bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
niedziela, 23 czerwca 2013
Rurnie

Duszne noce po upalnych dniach ostatnich sprawiają, że słabo się wysypiam. Dzisiaj to już było wyjątkowo źle. Ze względu na bardzo wczesną godzinę wstania, aby A. mogła zdążyć na pociąg do W. O w pół do czwartej nad ranem, skoro świt.
Wiedząc o tym oczywiście zasnąć nie mogłam z wrażenia, że się nie wyśpię. I dopiero koło trzeciej zmorzył mnie dziwny transowy sen.  Byłam w nim młodym mężczyzną, który w necie podłączył się pod rozmowę na czacie prowadzoną przez emeryta Andrzeja Rosiewicza. I wysłuchał opowieści o sposobach wtłaczania do głów społeczeństwu różnych wzorców i mód, z pomocą przebojowych piosenek, dzięki którym chodzi ono potem na paseczku interesów wąskiej grupy rządzących zza węgła. Na bazie tej rozmowy bohater mojego snu stworzył własną koncepcję. Nie wiem jaką. Pamiętam jedynie podskakującego na ekranie monitora mocno podstarzałego piosenkarza.
Wkrótce mój bohater dotarł do domu starców, w którym spędzali wygodną starość dawni prominenci kultury z czasów socjalistycznych. Między innymi gwiazdą tam wciąż była pewna aktorka, którą czas zdawał się omijać, bardzo podobna w stylu i osobistym majestacie do Zdzisławy Sośnickiej. Napisała ona pewien tekst, rodzaj pracy naukowej na tematy teatralno-aktorskie, bardzo cenny z jakichś powodów, a mój bohater chciał ją namówić na opublikowanie go lub chociaż udostępnienie jemu, niektórym. Aktorka zgodzić się nie chciała. W trakcie takich różnych dysput okazało się, że mój bohater zakochał się w owej gwieździe i zapragnął posiąść. Gwiazda jednak była zimna jak lód.
W końcu, odrzucony w bardzo przykry dla siebie sposób po całkowitym obnażeniu swych pragnień przed nią, postanowił ukraść tekst gwiazdy, maskując czyn wypadkiem spalenia. Zasłonił szybry w kaflowym piecu w mieszkaniu aktorki, dym wyszedł na pokój i na korytarz zakładu, co wszyscy sąsiedzi zarejestrowali. Fakt zaginięcia tekstu zatem połączono z koncepcją spalenia go w piecu przez samą autorkę.
Była jeszcze próba rozmowy mojego bohatera z trójką starych emerytowanych krytyków teatralnych i cenzorów dawnej sztuki, ale nie byli oni w stanie wpłynąć na wolę aktorki, którą wciąż nadzwyczajnie podziwiali. Jej majestatyczne zimne i wyniosłe piękno obezwładniało każdego z nich.

Z tego weszłam w trans. Znów pozostawałam świadoma wrażeń z ciała fizycznego, dotyku pościeli, temperatury otoczenia, pozycji leżenia w łóżku, oddychałam w pogłębiony sposób samoistnie, moje ciało to umie i pamięta z treningów oddychania odrodzeniowego. A umysł otworzył się w jakieś przestrzeni, którą znam z co najmniej kilku, kilkunastu takich przeżyć w życiu, ale do tej pory jej nie zidentyfikowałam. Hm, z czym by to porównać? Jak gdyby świadomość pierwszego (fizycznego) i drugiego (śpiącego) ciała połączonych w jedno znalazła się w rodzaju studni, czy rury, w kanale na tyle szerokim i głębokim, czy długim, że każda myśl budzi w nim echo, potęguje się.
Pod wrażeniem owego kanału i jego ciszy zaczęłam odmawiać w myślach modlitwę pańską, z wielką pasją, która narastała. Aż do chwili, gdy wrażenie zaczęło się z wolna zmniejszać.  I usłyszałam dźwięk budzika. Była 3.30.

