bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 27 czerwca 2005
Fala wiatru

Nagle zmogła mnie drzemka w środku dnia.
Wizja: mężczyzna w pozie medytacyjnej z długą para-patriarchalną ciemną (ale nie czarną) brodą, jego oczy pogrążone w ciemności...
Informacja: Księga Jahwe (ST) została w przedziwny sposób przekręcona. Można ją pojmować albo na sposób iluzyjny i doświadczyć prawie-Pełni, albo na sposób prawdziwy. Zawiera dwie strony medalu i od jakości człowieka zależy, jak zrealizuje zawarty w niej przekaz.
I sen-dziw: zbliża się ogólnoświatowa katastrofa, wzmagają się huraganowe wiatry, zapowiadane przez wszystkie stacje nadawcze. Nad ziemią zaciągają się chmury. Dwie nastolatki wzięły udział w jakimś młodzieżowym obozie w lesie za miastem, a teraz wracają do domu, pieszo, radośnie. Zatrzymuje się przed nimi pociąg z ekipą ratunkową, wychodzi kilku ratowników, zapraszają je bliżej elektrowozu, aby mogły same posłuchać komunikatów ostrzegających przed dramatycznym niebezpieczeństwem. Czasu jest niewiele, trzeba się ukryć. Nie wszyscy będą mogli się ukryć, ten pociąg jest więc dla nich niesamowitą szansą przeżycia. Dziewczynki wsiadają, co mają robić. Zresztą zobaczyły wszystko na własne oczy, gdyż olbrzymie miasto widoczne jest z daleka. Drapacze chmur chwieją się już pod podmuchami wiatru, lecącego na razie w górnych warstwach atmosfery i słabo odczuwalnego przy ziemi. Jeden z nich zbudowano z materiałów tak rozciągliwych i elastycznych, że zdolny jest wygiąć się aż do ziemi, aby potem powrócić do pionowej pozycji. "Co się jednak stanie z komputerami zrzuconymi z biurek można sobie wyobrazić..." - myśli jedna z nastolatek: - Wielki klops!". Pociąg zawozi je prosto w miejskie podziemia. Okazało się, że dawno już je wybudowano na wypadek takiej właśnie katastrofy. Są tam ogromne, wielopiętrowe, betonowe sztolnie i magazyny biegnące w głąb ziemi. Wprowadza się tam niewielkie, wybrane grupy ludzi z niektórych wieżowców, pracowników instytucji i biur państwowych. Są zapasy żywności, obliczone na ustaloną odgórnie liczbę ludzi. Dziewczynki jednak - ku mojemu zdziwieniu - wcale nie chcą być uratowane przez ten tajny system zabezpieczeń. Wykorzystują nieuwagę ratowników, wsiadają do windy i jadą w górę, po drodze czyniąc zakłócenia guziczkiem windy, aby wprowadzić w błąd swoich "wybawców", udaje im się to. Wysiadają na powierzchni i biegną szybko w głąb lasu, tam skąd przyszły. Tymczasem zapadła już jednak ciemność, a wiatr się wzmógł. Dążą ku niewielkiej miejscowości, gdzie jak pamiętają są sklepy i będą się mogły zaopatrzyć "w fistaszki, orzeszki, rodzynki" i inne tego typu smakołyki, wszystko po to, aby przetrwać kryzys. Trafiają do sklepu, a tam jakiś "wygięty w dziwnej medytacyjnej pozie" facet, już nieżywy. Pobiegły dalej, zaglądając do domów. Spotkały ludzi, którzy przygotowują się na przyjście fali wiatru, czyniąc przeróżne, prześmieszne, wymyślne rytuały...  No, i na tym właśnie obudziła mnie Kocia Babcia...

