bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
sobota, 30 lipca 2005
Dziecię
NInf napisał: "Czytając materiały z "Halexandria library", jak też inne na temat Świętego Graala, powstało we mnie przeświadczenie, że część ludzkości, bardzo mała część, bo trochę ponad 350.000 ludzi nosi w sobie geny pochodzące od ludzi z tzw. 10 planety - z Nibiru (wg teorii Zacharii Sitchina). Jest to największy i najświętszy z darów, który dostała od tych ludzi dzisiejsza ludzkość. Przekazywane one są z pokolenia na pokolenie, ale można je wykryć tylko w krwi kobiet pochodzących od tej rasy. Ponieważ w pewnym sensie nosicielami tej krwi są kobiety, to według ludzi Animusa należy te kobiety wyeliminować z grona żyjących. Najłatwiej skierować na nie (i wszystkie inne) odium czegoś przerażającego i budzącego obrzydzenie zarazem, taki jest według mnie podtekst walki z wampirami. Dla zatuszowania rzeczywistych intencji pod miano wampirów podciągnięto też mężczyzn."

A mnie przypomina się niedawna wizja Gwiazdy Filmowej, która w ciągu jednej nocy doznała przeogromnego bólu, postarzała się, straciła trzecie oko i większość zębów. Kobiety są w wizjach symbolami ras, gatunków, narodów i plemion, a czasem wyznawców religii i społeczności w ogólnym sensie. Z natury wyniosła i egocentryczna, przyjęła jednak ów ból z zaskakującą akceptacją, "przyjęła to dziecko" (przypominam sobie teraz takie sformułowanie) i została "świętą katolicką".
W zamian prosperowała inna cywilizacja, techniczna, czerwonych, o imieniu "Wilza", o której zaczęłam mieć podejrzenie, że skończy tak jak poprzednia, Gwiazda.
Koleś miał w sobie wampirze cechy, był spod Ryb, oszołom udający, że 1) potrafi zaradzić problemom Wilzy; że 2) dysponuje zasłużoną mocą ("męską rentą"), którą zdobył podczas 5-letniej pracy. Czyli zarobił karmicznie na profity, które czerpał darmo z systemu Wilzy. Odkryłam kłamstwo, ale i coś związanego ze mną osobiście...

NInf dalej: "I jeszcze jedno. Ludzie Animusa. Mam na myśli dwa rodzaje ludzi Animusa. Jedni to ludzie z krwi i kości, którzy z wyboru mu służą, np. sataniści zajmujący najczęściej ważne stanowiska państwowe, niezależnie od geografii, oraz niby-ludzie. Niby-ludzie to cud bio-techniki. Odrestaurowane ciało fizyczne i eteryczne (a więc tylko tym ciałom właściwe czakry) i ogrom wiedzy. Brak subtelnych ciał wyższych. Idealne zombi. Inteligentne, sprawne fizycznie, bez uczuć i emocji. Superwykonawca.
Jaki to ma związek z wampirami?  
Nosiciele Świętej Krwi mają tylko jeden krok do oświecenia, iluminacji. Wielu jest jeszcze niezbudzonych, ale są potencjalnym, największym zagrożeniem dla Animusa, bo bez trudu będą mogli jego i jego twory zdemaskować. Największa farma w galaktyce okaże się fiaskiem, to brak dopływu świeżej negatywnej energii dla Animusa i ten sataniczny eksperyment legnie w gruzach. Jedenaście tysięcy lat wysiłków pójdzie w niwecz. Zbliżający się nieubłaganie EXODUS ludzkości do czwartego wymiaru jest kresem eksperymentu Animusa. Na Ziemi pozostanie garstka tych, którzy pozostaną w trzecim wymiarze, a apetyt i przyzwyczajenie do komfortu jest tak samo mocne u Animusa, jak u ludzi. To prawdziwa przyczyna niezrozumiałych konfliktów, ataków terrorystycznych i tragicznych zdarzeń na wielką skalę."

