bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
środa, 20 lipca 2011
Normnie
Pogoda może wprawiać w dziwne nastroje... Opowieść A. po wyprawie do stolicy brzmiała właśnie dziwnie. A nie z powodu pogody, tylko tego, że miasto wygląda latem jak nieżywe albo mało żywe, że się zmieniło in minus, że ludzie chorobliwie bladzi, smutni i niezadowoleni, nieprzyjemni. Ja staram się o tym wrażeniu nie myśleć. Bo co zrobię, gdy już naprawdę się zacznie? Zwierzęta zachowują się normalnie i tego się trzymam.
09:57, transwizje
Link
środa, 13 lipca 2011
Patycznie
Senwizje trwające całą noc. Okiem - jak je nazwać? - Hitlerowskiego Psychopaty? ale sprawy dotyczyły też teraźniejszości, a Hitlera nie ma dawno, jednak... Wstrząsa mną zawsze widzenie tym Okiem. Jest okrutne, nieludzkie.
Najpierw karetką przywiozłyśmy z A. ciało dziadka do kostnicy przyszpitalnej. Drzwi do tego kamiennego, na pół podziemnego pomieszczenia były uchylone, a koło nich stało dwoje lekarzy robiących rutynowe sekcje zwłok. Może dlatego, że A. uczyła się pielęgniarstwa potraktowali nas jak znajomych i pokazali coś, co ich zdaniem było bardzo interesujące z punktu widzenia naukowca. W kostnicy leżały pokawałkowane równiutko zwłoki starego kaleki (bodajże za życia kulawego), który okazał się być obojnakiem. Kończyny osobno, tułów osobno, głowa osobno. Lekarz pokazał nam jego wycięte narządy, męskie i żeńskie. Opowiedział o charakterze tego człowieka, który przeżył niewolę niemiecką, gdzie mu coś zrobiono. Mówił o swoim ciele: "konstrukcja jeszcze funkcjonuje, to po co leczyć mi nogę?"... nie chciał, aby lekarze go męczyli, za wiele przeżył.
Szpital mieścił się w wielkim budynku magnackiego pałacu. Dawni gospodarze zostali usunięci w czasie wojny przez hitlerowskie dowództwo, pozostało po nich trochę posadzonych ich ręką zielonych drzewek. Miejsce nazywano Rogowiec, widziałam je napisane "w R@g@wcu".
We wnętrzu pracowała jako woźna stara kobieta, również była więźniarka obozu, która była żoną zmarłego kaleki. W moim śnie grała ją znana stara polska aktorka. Zachowywała spokój i całkowite milczenie na temat tego, co jej się tam przytrafiło. I co przeżył jej mąż. On podobno nawet jej nie chciał się z tego zwierzyć, tak to było potworne
Na terenie byłego obozu urządzono miejsca pamięci, niektóre zalano wodą, aby ich nie deptać.
W dalszych partiach snu widziałam specjalnie uczone zachowania oddziały księżniczek z rodów królewskich, paradujące przed wiwatującymi tłumami na ulicy. Te ich wystudiowane miny, mrugnięcia i uśmiechy, mające budzić sympatię, piękny wygląd i nienaganne maniery kryły istoty bez serca. Wyglądały jak doskonale skonstruowane lale.
W tłumie spotkałam jakiegoś młodego człowieka, któremu postawiłam tarota. Nie pamiętam czemu były to aż dwie wróżby,
ale zapamiętałam wnioski z kart. Bardzo prędko ma dojść do rozdzielenia ludzkości. Psychopaci stworzą własne partie (no, już je mają) i zorganizują się, ludzie zgromadzą się osobno. I nigdy już nie będą razem, pomieszani. Zagra trąba... tu widziałam nuty melodii granej przez nią i stwierdziłam, że coś zostało zafałszowane tak, aby ludzi zwieźć przekazem o nadchodzącej Harmonii. Tymczasem zasada była prosta. Rytm 3/4. Trójki na lewo, czwórki na prawo, a może na odwrót. I spiralnie.
Obudził mnie płacz małego chłopca, na tarasie. Dopiero dłuższą chwilę po obudzeniu stwierdziłam, że to musiała być zjawa, bo przecież dzieci nigdzie w pobliżu nie ma.
Teraz zajrzałam do encyklopedii szukając Rogowca. We śnie miałam skojarzenie z miejscowością pod Łodzią, ale istnieje także zamek na górze Rogowiec, połączony z kompleksem Głuszycy i Osówki, czyli projektem Riese...
