bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
czwartek, 25 maja 2006
Burza idzie
Coś się działo. Mój podpity ojciec przejął się i planował wraz z mamą ukryć zapas czerwonych buraków pod podłogą przy kominie, aby nie zmarzły, zapowiadano wyjątkowo mroźną zimę. Ja, nie zwracając na niego uwagi, dokonywałam oczyszczających ablucji w wannie. BYłam młoda i piękna, ukierunkowana na rozkosze życia i bycia.
Poproszono młodego inteligentnego żyda o nazwisku Malicky, aby sam sprawdził, co jest grane. Wieczorem wyszedł na pole świeżo zaorane. Ubrany w świetnie skrojony, drogi garnitur, z szykownym luzem zapięty tylko na jeden guzik. Stanął ostrożnie na wąskim murku i spojrzał na niebo. Niezwykle rozgwieżdżone. Wokół szalały jakieś dziwne energie, niczym mgliste wiatry, zawierające w sobie jakieś spiralki goniły się pomiędzy budowlami, miastami, miejscami, w powietrzu. To wyglądało wręcz na jakąś wojnę w eterze. Gwiazdy mrugały i migotały dziwnie, także te, które zawsze świeciły równym blaskiem. Dostrzegł układ przypominający przewróconą Koronę, także błyskającą pałkę Oriona.
- Idę stąd. To mi się nie podoba. Kiedy widzę takie układy mam potem koszmary i muszę w nocy toczyć walkę. One wróżą, że wielu Polaków umrze śmiercią tragiczną. A tę wojnę wygra fałszywy obraz.
13:17, transwizje
Link
niedziela, 21 maja 2006
Uranicznie

W nocy przebudził mnie nagle ogłuszający huk gromu z nieba, gdzieś na zachodzie i północnym zachodzie. Potem czarny gruby ni to chrząszcz, ni to karaluch, podobny do dużego żołędzia łaził po monitorze mojego komputera. Chyba wiem o kogo chodzi.

14:04, transwizje
Link
sobota, 20 maja 2006
Szarówka
Były jakieś napięcia w stanie półprzytomności, i krótkich przebudzeń w drugim ciele. Najpierw bicie serca takie, że zdawało mi się, że ktoś wokół mnie podskakuje potrząsając szamańskim bębenkiem, potem jakby miauknięcie Kajetana tuż przy moim uchu, w końcu wstałam, zaspana wsunęłam stopy w kapcie leżące przy łóżku i wypuściłam Mojego psa, bo popiskiwał, aby wyjść, mimo nocy. Wypuszczając go zauważyłam, że na dworze panuje szarówka, ta dziwna godzina pomiędzy nocą a dniem i na dworze świszcze groźnie wiatr. Pies wybiegł, bo musiał, a ja zamknęłam drzwi na zasuwkę i zauważyłam, że zamknięcie jest mocno wyszczerbione. Wróciłam do łóżka i dopiero wtedy zorientowałam się, że wszystko to zrobiłam we śnie na jawie. Tak naprawdę nigdzie nie wstawałam, a mój pies spał spokojnie, była zresztą jeszcze ciemna noc i żadnego wiatru na zewnątrz.
18:34, transwizje
Link
piątek, 19 maja 2006
Ogień Hestii

Wizja, już dwukrotnie: płonące wysokim czystym ogniem ognisko wśród pustej przestrzeni wyrąbanej w lesie, noc.
Ma się to jakoś do czterowierszy o westalce i dwóch westalkach w dniach ostatnich.

Wizja: siedzę na podwórzu przed chatką przy stoliku z jakimś mężczyzną, który chce o coś spytać wyroczni I-Cing. To miejsce na rozsypanej kupce trocin, blisko stodoły. W rzeczywistości trociny i miejsce do rżnięcia drewna są bliżej. Nagle wstaję, czymś zainteresowana i patrzę zdumiona na chatkę. Pomiędzy mną, a domem biegnie niewidzialna linia, załamująca perspektywę widzenia, tak jak by to zrobiło wielkie lustro postawione na sztorc. Jednak lustro nie odbija mnie, mojego rozmówcy, stolika, lecz pokazuje małą, kilkuletnią dziewczynkę stojącą przed chatką w letnim ubranku. Koło niej podgrzewa się nad maleńkim ogniskiem jedzenie w zawieszonym na trójnogu potrójnym garnku. Dokładnie w takim samym nosiłam mamie jedzenie do pracy, kiedy byłam mała. Dziecko uśmiecha się i coś do mnie mówi, lecz nie słychać głosu, jak na filmie z wyłączoną fonią. Rozpoznaję po ruchu ust coś jak:
-
No, wstań, rusz się, chodź!
Ze zdumieniem rozpoznaję... samą siebie z dzieciństwa. O, nawet brak mi przednich zębów, jak wtedy. Po chwili staje na progu chatki mała Sandra, w płóciennym kapelusiku, który zakładała jej mama. Ogarnia mnie przedziwne uczucie, niesamowite wzruszenie, tęsknota za szczęściem, które biło z owej sceny, za niepowracalnym dzieciństwem, poczuciem bezpieczeństwa, a wszystko to pomieszane z fascynacją tym niewątpliwym cudem łączenia się światów i zlewania czasoprzestrzennych wymiarów. 
Po obudzeniu się zdałam sobie sprawę: moje dzieciństwo było bardzo trudne, w bardzo konfliktowej rodzinie. Poznaję co to prawdziwe szczęście dopiero teraz, gdy zamieszkałam w leśnej chatynce. A ta wizja połączyła obie te sfery w jedno, uświęcając je razem miłością Boginii i pięknem prostego życia w przyrodzie.