"Przyjęła to dziecko". "Dziecię", "Dziwne Dziecko", "Dziecię Wszechświata"...

NInf: "Miałem taką wizję: kosmicznych rozmiarów Istota jest brzemienna. Nasze Słońce (mały fragment serdecznej czakry tej Istoty) daje siłę jej płodowi (naszej Ziemi). Minęły eony. Płód dojrzał. Data porodu jest ścisle określona. Może się nieznacznie zmienić. Porody bywają wcześniejsze i przenoszone. Akuszerki, strażnicy i wszyscy potrzebni są już na miejscu. Kanał porodowy już jest sformowany, ale akcja porodowa jeszcze się nie zaczęła. Ludzkość i całe życie na planecie jest skórką tego płodu. Czy skórka ta będzie zdrowa, gładka i elastyczna, czy też spękana i niezdrowa, zależy od ludzkości. A od tego jaką skórę będzie miał płód zależy przebieg akcji porodowej. Jeżeli poród będzie przebiegał sprawnie możemy nawet nie zauważyć, że coś się
stało. Jeżeli poród będzie trudny, nieuniknione będą konwulsje rodzącej, a te odczujemy bardzo wyraźnie jako kataklizmy na skalę planety. Widziałem ten kanał porodowy i nie tylko ja, widziało go wiele osób, w tym moi przyjaciele. Poród ma trwać prawie trzy doby. W tym czasie Ziemia przeniesie się w inne rejony kosmosu. Będzie się nam zdawało, że zgasło słońce, że
gwiazdy spadają na Ziemię. Nic to; gdy poród się skończy Słońce zabłyśnie nowym blaskiem. Skończą się choroby, śmierć, strach, zniknie możliwość kłamstwa, obłudy i perfidii. Będziemy na ZIEMI OBIECANEJ."
06:54, transwizje
Link
piątek, 29 lipca 2005
Oko Ryby
Andy spod Ryb opisuje mi swoje przeczucia:
"Co do wampirów wydaje mi się, że jest w tym ruchu coś autentycznego, ale nie wiem co, wyczuwam jednak niestety coś szyte grubymi nićmi...
Mam silne przeczucie, że bardzo wiele rzeczy z tzw. paranauki i przepowiedni to manipulacja... Po to, aby przygotować grunt pod coś strasznego na 2009 -2012 lata.
Przychodzą do mnie następujące negatywne skojarzenia, opiszę symbole, nie rozwodzę się z braku czasu i z braku własnego pojęcia, co naprawdę odczuwam:
- Znaki w zbożu, tzw. kręgi - oznaczenie teretorium do podziału, coś jak oficjalne znaczenie ziemi do zagarnięcia, widoczne dla koalicjantów, by potem się nie kłócić.. (może jak w filmie "Znaki"?)
- czipy w ludziach - zmyłka fałsz. Nie będzie tego.
- walka wampirów z KK - to echo walki dwóch kosmicznych ras, w tym jest istota problemu.
- mit o antychryście - to propagandowy atak, wyprzedzający przybycie przybyszów, aby zakwalifikować ich jako zło, a tymczasem samo zło już ma ziemię w posiadaniu.
Będziemy zmanipulowani. KK upadnie - to ich cel, chcą się posużyć islamem, a te młotki to zrobią.
Potem kontrola nad ludzkim stadem - wykorzystywanie dla krwi lub energii - nie wiem, ale mam bardzo negatywne odczucia - lecz i jedyne prawdziwe - coś a la Pająk, ale również patrz: "Wehikuł czasu" Herberta Wellsa.
Ludzkość, jeśli połączy psychotronikę i klasyczną oficjalną naukę jest na progu nowej ery. I nowego rodzaju kontroli.
Tak sobie piszę, wiem: chaos...
Nie wiem więcej, mam mętlik."
10:09, transwizje
Link
czwartek, 28 lipca 2005
Dziura w głowie
Senwizja w noc po starcie amerykańskiego promu kosmicznego: byłam na "challenderze", w kosmosie. Niepokój. Straszny skok w dół, w przestrzeń, ku ziemskiemu Oceanowi... z gałęzi Kosmicznego Drzewa.

