bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
środa, 30 maja 2012
Świetlnie
Co do sensu pojawienia się światełek już chyba rozumiem, co to oznacza. Ale zacznę od opisu pierwszego spotkania z tym zjawiskiem. Pochodzi z mojej książki "Przemiany w ultrafiolecie", z rodziału "Wybrańcy".
"W czerwcu 1998 roku, podczas popołudniowej medytacji spontanicznie ukazał mi się w wyobraźni sugestywny obraz wielkiej księgi-otwartego oka, z której żywą złotą falą wylewały się znaki, symbole i litery i spadały na mnie jako oświecająca kaskada. Wnikały przez otwarty czubek głowy i przemieniały moje ciało na swój wzór i podobieństwo. Oddychałam rytmicznie. Było to niezwykle przyjemne doznanie. W modlitwie poprosiłam o wiedzę i mądrość rozróżniającą. Następnie późnym wieczorem, zaledwie odłożyłam wałkowaną od jakiegoś czasu lekturę Księgi Mormona i ułożyłam się do snu, gdy przeleciała mi przez głowę złożona informacja, co i jak i abym się nie bała, a potem zjawiło się coś potężnego i budzącego grozę. Mignęła mi prędko wychylająca się ku mnie z ciemności biała czaszka o wielkich, czarnych, przepastnych oczodołach... Spojrzała z bliska w sam środek mnie. Równie prędko sięgnęła dwoma "szczypcami" (twarde, długie) i wcisnęła mi coś do głowy, lub też objęła czymś mózg w czaszce i dokręciła. Poczułam ucisk dwóch podłużnych "wkrętów" nad lewym i prawym uchem po obu stronach głowy, które wibrowały.
I zaraz otworzyłam oczy, zupełnie przytomna, gdyż ingerencja tak samo nagle jak się pojawiła, zniknęła. Przeanalizowałam to zdarzenie. Pamiętałam dobrze strzępki podanej informacji, ale zadziwiała mnie jej forma.
Przekazana mi wiedza była oczywista, bezpośrednia i pozasłowna. Skoncentrowana w rodzaj pigułki i wsunięta do mojej głowy dawała się odczytywać na różne sposoby myślami i wyobrażeniami i ku mojemu zdumieniu to, co wydawało się trwać ułamek sekundy rozciągało się w moim umyśle w długie, skomplikowane zdania, gdy tylko skierowałam na jakiś szczegół uwagę.
Nie chcemy zrobić ci krzywdy. Niczego się nie bój, przestraszysz się, ale to minie. Jesteśmy spoza. (Spoza Materii. Spoza czasu i przestrzeni, acha - dopowiedziałam sobie)...
DZIAŁAMY I INGERUJEMY W WASZ ŚWIAT STĄD, GDZIE PRZEBYWAMY. ZMIENIAMY TERAZ COŚ WAŻNEGO U SIEBIE, CO JEST WAŻNE TAKŻE DLA WAS. JESTEŚCIE DLA NAS KLUCZEM.
Zaczęłam analizować zapamiętany obraz i wkrótce zauważyłam, że patrzyła na mnie śnieżnobiała twarz bez nosa, z niewielkim podbródkiem, łysą głową i przeogromnymi czarnymi oczami, a nie żadna czaszka. Cały czas czułam silny ucisk po obu stronach głowy i mrowienie, które przekonywały mnie wciąż na nowo, że to mi się nie śniło. Przez kilka minut przeraźliwie wyły psy przed domem. Dokładnie tak samo reagują na wysokie, niesłyszalne dla człowieka dźwięki i na... duchy, o czym przekonałam się w pamiętną noc przed pogrzebem ojca. Byłam spokojna, choć zaintrygowana, czujna. Zwiększyła się zdolność widzenia plastycznych obrazów pod zamkniętymi powiekami. Próbowałam coś w ten sposób "zobaczyć".
Wchodzenie w głąb ziemi, czarnej, mrocznej. Wyszłam stamtąd. Duża powierzchnia złożona z jakichś drobnych, plecionych części, tworząca jak gdyby rozległą metalową sieć, ciemno-szaro-brązowa. Te obrazy zawierały informacje, które wcześniej dostałam w "pigułce" i znaczyły:
"Istoty, o których ci teraz mówimy przebywały bardzo długo w całkowitej ciemności, pod ziemią, gdyż ich planeta została zniszczona i nie nadawała się do życia. Kiedy wreszcie wyszły na powierzchnię okazało się, że znajduje się w gwiazdozbiorze Sieci. Ich wspólnota włożyła wiele pracy w to, aby wszystko właściwie zrozumieć... Istnieją proste linie czasu i skrzyżowania na nich, przez które trafili do was..."...
Psy umilkły w końcu i w ciszy nocy znów ogarnęły mnie podwyższone wibracje. Mrowienie. Wtedy najzwyczajniej w świecie pojawiła się czyjaś spokojna dłoń o długich, szczupłych, węźlastych palcach. Dotknęła mojej głowy tuż koło lewego ucha i chwilę podtrzymywała. Zachowałam cały czas przytomność, ale wolałam nie otwierać oczu...
Potem dotyk zniknął, a pod zamkniętymi powiekami ukazały się jeszcze obrazy.
Przedstawiały twarze dwóch, trzech istot, z profilu i en face. Białe, bez żadnego wyrazu, głowy pozbawione nosów, o ogromnych, migdałowych, czarnych oczach. Istoty były niewielkie i bez wyraźnych cech płciowych. Przypominały dzieci, nie tylko zewnętrznie, ale i poprzez rozsiewaną wokół siebie bardzo sympatyczną, dobrotliwą i niewinną aurę.
I znów obrazy. Fragment szczupłej, czteropalczastej dłoni, pomiędzy trzema długimi palcami szara sierść, jak u szczura lub myszy. Płaskie, szerokie usta bez warg istoty, którą ujrzałam przed chwilą, a która wtedy przecież prawie nie miała ust. Wewnątrz twarde płytki kostne służące do miażdżenia pokarmu, z początku białe, potem szare. Poruszały się, trąc o siebie, a usta jakby mówiły. Czasem wylewała się z nich czysta woda.