Tu zacytuję hasło z mojego słownika symboli sennych (moje sny porozumiewają się ze mną głównie na jego bazie):

huragan (wicher, tornado)
- w ten sposób w snach ukazuje swoją siłę jeden z czterech podstawowych żywiołów: Powietrze, któremu podlegają sprawy dotyczące wielu ludzi, idee łączące grupy i narody, wymiana informacji i wiedzy, liczne kontakty i twórcze ambicje pięcia się w górę. Huragan oznacza niespodziewane i gwałtowne uaktywnienie się niekontrolowanych zjawisk o zakresie ogólnospołecznym (np. koniunktura gospodarcza i polityczna, siła opinii), które  mogą popsuć śniącemu humor, zwłaszcza jeśli niszczy po drodze domy i zabudowania. W ten sposób ujawnia się wpływ losu i przemian społeczno-kulturowych, na które jednostka nie ma wpływu, a który może diametralnie i gruntownie zniszczyć ustaloną już jakość jej życia. Oznaka histerii i panicznego strachu, który budzi jakaś ważna, nadchodząca prędko i nieubłaganie zmiana warunków i zewnętrznych okoliczności (i to niekoniecznie w dalszej perspektywie na gorsze, ponieważ tornado to wir powietrza i tak jak spirala wnosi głęboką, jakościową zmianę i ożywienie w życie, sen może więc ukazywać np. nagły i wysoki awans w krótkim czasie). Szokująca wiadomość ze świata, wprawiająca w stan niepokoju wielu ludzi. Możliwość spadku koniunktury na giełdzie. Wiatr wiejący w oczy: śniący spotka się z negatywnymi opiniami o sobie, które utrudnią realizację jego planów życiowych. Możliwość publicznego skandalu, bycia oszkalowanym, skrytykowanym za ogłoszone poglądy itp.

winda - windowanie się, awans.

wieżowiec - panujący nam miłościwie System Władzy.

ciemność (noc, czerń) - nieszczęście, smutek, cierpienie, ból, choroba, strata, śmierć, żałoba. Niewiedza, nieświadomość czegoś, niewiara, tajemnica, podstęp. Utrata nadziei na przyszłość, ciężka depresja, melancholia, samotność. Czasem bolesne wyrzeczenie się swoich potrzeb i uczuć. Smolista czerń nabiera cech bezwzględnego zła i piekła. Jeśli akcja snu rozgrywa się wieczorem lub w nocy mówi to o beznadziejności danej sprawy albo zachowywaniu tajemnicy przed otoczeniem, czasem sobą samym, gdyż brak światła dziennego to także brak świadomości, wiedzy na jakiś temat oraz siły woli (p. jasność). Zgaśnięcie światła może oznaczać nagłą rezygnację z zamiarów z powodu wiadomości o jakimś nieszczęściu. Samemu je gasić: nie chcieć czegoś wiedzieć, kontaktować się z kimś, zamknąć się na przyjęcie prawdy, trwać w nieświadomości, lub kłamstwie. Zgubić się w ciemności: otoczenie nie ma pojęcia o problemach lub tożsamości śniącego

21:25, transwizje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 czerwca 2005
Strażnik Skarbu

NInf nie wspomniał nic, że istota, instruująca templariuszy była zielona, to inwencja mojej nieświadomości. Ale w takim razie poszłam tym tropem, tj. "strażników skarbów". Szła nim już Moria i można poszperać w jej Starym Blogu na ten temat. Ja sięgam do mitologii Indii.

Kubera (Kuwera) - bóg duchów, Strażnik Północy, król jakszów i guhjaków. Brat złego Rawany, wygnany ze Sri Lanki, co zapoczątkowało historię z Ramajany (srebrna era). Posiadał złoto, srebro i wszystkie klejnoty ziemi. A także Puśpakę, vimanę otrzymaną od samego Brahmy. Przedstawiano go jako człowieka wielkiej tuszy, co w każdej kulturze symbolizuje bóstwa dobrobytu, osobnika białego, bardzo brzydkiego. Jedno z jego imion to Ratna-garbha "brzuch-klejnot".

Co zatem z tą zielenią? To kolor ziemi, Boginii, natury, lasu, życia, wiecznego życia. Zaraz...

Jakszowie - istoty leśne, podobne do faunów, satyrów i strzyg z mitologii greckiej. Z reguły dobrotliwe, ale czasami dla niektórych złośliwe. Ukazywali się w ludzkiej postaci jako przystojni młodzieńcy, lub jako czarne karły o zwisających brzuchach. Chronili ludzi prawych i byli gorliwymi strażnikami pałaców swoich panów. Jako zmiennokształtni przybierali dowolne postacie, mogli wyglądać jak zwykłe drzewa w lesie i podpatrywać ludzi przez grubą warstwę liści.