09:51, transwizje
Link Komentarze (4) »
niedziela, 10 lipca 2011
Pociągnie
Dostałam pracę. Maszynistki nowoczesnego pociągu. To nie była trudna robota. Siedziałam na przedzie z drążkiem sterowniczym w ręku i czasem nim delikatnie poruszałam przy starcie albo hamowaniu, albo zmianie toru. Uczył mnie kierownik składu i początkowo jeździł koło mnie, wydawał polecenia itp. Potem już sama, i było fajnie. Zarobiłam swoje pierwsze 510 złotych pensji. Ale potem zaczęły się wakacje i wróciłam do roboty po dwóch miesiącach. Z luką w pamięci... Tym razem jechał jako pasażer pociągu Adaś, zależało mi, żeby dobrze wypaść. Przed odjazdem siedziałam koło niego w wagonie i gadaliśmy. I zerkałam co chwila na kierownika, obserwującego wagon z ostatniej ławki. A ten siedział z kamienną miną. Dlatego przegapiłam godzinę odjazdu. Zamiast o planowej 11.12 spojrzałam na zegar o 11.20! Zdenerwowana pobiegłam do maszynowni i ruszyłam, zanim pomyślałam. Kierownika nie było ze mną, a tu ruch pociągów po wakacjach zmienił się. Okazało się, że nie wiem na jakie tory wjechać. Prawe, lewe, środkowe? Poszalałam na starcie i wpadłam w histerię. Krzyczałam, że to wina kierownika, że zostawił mnie z tym samą, młodą, ledwie podszkoloną, po dwumiesięcznej przerwie w pracy... powinien zadziałać, a on nic!
09:48, transwizje
Link
wtorek, 05 lipca 2011
Właśnie
Nie no, zapomniałabym... powtarzają się sny wspomnieniowe. A w nich moja rodzinna miejscowość, szkolni znajomi, sąsiedzi, rodzina, szkoła. Nierzadko powtarzam liceum i mocno mnie to męczy. Jestem już po raz drugi w pierwszej-drugiej-trzeciej klasie i mam dość. Czwartej po raz drugi nie zdzierżę, ani matury! Poniekąd są to też historie alternatywnego biegu czasu. Bo wciąż tam mieszkam, wciąż wśród tych samych rówieśników i sąsiadów, ich losy są inne, niż te, które znam z rzeczywistości, i moje też. Dzisiaj byłam w obejściu Dziadków, w brudnym nieczyszczonym dawno chlewiku chciałam umieścić stadko kóz, tylko innych kóz, jakby narysowanych ręką dawnego malarza. Patrzyłam jak dziadek ze swoim znajomym rozpalili mocno pod płytą, która była umieszczona w kuchennym stole i pod paleniskami były po prostu dwie szuflady stołowe. Warzyli młodą kapustę i nic się nie działo, nic w rodzaju pożaru... No, to tak właśnie...
09:23, transwizje
Link
poniedziałek, 04 lipca 2011
Ostatnie
Sny szybko zapominam. Stąd przerwa w blogu. Nierzadko bóle głowy: głowa jak kufa pusta w środku i łupanie w trzecim oku, aż do mdłości. Pomaga na to nie pigułka, a reiki. Pół godziny z rękami na czole. Leci gorąco, potem na chwilę zasypiam i już tylko wata w uszach i mózgu. Raz tylko przyśnił mi się AS. I to szczególne u mnie uczucie, znowu. I grupa. A wśród niej, tu i tam dziwne szczury zaczęły się pojawiać. Jakby zmutowane. Nie przebrane, lecz upodobnione na poły genetycznie, z środka swego organizmu i psychiki, a to z psem, a to z zielonkawym borsukiem czy nawet z ptakiem. To AS pierwszy zdaje się zwrócił naszą uwagę na nie. Owszem, zauważyłam ich odmienność, szczurowatość mimo wszystko. Ale to było coś nowego i przez to zastanawiającego... No, i trochę popadało, ale z wolna już się przejaśnia. Nie mam widzeń. Oprócz... tego szokującego głębokiego wrażenia, jakie wciąż w sobie noszę i czasem oglądam na YT filmiki z penetracji podziemnych sztolni pod zamkiem w Książu i z projektu Riese, i pod Wrocławiem... Staję się na ułamki sekundy niewolnikiem, łupiącym kamienie w skale w Górach Sowich, głodnym, wychudzonym, umierającym, z zesztywniałymi kończynami. Pojawiają się nagle zarysy twarzy. Zniekształcone dziwnie, z błyszczącymi oczami. Mężczyzn. Kobiet. I psychika jakichś niemieckich oficerów... i niesamowitość bytująca gdzieś w głębi tych szybów. Sroga i zimna jak śmierć z przepracowania i wygłodzenia. Cały szereg wizyjnych snów, których bohaterami byli hitlerowscy wysocy rangą oficerowie-arystokraci zamieściłam kiedyś w osobnym blogu na onecie, nikt tego nie czytał, blog skasowano, a ja nie wiem gdzie je mam zapisane...
20:18, transwizje
Link
Archiwum