Senwizja w noc przed awanturą w Grodnie: kobieta - dumna, egocentryczna, przedwojenna gwiazda ekranu w ciągu JEDNEJ NOCY traci większość zębów, a straszliwy ból towarzyszy utworzeniu się ciemnej dziury w czaszce na czole. Przyjęła ten ból z akceptacją i została "świętą katolicką". W zamian prosperował oszukańczy Koleś, któremu wytknęłam kłamstwo, że od pięciu lat jest na zasłużonej "męskiej rencie" po kilkuletniej aktywnej pracy w branży.
- Kłamiesz - powiedziałam - Nic nie robisz, i żadna renta nigdy ci się nie należała...
Ale zrobiłam rachunek sumienia i dodałam z uśmiechem:
- Prawdę mówiąc, ja też nic nie robię... ale przynajmniej przyznaję się do tego.

Pewnie nikt tego nie rozumie (ja również niezbyt). Jednak pani Prezes jednej nocy straciła główne stanowisko (dziura w czole) i szereg działaczy (zęby), a rząd Łukaszenki proponuje utworzenie swojej wersji "Związku Kolaborantów".
Wspomnę tu niedawną moją senwizję z samolotem spadającym z nieba na wschodniej granicy z Białorusią, lecącym z zachodu (wizja poprzedziła również "orientalny" zamach w Londynie)...
20:51, transwizje
Link
środa, 27 lipca 2005
Pech

Spis pechowych zdarzeń z ostatnich dni:
- usiłowanie kradzieży psa, strata smyczy;
- awaria hamulców w samochodzie na wsi;
- zwłoka z naprawą związana z weekendem i brakiem czasu u zapracowanych przed żniwami wiejskich mechaników;
- zablokowana karta bankomatowa z powodu usiłowania skopiowania danych w pewnym bankomacie warszawskim spowodowała brak kasy na wsi;
- konieczność dodatkowego przyjazdu do Warszawy, aby zdobyć pieniądze, z trudem udało mi się je pożyczyć, gdyż wszyscy znajomi akurat byli "na debecie";
- podczas drugiego wyjazdu zamieszanie na Dworcu Centralnym spowodowane wypadkiem kolejowym;
- awaria dała się na szczęście usunąć bez problemu, i tak tanio, że nie żal było jeszcze podarować "mleczko" mechanikowi, lecz po powrocie okazało się, że syn mechanika nie dokręcił dobrze koła i zgubliśmy felgę, trzeba kupić odpowiedni klucz do kół, aby sprawę naprawić;
- choroba i śmierć "ciotecznej ciotki".
Kilka nauk z tego płynie:
NIGDY NIGDZIE SIĘ NIE SPIESZ.
DBAJ O PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH, NIGDY NIE WIADOMO KIEDY TRZEBA BĘDZIE POPROSIĆ O POMOC.
DOKRĘCAJ WSZYSTKIE ŚRUBKI.
MIEJ GOTÓWKĘ I NIE LICZ NA BANKI.
NIE ZOSTAWIAJ PSA POD SKLEPEM W WARSZAWIE.
MÓDL SIĘ I PRACUJ, RESZTA SAMA PRZYJDZIE, I ODEJDZIE.

12:54, transwizje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 lipca 2005
Zgasła świeca

Dziś pogrzeb starszej osoby z mojej dalszej rodziny, w czwartek zmarła po udarze mózgu. Byłam wtedy na górze Grabarce i zapalałam świecę intencyjną przed ikoną Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Świeca zgasła. Musiałam zapalić drugi raz. Pomyślałam wtedy właśnie o niej.

