bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 30 czerwca 2006
Zaległe

Poniedziałek
Moja mama odziedziczyła mieszkanie, które zdecydowałyśmy się sprzedać. Miał je kupić mój dawny znajomy jeszcze z przedszkola, Gerek, Gierkiem zwany. Popełnił jednak samobójstwo wkrótce po zamieszkaniu w nim. Robiąc po nim porządki znalazłam stare wydanie książki Alistaira Crowleya, rzadkie i cenne dla kolekcjonerów. Pokusa była silniejsza i zdecydowałam się ją sobie przywłaszczyć, choć nazywałam to pożyczką, w celu przeczytania. Trochę później odkryto, że w mieszkaniu po Gerku zostało jeszcze kilkanaście sztuk tego tytułu, z tego samego wydania. Zaczęłam podejrzewać, że ta książka niosła w sobie jakąś klątwę dla czytelnika. To samobójstwo, absolutnie bez żadnego uzasadnienia w życiu, jedynie w ataku depresji nasunęło mi myśl, że prawdziwa przyczyna zaczaiła się w książce. Kiedy ją przeglądałam, zastanawiając się, czy jednak ryzykować jej przeczytanie, nagle doznałam wizji i zobaczyłam na suficie burą chmurę, z której wynurzyła się ręka, która jak gdyby nakazywała człowiekowi zabić się, było to odgórne i nieodwołalne polecenie. Ten sen zostawił mi wrażenie powagi, smutnego zastanowienia i dziwności.

08:44, transwizje
Link Komentarze (2) »
środa, 21 czerwca 2006
Noc świętojańska

Wieczorem w TV zobaczyłam dziewczynkę chorą na raka, niezwykle podobną do dziecka znajomej. W podobnym wieku. Myślałam o niej niedawno, nie wiem czemu. Jej sprawa kiedyś już mną głęboko poruszyła, chyba przez to podobieństwo przede wszystkim i powrót bolesnych wspomnień. Było to co najmniej rok temu, gdy choroba dopiero została zdiagnozowana, a jej bliscy przeżywali horror bezradności, rozpaczy i strachu. Taki sam, jak i ja przeżywałam, choć pewnie gorszy, bo idzie o dziecko, a nie dorosłą osobę.

Całą noc męczyła mnie jej sprawa. Strach, wzruszenie, wstrząśnienie serca. Nawrót wspomnień, takich strasznych. Wyobrażenie połączenia tego, co pamiętam z osobą młodziutką, pragnącą żyć całym sercem, otoczoną miłością ludzi walczących z całej siły o jej uzdrowienie. Zaczęłam się modlić. Wracały lęki w postaci mrocznych cieni, obrazów, emocji, atakujących jak gdyby z zewnątrz moją wolę. Poczułam, że zaczynam wchodzić w bezpośredni kontakt z tą dziewczynką. Jej bliźniacze podobieństwo do kogoś mi bliskiego sprawiło, że poczułam, że ta sprawa jakby BEZPOŚREDNIO mnie dotyka i dotyczy. Wracała też moja nastoletnia młodość, pod presją nerwicowego lęku przed śmiercią. W końcu zasnęłam. Przyśniło mi się, że poszłam na wystawę urządzoną przez moją nauczycielkę, tekstów młodzieńczych uczniów szkoły, byłam jedną z nich, gdy nagle wszystko zrobiło się jakby zakurzone i zaczęły garściami wychodzić mi włosy, także w ustach zgromadził mi się kłak włosów. Wyszłam czym prędzej i wyplułam go na ulicy, ale wciąż zbierały się nowe.
Rano zapomniałam o wszystkim, zajęta szlifowaniem 8 centurii i innymi palącymi sprawami. Gdy nagle zaczęłam się jarać energią reiki jak już baaardzo dawno nie bywało. Jednocześnie ogarnęło mnie potężne wzruszenie, tak wielkie, że usiadłam do medytacji i regulowałam się oddechem, światłem, rozmową z duchami pomocnymi, prośbą do Boga i strumieniami łez, które ze mnie wypływały, w identycznej ilości co buchało ognia. Boże, pomóż temu dziecku, bądź łaskaw, choćby dlatego, że niczyja tu łaska czy interes, tylko Twoja.

19:37, transwizje
Link
wtorek, 13 czerwca 2006
Sjesta

Obraz: na progu pies podobny do Koli, wilczur, z pałającymi oczami.

21:06, transwizje
Link
piątek, 09 czerwca 2006
Nadmiar

Najpierw za oknem zatrzymała się ogromna ciężarówka i odniosłam wrażenie, że jestem śledzona. To nie było miłe. Potem popsuł się kran w kuchni, udało mi się go chwilowo naprawić, ale w końcu woda ruszyła. Podstawiłam kociołek i wołałam na kogoś, aby mi pomógł, bo kurek do zakręcenia rury jest w piwnicy. Tymczasem woda wzbierała...
Przebudziłam się w drugim ciele. Ktoś uderzył w szybę okna w kuchni. Potem usłyszałam chlipiącą młodą dziewczynę, chodzącą po pokoju.
Na koniec obudziłam się rano godzinę później, niż potrzeba. Zdziwiona, że nie mogę sobie jeszcze pospać. Na szczęście koza była wyrozumiała. Tylko jaskółki zniecierpliwione, natychmiast wyfrunęły tuż nad moją głową na świat.