(Tu kłania się irlandzki zielony człowiek).

Guhjakowie (guha zn. "sekretny, ukryty") z kolei byli rasą ludzi jaskiniowych, strażnikami skarbca Kubery.

 

16:28, transwizje
Link
Zielony bafomet

Channeling z Kasjopeją:
"P: (L) Czy to jest trop, który niektórzy nazywają poszukiwaniem "Świętego Graala" lub świętą linią krwi?
O: Tak.
P: (L) Czy są jacyś potomkowie Jezusa żyjący dzisiaj?
O: 364 142."

Mój Nieznajomy Informator:
"Na polu bitwy rody zawsze miały swoje zawołanie, a to zawołanie jest znacznie starsze od otrzymanej nobilitacji, naprowadza to na myśl o ochronie czegoś tak cennego, że nawet nazwisko nie jest ważne, bo ważniejsze jest bezpieczeństwo przenoszonej krwi, niż tożsamość osób niosących w sobie tę krew. Dla ludzi zbudzonych z wielowiekowego snu, tożsamość staje się oczywista, a nazwisko jest kamuflażem i to skutecznym. Zastanowiło mnie jaka krew jest tak znienawidzona i wymaga aż takich środków bezpieczeństwa, a to prowadzi prostą drogą do krwi Merovingów, i dalej do rodziny, której głową kobiecą była Maria Magdalena we Francji, a dokładniej w Langwedocji.
Oto wizja małej osady w Pirenejach na pograniczu Francji i Hiszpanii: w osadzie powstaje warowny dwór, nigdy nie zdobyty, ale budzący zabobonny strach okolicznej ludności, bezwzględna postawa strażników dworu i jego mieszkańców. Niezrozumiałe dla tubylców praktyki strażników, ni to religijne, ni to magiczne. Niesamowite opowieści o kontaktach tych strażników z malutkiego wzrostu istotą nieziemską, którą okoliczni traktowali jak wcielenie diabła Bafometa, istota ta mogła się pojawiać i znikać (teraz wiem, że to strażnik z 4 wymiaru, ufoludek, w innej konwencji) - takie są źródła powstania zakonu Templariuszy, ich jednym z największych skarbów był MANDALION przekazywany przez wieki zaufanym następcom - strażnikom, teraz dostępny wszystkim w kościele w Turynie.
Gdzie najłatwiej schować liść? odpowiedź prawidłowa brzmi: w lesie! Tak też postąpiono z nosicielami tej krwi. Zmiana nazwisk, tożsamości, ciągłe zmiany miejsca stałego osiedlenia, nowe domy, stare związki, ale jeden typ genetycznej powierzchownosci. Spotkałem swoich kuzynów i poznałem ich rodziny. Spokrewnieni jesteśmy (nosimy to samo nazwisko) w 7 stopniu
pokrewieństwa. I miałem z jednym z nich wspólny sen, wiesz, ze to się zdarza, ale w tym śnie byliśmy braćmi, i to gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Byliśmy na starym barkasie z naszym dziadkiem, wracaliśmy z połowu wśród plątaniny wysepek i przybrzeżnych skał do domu, odniosłem wtedy wrażenie, że to było u wybrzeży Grecji, ale mogłem się mylić. Dokładnie ten sam sen miał mój kuzyn."

Niewysoka istota, pewnie zielonkawa, o formie humanoidalnej, lecz podobnej do smoka, lub ropuchy (płaza)... znam. Wyłoniła się niegdyś z piwnicy mojego domu, nakazując przeczekać nam wszystkim wstrząsy, wywołane upadkiem na ziemię w sąsiednim rosyjskim kraju ściganego przez eskadrę wojskowych myśliwców Szalonego Kosmonautę. Innym razem istotę schwytali Jugosłowianie (Serbowie) i przechowywali w piwnicy starej kamieniczki. Opisałam tę wizję w opowiadaniu Lilly (część IV), dostępnym pod adresem http://transwizje.blog.onet.pl/...

