bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
sobota, 25 czerwca 2016
Inwokacja

Przed obudzeniem sen: jestem chłopcem w wieku 11-12 lat. Fascynuje mnie aktor Krzysztof Pieczyński, jeżdżący po Polsce z wykładami anty-religijnymi. Właśnie takie spotkanie ma się odbyć w moim mieście (nie wiem, jakim). Piszę własnoręcznie afisz, chcąc go zareklamować, a przed wystąpieniem spotykam go na dworcu, gdy wysiadł właśnie z pociągu. Przełamując nieśmiałość zaczepiam go i proszę o kilka odpowiedzi na pytania. Pieczyński traktuje mnie zrazu dość powierzchownie, jak zwyczajnego przypadkowego fana na ulicy. Pokazuję mu jednak mój afisz i proszę go, aby złożył pod nim własnoręczny podpis. Zgodził się i uczynił to, ku mojej ogromnej radości.

Potem jest już spotkanie, w wielkiej sali, licznie przybyła widownia czeka na pierwsze słowa prelegenta z ciekawością. Wtedy Pieczyński zaczyna przemowę intonując po arabsku modlitwę zaczynającą się Allah akbar. Wszyscy od razu rozumieją, że nie głosi tu chwały islamu, a raczej pokazuje, że każda religia opiera się na prawdziwym jądrze, które mieści się w sercu szczerego wyznawcy. A wszystko, co poza tym, jest sztuczne i nieważne. Po pierwszym zdziwieniu słuchacze przyjmują inwokację, a później cały wykład entuzjastycznie.

19:04, transwizje
Link
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Małe guziczki

Niedawno, w chwili, gdy brałam prysznic, pojawiła się w moim umyśle, wyraźnie wyczuwalna, twarz starej pomarszczonej kobiety. Nieznanej mi, choć wydała mi się przez chwilę podobna do babki. Spokojnie przyjrzałam się jej, milczała, patrzyłyśmy na siebie tylko. Potem rozwiała się spokojnie.

- Zajrzała do mnie jakaś szeptucha – oznajmiłam, po wyjściu z łazienki. To nie pierwszy raz.

Wróciłam do odłożonych na półkę opowiadań fantastycznych. Po ostatnio intensywnie odsłuchiwanych wykładach różnych ludzi na jutubowych filmikach trochę mi się wyjaśniło z tego, co zaledwie musnęłam po wierzchu. Ważny w tym względzie zwłaszcza okazał się Harald Kautz-Vella i "jego" czarna maź. Pojęłam sens snów o grzybie, żrących kroplach spadających z nieba, cieniu i sztucznej inteligencji. Pewnie z tego powodu kolejnej nocy przyśnił mi się wysoki amerykański urzędnik w mundurze podobnym do marynarskiego, koloru ciemnoniebieskiego z licznymi małymi jasnymi guziczkami w dwóch rzędach, który był wtajemniczony w pradawne zapisy i artefakty, zgromadzone z różnych miejsc i kultur, i czasów. Stąd, że miał gejowską manierę pomyślałam, że to J.E. Hoover. Choć rozmawiałam z nim i kilka rzeczy mi zdradził i objaśnił, a nawet poprawił jakąś moją pomyłkę, to jednak nic z tego nie zapamiętałam po obudzeniu. 

16:43, transwizje
Link
wtorek, 14 czerwca 2016
Sterowanie

Wybrałam się na wycieczkę organizowaną przez kościół, średnio dużym busem. Siedziałam obok kolegi przypominającego Wiosło, wychowanego w głęboko katolickich zasadach, przytulaliśmy się do siebie i gadaliśmy szczerze, choć nie miałam na niego ochoty i on o tym dobrze wiedział. To była przyjaźń. Niemniej nasze zachowanie zbulwersowało jakoś siedzących obok, ogólnie panował w busie spory ścisk. Kierował samochodem papież Franciszek. W pewnym momencie rozdawał garściami małe tabletki z jakimś chemicznym środkiem pobudzającym (przyśpieszającym?), podobnym do amfetaminy. Wzięłam, jak inni, ale – tak samo jak mój przyjaciel – nie zażyliśmy ich. Dziwiłam się, że kościół to propaguje. Bus wyjechał za nieduże miasto, belgijskie, jak mi się zdało. Wysiedliśmy, spacerując. Zamyśliłam się tak jakoś mocno podczas spaceru, że nie zauważyłam, że wszyscy już wsiedli z powrotem do busa i czekają tylko na mnie, aby odjechać. Kiedy się ocknęłam z zapatrzenia i połapałam w sytuacji, bus już ruszył. Zrazu wolno, więc pobiegłam za nim, machając ręką, żeby stanęli, bo jeszcze ja, ale kierujący Franciszek nacisnął gaz i odjechał, złośliwie. Znalazłam się daleko na przedmieściach nieznanego miasta, nieznanego kraju, bez żadnych pieniędzy ani innych pomocnych środków. Rozpłakałam się i rozkrzyczałam ze strachu, złości i rozczarowania.

