bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 29 lipca 2008
Upalizacja

To chyba z upału ostatnio i notorycznego przepracowania jawią mi się nagle jasno różne drobiazgi. A to horoskop jednego świeżo narodzonego dzieciaczka nagle wywołał podczas wieczornej pierwszej drzemki obraz jego dorosłej osoby i zajęcia, którym będzie się parał. A to wczoraj A. poprosiła mnie o wytypowanie liczb totolotka, i to wywołało rano zwid: kartka papieru z zapisanymi liczbami, niektóre były wyraźne, ale migotały, zmieniały się miejscami, z trudem zapamiętałam kilka pojedynczych. Potem znalazłam się w długachnej kolejce do kolektury, a tam stał facet z losem od samego prezydenta, który grał systemem. Pokazał mi karteczkę ze skreślonymi kilkoma czaszkami, "acha, grasz trzynastką" - pomyślałam. To pewniak. Na końcu kolejki stało biurko, przy nim dwóch znudzonych mężczyzn, pracowników kolektury, przy maszynie jakby do pisania, albo liczenia. Zajmowali się "robieniem złotych banknotów", zależnie od potrzeby. To należało do ich pracy. Koleś od prezydenta miał zagrać za 500 złotych, a może 5 tysięcy?...

10:40, transwizje
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 lipca 2008
Nostradamus i UFO
Ze starodawnej ulotki:
Znak straszliwy i cudowny
który był widziany przez liczne osoby, w sobotę 10 marca, w wigilię
niedzieli Judica [tj. poprzedzającej Palmową], między siódmą i ósmą godziną w Salon we Francji.


Znakomitemu, Najjaśniejszemu, i wszechwładnemu Panu Klaudiuszowi, Hrabiemu de Tende, Rycerzowi Króla i zakonu Regentów, i Gubernatorowi Prowansji, Michela de Nostre Dame, jego pokornego i posłusznego sługi, Pozdrowienia i powinszowanie.

Szlachetny Panie,

Kiedy badałem gwiezdne konfiguracje na pierwszy dzień lutego tego roku 1554,spektakl przerażający i nader okropny ukazał się tutaj w Salon, 10 marca między 7 i 8 wieczorną godziną, i był widziany, o czym mówię, aż w Marsylii, potem w St-Chamas nad morzem, i także w pobliżu księżyca, który w tym momencie znajdował się prawie w swej pierwszej kwadrze: wielki ogień przybył ze wschodu i skierował się ku zachodowi.
Ten ogromny ogień, z wyglądu takiego, że był podobny do wielkiego zapalonego kija mającego formę pochodni, wydzielił jeden nadzwyczajny odłamek, i płomienie tego wyszły jako z różowiejącego żelaza obrabianego przez kowala. I ten ogień wydzielał liczne iskry, połyskujące tak jak srebrzyste, przebiegające ogromną odległość, porównywalną do tej z mlecznej drogi, którą nazywa się galaktyką, z prędkością strzały i wielki pomruk i trzask, immensum fragorem [nadmierny huk] jak mówią poeci, i widoczny tak jak liście i drzewa, które zostały dmuchnięte przez gwałtowny wiatr.
Zjawisko trwało długo, przynajmniej dwadzieścia minut, wprzód nim skierowało się ku kamienistemu regionowi Crau d'Arles, potem skręciło ku Południowi, wysoko powyżej morza, i wytrysk palący, który ono stworzyło ustrzegł swego koloru różowiejącego, i kontynuował rzucanie iskier zapalonych wszędzie wokół niego, tak jak piorun spadający z nieba.
Ten dziw był bardziej przerażający, niż jakikolwiek ludzki język mógłby to opisać. I myślałem najpierw, że mógłby on pochodzić z pagórka naprzeciw Aix, nazywanego Ste-Victoire [tj. Świętą Wiktorią], ale 14 tego miesiąca, kiedy byłem wezwany do stawienia się w Aix, wypytałem wielu ludzi, czy go także widzieli, ale nikt go nie widział.
Tymczasem ukazał się on dwie mile stamtąd, gdyż Pan tej miejscowości, który go spostrzegł, zażądał bym ja mógł ponieść świadectwo tego, co on ujrzał i zapragnął to zachować pamięci.
Dwa dni po spotkaniu tego człeka, balwierz z St-Chamas przybył mnie widzieć i zadeklarował, że on i inni mieszczanie widzieli tę samą rzecz, i że ona przybrała formę tęczy na niebie rozciągającej się aż do morza Hiszpanii, i że tam, gdzie kończyła się, z racji swej wysokości, musiała spłonąć i zmniejszyć do popiołów wszystko to, co przechodziła. Potem w niebie i na szerokość około jednego stadionu, ogień wszystko spopielił wprzód nim osłabł.
I jako mogę sądzić podług sytuacji w tym regionie, jest to zjawisko nowe i dziwne, i ono miałoby być tym więcej warte, że ono nie występuje, gdyż ta zjawa czy kometa wróży, że pojawi się w tej okolicy Prowansji, jak również w innych miejscach morskich jakaś klęska nieoczekiwana i nieprzewidziana, wojna, pożar, głód, dżuma, lub inne dziwne choroby, lub jeszcze, że te regiony będą oblężone i poddane obcym nacjom.
Ten dziw był widziany przez więcej, niż tysiąc osób i proszono mnie by uczynić ich spis i przekazać go waszej Eminencji, z racji faktu, że widziałem to i sam słyszałem, gdy wystąpił. I upraszam Jezusa naszego Pana o pobłogosławienie waszej Eminencji i przyznanie mu długiego życia, dobrobytu i szczęśliwej fortuny.
Ułożone w Salon-de-Provence, 19 marca roku 1554. Pokorny i oddany sługa waszej Eminencji, Michel de Nostre Dame.
Przetłumaczone z języka francuskiego [na niemiecki], i wydrukowane w Nurembergu przez M. Joachima Hellera