13:42, transwizje
Link
sobota, 25 czerwca 2005
Złoty proch

Dziś poranna wizja:
- złoty smukły chrząszcz dębowy na tablicy ściennej, na pół zakryty białą kartką papieru, co ciekawe z bardzo długim, prawie niewidocznym ryjkiem-ssawką jak komar, niegroźny pod tym względem, ale ciekawy,
ziścił się następującym mejlem od Nieznanego Informatora o Starożytnych Korzeniach Genealogicznych:

"Cześć Ewo, z całym szacunkiem! czytam Twoje transwizje i prawie do każdej słyszę wewnętrzny komentarz. Ponieważ te głosy pojawiają się w czasie, kiedy je czytam, a potem ulotnie znikają, przepędzone przez następne skojarzenie związane z kolejnym fragmentem Twojego snu, nie staram się ich komentować. Piszesz o graalu, exaliburze, mannie i innych ciekawostkach.
Manna - to nazwa, która wzięła się z pytania faraona: "Kiedy będzie (man-na?)?", A chodziło mu o monoatomowe złoto, mające postać białego, słodkiego w smaku proszku. Został on odkryty w świątyni Hatszepsut na Półwyspie Synajskim podczas badań archeologicznych, które potem, jako nie pasujące zostały utajnione. Wiem o tym z lektury opisującej badania pewnego
amerykanskiego farmera z Arizony. Wyniki jego badań są zaskakujące, a wnioski pokazują w pełni obłudę współczesnego świata techniki i pieniądza.
Tak czy inaczej, opisy średniowiecznych alchemików i masońskich Mistrzów Rzemiosła są niezwykle precyzyjne. Oni znali i stosowali chemię średnich energii, współcześnie zakazaną na całym globie, bo transmutacja metali jest bardzo prosta. W tym momencie, gdyby się to wydało, złoto i inne metale szlachetne stałyby się tak popularne jak żelazo, czy alumunium. Cała ekonomia światowa oparta na parytecie złota straciłaby w tym momencie sens, stąd dążenie do globalnego pieniądza wirtualnego. Zachwianie chwilowe, kilkudniowe, systemu bankowego w skali światowej, da wiecej negatywnej energii, niż wielkie wojny i ciężkie cierpienia. To pokazuje prawdziwych ogoniastych autorów i konsekwentnych  realizatorów globalizacji.
A jeszcze wracając do manny. Monoatomowe złoto ma właściwość utraty masy, przejścia jej w inny wymiar i jest to proces termicznie kontrolowany i odwracalny. Mojżesz spalił na proch złotego cielca. Ale ze złota można zrobić tylko złoto, Biblia nic nie mówi o losach tego prochu, a to właśnie była manna! Jezus potomek Wielkich Rzemieślników, dokładnie wiedział o czym mówi
w Modlitwie Pańskiej: "chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj", ten chleb to manna ze złota jednoatomowego. Blok kamienny posypany takim proszkiem też traci na wadze, można go przemieścić jednym palcem i nie trzeba do budowy piramidy wielkich ramp ziemnych, ani innych poronionych pomysłów. Budowle takie wznoszono używając do budowy złota o specjalnych właściwościach. Być może i dzisiaj udałoby się w głębi piramid znaleźć drobinki tej substancji. Ale  ma ona też dziwne "cudowne" własciwości uzdrawiające, taki proszek podawany w ilości paru mg przez kilka dni usuwa najcięższe choroby, jakie dzisiaj zna świat, to w strefie materialnej, a w strefie niematerialnej, duchowej, powoduje zmianę świadomości ludzi, leczonych tym "preparatem". Jest to więc lekarstwo dla ciała i ducha, stąd podświadome przywiązanie ludzi do ozdób i wyrobów ze złota.
W swoich transwizjach jesteś cały czas w kontakcie z rzeczywistą historią, bo ta która do nas oficjalnie dociera jest peanem na cześć sprawującego władzę satrapy..."