Obrazowi, by lepiej ją zapamiętać, towarzyszyła bezpośrednia wiedza, wsunięta w mój mózg, jak płyta kompaktowa do komputera.
"Przybysze ingerują w wasze życie podczas snu, nazywacie to uprowadzeniami. Szare istoty, które niegdyś z własnej woli wyzbyły się emocji, wywołując tym swój ewolucyjny kryzys, to inna w czasie wersja postaci, które zobaczyłaś przed chwilą. Sami niegdyś zniszczyli swoją planetę (pokrytą oceanami pełnymi ryb, które stanowiły ich główne pożywienie) nadmierną i bezmyślną konsumpcją, a po ekologicznej katastrofie uznali, że wszelkie indywidualne emocje prowadzą do niekontrolowanej autodestrukcji i z własnej woli usunęli je ze swojego kodu genetycznego. Poszukują teraz na nowo dojścia do swej dawnej natury, aby uruchomić najwyższą energię.
Ludzie mają w swoich ciałach to, co jest im potrzebne. Wspólnie można dokonać wielkiej przemiany. Wskrzesić w nich to, co dawno temu u siebie zanegowali i odrzucili (uczuciowość, popęd seksualny i indywidualizm), a was obdarzyć zdolnością telepatycznego zlewania się w jedność i wspólnotę, którą wypracowali w toku własnej ewolucji... Mają czyste intencje, choć niektórzy z ich rasy wydają się wam nieprzyjemni. Są wśród nich także i ci, których nazywacie złymi. Obecnie i wy macie bowiem do czynienia z tymi, którzy działali w czasach destrukcji na planecie, z której pochodzą.
Ich przywódca, który jest Mistrzem Gry i jedną z najpełniej rozwiniętych istot, wraz z grupą towarzyszy zorganizował dawno temu na Ziemi system, w którym mianował siebie synem Boga, propagując fałszywą wiedzę o świecie i kradnąc w ten sposób energię światła innym. Dzięki temu jednak mogli się pojawić przybysze z przyszłości i wszcząć z nim pojedynek, którego skutki będą dla wszystkich korzystne. Powiedz o tym innym. Przekaż to..."
I na tym przekaz się skończył.
Oszołomiona przewracałam się jeszcze długo w pościeli, analizując otrzymane informacje. Rozejrzałam się dokładnie wokół siebie. Przez okno wpadało, jak co noc, światło ulicznej lampy i rzucało blady cień na ścianę koło tapczanu. Na skraju tego cienia błyszczała teraz jasna, biała plamka światła, wielkości złotówki. Zaintrygowało mnie to.
Rozejrzałam się, nie było żadnego powodu, który usprawiedliwiałby istnienie tego światełka akurat w tym miejscu (w oknie nie było zasłon ani żaluzji, za oknem również niczego, co powodowałoby takie punktowe rozjaśnienie). Nie potrafiłam sobie przypomnieć, czy ta plamka jest tam zawsze. Podniosłam się i zbliżyłam twarz do światełka, aby lepiej mu się przyjrzeć. I... zbaraniałam!
Ze światełka spojrzało na mnie ogromne, rozwarte, czarne oko, jak gdybym zajrzała w okular powiększającej lunety!
Wystraszona czym prędzej zamknęłam oczy i nakryłam się kołdrą po czubek głowy. Po kilku godzinach zdołałam w końcu zasnąć. Później wielokrotnie w nocy sprawdzałam to miejsce na ścianie. W bladym świetle lampy wpadającym z ulicy nie pojawiła się jak dotąd żadna, choćby odrobinę jaśniejsza plamka..."
11:45, transwizje
Link Komentarze (9) »
wtorek, 29 maja 2012
Światełkowo
Znak Bliźniąt zawsze dla mnie na początku jest napięty i problematyczny, przez wzgląd na kwadraturę słoneczną do MC, Księżyca i Plutona w Pannie z mojego horoskopu. Praca, relacje, zdrowie dotknięte zdenerwowaniem, napięciem, niespodziankami. Mój pies, Miłka jest umierająca. Guz, który namierzyłam jej w zeszłym roku na brzuszku, zaczął uwierać nerwy. Dziś w nocy miała 4 ataki padaczki. Kuleje, łapy jej się rozjeżdżają. Jest wystraszona, popiskuje. Ale wciąż ma apetyt i sama woła na siku, wychodzi i wraca do domu. To może jeszcze potrwać. W tym roku kończy 12 lat życia. Przekładając jej posłanie pod biurko z komputerem (lubi czuć bliskość, jest wtedy spokojniejsza) rano zauważyłam dziwne zjawisko, znane mi już skądinąd (opisane w książce "Przemiany w ultrafiolecie"). Pod biurkiem, gdzie nie pada żadne światło z żadnej strony, na jakimś pudełku z czymś tam błyszczała kropla jasnego światła. Zdumiona chciałam sprawdzić, co jest w pudełku (wyglądało, jakby światełko biło z wnętrza i prześwitywało przez tekturę!) i światełko rozdzieliło się na dwie krople obok siebie. W pudełku nie było nic, co by usprawiedliwiło luminację. Zawołałam A. Popatrzyła i też się zdziwiła. Dotknęła pudełka i światełka znikły. Bezpowrotnie. Wtedy przypomniało mi się, że dwa dni temu, gdy wieczorem siedziałam przy pudle ze świeżo wylęgłymi pisklętami ujrzałam kątem oka prędki ruch w głębi kuchni. Nic tam nie było, podeszłam, sprawdziłam. Zdawało mi się. Znam i takie zwidy. Zawsze do tej pory takie prędkie przesuwanie się postaci w kącie oka okazywało się manifestacją ducha zmarłej osoby. Ech, może dyskusja, która zrodziła się niespodziewanie pod poprzednim wpisem to wywołała? A może czegoś się dopiero dowiem.
09:47, transwizje
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 maja 2012
Tabletnie-ruśnie