Grabarka do Wielkie Miejsce. Tam zawsze jest wyrwa w zachmurzonym niebie i nie pada, podczas gdy w całym rejonie zanosi się deszczem. Po środku cerkwi, przed ołtarzem znajduje się punkt, z którego unosi się słup energii łączący Dwa Światy, Jawy i Żywych Duchów. Doświadczam tam różnych energetycznych wrażeń, zawsze poruszających mnie do głębi, włącznie z nagłym płaczem targającym za serce.
Brama została otwarta najszerzej w chwili sławetnego pożaru starej świątyni. Opowiadali mi miejscowi cały ten wypadek. Nawet teraz byli bardzo poruszeni tą historią, choć katolicy. O mało wtedy nie doszło do linczu na niewinnym turyście, który pierwszy zauważył ogień i zawiadomił policję. Wszystko spłonęło, lecz nad ołtarzem pozostała szklana żarówka, która prawdziwym cudem nie pękła od żaru.

08:32, transwizje
Link
niedziela, 24 lipca 2005
Dziwny strach

Dziś telefon od Adama. Jak zawsze bujne opowieści polityczne. Przypomniał mi się przekaz z pewnej wizji, gdy głos Komentatora zapowiedział natężenie strasznych, ludobójczych zamachów w krajach cywilizowanych. Policja i siły porządkowe "ogromnym wysiłkiem i nakładem środków" zdoła schwytać sprawców, lecz wtedy - podczas przesłuchań - okaże się... że ci ludzie to nie ludzie, lecz rodzaj cyborgów sterowanych całkowicie przez mroczne, nieludzkie siły. Skażeni robakami umysłu. Efekt jak po praniu mózgu, lecz jakimiś całkowicie nieznanymi na świecie metodami.
3 lata, 2-3 lata... 
Wkrótce nagła śmierć w wyniku zamachu na oczach świata wielkiego człowieka. Może Meksyk, Mexico City? Anioł głosem JP2 szepnął mi do ucha w 1999 roku:
- Potem JUŻ NIGDY NIC NIE BĘDZIE TAKIE JAKIE BYŁO... 
.

