bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
niedziela, 29 lipca 2007
Serowarzę

Pasąc kozy studiuję karty Lenormand, ciekawe. Każde losowanie spełnia się w przeciągu kilku minut, godzin, czasem jednego, dwóch dni. W ten sposób poznaję i ważę sens kart.

20:31, transwizje
Link Komentarze (5) »
wtorek, 24 lipca 2007
Sąsiedztwo
Kicia brzuchatka ledwie się już toczy, ale potrafi jeszcze w nocy wyskoczyć na dwór przez lufcik. Co dzień drogą koło chatki pędzi swoje stado krów nasz drugi sąsiad, Pomykała, kawaler do wzięcia, między 30 a 40 lat. Dziadek Pluciuk zwie go "durakom", co nie przeszkadza mu co rusz do niego zajeżdżać z wizytami, głównie po mleko. Przez 2 lata prawie go nie znałyśmy, teraz ta codzienna bliskość, jak widzę kusi człowieka do nawiązywania kontaktu, choćby wymiany kilku słów. Z początku był gburowaty, teraz zaczyna się kleić. Łoj, łoj.
12:30, transwizje
Link
czwartek, 19 lipca 2007
Gromadzenie
No, to "Odwrót" (33.) dokonany, z powodu "udręki niebezpiecznej i zatrudniania sług i służących", całkiem pogodnie się to odbyło, i wedle Księgi uczynić ma miejsce "Gromadzeniu" (45.). Ciekawam o co chodzi, bo nie mam pomysłu co by to mogło być, poza tym, że dziadek Pluciuk tym razem w pełnię Księżyca przybędzie z kolejną kopą jajek, aby mu ogłoszenie do gazety napisać, że szuka lokatora i dzierżawcy. Padł mi komputer z najnowszą wersją tłumaczenia MN i zaiwaniam teraz na innym, pisząc z pamięci to, co przepadło. Na szczęście były to już drobiazgi. Szkoda mi tylko zgromadzonych materiałów historyczno-geograficznych, których sobie nie skopiowałam wcześniej.
15:58, transwizje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 lipca 2007
Pluciuk atakuje
No i dziadek Pluciuk znów się zjawił, z kopą obiecanych jajek i prośbą o napisanie nowego podania. Tym razem do prokuratury, żeby przyjechali na wizję lokalną, bo mu złomiarze ze wsi ukradli wszelkie żelazne sprzęty z warsztatu, a sąsiadka po pijanemu szyby w kuchni powybijała. Policja w gminie wcale się nim nie interesuje i nie przyjeżdża na interwencje. Napisałam zatem epistołę uczoną, przepisałam nawet na czysto, on podpisał swoim chłopskim maczkiem i dalejże nawijać o swoim losie samotnego rencisty z 10 hektary na głowie. Taka forsa się marnuje, na dzierżawcach już raz się sparzył, szuka teraz kogoś uczciwego, co by się z nim zyskiem unijnym podzielił. Na koniec zaprosił na swoje hektary, żeby obejrzeć, a że szukamy jakiegoś pastwiska i zagonu na zboże dla kóz to się zgodziłyśmy. Dwa dni później odbyłyśmy drogę wedle jego wskazówek. Na rozstajach trochę nas pokręciło, ale nos A. okazał się bezbłędny. "To tam, widzisz? Taka stara rozwalona chałupa między drzewami, na pewno tam". Zajechałyśmy pod całkiem nowy budynek, z oknami zabitymi deskami, od podwórza wybitymi i starą chałupą drewnianą walącą się na podwórzu pośród drzew. Cisza. "Hej, jest tam kto?" Cisza. "Założę się, że to tu. No przecież się umawiał na tę godzinę. O, słyszysz? Coś jakby się w środku ruszało...". Ale nic się nie wydarzyło i zawróciłyśmy. Nawet pies z kulawą nogą nie zaszczekał. Znowu na rozstajach będąc A. zauważyła sylwetkę rowerzysty, jadącego szybciutko drogą. "Jego spytamy, gdzie Pluciuk mieszka"... Dogoniłyśmy szybko samochodem drałującego... dziadka Pluciuka. Stanął. Lekko