Oto senwizje sprzed kilku lat na temat złota. Zapisuję je tak jak pamiętam (są to raczej zespoły informacji, które mówiąc prawdę nie do końca rozumiem):

Złoto = złote ciało = anielskie ciało = król o złotej twarzy (rodzaj Lucyfera, władający Atlantydą, który rozpoczął wojnę z kosmitami i wykorzystując systemy świadomego prania mózgu, propagowanego jako "pozytywne myślenie" uwięził na ziemi i podporządkował sobie większość przybywających istot. 
Złoto jest świadkiem, w 3 wymiarze gromadzi zapis karmiczny, zbrodni i kary. Dlatego toczy się walka o złoto między upadłymi aniołami, a tymi, którzy próbują ratować świat. Startują z jednego punktu (w złotej erze? w złotym ciele?) w głąb czasu i materii. Złoto w grobowcach królów starożytnych miało ważne zadanie utrzymywania wysokiej wibracji, być może ważnej dla powrotu w innym ciele, ściągnięcia podobnej istoty, bądź odejścia?
Złoto szwajcarskie, akcja aniołów z grupy Argo była próbą zmiany biegu historii. Już wiadomo, nieudaną (chodzi być może o grupę Rudolfa Steinera). W złocie jest zapis krwi (i cierpienia). Ten kto będzie je kontrolował przejmuje dyktat Gry w kolejnej fazie (cyklu czasu).
Anioły z grupy Chrystusa, inkarnując dobrowolnie godziły się na krwawe prześladowania. Tworzyły wtedy zapis, który spadnie jako rykoszet na Kontrolerów, gdyż krew jest ceną, jaką wyznaczyły Gady za wyjście. (Na logikę nie rozumiem do końca tej historii, relacjonuję tak jak zapamiętałam...)

I jeszcze senwizje o kamieniu filozoficznym.
Świątynia katolicka, rytuał w czasie jakiegoś wiosennego święta (Wielkanoc? Zielone Swiatki?), mnóstwo kwiatów (tu skojarzenie z Izis), czysta chłodna świeża woda święcona w cynkowym wiadrze - największe błogosławieństwo Mocy. Rezurekcja, odrodzenie, wskrzeszenie.
XVIII wiek, mężczyzna ubrany w stylu epoki gra na skrzypcach, to wirtuoz (mistrz gry?), słyszę śpiew tenora po francusku, dziwny tekst (teraz nie pamiętam).
Dalej: na pograniczu Holandii, Niemiec i Francji w jakiejś wsi był pałac, w którym mieszkał człowiek znający tajemnicę lapisa (ktoś jak Saint-Germain, może on sam). Z czasem pałac zasypano dla niepoznaki ziemią, powstało tam spore wzgórze porosłe trawą i krzakami. Tajemnicy wzgórza strzegli wierni słudzy, z ojca na syna. Było wielu ciekawskich, poszukiwaczy skarbu, ale gdy zbliżyli się za bardzo nagle dostawali w główkę jakimś twardym przedmiotem i tracili przytomność.
Chodzi zapewne o "wejście do podziemi" grupy wtajemniczonych, strzegących tajemnicy produkcji złota.
I tu zaczyna się historia wizji z Wilkiem-strażnikiem. Oraz Mosiężnego Orła, człowieka, który żyje w 3 ciałach nieprzerwanie od kilkuset lat. Co ciekawe w Kalendarzu Tebańskim jest wiele odniesień do wszystkich tych historii, transmutacji metali, tygla, złotego króla, złotego deszczu, także do Wilka i Orła. Jeden z symboli brzmi wręcz tak: "Orzeł krążący nad trzema orlętami" (nazywam go "znawcą procedury"), zaś jego opozycja to: "Wilk siedzący na małpie".

17:50, transwizje
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 czerwca 2005
Czerwony Wąż

Spirala DNA we krwi. Twojej krwi. Poczuj to, wejdź, zagrzej się, spraw, aby obudziła się i w końcu przemówiła do ciebie autentyczną Mocą.

Nie pojmiesz tego, póki nie zrozumiesz siebie, nie poznasz siebie, nie pokochasz siebie, nie pozwolisz sobie być sobą, krwawym, prostym i prawdziwym, jak przeszywający na wskroś ból umierania, ból zwierzęcego strachu mieszkającego w ciele.

W umyśle ona nie mieszka. W sentymentach również nie. To jest okrąg, złożony z pierścieni.

2o Koziorożca "Wielki Wąż". To mój Mars. Czerwona Planeta, krwawy władca wojenny.