Wizjosen: prezydent sąsiedniego wschodniego mocarstwa P. to seksualny maniak pozbawiony skrupułów. Ma w ręku pudełeczko z trzema albo czterema pigułkami w środku i zażywa je, aby przedostać się przez czas i przestrzeń. Po co te cuda technologii? Ano, aby zgwałcić pewną Polkę, tak jak XVIII-wieczną damę ongiś, teraz to siostra profesora Kołodko, wrażliwa i piękna kobieta. Kilku starszych Polaków, chyba tajnych agentów, w przebraniu ciecia i bezdomnego zdołali zaszachować plan prezydenta wrogiego mocarstwa.
Kiedy ten pojawił się przy pomocy swoich pigułek w pokoju pani ...[nosiła pierwsze nazwisko po mężu, nie zapamiętane]-Kołodko i obcesowo zaczął swoje zaloty, proponując jej zażycie cudownej pigułki i przeniesienie się do jego pałacu, cieć pokazał się niby przypadkiem, zachodząc sytuację od przodu w czasie (cokolwiek to znaczy, szczegółów owej machinacji nie zapamiętałam). I szachując plan prezydencki w sposób groteskowy dla niego.

No, to mamy znowu alegorię. Pani K. - elita polska rządząca w kraju zagożonym rozbiorem, tak jak przed wiekami było, ze strony pomysłowego i chciwego władcy Rosji...