19:53, transwizje
Link
poniedziałek, 15 maja 2006
Dzwon
W nocy przebudził mnie lęk. Trzęsłam się ze strachu. Myślałam o młodych kobietach i maleńkich dzieciach porywanych na orbitę i tam mających zostać "żywcem rozszarpanymi" (to cytat z czterowiersza, którego jeszcze nie odnalazłam, ale czytałam go we śnie), w jakim strasznym są niebezpieczeństwie i jak by im można było pomóc zawczasu.
Ale i zrozumiałam, że nazwy francuskie różnych miejscowości, w niektórych czterowierszach trzeba tłumaczyć dosłownie i wtedy zaczyna się wiedzieć o co chodzi.
 
Nagle wzięło się to i pojawiło. Duże, namolne, zaczęło mnie przemocą wyciągać z łóżka. Broniłam się znakiem, modlitwą, rękami i nogami i dość długo miało ze mną problem. Wzywałam najwyższego Boga na pomoc w istnej panice, ale to niewiele sobie robiło z moich wezwań. I poradziłoby sobie, gdyby nagle nie spojrzało w okno, zaczęło czegoś pilnie nasłuchiwać, i nagle zwinęło się, uciekło...
 
Prześwitywało jedynie w mroku czymś jakby jaśniejszym. Porównać można do postaci kostuchy w białym prześcieradle, albo gula z Mordoru, tylko w jasnym płaszczu. Miało wielką, łysą głowę, z czaszką wystającą z tyłu, niezgrabnie przerośniętą i wielkie, czarne oczy. Było wysokie, jakieś 3 metry. Sprawiało wrażenie skulonego.
 
Potem dość długo zdawało mi się, że słyszę z dala niosące się dźwięki dzwonów. Ze wschodu i południowego wschodu. Nie spałam, ani wtedy, gdy mnie chciało wziąć, ani teraz, gdy je słyszałam...
To kolejne wtajemniczenie w znaczenie niektórych czterowierszy.
 
Uch, poranek na szczęście jest prześliczny, po deszczu, słoneczny, ciepły. Przyroda ma wciąż moc podtrzymywania równowagi w człowieku.
09:49, transwizje
Link Komentarze (13) »
niedziela, 14 maja 2006
Piękny zielony świat

Śnię o zielonym magicznym wężu, który wypełzł ze studni, lecz gdy spróbowano go wyciągnąć okazało się, że ma nieskończone ciemne sploty i gdzieś w głębinie łączy się w jedno z Wężem Starodawnym. Albo psie, brzydkim, chudym, czarnym wilczurze, który ma w głowie galaretkę, pleśniowy grzyb, który wrósł w jego mózg, zmieniając jego świadomość nieodwracalnie.

09:17, transwizje
Link Komentarze (5) »
czwartek, 11 maja 2006
Uwagi
Chyba dojrzałam do tego. Centurie są dla mnie księgą o ludzkości, czasach końca, dramatem, powieścią sensacyjną, ale już nie budzą nabożnego lęku. Nawet się nie staram rozumieć wszystkiego w sensie poznania "jak to było naprawdę". Czytam jak powieść.
Może też dlatego zauważam mnóstwo szczegółów, które nie są do zauważenia, gdy czyta się wyrwane z całości czterowiersze. Są słowa-klucze, stałe nazewnictwo, które pomaga zrozumieć sens opisywanej akcji.
 
Tłumaczenia, które znam obnażają niesamowitą manipulację zrobioną na Centuriach, świadomie i nieświadomie. A niektórym autorom, którzy wywracają czterowiersze do góry nogami to chyba jakieś extra tajne służby płacą, bo nie rozumiem kompletnie sensu tych zabiegów. Po to, aby namącić ludziom w głowach i ukuć przekonanie, że tego nie da się zrozumieć, takie trudne, a może zwariowane?
Tłumaczenia polskie, stare, jeszcze przedwojenne z kolei są subtelnie zafałszowane przez katolicyzm tłumaczy.
10:11, transwizje
Link
niedziela, 07 maja 2006
Prom

Wypływaliśmy z wielkiego portu w kraju zachodniej Europy, może z Belgii, może z Danii. Załapałam się w ostatniej chwili na ten załadowany do granic pasażerami prom, płynący przez Atlantyk do Nowego Jorku. Ledwie wypłynęliśmy, statek zboczył z kursu z jakiegoś powodu i zatrzymał się z powodu "drobnej awarii silnika", jak mówiono. Czekaliśmy niecierpliwie, stojąc na redzie, na jakąś decyzję co do dalszego rejsu. Pewne było, że nie zdążymy do portu na czas, a zapasy na statku mogą nie wystarczyć dla tak wielu pasażerów na dłużej, niż przewidziano. Kapitan milczał, mechanicy usuwali usterkę...

11:16, transwizje
Link
 
1 , 2
Archiwum