bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 31 maja 2016
Linia krwi

W nocy obudziłam się w rozległym, niewiele umeblowanym pokoju, zerwałam na nogi i podeszłam do elektronicznego zegara, stojącego w głębi, aby sprawdzić godzinę. Miałam na sobie jakąś piżamę, spodnie i narzuconą w pośpiechu bluzkę, inne, niż w rzeczywistości. To było tak, jakbym spała czujnie na jakimś nocnym dyżurze w pracy, w gabinecie. Kiedy coś ustawiałam w zegarze, może nowe budzenie, uświadomiłam sobie, że jest jeszcze ciemno i mogę sobie jeszcze spokojnie pospać. Tymczasem włączyło się radio na innym regale. Podeszłam do niego, aby je wyłączyć, trochę mi zeszło, bo byłam zaspana. I kiedy podniosłam głowę znad aparatu, żeby wrócić na swoje posłanie (tapczan stał wdłuż ściany, w której były drzwi do pokoju) zobaczyłam nagle stojącego w rogu nieznanego mężczyznę. Stał sztywno i nieruchomo, imitując wieszak na ubrania. Był ubrany w niebieski, jakby lekarski, albo laboratoryjny kitel. Szczupły, około czterdziestki. Poczułam natychmiastowy szok i pod jego wpływem wyszłam z ciała. Wysunęłam przed siebie ręce wnętrzami dłoni do góry, prosząc go:

- Jak się nazywasz?

W tym momencie moje ciało fizyczne jęknęło i drgnęło gwałtownie we śnie, poczułam, że A. zareagowała i spytała:

- Co się dzieje?

ale nadal spałam i nie byłam w stanie odpowiedzieć. Wtedy weszłam w kolejny sen. W nim miałam gości, Karola i jakiegoś jego gwiezdnego kolegę, spędzili u mnie cały poprzedni dzień i wieczór na rozmowach, nie mogliśmy dojść do konkluzji, i teraz z rana przy śniadaniu siedzieli nieco zdegustowani. Ja upierałam się, że o wysokiej jakości inkarnacji, albo wysokim i ważnym dla ludzkości wpływie duchowym świadczą wizje, w których ukazuje się Jezus Chrystus.

- Może być Budda też, ale Jezus jest ważniejszy.

Obaj goście byli zdegustowani i nie rozumieli, o co mi chodzi. Karol już dawno wyprał sobie sam pracowicie mózg i stał się wyznawcą jakiejś internetowej sekty, bazującej na amerykańskiej wersji indyjskich Wed, jego kolega sama nie wiem, co reprezentował. Chciał już jednak szybko zmykać.

- Zaczekajcie chwilę, opowiem wam jeszcze, co dziwnego mi się dzisiaj w nocy przytrafiło – zaproponowałam, chcąc opowiedzieć im historię spotkania w pokoju nieznajomego w kitlu udającego wieszak. Ale kolega Karola nie chciał, wstał od stołu i szybko się pożegnał.
Karol poszedł za nim. Ale do niego wysmażyłam całą opowieść z nocy mejlem. Początek, główne tezy swojego spotkania wyszczególniłam na początku tekstu, wielkimi literami. On niespodziewanie wydrukował wiadomość i przesłał do „Nieznanego Świata”.
Redakcja pisma uczestniczyła w organizacji jakichś spotkań z ludźmi mającymi szczególny rodzaj widzeń, snów i umiejętności jasnowidczych. Współorganizował je pewien człowiek, mianujący się haelerem, bioenergoterapeutą i uzdrowicielem. I otóż on, po przeczytaniu mojej opowieści zechciał mnie koniecznie poznać. Zaproszona, przybyłam na ów ogólny zjazd i Karol zaprowadził mnie gdzieś na bok, była do wysoka sala ćwiczeń, w której młodzi ludzie, przeważnie dziewczęta, ćwiczyli równowagę przechodząc przez wysoko nad parkietem zawieszone kładki linowe. Tam podszedł do nas Haeler w towarzystwie jakiejś kobiety, specjalistki, potem okazało się, że była tu z ramienia agencji wywiadu. Popatrzyłam na niego, i choć wydał mi się nieco starszy i miał jasny zarost na twarzy poznałam go. To był mój nocny gość-wieszak.

- Poznajesz mnie? – uśmiechnął się.

- Tak!

W ten sposób dostałam się pod opiekę tajnej grupy, której on przewodniczył, wyszukując w społeczeństwie jednostki specjalnie uzdolnione w parapsychicznych kierunkach. Zabrał mnie, wraz ze swoją towarzyszką-agentką, do swojej prywatnej posiadłości, gdzieś na wsi. Tam było trochę osób wybranych spośród zaproszonych na zjazd, teraz i wcześniej. Mieli różne przydzielone sobie zadania, zależnie od talentów. Stanęłam w gromadce dziewcząt, które przyglądały mi się dość nieufnie, jako nowej. Miały różne zdolności telepatycznego wglądu i podglądu, oceniania ludzi i zgadywania ich cech. Uznałam, że się pochwalę swoimi umiejętnościami i przyjrzawszy się jednej brzyduli spośród nich powiedziałam:

- A ty jesteś spod znaku Panny, tak?