19:47, transwizje
Link
Pochyleni nad Otchłanią

Obudził mnie dzisiaj jakiś smutny sen, którego treść zapomniałam, choć pamiętam wniosek: "Czemu ludzie tworzą aż tak smutną sztukę i z masochistyczną rozkoszą kontemplują w niej ponury świat śmierci?"...
W zamian opisuję transwizję, którą miałam w przeddzień wyjazdu do chatki.
Akcja działa się jak gdyby w mojej rodzinnej miejscowości, choć było to jedynie podobieństwo. W okolicach mostu mojej Rzeki Życia odkryłam coś, co wprawiło mnie w podniecenie. Najpierw jednak muszę wyjaśnić, że przez lata w tym miejscu Rzeka Życia toczyła pomieszane wody dwóch rzek, w których zatrucie Dopływu ściekami z okolicznej farbiarni zabiło na długo wszelkie życie, radość i przyjemność. Po zamknięciu trucicielskiego zakładu stopniowo woda oczyściła się i można było zacząć robić w niej odkrycia...
Rzeka płynęła szerszym i płytszym korytem, niż w rzeczywistości, a także most był odpowiednio większy. Właśnie w jego pobliżu, u stóp przęsła znalazłam stos porzuconych kamiennych płyt, na które nikt nigdy nie zwrócił uwagi. Przyjrzałam im się z bliska i z zaskoczeniem znalazłam na nich artystyczne reliefy, świadczące o tym, że były to fragmenty jakiejś mozaiki. Większość płyt pokrywał motyw podobny do lilii. Znalazłam jednak kilka, na których były jakby fragmenty twarzy wielkiego chrześcijańskiego króla w zielonym nakryciu głowy, siedzącego na tronie. Zbyt wielu płyt jednak brakowało, aby spróbować odtworzyć cały oryginalny obraz, musiałam więc zadowolić się domysłami. Wykoncypowałam, że płyty są zbyt mało zniszczone, aby przypisywać im starożytne pochodzenie. Jednak są na tyle stare, aby poszukać równie interesującej przeszłości w bliższych nam czasach.
Przypomniałam sobie, że w mojej miejscowości niedługo po II wojnie kręcono duże fragmenty sławnego filmu Forda "Krzyżacy", w tym sceny z bitwy pod Grunwaldem. Płytki zatem mogły stanowić element scenografii. Wśród nich znalazłam również dobrze zachowane wycięte kawałki różowawej atłasowej tkaniny, które zszyte ze sobą mogły stanowić królewski płaszcz.
Pobiegłam z tą rewelacją do Ośrodka Zdrowia, gdzie pracowała moja znajoma pielęgniarka, zajmująca się po pracy szyciem i dzierganiem. Zaproponowałam jej zszycie znalezionych fragmentów. Nie miała zbyt wiele czasu, więc zaczęła się wymigiwać. Zdziwił mnie jej brak zapału.
- Słuchaj, odtworzymy to, co się da, ułożymy płytki, zszyjesz płaszcz, a może to jakaś zasłona z sali królewskiej i stworzymy stałą ekspozycję w naszej wsi. Można to odkrycie nagłośnić i zrobić atrakcję turystyczną z faktu, że ponad 50 lat temu kręcono tu wspaniały, kultowy film! Wszyscy na tym zarobią!
Rozczarowana jej reakcją w końcu sama wróciłam znowu pod most na rzece. Tym razem natknęłam się na dwie kobiety, które zainteresowały się moim odkryciem i przyszły tu wszystko sprawdzić. W czasie, gdy mnie nie było odkryły wiele dodatkowych rzeczy. Przede wszystkim odważyły się wejść głęboko pod most i spenetrować tamtą przestrzeń. Zaprosiły mnie tam, abym sama zobaczyła, że jest się czemu naprawdę dziwić. Otóż były tam ślady jakiegoś zamkowego pomieszczenia, dużej, kamiennej sali. Woda rzeki płynęła gdzieś pod kamienną posadzką, która jedynie w kilku miejscach miała spore wyrwy. Stało tam wielkie, podwójne łoże, zasłane białą pościelą, w którym moje dwie konkurentki spędziły noc! W rogu sali odkryłam w skrytce pod podłogą magazyn ogromnych, głowiastych, świeżych warzyw. Były tam kalafiory, bakłażany, pomarańczowe dynie i soczyste arbuzy.
- "To jakiś magazyn żywności, uszykowanej na przetrwanie trudnych czasów" - pomyślałam. Znalazłam jeszcze stary wiszący zegar, dawno popsuty, lecz w szafce prócz resztek cyferblatu znajdowały się urwane wskazówki, zaśniedziałe od upływu czasu. Nie dało się ich dopasować, ani ustalić godziny, na której stanęły. Wywnioskowałam jednak, że zawartość sali świadczy o tym, że jej historia jest starsza niż 54 lata.
- To musiało się zacząć co najmniej 60 lat temu  - stwierdziłam - na początku wojny, gdy pojawili się Niemcy, a ludzie mieli nadzieję, że to szybko minie. Musieli się tutaj ukrywać najbogatsi żydzi z miasteczka. Przygotowali sobie wygodne miejsce i zapasy żywności, aby przeczekać bezpiecznie najgorsze chwile. Niestety, historia potoczyła się inaczej i wojna wraz z holocaustem trwała całe 5 lat. Nie udało im się przetrwać...
Nagle pod mostem pojawili się dziwni ludzie. Byli to trzej, a może czterej młodzieńcy o charakterystycznych, nieznanych mi wcześniej rysach twarzy i wyrazistych nosach z garbkiem. Nie pytając nawet o zgodę na wejście tutaj (jako odkrywca dziwnego zabytku czułam się nieomal jego właścicielką) spenetrowali szybko wszystkie zakamarki, zachowując się z wielką pewnością siebie i znajomością planu wnętrza. Gdzieś spod posadzki w okolicach łoża wydobyli ukrytą tam dawno temu... głowę młodej, rudowłosej kobiety... Pomyślałam, że była to żona bogatego żyda, który zbudował tę skrytkę. Pod naporem niebezpieczeństwa kobieta została ścięta, a głowa przechowana dla przyszłych pokoleń, które miały ją odnaleźć. Patrzyłam zdumiona. Nagle młodzi mężczyźni, trzymając głowę w rękach zaśpiewali chórem jakąś modlitwę w języku hebrajskim. Zrozumiałam, że są potomkami zmarłej.
Obudziłam się z myślą, że usłyszałam kadysz, na który tak długo czekało ciało zabitej.

