bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
środa, 27 czerwca 2007
Przygody czas
Jedziesz sobie jak zawsze tę samą dobrze znaną trasą, drzemiesz, bo trzeba było wcześnie wstać na jeden z trzech kursujących tędy na dobę pociągów, jednocześnie czuwając, bo jeszcze raz, dwa, trzy, no może cztery przystanki i będzie wysiadka, gdy nagle hałas, zgrzyt, nagłe hamowanie pociągu wyrywa cię z błogiego stanu uśpienia. Stajecie, rozglądasz się wraz z wszystkimi pasażerami, dociekając przyczyny. Po kilku minutach staje się jasne. Pociąg zderzył się z samochodem na niestrzeżonym przejeździe. Po jeszcze kilku dalszych minutach rozumiesz, że podjazd na nasyp jest tu dość stromy, widok zasłania zboże rosnące na polu, a człowiek, który jechał miał stary samochód, który zwyczajnie zgasł mu na torach. Jego pasażer zdążył uciec, lecz kierowca, zajęty odpalaniem nie. Straż wydobywa go teraz zakleszczonego w aucie, a pogotowie wiezie na sygnale do szpitala. PKP milczy co do losu pasażerów pociągu. Kwitną samotnie na starym peronie pobliskiego rozsypującego się dworca jeszcze 2 godziny w oczekiwaniu na następny i jedyny już tego dnia pociąg w ich stronę (co za szczęście w nieszczęściu zresztą). Pada deszcz, jesteś w krótkim rękawku, marzniesz, nie ma gdzie dostać choćby wody do picia, burczy w brzuchu. Kogo to obchodzi! Ot, spotkanie z losem na przypadkowym przejeździe.
11:20, transwizje
Link
wtorek, 26 czerwca 2007
Obowiązki 2
Rżniemy powoli gałęziówkę na zimę. Cieszę się, gdy pada, wtedy mam trochę odpoczynku. Najprzyjemniejsze z moich obowiązków jest pasanie kóz przy drodze i na łące. Stoję z długim leszczynowym kijem i tarasuję im drogę na pole zbożowe, które wielce je kusi. Czasem je palujemy (w moich stronach mówi się polujemy, od pola, a nie pala) i pasą się same na łańcuchach, ale w sumie młodzież bywa sprytna i buszująca na terenach zakazanych mimo to, poza tym to niezwykły widok, gdy stado buszuje wśród krzaków na brzegu lasu. Przypominają się wszystkie mity o kozim gatunku i bożkach i boginkach leśnych z kozimi cechami. Bombus wychyla swoje coraz bardziej imponujące rogi z zielonej gęstwiny, jak bożek Pan, ma śmieszną czarną kędzierzawą grzywkę. Masza zaś to istna Almatea. No, ale o tym to ja już pisałam zdaje się w zeszłym roku, z takim samym zachwytem. Powtarzam się, ale to jest naprawdę piękne, jasne, spokojne, pełne harmonii natury, i tego się nie opisze.
17:17, transwizje
Link
środa, 20 czerwca 2007
Obowiązki
Szerszenie zrezygnowały z lokum w podwalinach. Nie wiem, czy coś nie pożarło królowej matki. Kilka sztuk pojawia się jeszcze czasem, jedna sforsowała znowu chatkę od strony podłogi, ale padła na firance od muchozolu, inna wpadła do folii, coś czasem buczy koło sadu, może jednak stwierdziły, że wolą wiszące gniazdo od stacjonarnego. Niemcy z powrotem. Wysłuchuję teraz długich opowieści, jak to Germania podupadła mentalnie i kulturowo, że Niemcy grzebią w śmietnikach i pracują przy szparglu, kradną i oszukują na każdym kroku, przestali się uśmiechać w sklepie i na ulicy, nie ustępują drogi, zaledwie bąkają coś ze skrzywioną twarzą. - To się stało przez kilka ostatnich lat, ale od zeszłego roku jakoś prędzej. To zadziwiający proces. Oni pokazują teraz swoją prawdziwą twarz... Bauer zatrudnił kilku donosicieli znających niemiecki, którzy mieli za zadanie poganiać robotników w polu, Rumunów i Polaków świetnie znanym okrzykiem: Sznela, sznela! Płaca zależała od jego widzimisię. Jeden kibel był na 20 osób, często brakowało wody do mycia po kilka godzin dziennie, w łazience zamontowane były bardzo wąskie rury, często zostawało się z szamponem na głowie, bo w kranach nagle schło. No, to teraz odchwaszczam, pasę kozy w krzakach przydrożnych, gotuję i zmywam z odczuciem dobrze spełnianego obowiązku, dla przyjemności.