- Tak – przyznała zdziwiona. Metody astrologiczne w ocenie typu wyglądu były tak jej, jak innym mało znane i raczej nisko stawiane. Co do innych jednak nie ryzykowałam wpadki, bo nic mi nie przyszło od razu do głowy, musiałabym poprzyglądać się im dłużej, żeby zgadnąć znak urodzenia. Więc poszłam dalej. Wyraźnie to nie była moja domena zainteresowań.

W innym pomieszczeniu od progu poczułam się zupełnie inaczej. Och! Było tam kilka młodych dziewcząt (mężczyzn nie pamiętam), które obudziły we mnie dziwne odczucie. Zalewającej serce błogości, głębokiego spokoju, szczęścia, tak jakbym wróciła do domu rodzinnego, do swoich. One też to zaraz poczuły ze swojej strony w stosunku do mnie. To było zadziwiające uczucie.

Agentka wyjaśniła mi, że są to odnalezieni potomkowie najstarszej linii Merowingów.

Rano spytałam A., czy w nocy krzyknęłam przez sen, albo jakoś specjalnie się wierciłam, ale nic takiego nie pamiętała.

10:12, transwizje
Link
niedziela, 15 maja 2016
Prawdziwa prognoza

W dość krótkim czasie przetłumaczyłam ostatnią znalezioną w zasobach bibliotek internetowych, dość krótką „Prawdziwą Prognozę za 1567 rok”. Rewelacja. Wiele wyjaśnia względem tajemnic poprzednich almanachów i centurii. Napisana wyraźnie po to, aby podkreślić cudowność i pozytywność czekającej nas przemiany świata i ludzkości, z pominięciem lub tym wyjątkowym razem (rzecz miała zostać wydana już po śmierci autora, który jej datę dokładnie znał) zdawkowym omówieniem ogromu cierpień i strasznych wydarzeń, jakie będą temu towarzyszyły. Mogę powiedzieć, że znalazłam potwierdzenie swoich osobliwych przekonań, poszukiwań, wizji i wieloletnich zainteresowań w dziedzinach duchowych.

Dziś przyśnił mi K.J.T. Widziałam jego świadomość, w postaci „zdjęcia-obrazu” samej głowy bytującej w innym wymiarze, ponad ciałem fizycznym. Miała takie jakby szwy na szyi, niczym doszyta lub operowana. We śnie przeczytałam w jakimś piśmie jego relację, czy może opowiadanie zrobione na bazie snu, sama też miałam podobny i napisałam podobną swoją nowelę, nawet ją gdzieś wydałam, ale gdy to sobie uzmysłowiłam i zaczęłam szukać owych pism, które leżały przed chwilą na podorędziu, przy łóżku, nie mogłam ich wcale znaleźć, zginęły. Zapomniałam nawet, jaki pisma miały tytuł. W końcu pomyślałam, że ktoś je ukradł.

20:50, transwizje
Link Komentarze (13) »
środa, 11 maja 2016
Roza amye

Rano krótka wizja: idę w grupce kobiet alejką cmentarną (skojarzenie ze Świętą Górą Grabarką i świętem Spasa), niosę w ręku wielki bukiet ciemnoczerwonych kwiatów, jak piwonie. Czuję ich intensywny zapach. Potem widzę scenę z zewnątrz, to dwie kobiety, z bukietami kwiatów, pochylające się nad jakimiś grobami. Są ubrane w XIX-wieczne suknie. Słyszę arię męską z jakiejś włoskiej opery...

Ledwie otworzyłam oczy, A. stwierdziła: 
- Miałam dziwny sen.
- Jaki? Opowiedz.
- Śniło mi się najpierw, że jestem w domu kultury, na stole w pokoju dyrektorskim stał wazon pełen biało-różowych piwonii. Potem znalazłam się w Pałacu Kultury, wjeżdżałam po schodach ruchomych, w górę i w dół, i znowu w górę, na najwyższe piętro. Tam jakiś mężczyzna sprzedawał, a może rozdawał kwiaty. Chciałam kupić nachyłka, pokazałam który, taki drobny kwiatek podobny trochę do astra, krzaczek w doniczce. A on na to, że owszem mogę wziąć, ale to nie jest nachyłek...

Najdziwniejsze w tym zdublowanym kwiatowo-zapachowo-muzycznym śnieniu jednak jest to, co właśnie mnie fascynuje przy tłumaczeniu. Bo dotarłam wreszcie do tego, co mnie kręci najbardziej w przepowiedni Nostradamusa. Wczoraj. Posłuchajcie tego:

"Mnóstwo słabowitych ludzi, uprzedzonych o przyjściu Poselstwa wielkiego Pana, zada sobie kłopot, by pójść zobaczyć, i zważywszy, że on nie wejdzie w obręb miast, rozłożą się w obozach, z których jakieś będą silnie dławione, patrząc i odbierając wonie, balsamy i piżma, którymi on będzie otoczony; i inne dobre nowiny, które on przyniesie; wręcz będzie się odprawiało publiczne modły dla swej pomyślności; z tego powodu jako zdumiewające mnóstwo będzie postrzegany. Jednakowoż, przez to, że ogonek Róży przyjaciółki wielkiego Pana nie został wcześniej obcięty, przejrzy się wielkie bunty między ludźmi bardziej solarnymi i powietrznymi, niż Saturniańskimi."

10:12, transwizje
Link Komentarze (10) »
Archiwum