09:52, transwizje
Link
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Ekrannie

O świcie zaczęła się burza, słyszałam to we śnie-nie-śnie. Popadłam w głębszy trans, w którym działy się dziwne niezrozumiałe rzeczy. Najpierw, leżąc i odbierając wszystkie bodźce fizyczne z ciała (słuch, dotyk, wierciłam się, było mi duszno) zobaczyłam pod powiekami wizję. Jakiś młody mężczyzna (widziałam jedynie jego rękę przed sobą, tak jakby scena była filmowana pode mnie) z pistoletem w ręce strzelał do ruszającej z naprzeciwka jasnym kabrioletem dziewczyny. Palił raz po raz, ona wychodziła z zakrętu i dopiero ruszała, nie trafiał, a ona wreszcie naciskając gaz i wymijając go krzyknęła zawzięcie i z pogardą:
- Innym razem napij się wódki!
Potem scena. Ta sama dziewczyna i ów strzelający z zazdrości chłopak wraz z jeszcze jednym mężczyzną. Stworzyli zgodny zakochany trójkąt. Dziewczyna postawiła na swoim.
Zorientowałam się, że ten absurdalny obraz jest jak obraz telewizyjny nadawany przez jakąś stację i nie mam z nim nic wspólnego. Spróbowałam się wybudzić z tego stanu, ale jedynie wizja zaczęła skakać i trzeszczeć na "ekranie" jak podczas awarii w przesyłaniu danych. Mój wysiłek ocknięcia się zaowocował jednak wejściem w stan para-jawy, bo nagle wmaszerowała do pokoju Anna budzić mnie, a za nią jakaś gromada gości, przeważnie młodych dzieci. Rozglądały się po wnętrzu z jakimś rozczarowaniem na twarzach, widocznie spodziewając się nie wiadomo czego. Z tego nagle weszłam w sen, w którym powróciła wcześniejsza "telewizja". Wróciła akcja z parą zakochanych zazdrosnych. Teraz nagle zamienili się w jakieś dzikie zwierzęta, które ruszyły z impetem ulicą. Wszyscy przed nimi uciekali, ja też. Wpadłam do jakiegoś budynku biurowego z szeregiem drzwi na korytarzach, wszystkie były zamknięte, ale i tak nie chciałam za nimi się chować, w lęku, że dzikie bestie osaczą mnie w punkcie bez wyjścia. Szybko zbadałam korytarze, wejście na piętro i zrezygnowałam z ucieczki wyżej. Znalazłam zaraz za drzwiami wejściowymi otwarte drzwi do jakiegoś urzędu, który właśnie kończył pracę. Ostrzegłam wszystkich pracowników, aby nie wychodzili na zewnątrz i zabarykadowali drzwi. Ktoś nie dowierzał i wyglądał na zewnątrz, gdy główne drzwi do budynku nagle trzasnęły i zrobił się rumor. Błyskawicznie zaryglowano wejście do urzędu, a ja trzymałam palec na ustach pokazując, aby nikt nie śmiał odezwać się głośno. Coś bowiem węszyło na korytarzu i pilnie nasłuchiwało. W końcu popędziło dalej w głąb budynku. Nieco się wszyscy odprężyli.
Między kilkoma urzędnikami była maleńka, karłowata kobieta ubrana w kostium bikini, pomarańczowy, z długimi włosami. Nazywano ją "Syrenką". Umalowana, z torebką na ramionku czekała już na możliwość wyjścia z pracy i ruszenia na miasto.

09:51, transwizje
Link Komentarze (8) »
niedziela, 02 czerwca 2013
Węglnie
Niedawno skończyłam czytać "Polę Laskę". Nie, nie czytałam wcześniej. Przeczytałam już potem także "Zukrycia". Są wątki, które potwierdzają. Sa też nieznane, lub tylko inaczej nazwane i niezidentyfikowane. Teraz leci "Pod choinkę". Jak to opisać? To ogólne podobieństwo. Wręcz graniczące z tożsamością? Nie da się.
Ale fakty są takie. Miałam urodzić się 24 albo 25 grudnia. Nie wyszłam ze względu na opór ciała i podświadomości matki, który trwał do 28. Na pamiątkę noszę imię Ewa. Ze względu na opór wydostana zostałam na świat okręcona wielokrotnie pępowiną. Którą przecięła własnoręcznie moja babka-akuszerka-polska wiedźma. Dalej bywa równie ciekawie, jak się zacznie porównywać. Ot, Koziorożec. A może pod kątem zadania/celu?
Gnębi mnie myśl, że coś zarzuciłam w życiu, nie podjęłam. Ze strachu. Niesmiałości. Nie jestem jednak działaczem. Zostałam wykasowana z Tego na samym starcie przez uwarunkowania fizyczne i nie tylko. To by długo tłumaczyć. Albo bardzo krótko, dosadnie.
Działam zza węgła. Dlatego mój tomik nazywałby się "Zzawęgła". Gdyby w ogóle powstał.
Ale czasem chwilami szczęka mi opada, jak podobnie może być. A inaczej. Zatem wnikam i przenikam, na razie nic.
21:40, transwizje
Link
Archiwum