bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 28 maja 2018
Latająca mandala

Odwiedziłam pewną smutną delikatną dziewczynę, identyfikującą się z gwiezdnymi i wśród nich poznaną. Było to po kilku latach od pierwszego spotkania gwiezdnych, w jakim przypadkiem uczestniczyłam. Przyjęła mnie u siebie, w towarzystwie Karola, równie smętnego, ale na swój sposób. Oboje byli spragnieni miłości i wzajemności, a nie potrafili znaleźć sobie pary. Spędziłam z nimi trochę czasu, ot, dając im trochę radości bez przywiązywania się. Wtedy zauważyłam pewne niebezpieczeństwo notorycznego emocjonalnego, tj. energetycznego podsysania ze strony obojga życiowych frustratów. Na szczęście pojawiła się tam Gosia W., także gwiezdna, z którą się zaznajomiłam na dłużej swego czasu i zaprosiła mnie do siebie. Mieszkała gdzieś tam w Świętokrzyskiem, co od zawsze mi się śni niezgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy. Nazwy owej położonej w lesie małej miejscowości zabudowanej drewnianymi letniskowymi domami, nie znałam, czy nie pamiętałam już we śnie, (zaczyna się na T albo P), ale umówiłyśmy się, że odbierze mnie z dworca w jakiejś pobliskiej mieścinie, równie prowincjonalnej. Znalazłam się tam, wieczorową porą. Spotkałyśmy się,
Gosia przyjechała z jakąś swoją ekipą bliskich (przyjaciół i rodziny), ale przegapiłam jej odjazd, chyba którymś autobusem spod dworca. Siedziałam bowiem na ławce i spokojnie czekałam, aż załatwi jakieś sprawy, zamyśliłam się, a ona już nie nadeszła i nie zawołała mnie za sobą. Zdenerwowana zaczęłam się kręcić po poczekalni. Najpierw sprawdziłam zasoby w portfelu, były dokumenty i całkiem sporo kasy, kilka stówek miałam ze sobą, więc mogłam kupić bilet dokądkolwiek samodzielnie. Tylko dokąd? Zmieszana czekałam na jakiś ratunek. I nagle rozpoznałam w kobiecie, która właśnie weszła do poczekalni, rozglądając się, podobieństwo do Gosi. Pewnie to jej siostra! Nie namyślając się podeszłam do niej i zapytałam, czy jest od Gosi. Zgadzało się. Przysłali ją, bo zorientowali się już u celu, że jednak zostałam na dworcu.
Znów szłam za nią, ale uważałam już, aby się nie zagapić, wzięła mnie do samochodu. Jechałyśmy przez wielki most stalowy. Był korek, więc wysiadłam, żeby popodziwiać, pogapić się. Dużo ludzi tak zrobiło. Samochód i siostra Gosi gdzieś znikły. Obserwowałam jakiegoś młodzieńca, z zachwytem wpatrującego się w niebo. Spojrzałam i ja. Nadlatywał ogromny śmigłowiec amerykański. Zdziwiłam się. Wiedziałam, że to najwyższe osiągnięcie techniki USA nie było nigdzie zbytnio prezentowane i dotąd trzymane w oddalonych miejscach lub na orbicie.

statek

Tymczasem nadlatywał nisko i najwyraźniej chciał zaprezentować swoją potęgę. Była to przeogromna ażurowa konstrukcja stalowa, na bazie okrągłej mandali podzielonej na więcej niż 12 cząstek (18-22?), połączonej rusztowaniami ze statkiem-bazą powyżej. Nie było widać z dołu śmigła, ani słychać warkotu, ale wiedziałam, że to śmigłowiec. Wtem nasz podziw zaczął przemieniać się w strach. Pojazd nadlatywał zniżającym się szybko lotem i mógł uderzyć w most, jeśli nie podniesie się natychmiast w górę. Zobaczyłam przerażenie i zdumienie w oczach zachwyconego młodzieńca. I usłyszałam: 

- Ewa, wstawaj! – głos z jawy, który natychmiast wyrwał mnie ze snu.

- Uratowałaś mi życie! – powiedziałam schodząc z góry.

