bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 24 maja 2011
Pra-skowo
Senwizja: do mojej starej chaty (przypominała raczej tę na Dąbrowie, poprzednie zamieszkanie) wiódł betonowy schodek. Coś mnie kiedyś zainteresowało, jakaś szpara koło niego w ziemi otworzona i zajrzałam tam. Ku mojemu zdumieniu odkryłam wielką pustą przestrzeń o zabetonowanych ścianach.
- Babcia z dziadkiem (poprzedni właściciele) tajną piwnicę sobie tutaj zrobili? - pomyślałam.
I niewiele myśląc rozgrzebałam szparę, i wskoczyłam do środka. Głęboko było na kilka metrów. Ale mojemu osłupieniu końca nie było. To, co zdawało się wielką i głęboką piwniczką (może bimber pędzili albo co?) okazało się mieć niewidoczne od góry dwoje, a nawet troje drzwi do jakichś dalszych pomieszczeń...
Weszłam, a jakże...
A tam, zamiast jakichś komórek na narzędzia czy coś podobnego, wejście do wielopokojowego super-nowoczesnego mieszkania było! Kuchnia, z resztkami jakiegoś jadła na stole, dość świeżego, jakby ktoś przed chwilą wyszedł. Dalej pokój z niesamowitym sprzętem odtwarzającym, w każdym z trzech, może czterech szafowych odtwarzaczy tkwiła jakaś kaseta magnetofonowa z polskim tytułem na nalepce. W innym pokoju podobnie, ale tam na stylowych meblach umieszczono kilka telewizorów odbierających jakieś dziwne programy ("może rozstrojonych?" - pomyślałam), każdy w przedziwnej szafkowej, drewnianej obudowie, nieco w stylu z lat 60-tych, lecz fikuśniejszym i bardziej ozdobnym, niż wtedy panował. W szufladce pod jednym odbiornikiem odkryłam srebrzystego pilota do niego.
- To niemożliwe - myślałam - aby babcia z dziadkiem to zbudowali. Nawet jeśli aż tyle zarobili na lewo, i zainwestowali w ukryty luksusowy pałacyk, to przecież za ich czasów nie było jeszcze takiej technologii!
W jednym z pokoików odkryłam duże łazienkowe lustro. Ujrzałam w nim jeszcze żywe odbicie babci, wiejskiej prostej starowinki, zadowolonej, uśmiechniętej, która zawiązywała właśnie na głowie chustkę, aby wyjść (wyjechać specjalną windą) na powierzchnię do codziennego obrządku zwierząt gospodarskich. Zaraz potem mignęła mi dziwna twarz jakby-mężczyzny z dziwnymi rysami twarzy i wielkimi brwiami, świeżo utworzonymi w operacji plastycznej. Domyśliłam się, że to mieszkaniec tego lokum.
Nie pamiętam już w jaki sposób poznałam jego historię, a może jego samego też. W każdym razie był to pierwotny człowiek, z czasów prehistorycznych, nieco tylko lepiej rozwinięty od orangutana i z podobnymi do orangutana "wdziękami" wielkiego niezgrabnego ciała. Ktoś się nim "zaopiekował", przerobił plastykę twarzy, rąk i nóg na bardziej ludzkie i usadowił w tym podziemnym mieszkaniu. Mając do dyspozycji najnowsze techniki rozwojowe szybko pra-człowiek nauczył się mówić i rozumieć to, co mówi. Z czasem wychodził na powierzchnię i zwiedzał świat. Jednak było w tym coś szczególnego (pamiętam wirujące wokół centralnego pokoje mieszkania, a potem pociąg wjeżdżający na stację i silne skojarzenie z "Kodem nieśmiertelności" na tej bazie).
Ten ukryty pod ziemią świat znajdował się w 4 wymiarze i jego mieszkaniec wychodził na powierzchnię w różnych czasach i miejscach. Czy w coś tam ingerował? Raczej nie. Był spokojną i uczuciową, nawet trochę melancholijną istotą, żyjącą skrycie i samotnie, bez żadnych problemów materialnych. Na tym obudziłam się.
Niedługo potem przyśnił mi się Jary. Jakaś młoda panienka zakochana w nim próbowała zachęcić go do jakichś otwartych działań względem niej. Wiedziała o jego kompleksach i cofkach psychicznych względem kobiet i lekceważyła je, chciała wzmocnić jego pewność siebie i wejść w związek. Umówili się na randkę w jakimś lokalu, dziewczyna przyszła, ale czekała na próżno. Jary tłumaczył to potem jakimiś pokrętnymi sposobami i widać było, że nie rozumie o co biega w tych damsko-męskich zagrywkach i wzajemnych podejściach. Pamiętam wielki gmach z napisem ARCHGRUWUM, pod spodem napis: "pracuje nocną nocą", to go najbardziej zajmowało, a nie jakieś napalone idealistyczne panienki.