21:50, transwizje
Link
Święte koło

Mandalę mojego obecnego lunariusza rozpoczyna Strażnik Progu, psiogłowy Anuat, stojący na 1o Barana i "wygrażający prawą pięścią". Zaczęło się od razu rano, awarią zamka w drzwiach na korytarzu. Pierwsza scysja ze starą kobietą zamykającą pomimo wszystko drzwi wycisnęła mi łzy z oczu. Dalej było gorzej. Drukarnia dała znać, że "Tarot Mistrza Gry" jest już gotów do odebrania. Zapłaciłam i uprosiłam panów od transportu, aby mi podrzucili owe dwie paczki do bloku. Niestety, na drodze stanął im stróż progu, który - mimo, że mu wyjaśniłam wszystko wcześniej - z jakichś sobie tylko znanych powodów nie wpuścił ich na piętro. "Traf" chciał, że akurat wysiadł mi również domofon i nie zareagowałam w porę. W ten sposób napięcie przedburzowe walnęło ulewą łez z bezsilności, i wkrótce burzą nad miastem. Transportowcy odjechali z moimi książkami z powrotem.
Przypomina mi to historię związaną z Anuatem, tj. Syriuszem B. W starożytności przypisywano mu 40-dniowe upały letnie i susze, doprowadzające do masowej śmierci, wiązano go zatem z klątwą bogów. Owóż wściekłe upalne napięcie przed burzą tamtego dnia było czuć od rana i dawało się zauważyć także u innych. Rozdrażnienie ludzi psuło plany jak zaczarowane. Podobno, podobno podobne mordercze upały towarzyszyły (a według niektórych były ich bezpośrednią przyczyną) Nocy Świętego Bartłomieja i terrorowi Rewolucji Francuskiej w Paryżu. W tamtej chwili miałam istotnie ochotę kogoś rozszarpać na krwawe strzępy. 
No, cóż, książki przyniosłam na własnym grzbiecie, razem z Karolem (odtąd zwanym Anielskim) dwa dni później. W progu niespodziewanie ścignął nas ochroniarz (strażnik progu):
- Z ulotkami nie wpuszczamy! Proszę się cofnąć!
Jedno mnie zastanawia, skąd wiedział co mamy w plecakach?
Był to przeddzień Parady Normalnych i mnóstwo stróżów prawa kręciło się w okolicy, śledząc gromadki skupiających się na rogatkach "normalnych mężczyzn", "wygrażających prawą pięścią pederastom i innym przestępcom". Być może Karol, ze swoją krótko ściętą czupryną wpasowywał się do ich schematu oceny świata. Bardzo go to zresztą zirytowało.
No, gwoli prawdy, nie była to "rewolucyjna bibuła", ale coś owianego nimbem klątwy w rozumieniu ortodoksów religijnych owszem tak!
Niedługo potem zastrajkowała komórka, zaczęła odrzucać sms-y i do tej pory to robi, gdyż nikt nie jest w stanie mnie oświecić o co biega w tym kosmicznym sprzęcie marki Panasonic. Kolejny próg stanął okoniem.
Nie wspomnę o zapomnianych rachunkach do niespodziewanego zapłacenia i różnych innych utarczkach z powodu uparcie naprawianego zamku w drzwiach na korytarzu, które w końcu wybuchły dziką awanturą dwóch panów (tego, który naprawiał i tego, który psuł, żeby nie mieć kłopotów z wchodzeniem w środku nocy) także przed burzą, jak się zaraz okazało...

A tak poza tym? Buduję w umyśle kamienną mandalę Kalendarza, którą mam zamiar urzeczywistnić na łące przed chatką pod Dębami.
4 główne kierunki wyznaczę kompasem i ekierką.
Resztę trzeba przemyśleć.
Największy okrąg w Stonhenge składa się, jak obliczyłam (może błędnie) z 62 kamieni, być może z 64.
"4. Byk. Dzięki niemu, odtąd miarowym krokiem i ostrym okiem, mogłem odkryć rozrzucone sześćdziesiąt cztery kamienie o kształcie doskonałego sześcianu, które Bracia PIĘKNEJ z czarnego lasu uciekając przed pogonią uzurpatorów rozsiali na drodze, kiedy uchodzili z białej Twierdzy.
"5. Bliźnięta. Zgromadzić rozrzucone kamienie, posługiwać się ekierką i kompasem, aby odnaleźć znów regularny porządek".
Zgromadzić w zgodzie z odpowiednią porą w Kalendarzu, a co?
Kolejna idee fixe. Ale czemu jej nie spróbować wcielić w czyn?
Piękno świata to rytm życia.