16:22, transwizje
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 czerwca 2006
Szachy

Rozmawiałam z jakimś uczonym, klasykiem, sprzed dajmy na to stu lat, może to była Austria, może Szwajcaria, ów ktoś trochę przypominał mi Junga, choć nim nie był. Może dlatego, że interesowały go podobne tematy, alchemia, symbolika, średniowieczne tajemnice. Działo się to w jego mieście. Pokazał mi rysunek szachownicy, na którym rozmieszczone były w jakimś porządku czterowiersze Nostradamusa dotyczące wydarzeń w kilku najznamienitszych rodach europejskich. Było ich może 16, w kwadracie 4 na 4. Wykonywało się jakiś ruch szachowy od jednego do drugiego. Tych szachownic było dwie. Były narysowane ręcznie na dwóch kartkach papieru, które potem uczony złożył rysunkami do siebie i schował. Potem gnałam za nim na koniu przez miasto, ale siodło było nie umocowane i czaprak się wysunął, musiałam stanąć, aby je poprawić. Wtedy on zginął mi z oczu.
Zaczęłam się budzić. Poczułam czyjąś obecność. Dużej, ciężkiej, jakby niezgrabnej istoty. Stała koło mojego łóżka z wielką powagą. Potem wrażenie się rozwiało.

17:52, transwizje
Link
poniedziałek, 05 czerwca 2006
Zieleń egipska

Czułam już to wcześniej. Ale przy zasypianiu wzmogło się. Nagle, kiedy stałam na dworze i patrzyłam w stronę bramy ujrzałam przepiękny widok. Niesamowita zieleń ogromnego, egzotycznego lasu, dżungli, jak ze wschodniej baśni. Wznosił się tuż za drogą, którą szedł teraz powoli jakiś szarawy, niezgrabny, wielki stwór. Kurdę... słoń, młody słoń!
Nagle znalazłam się na rozległym pustym dziedzińcu, wyłożonym kamienną kostką. Wiodły do niego trzy schodki i coś w rodzaju bramy, zaznaczonej przez nieduże, wąskie kolumny po bokach. Znienacka pojawił się jakiś namolny, niezbyt rozgarnięty koleś, który - wiedziałam to - tutaj sprzątał i był najniższym pomocnikiem świątynnym. Zamieniliśmy kilka słów, ale on mnie nie odstępował, blokując przejście w jakichś swoich samczych zamiarach. Szybko oceniłam swoją sytuację. Jeśli ruszę biegiem przez dziedziniec on może mnie dogonić. Nikogo wokół. Byłam zagrożona. Nie dałam nic po sobie poznać, tylko ustawiłam się wobec niego tak, aby w razie ataku móc nagle zepchnąć go ze schodków w dół, a kiedy się przewróci - zacząć uciekać.
Ten jego obleśny uśmiech, zachodzenie od boków, przymilanie się, badanie mnie, czy zechcę... Nagle zbliżył się tak bardzo i jednoznacznie, że drgnęłam, pokazując ruchem głowy, aby spie...ał  i on zdumiony odskoczył.
To się w tym momencie stało na jawie. Ujrzałam jego cień otwartymi oczami, a gest wykonałam rzeczywiście.
Uciekł zdumiony, że go widzę.
Wtedy przypomniało mi się, że jeszcze w ciągu dnia przyszło mi do głowy wyobrazić sobie na drzwiach chatki pewien staroegipski hieroglif.
On teraz działał.
Stan podwyższonego widzenia jednak trwał jeszcze trochę.
Na blasze kuchennej ustawione kolumny nowoczesnego sprzętu nagraniowo-odsłuchowego.
Znów się ów ktoś pojawił i usiłował zasłonić mi trzecie oko, jakimiś wstęgami, woalami. Daremnie.
W końcu zasnęłam spokojnie.

A poza tym wyobraźcie sobie taką scenę. Stoję na progu chatki z kanapką w ręku, jem, a wokół mnie wpatrujące się we mnie pilnie dwa psy i dwie kozy, a na daszku drewutni stodolniana pliszka. Każde coś dostaje na koniec, wiem, jestem za dobra.

13:42, transwizje
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 czerwca 2006
Cyf

Cyphe... sajder... kielich... chalice
W nocy wrogi sen.
Młode pokolenie. Zaatakowane przez ryby. Dziwne ryby, drapieżne. Odkrywam, że Ziemię namierzyła rasa Rybonów. To istoty, które były skazane w Planie Boskiej Ewolucji na całkowitą przegraną, od nich - ryb - jak od dna odbiły się istoty niebiańskie próbujące ewolucji w materii. Teraz odbywa się niewidzialna manipulacja. Rybony stworzyły własne nośniki cielesne w wodach i zaczęło to być odkrywane. Mało tego, w pewnym momencie Rybony, w skafandrach ludzkich pojawiły się wśród ludzi. Rozpoznałam jednego po spojrzeniu wielkich, czarnych oczu. Postanowiły odwrócić rozwój w swoją stronę, one na szczycie drabiny ewolucji.

Uwolniłam kozę z łańcucha. Podskoczyła i przegalopowała radośnie przez całe podwórze. Potrafi być chyba całkiem samodzielna. Czuję się tak, jakbym sama siebie uwolniła.

14:45, transwizje
Link
Archiwum