez sprzedaż samochodu ze stratą-zyskiem, a kończąc na chorym psie i kłopotach ze służbą medyczną dla zwierząt i ludzi też). W tym wszystkim odbyła się wizyta Karola, który bez buntu zajął się fiksującym komputerem dla kuzyna kolegi kolegi, zamiast po prostu napawać się przyjemnością przyjacielskiej rozmowy. Zerkały na mnie co chwila znad rozłożonej na części obudowy jego skośne, rozpalone oczy kosmity. Stwierdzić muszę, że coraz wyraźniej widać jego gwiezdne pochodzenie. Od ponad roku, czyli od chwili gdy porzucił intratną pracę całymi dniami bawi się komputerem u siebie w domu. Dla rozrywki łamie zabezpieczenia programów znanych, światowych firm i jako domowy haker-kraker czuje się świetniej, niż kiedykolwiek.
Odwiedziłam wreszcie Gretę, po kilku miesiącach klasycznej dla mnie "cofki" wobec przedstawicieli "warszawki". Ta opowiedziała mi sen, w którym atakowała ją grupa ubranych w białe kitle lekarzy i pielęgniarek, chcąc zrobić zastrzyk i jakieś bolesne zabiegi na fotelu dentystycznym. Kiedy uciekła, drogę zastąpiła jej pielęgniarka, której w trakcie szarpaniny odpadła głowa, ale zaraz ją sobie przyłożyła do szyi i odzyskała dawny wygląd. W chwili największego strachu Greta zaczęła nagle recytować modlitwę pańską. I wtedy błyskawicznie wszyscy atakujący uspokoili się, zaczęli udawać, że mają inne ważniejsze sprawy gdzie indziej i szybko się zwinęli, pozostawiając ją w bezpiecznym spokoju...
Greta jest uzdrowicielką dyplomowaną, zna wiele afirmacji i jak twierdzi od lat stosuje inne modlitwy i słowa, którymi wzywa boskie energie. Była bardzo zaskoczona skutecznością zwykłego pacierza. A ja przypominam sobie tych wielu "ezoteryków", medytujących z tym i owym nawiedzonych "oświeconych", którzy cierpko, ironicznie, słowem negatywnie reagują na moje relacje z walk z demonami przy użyciu Znaku i Imienia. Uważają mnie zapewne za uzależnioną religijnie dewotkę (nic bardziej błędnego, naprawdę!), gdy tymczasem jedynie opisuję czyste FAKTY duchowe. Już dawno zarzuciłam próby dyskutowania z nimi (i faktami i ludźmi). One są i tyle. Kropka.
Jakie słowa powiedzieć teraz, jakie obrazy sobie wyobrazić, jakie hasła wywoławcze pomyśleć, aby wszystko wróciło do normy, a nie stawało dęba przy najmniejszej okazji?
Kupić nowe krany, zamontować je. Wyleczyć psa, o ile jest bardziej chory, niż zwykle. Uporządkować i obsiać ogródek na wsi, bo terminy naglą. Spotkać się ze starymi znajomymi (którzy wciąż nie mają czasu, albo mają go wtedy, gdy ja go nie mam). Skończyć pracę nad składem książek i dać je do drukarni. To wszystko wymaga posłusznej rzeczywistości, no i kasy, kasy, którą "chujowy znak Byka" właśnie radośnie odbiera biednym i rozdaje bogatym.
15:14, transwizje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 maja 2005
Astrowyrocznia

Miasto zrozbiło się puste, spokojne. Korzystając z osamotnienia dokończyłam pracę nad nową witryną w internecie na temat symboli tebańskich, "Astrowyrocznia". Na placu przed pałacem Jabłonowskich para młodych ludzi, jeżdżac figurowo na rolkach kreśliła mandale i krągłe zawijasy dokładnie takie same, jakie od rana przechodziły przez mój umysł. Niedługo potem zauważyłam, że mojemu psu wyskoczył dziwny guz na prawym boku, w okolicach wątroby. Choroba chyba nie odpuściła. Kilka nocy temu obudził mnie głos kobiecy mówiący: "Temu psu jest coś dziwnego!"... no, i masz ci los. Fakt. Znowu trzeba szykować kasę dla weterynarza.

15:39, transwizje
Link Komentarze (1) »
Archiwum