bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
niedziela, 26 maja 2013
Byćmoże
Wypadek nocny opisany poprzednio ma jeszcze całkiem inne zaskakujące zakończenie... Bowiem kilka dni czekałam, przez zapomnienie i codzienne zabieganie, z zapytaniem A. jaką to książkę właśnie czyta i o czym ten rozdział "20 minut" jest. I dzisiaj dopiero zapytałam. Zdumiała się.
- Nie czytam żadnej takiej książki! I wcale mnie w nocy nie obudziłaś, ani nic podobnego ci nie powiedziałam. Bo nie mogłam powiedzieć...
Jednym słowem budzę się we śnie jak na jawie, a w tym śnie jeszcze raz się budzę w kolejnej jawie... Również znane mi zjawisko z wielu przeżyć sprzed lat. Tym się różniące, że jednak zawsze po ocknięciu się na "prawdziwej tutejszej jawie" natychmiast uzmysławiałam sobie, że przeżycia pochodziły ze snu. Tym razem byłam przekonana cały czas o ich całkowitej realności!
Tylko, co u diabła mogłoby to znaczyć? Bo zaczęło się znowu od pewnego bardzo konkretnego momentu w życiu. Punkty, które mi się połączyły znów się pogubiły. Wieloprzestrzenność, wielowymiarowość, ot co. Nic powiedzieć się logicznie nie daje. Być może jakieś rozwiązanie tkwi w przyszłości. Być może nie. Być może coś się szykuje w moim rozwoju, czego jeszcze nie znam.
19:17, transwizje
Link Komentarze (2) »
środa, 22 maja 2013
20minutnie

W nocy obudziłam się, jak często bywa, i wsłuchiwałam się w różne odgłosy w domu i na tarasie. Kurczęta w pudle czasem popiskiwały, albo poruszały się, kot przemknął po parapecie zewnętrznym okna w sąsiednim pokoju, tak było. Nagle z głębi mieszkania odezwał się wyraźnie głos, męski. Powiedział:
- Dwadzieścia minut.
Zareagowałam gwałtownie. Zerwałam się i obudziłam A.
- Słuchaj, jakiś człowiek gdzieś tu jest w pobliżu. Powiedział: "dwadzieścia minut", słyszałam!
- Śpij - na to zniecierpliwiona A. - To taką książkę czytam, właśnie rozdział dwadzieścia minut ma tytuł... Śniło ci się.
Ponieważ nie pierwszy raz w życiu słyszę głosy na jawie ludzi żyjących daleko, uspokoiłam się i nie przeszukiwałam domu ani podwórza z obstawą. Głos należał do ASa, tylko był nieco mechaniczny. 

09:19, transwizje
Link
wtorek, 21 maja 2013
Chybnie

Mnie samą zastanawia pustość w mojej głowie od jakiegoś czasu, od czasu zapoczątkowania się wiosny. Co widać wyraźnie na tym blogu. Z jednej strony można powiedzieć, że to skutki całodziennej i codziennej pracy, pracy, pracy rolnika, jak co roku, jak co sezon ciepły, zrozumiałe. Z drugiej strony można dodać, że może wiek robi swoje? Nie byłabym zdziwiona.
Tym niemniej mam pewne samoobserwacyjne wnioski wstępne. Nie dzieją się jakieś cuda niewidy, wibracje takie czy owakie z kosmosu zmieniające ciało i duszę, jak to lubują się w tym niektórzy wtajemniczeni internetowo ezoterycy twierdzić tak. A raczej lata zamieszkiwania na ziemi z ziemią jako podstawą i w tle i w celu są bazą takiego wypustoszenia umysłu. I serca w gruncie rzeczy też. Tylko nie mylić ze zobojętnieniem. To raczej wyczyszczenie z wszelkich fałszywych uczuć i związków sentymentalnych i hormonalnych. O to dobre, w końcu czeka mnie kolejna faza hormonalna w życiu, jak to bywało w okresie dorastania.
Zanik gwałtownych burz i nawałnic, których zaliczyłam mrowie przez 5 dziesiątków lat spowodował, że jeśli się jakoś teraz czuję, to jak rosnące drzewo. W ciszy. Nie inaczej. Weszłam w rytm ziemi, przyrody, pór roku, miesięcy, faz księżyca i dni. Żyję w zgodzie z rytmem zwierząt, którymi się opiekuję i hoduję je dla siebie jako nagrodę za opiekę, za ich zgodą. W rytmie zmian pogody i flory. Owa pustość przychodzi sama, gdy się wtopić i zatopić i dać unosić rytmom podstawowym. Uświadomiłam to sobie w czasie spotkania AS-ostwa.
Było rosolińsko-wesołomlecznie bajecznie, potem spokojnie i bez zdziwień (przynajmniej z mojej strony, bo puściłam wszystko na żywioł dziania się samoistnie wszystkiego), a jeśli już to właśnie ta różnica rytmów, ludzi z miasta świata i mnie wioskowej (wiosecznej). Uderzyła mnie. Ale i dała się odczuć w nocy, jako szczególny stan. Nie opiszę go, bo się nie da, zaznaczam go dla siebie, że był wtedy i pewnie był tym spowodowany.
Tak jakby sklejały się dwie części mnie-nie-mnie, dolna z górną, o różnych wartościach i parametrach, dlatego dopasowywanie się/nakładanie/podłączanie było zauważalne przez świadomość.
Czytam teraz od lat nie czytaną beletrystykę. Z codziennym zainteresowaniem i także dziwnym odczuciem. Wciąż nie umiem znaleźć wniosku, opisu, więc milczę. Ale odczucie jest takie, jakbym czytała książkę przez siebie napisaną i kompletnie wymazaną z pamięci... Dziwne jest w tym to, że mnie to wcale nie dziwi. Niektórzy ludzie są cząstkami jednej duchowej struktury. Chyba.

19:51, transwizje
Link
poniedziałek, 13 maja 2013
Niewiemo

Wieczorem, wczorajszową porą, przyszła wyczekiwana burza z deszczem, ale symboliczna. Chmura szybko przesunęła się nad Górą, przez kilka minut padało i gradziło z hukiem o dach, po czym odeszło. 

W nocy zaś przebudził mnie znowu odgłos ulewy. O, fajnie, pomyślałam, pada i zasila glebę, i zasnęłam.

Rano dowiedziałam się od A., że w nocy była druga burza, z błyskawicami i grzmotami takimi, że podobno kazałam jej wstawać i lodówki wyłączać z kontaktu. Zdumiewające!

Jeszcze mi się taka bez-pamięć nigdy nie zdarzyła. 

08:46, transwizje
Link
Archiwum