I jeszcze wizje:
1) młodziutki wilczek,
2) wilk, taki jak z obrazów Beksińskiego prowadzi mnie wolno w Drohiczynie drogą za miasto, na zachód, ku kobiecemu klasztorowi, ciągnąc mnie za nitkę, wypruwaną z mojego lewego rękawa...

20:43, transwizje
Link
niedziela, 19 czerwca 2005
Odbite światło

Pustelnik Trewricent, brat Króla Rybaka twierdził, że przemilczał przed Percefalem istotną informację, aby go nie zniechęcić do poszukiwań Graala. Otóż, tylko powołany przez Boga może zdobyć Graala. Kiedy ta wiadomość rozeszła się wśród rycerzy okrągłego stołu wielu zrezygnowało z poszukiwań.

Przedwczorajsza transwizja odnosi się do poszukiwania energii z urządzenia graala przez ludzi nie do końca do tego powołanych:
- w moim pokoju z czasów szkolnych na piętrze (nauka + przyszłość) pojawiają się dziwne istoty. Są dość dużej wielkości, podobne do owadów, łączących w sobie dość szkaradnie urodę pancernych chrząszczy z wyglądem czarnych, dziwnie niewydarzonych pszczół. Każda istota jest inna, ale szybko orientuję się, że w zasadzie nie są groźne, lecz "pokręcone" i jakby "niedorobione", niedoskonałe. A jednak usiłują odkryć jakiś ukryty porządek zasad, ustawiają się w krzyż i wirują w powietrzu po obwodzie koła. Nagle zaczynają świecić ładnym, jasnym, choć srebrzystym i jakby odbitym (nie-własnym) blaskiem, rozjaśniając ciemne wnętrze pokoju tak jak świetliki w czasie godów. Okno jest podwójne, ale stare i próchniejące, choć jeszcze trzyma szczelność. Obawiam się jednak, że niezbyt długo to potrwa. Pomiędzy szybami usadowiły się dwa duże czarne węże i widać, że czekają na możliwość wpełznięcia do środka, gdy tylko okno puści. Znam je z innych wizji, to te same dwie czarne istoty, które ukazują mi się jako dwaj królowie przechodzący przez sztolnie najgłębszej kopalni, dwa włochate węże wypełzające z rury kanalizacyjnej, tygrys i lew, lub dwie czarne złotoskrzydłe pszczoły. Oznaczają prawdziwie wybranych. 

10:58, transwizje
Link
sobota, 18 czerwca 2005
OLIER

"i spirala w moim umyśle staje się niczym monstrualna ośmiornica wydalająca swój atrament, ciemności absorbują światło, mam zawrót głowy i kładę moją rękę na mych ustach przygryzając instynktownie jej wnętrze, być może jak OLIER ("Le Roi" Król) w swej trumnie."

Jest to opis sposobu wyjścia z fizycznego ciała (zaabsorbowanego przez ciemność) i transformacji w nieśmiertelną istotę IV wymiarową. Czegoś, co "mój ojciec" zjawiający się w moim pokoju po prostu wchodząc przez ścianę nazywa: "przejściem przez śmierć"...
Niczym zmartwychwstały Król podróżuje po nieznanym (obszarze 4 wymiaru wokół naszej planety), aby pozostawić w różnych historycznych czasach i miejscach fragmenty przekazu tajemnicy owej przemiany. Złoży je razem i odczyta właściwie jedynie ten, którego "krew przodków" została ofiarowana, nikt inny bowiem nie ma w swoich genach właciwego zapisu pamięci, będącego kluczem do Programu.
I tylko ten przejdzie przez zasłonę, aby... otworzyć Wrota dla tych, którzy mu uwierzyli.

12:09, transwizje
Link
 
1 , 2 , 3
Archiwum