© Patrice Guinard, 2006 (przekład francuski)
© Ewa Seydlitz, 2008 (przekład polski)

19:23, transwizje
Link
niedziela, 13 lipca 2008
Buria

Taki dziwny sen, jakby z elementem ufologicznym. Trafiam w Warszawie z dwiema koleżankami z dawnej pracy do jakiegoś mało wystawnego, świeżo odnowionego lokaliku, w miejscu, gdzie była dawniej knajpka arabska. Nic nie zamawiamy, tylko siedzimy sobie i patrzymy. Jest też kilka osób na zewnątrz, zamawiają nieprzepisowe dania do samochodu, kufel piwa z pianką, ciasto, i czekają, czekają... Moje koleżanki opowiadają sobie anegdoty z pracy na dworcu. Otóż zabawiają się zmienianiem godziny na dworcowym zegarze (robią to jakby siłą woli) tak, że nawet dyspozytor dworcowy popada w ogłupienie, co ma jeszcze wyjechać, a co już wyjechało i kiedy mu się dyżur kończy... Ten lokal jest dziwny. Klienci samochodowi mn. w. o północy dostają swoją niespodziankę. Lewitują, dzwony biją (jakby w Pałacu Kultury) i rozlega się piosenka Mieczysława Fogga, coś jak koncert życzeń. Zaczynam podejrzewać moje koleżanki o nieczystą grę. Jestem tu z ojcem, nazywanym Doktorem (inny, niż w rzeczywistości). One go lekceważą, w końcu pokazują pewne tajemnicze miejsce w lokalu i spychają go tam nogą. To dziura w podłodze, jakby do piwnicy, ale tak naprawdę wiedzie w nieskończoną głębinę. Skaczę za Doktorem, spadamy jakby na falach magnetycznych, unosząc się w powietrzu, trwa to długo, na tyle długo, aby się przestraszyć. "To nie ma końca!". Ale nareszcie upadamy na podłogę. Ze zdumieniem stwierdzam, że znajduję się w jakimś sztucznym pomieszczeniu, z przyrządami, jak w kabinie pojazdu. Rozlega się na poły mechaniczny głos, który coś szybko wyjaśnił, ale co, już zapomniałam. Była to jakaś ponura tajemnica dotycząca płodów? kobiet w ciąży? ukrywanych w zasobnikach plag, które dotkną ludzkość w odpowiednim momencie. I znów znajduję się na powierzchni. Widzę przez okno, jak do lokalu tylnymi drzwiami wchodzi jakaś ciężarna młoda kobieta, najwyraźniej umówiona tu wcześniej...

15:58, transwizje
Link
sobota, 05 lipca 2008
Ostatnie

Tłumaczę teksty z almanachów Nostradamusa. Napisałam też artykulik polemiczny pt. "Nostradamus, Atlantyda i...", który ma wyjść w Nieznanym Świecie za miesiąc.

15:27, transwizje
Link
Archiwum