W następnym śnie uczyłam grupę nastoletnich uczniów „przedszkola”, samych chłopców, pisać cyrylicą literę c. Narysowałam ją kredą na tablicy, przypominała dlaczegoś kielich, a zaokrąglony jak talerzyk ogonek na końcu nazwałam „gralem”. Bukwa w ogóle nazywała się „kielich z gralem”, choć nadal czytało się jako „c”. Kazałam ją uczniom starannie przerysować. Obudziłam się, pisząc w myślach cyrylicą wyraz „car”.

Ostatnio przez kilka dni miałam w sobie dziwne odczucie, w dzień, na jawie. Te nastroje nie miały żadnego pokrycia ani przyczyny w rzeczywistości i zdarzeniach życia. Najpierw była to dzika agresja, złość. Obserwowałam to w sobie i obserwacją trzymałam na dystans. Ale bywało, że okazywałam nagle absurdalne rozdrażnienie drobiazgami. Potem zaczęło się przebijać do świadomości poprzez przypadkowo oglądane filmiki na YT. Pojęłam, że to energia dinozaurów. Dzika, okrutna, zastraszająca, a jednocześnie trzymająca i trzymana w karbach.

Najpierw wpadł mi filmik o siostrach Ericsson, które bodaj dwa lata temu rzuciły się jedna po drugiej pod pędzące samochody na autostradzie w Anglii. Roztrzaskane, niemające prawa żyć, podczas akcji ratowniczej ożywały i zaczynały się złościć, krzyczeć, wzywać policję i pomoc, szarpać się i wyrywać ratownikom. Jedna z nich uciekła, a złapaną musiało okiełznać sześć osób, po zastrzyku odtransportowana do szpitala wróciła do przytomności, nie pamiętając, co robiła. Wypuszczona po dobie wylądowała u mężczyzny, który ją przygarnął na noc pod dach, zabiła go nożem i uciekła. Druga siostra była zmiażdżona od pasa w dół. Dinozaury. Krew dinozaurów. Pień mózgu. Zdalne sterowanie.

Następnie wykład zcyborgizowanego żołnierza Kierona Lee Perrina, który pokazuje zdjęcia z implantami, tymi w jego mózgu i tymi już wyciągniętymi, omawiający różne przypadki zdalnych ataków.

Potem zdjęcia dziwnych zwierząt wyciąganych z morza, widywanych w powietrzu, w wodzie i na lądzie, opowieści o dinozaurach widywanych w dżungli. I najnowsza audycja Darka Kwietnia, w której wystąpił z nadmiernie czerwonymi rumieńcami na twarzy.

W nocy zaś sen, w którym odkryłam, że ostatnie wielkie ćwiczenia NATO w Polsce, z udziałem wojsk amerykańskich wzmocniły u nas tajne struktury kontrolujące. Znów ta dinozaurza energia, i z niej wyłaniająca się postać ministra obrony, z całą twarzą pokrytą szarym zarostem. Otóż na Darka przyparto zdalnie kierowany atak. Wylądował w szpitalu, bo zemdlał na ulicy. Dostałam się do niego dzięki sympatii jednej z pielęgniarek, która postanowiła mnie chronić i osłaniać, pokazała odpowiednie drzwi i czas na spotkanie. Kazałam mu nosić metalowy łańcuszek na szyi, który miał neutralizować zabójcze promienie. Sama też taki nosiłam, nawet większy, sięgający do pępka. Pielęgniarka ułatwiła mi dotarcie do istotek, które mogły więcej pomóc. Było ich trzy, na półce w gabinecie lekarskim, przypominały duże pająki. Jedna z nich była chętna, różniła się od dwóch pozostałych tym, że miała sterczące jak wąsy druciki, inne były zapętlone w sobie i niechętne współpracy. Jak sądzę przedstawiały zaimplantowanych agentów, z których jeden zdołał się jakoś odłączyć od ukrytego steru i poznać sposoby uwalniania się i przeciwdziałania atakom. Działał na dwa fronty. Weszłam z nim w kontakt i ustaliłam jakieś zasady pomocy dla zaatakowanego. Potem chciałam się dostać do warszawskiego mieszkania, ale nie pamiętałam adresu, znalazłam, co prawda blok, ale weszłam na czwarte piętro, zamiast piąte, a może szóste, szukałam schodów albo windy, nie było ich, tylko coś w rodzaju szerokiej drabiny, której stopnie stanowiły naciągnięte różnokolorowe druty, kable czy też struny.

17:13, transwizje
Link
Archiwum