09:57, transwizje
Link Komentarze (19) »
piątek, 11 maja 2012
Aktywnie-polsko

Wizjo-sen około północy (tzw. pierwszy sen): przebywam w domu rodzinnym, toczy się jakaś akcja, wracam jak gdyby z dala i przyglądam się z odnalezioną miłością miejscu mojego urodzenia. Myślę przy tym, że tam, gdzie tak długo ostatnio mieszkałam, daleko na wschodzie, nie mogłam odnaleźć tego uczucia zakorzenienia, przynależności, które daje wielką siłę. Obcość była nieustanna i trudna do zniesienia. Widoki wydają mi się piękne i rzut oka jak by z góry na połać mojej niedużej miejscowości i jej okolicznych pól, dolinę dwóch rzek, w których się latem pławiłam od dziecka, daje coś jak ogląd całego kraju ojczystego z lotu ptaka.
Nagle znajduję się w mieszkaniu w łazience, zamykanej na łańcuszek w drzwiach. Drzwi ktoś z zewnątrz próbuje otworzyć. Patrzę przez szparę, mama! Duch! Szczupła, jakaś inna, jakby miała inne rysy twarzy, ale dotąd nie mogę skojarzyć do kogo była bardziej podobna. Patrzy na mnie pałającymi oczami na wychudzonej twarzy. Ogarnia mnie żal i skrucha. Próbuję ją za coś niedokończonego i niewyrażonego za jej życia przeprosić. A ona na to:
- Bądź silna. I aktywna. (Może: aktywniejsza...)...
Zachodzę w głowę dlaczego ta rada. Co się może zdarzyć. W tym momencie budzę się na jawie.

Dodam, że nie była to rzeczywista wizyta ducha, jedynie sen o wizycie, mocno wyraźny, ale imitujący pewne wrażenia przy takich spotkaniach. Alegoria.

Kolejny sen, który ciągnął się do rana traktował o trudnym "romansie" jaki się nawiązywał pomiędzy mną i spotkanym nagle kolegą z dzieciństwa, bardzo smutnym człowiekiem. Spacerowaliśmy Krakowskim Przedmieściem w Warszawie. Było piękne, w jego drugiej dalszej części mieściły się "prawdziwe skarby" Polski. Wtedy wreszcie dowiedziałam się, co jest przyczyną depresji mego przyjaciela. Opowiedział mi szokującą historię, którą przeżył podczas służby w wojsku (okazało się, że przez lata był trepem). Został w nim "przecwelowany" (wyrażenie ze snu) i zmuszany do zaspokajania swego szefa podczas jakichś "rytuałów". Teraz z trudem otrząsa się z tamtych przeżyć, rzucił służbę, powoli skierowuje uwagę na kobiety, lecz czuje się do głębi zraniony, tym, co mu zrobiono i jak upodlono jego wrodzoną naturę.

Hm, w takim razie pierwszy sen również dotyczy kwestii Polski, patriotyzmu, budzenia się naszej wspólnej duszy (duch mojej Mamy to Ona, Matka Polka, Duch Polski).

11:20, transwizje
Link
Archiwum