Tego dnia dowiedziałam się, że starsza osoba z dalszej rodziny, po zawale i udarze mózgu leży w szpitalu nieprzytomna.

06:10, transwizje
Link
sobota, 23 lipca 2005
Wschodnie emocje

Odebrałam Ellę i Marthy z pociągu via Mińsk Białoruski - Warszawa. Miały kilkugodzinną przesiadkę w drodze na zachód, którą spędziłyśmy razem w pewnej folkowej knajpce na peryferiach Śródmieścia, słuchając muzyki rosyjskich cyganów. Marthy rzeczywiście nie rozumiała Białorusinów, ale oczywiście dlatego, że mimo dukania po polsku ni w ząb nie chwytała rosyjskiego i pochodnych narzeczy. Za to Ella zabłysła w oczach Niemki znajomością rosyjskiego i umiejętnością czytania cyrylicy. Obie były zdumione bogactwem mieszkańców i wystroju Mińska. "Tam aż kapie od złota!" - stwierdzały na wyrywki. Były w teatrze, lecz na balecie, aby uniknąć problemów językowych. Ella pokazała mi zdjęcia, z Mińska, z daczy swojej cioci pod miastem, no, i z chatki swojej zmarłej babci, której nigdy nie widziała. Grodna nie fotografowała, "bo to brzydkie i zniszczone miasto". Niektórzy pewnie właśnie dlatego robiliby zdjęcia, ale nie ona, ceniąca już od kilku lat niemiecki porządek i estetykę. Rozmów o polityce nie było (wujek Białorusin nosi wąsy a la Łukaszenko, trudno się pewnie dziwić), stwierdziła tylko, że żadnych sentymentów za Polską i czasami przedwojennymi nie zarejestrowała u nikogo z kim się spotykała, a byli to przeważnie tamtejsi Polacy z dziada pradziada. Alkohol owszem, także same tłuste i mięsne potrawy jadane co dzień nasyciły je obie po same uszy (od dwóch lat odżywiają się według diety 5 przemian). Marthy była zachwycona serdecznością "ruskich", słowiańską wylewnością i gościnnością, acz przyznała, że wegetarianinem na Białorusi być nie sposób.
Ech, jedna strona medalu zawsze jest jaśniejsza... Nasza wstrętna słowiańska mściwość, zapiekłość, okrucieństwo, kłótliwość i nieuczciwość również rodzą się z emocji, których w nas nadmiar w porównaniu z germańskim racjonalizmem, albo zachodnią umysłowością.
Tyle podobieństw i niepodobieństw do mojego snu.

Potem i ja wybrałam się do swojej chatki na wschód. Tu zaczął ścigać nas pech. Wynikający zapewne z koniunkcji Saturna i Słońca na niebie oświetlonej dodatkowo Księżycem w pełni. Stres zmusza do przemyślenia jeszcze raz decyzji o przeprowadzce i uczy pokory. Niemniej poznałam kilkoro ciekawych miejscowych ludzi i widzę w tym palec boży. Strach ma wielkie oczy, taki jest mój dzisiejszy wniosek.

19:38, transwizje
Link
 
1 , 2 , 3
Archiwum