19:04, transwizje
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 czerwca 2007
Nie chwalący się
Właściwie skończyłam już pisanie i stwierdzam (nie chwalący się wcale), że sporo rozstrzygnęłam, lub choćby zwąchałam, choć nadal nie umiem tego poukładać co po czym ostatecznie. Do tyłu jednak łatwiej. Niemniej okres do 2016, najbardziej dramatyczny owszem, w dużej mierze. Potem do mniej więcej 2077, gdy potopy na południu Europy wyrugują ludzi ku nam. Odkryłam też znaczenie kilku symboli, na których od wieków nostradamusolodzy zęby sobie łamali. Dama bezpłodna, ona upadła, mężyca (tudzież kowalka-mieszałka), król wybawiacz od przeraźliwości (sławetny król grozy), anioł Księżyca, podporządkowania państw, narodów i religii dla Słońca, Księżyca, Wenus, Saturna, Jowisza, Merkurego (Nostradamus je unowocześnił i wcale nie stosował tablicy babilońskiej sprzed tysięcy lat, bo się warunki zmieniły, zwyczajnie), dzieci książęce Damy bezpłodnej, kilka ważnych dat i sposób ich zaszyfrowania, o których wiele bajd nabajano. No, i sprzątam chałupę, bo zapuszczona krańcowo, tak tylko ja potrafię, gdy piszę.
14:47, transwizje
Link
czwartek, 14 czerwca 2007
Spoko loko
Pod podłogą zamieszkały szerszenie. Mam spokój z pszczołami. Poczytałam sobie o nich w internecie i włos mi się zjeżył. Moje są jakieś inne jak na razie. Ale to dlatego, że właściwie mieszkam w lesie (na samym skraju) i one odlatują na cały dzień do lasu, nie żerują w pobliżu i nie rzucają się specjalnie w oczy, tylko wieczorem, albo rano można usłyszeć buczenie jakiegoś blisko chatki. Nikt ich tu nie ściga i nie okazują agresji. Na dokładkę Kicia próbowała sobie z chatki zrobić jadalnię mysz (do tej pory wnosiła je zawsze na stryszek obory i tam zjadała) i zniosła mi kilka, kiedy jej jedną wyniosłam na szufelce i wyrzuciłam, ugryzła mnie lekko w nogę (symbolicznie) i więcej się z nimi nie pokazała. Wujek mojej mamy miał jeszcze ciekawiej, bo kiedyś jego ukochany kot przyniósł mu martwą mysz w prezencie i położył mu na ustach, gdy spał. ;-) Była to przysłowiowa opowieść w rodzinie przez lata. Były sianokosy i zwózka siana, pomagałam MJ przy wałowaniu (grabiami, tam gdzie maszyna nie weszła), potem przy wiązaniu (zbierając nie zebrane przez maszynę siano), wrzucaniu na przyczepę (tu pomagał Michałek, pocieszny młodzieniec o cienkim głosie, a z zawodu rzeźnik) i potem układaniu w oborowej stodółce. Kichałam potem przez godzinę, ale w sumie katar sienny nie odezwał się jakoś specjalnie. Cierpiałam na niego kilka lat dawno temu, ale wyleczyłam się dzięki poradzie znajomego homeopaty, zażywając przez dwa sezony granulki Pollen 9 i Pollen 15. Polecam, świetne na uczulenia na pyłki kwiatów i traw. Po 5 kuleczek pod język pół godziny przed jedzeniem rano, na czczo. Dziś zgarniałam resztki pozostawione na łące w kopki, ale padłam w połowie z upału.
19:15, transwizje
Link Komentarze (2) »
Archiwum