09:13, transwizje
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 maja 2011
Bezczaśnie
Obejrzałam "Kod nieśmiertelności", gdzie NWO poprzez działanie wsteczne w czasie próbuje uratować ludzkość przed katastrofą (no, opowiedziane na bazie historyjki o jadącym pociągu pasażerskim, który w pewnym momencie wybucha, gdzie pociąg=kontinuum czasowe). Jeśli jeszcze wyżej spojrzeć to jest to opowieść o istnieniu Panów wszechświata, grających w nieskończoność w istniejącym już i zamkniętym obrębie czaso-lokum. Takie historie przychodziły przez schizoidalną głowę Philipa K. Dicka. Przez moją też, brrrr... I przez autora "Nosferatu" choćby również. Przesłania zawołania zwołania swoich i mniej swoich, pchających się w ich super-techno-nad-świat przy kolejnym resecie epok. Poza tym w kinie "Sala samobójców". Też w klimacie Panów, ponieważ... cholernie dekadencką i zdegenerowaną mają psychikę, zwiedziwszy już wszelkie ciała, sytuacje, światy, znając stany emocji od potęgi, sławy, przez łaskawość, twórczość, wynalazczość, po zniszczenie, ból, krew i łzy. I tak w kółko, w nieskończoność. Poza tym przechodzę różne załamania i transformacje związane z tym co robię. A robię sery. Ale to - jak widzę z czasem - wpływa na profeskę, czyli wyrób końcowy. Inaczej myślę to inaczej działam. Kompleksy w kąt, rozpacz do kubła, to nie może rządzić w tak ważnym zarobkowo wypadku. Budowa cd. tym razem w obejściu. Karmienie czterech chłopa, też wyzwanie. Nie ma czasu śnić.
09:00, transwizje
Link
sobota, 14 maja 2011
Ogniowiśnie
Dostałam książkę od nieznajomego młodego człowieka. Była zdarta, bez okładki, wyświechtana od częstego użytku. Wydał ją własnym i swego ojca sumptem. I właściwie nie dystrybuował do księgarń, lecz miał dla siebie. Przejrzałam z grubsza. Tekst był pisany stylem Alefa, dużo dziwolągów słownych i skojarzeniowych przeskoków, ale coś mnie w nich zafrapowalo. Przysiadłam fałdów i przeczytałam w ciągu kilku dni, próbując odnaleźć autora. Z tego na koniec zrobiła się senwizja, jakby ilustrująca ukryte przesłanie książki. Zobaczyłam przy drodze metalową latarnię, świeżo postawioną, jej kształt przypominał pochylone ramię szubienicy. Wiedziałam, że ktoś ważny tam niedługo zawiśnie. Nagle z drugiej strony nieba rozbłysło na horyzoncie światło ognia. Wielkie niebiańskie ognisko, buchające wysoko czerwonymi iskrami. Iskrzyło się dość długo. "Zaczęło się" - pomyślałam.
10:21, transwizje
Link Komentarze (5) »
środa, 04 maja 2011
Dębnie
Ad. wizja z poprzedniego wpisu: zrozumiałam ją po kolejnej, dzisiejszej nocy. Przy starej studzience szambowej leżący na piasku krzyż... Tłumaczę zatem: upadek dębu - śmierć polskiego papieża, ostatniej ostoi świętości w KK. Drzewa uroczyskowe w czerni - żałoba po Mocy, która odeszła. Beczka-szambo w miejscu świątyni - KK po złamaniu dębu, skalane święte miejsce. Nadszedł czas na "wilki porywające w owczarni", jako rzecze Nostradamus. Owa senwizja przyszła w dzień beatyfikacji.
11:13, transwizje
Link
poniedziałek, 02 maja 2011
Gównie
Senwizja: stoję przed oborą, nagle trzask, wali się dąb rosnący za oborą. W kierunku przeciwnym, na szczęście, czyli ku pustej zagrodzie, upadając złamał tylko kilka mniejszych drzewek. Przestraszyłam się o stan budynków, ale nie było zniszczeń. I przeszyła mnie myśl, że to zwiastun śmierci kogoś ważnego w moim życiu. Potem weszłam do tej zagrody, a tam stojące drzewa zaczęły mi przypominać dlaczegoś Grabarkę. Miały powyginane gałęzie jak na uroczysku. I były czarne, jakby osmalone. Poczułam niepokój i szczególny nastrój. Spojrzałam w górę, a tam spomiędzy owych drzew sterczała wieża. No, metalowa beczka wielkości wieży, stara, odrapana, w kolorze gówna.
19:49, transwizje
Link
Archiwum