zmieszany, ale zaraz nadrobił miną. "A, to wy! Ale spotkanie! A ja do Barciniuka akurat jadę!" No, to zawróciliśmy, pokazał nam te swoje hektary, słabym żytkiem przez byłego dzierżawcę obsiane, potem jeszcze pastwisko, przez naszego sąsiada użytkowane i tam nas sąsiadka Pluciuka nastała, jadąc rowerem krowy przepalować na łące. Jak stanęła tak stała, wlepiając bystre oczęta w nasze osoby, warszawską rejestrację i umiejętnie zadając pytania wywiadując się szczegółów, a kto, a po co, dlaczego i skąd. Na koniec wreszcie odjechała, a my umówiłyśmy się na danie decyzji dziadkowi na za tydzień... Nie minął jeden dzień, gdy Pluciuk zjawił się swoim rowerkiem na podwórku pod chatką, znowu z kopą jajek w siatce, aby umówić się na jutro na podwiezienie do znajomego chłopa w sąsiedniej wsi, coby mu starą chałupę rozebrał. Akuracik żem zażywała prysznica i biedna A. nie umiejąc się wymówić choćby super-upałem zgodziła się, ale potem zaczęła kwękać. "Cholera, to źle wygląda. On potrzebuje opiekunki, zaczyna mnie denerwować, nie podoba mi się taki interes. Na rowerze do nas trafi od siebie 7 km, a do tamtej wsi jest tyle samo. To podejrzane". Co na to Księga? Ano 33 na 45 pokazuje i bądź tu człowieku mądry. ;-)
22:10, transwizje
Link
poniedziałek, 09 lipca 2007
Niedzielna pragułka
Wczoraj na wystawie koni, sokólskich olbrzymów, z grzywami godnymi nowej wersji obrazu "Szał". W stojącym z dumnym uśmiechem koło swego ogiera, ubranym w dżinsy i kapelusik w stylu cygańskiego króla rozpoznałam "naszego Walkę" od kóz. Gromady mężczyzn z zafascynowanymi oczami i twarzami, czule przemawiających do koni, swoich i cudzych, rozważających różne kwestie w swoich gronach wtajemniczonych. Skosztowałam korycińskiego sera podpuszczkowego, z lubczykiem, pogadałam z wytwórcami (nie opłaca im się robić tego w zarejestrowanym przedsiębiorstwie, gdyż zaginie tradycja ich ojców i matek). Postanowiłam zrobić własnoręcznie taki kozi ser. Z Janem i Janową nie szło pogadać, tak byli zajęci sprzedawaniem swoich gadżetów.
16:17, transwizje
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 lipca 2007
Alchemia przedmiotów
W 2 (a właściwie 3) dni zamontowaliśmy prysznic, tj. brodzik i kabinę oraz system elektrycznego podgrzewania wody, w kuchni, w rogu pomocnych ludzi. W chatce zamieszkała wyższa cywilizacja! Trzeba było przenieść zlew nieco dalej, a co za tym idzie kran. Tym samym powstał również kran na zewnątrz chatki, na ścianie wychodzącej na ogródek, co bardzo ułatwia podlewanie i pojenie zwierząt. Było sporo zamieszania, wynoszenie kredensu, wnoszenie z powrotem, układanie rzeczy. Pracowali przy tym pan Hydraulik (od niegdyś sławetnego hamulca w naszym aucie) i jego Szwagier. Czeka jeszcze klejenie glazury (to już same potrafimy) i montowanie półek i wieszaczków. Od wczoraj klecimy kurnik, którego zręby, na bazie starych wrót ze stodoły powstały w zeszłym roku. Trzeba uszczelnić ściany, postawić przednią i zamontować drzwiczki. Kury, w liczbie 5 młodych kokoszek i jednego kogutka już mieszkają w garażu. Poza tym mam pomysły na kolejny esej o Nostradamusie, tym razem alchemiczny. Odwiedziłyśmy Grabarkę, aby spotkać Jana, pomodlić się w cerkwi, nabrać świętej wody i nazbierać jagód w pobliskim lesie.
05:47, transwizje
Link Komentarze (2) »
Archiwum