Szukając w zasobach internetu stosownej ilustracji znalazłam jedynie prymitywnie podobny ażur stacji kosmicznej z "Odysei kosmicznej" Kubricka.

14:27, transwizje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 maja 2018
Boskie racice

Siedząc na skraju jakiejś przestrzeni jak pudła, patrzę w dół. Świadomość jakby rozdwojona w sobie, z dwóch przestrzeni razem, nie licząc obserwatora. Widzę swoje nogi. To nie są ludzkie nogi, a koźlęce. Racice rozcapierzone na dwoje z ostrymi zakończeniami przypominającymi wygięte czułki owadzie. Co to? Diabeł? Ha, raczej bóg Pan!

Ha. Rozumiem. Dostałam podpowiedź wróżebną od Księgi. Heksagram 34. Moc Wielkiego, którego bohaterem jest kozioł. 1 Linia zmienna, która brzmi: Moc w palcach stóp. Przemienia się na 32. Stałość. Wiem o co chodzi, czuję to. Podobna historia (i wróżba do niej) miała już miejsce w moim życiu dawno temu.

09:28, transwizje
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 maja 2018
Stado Kangu

 Kilimandzaro

Sen: stoimy na krawędzi drewnianej balustrady na szczycie wysokiej wieży widokowej, ja, po prawej moja wspólniczka, a za nią mężczyzna o nieznanych mi rysach twarzy, w średnim wieku. Wpatrujemy się z zachwytem i podziwem w górę widoczną wyraźnie w przezroczystym powietrzu na horyzoncie. Przypomina Kilimandżaro, z lekkim garbem, kopiasta, ciemne stoki przechodzą w ośnieżone. Dzieli nas od niej kamienista i pustynna przestrzeń, a za nią bystra czysta rzeka, płynąca w poprzek z prawej na lewo ekranu snu.

Właśnie brnie przez nią stado Kangu. To rzadki i wspaniały widok.

Są to ogromne kilkumetrowe ptaki przypominające strusie, w czarnym upierzeniu, z wielkimi zębatymi dziobami. Przeszły głębię przy brzegu od naszej strony prawie całe zanurzone, wychodząc spokojnie na płyciznę brodu. Nagle moja wspólniczka zachwiała się i upadła do wody. Spojrzałam w dół, wieża wznosiła się nad jakimś wielkim jeziorem. Leciała bardzo długo, ginąc mi z oczu, tak było wysoko. Kiedy wypatrywałam jej w wodzie, małej czerwonawej postaci wielkości mrówki, ustalić jej położenie pomógł mi stojący obok mężczyzna. Nie utonęła, poradziła sobie, płynąc w lewo. Wypłynęła już i gramoliła się na brzeg całkiem niedaleko wieży, wyżej, niż poziom upadku, całkiem blisko nas.

Ciekawostka, dzisiaj odbył się pomyślnie zakup nowego samochodu, Renault Cangoo. Do ilustracji posłużyły mi wymarłe ptaki nowozelandzkie Moa. Te ze snu miały w sobie coś z kazuara, jednak ich dzioby były zbliżone do archeopteryxa.

17:12, transwizje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 maja 2018
Uciekajcie z lasu

Wieczorem obejrzałam filmik Zalwita o hrabim (grafie) de Saint-Germain. Znalazłam na zdjęciach podobieństwo portretu tegoż do twarzy Putina. Przed snem zadałam pytanie Czachulcowi, o co chodzi z owym hrabią.

Sen: ciemny wieczór, duży piętrowy murowany budynek, może pałac, albo jakaś uczelnia. Atmosfera XVI wieku i podobnie. Wokół kręci się trochę osób. Czekamy na młodzież, która udała się na wycieczkę. Rozmawiając o drobnych sprawach. Nagle słychać wielki krzyk. Dzieci biegną z całych sił w kierunku pałacu, dziewczęta krzyczą dramatycznie, piszcząc wysokimi głosami: Uciekajcie z lasu!
A niech to, ściga je tyranozaur!

Obudziłam się przejęta jak zawsze, pojawieniem się tej bestii.

09:54, transwizje
Link Dodaj komentarz »
Archiwum