bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
czwartek, 21 lipca 2016
Rzędowo

Nad ranem wizjosen: pokazywano mi ryciny, kolorowane, zrobione podobno pod dyktando Nostradamusa. Przedstawiały rozwój wydarzeń na świecie pod koniec czasów. W trzech rzędach nad sobą od lewej do prawej ukazane były skutki biegnące w czasie. 

W pierwszym górnym rzędzie treść dotyczyła rozwoju różnych rodzaju walki i broni, która ma być użyta. Pamiętam ilustrację przedstawiającą dwie grupy ludzkie, z lewego boku grupę zwykłych ludzi, obywateli, po prawej stała większa grupa istot ludzkich dużo wyższych, poubieranych w różne szaty, których zwano nową bronią niszczącą ludzkość, lub to oni mieli jej użyć. Przyjrzałam się im, ale nic potwornego w nich nie zauważyłam. Być może byli to przedstawiciele mediów, celebryci, poświadczający fałszywy świat, w którym obywatele żyli nieświadomie, z usypianymi sztucznie prawdziwymi potrzebami. Być może przedstawiciele władzy. A także szło o podział na lewicę i prawicę. Ten rządek kończył obraz przedstawiający głaz, chyba nagrobny, bo z wykutym w nim profilem twarzy, ale nie skojarzył mi się z grobem. Przypomniał mi się czterowiersz traktujący o "zmianie pępka świata". Napis nad ilustracją, jeden wyraz, coś jak: zapłata... migotał i zmieniał się, w końcu go zapomniałam, była też data, 2051 rok.
W środkowym rzędzie przedstawiano ewolucję związków partnerskich. Zaczynał
a się od kobiety i mężczyzny, potem szła różnorodność par, żeńsko-żeńskich, męsko-męskich.
Pod nimi pokazano dzieci. Od szczęśliwych i zdrowych, po rozzłoszczone, rozkapryszone, zapłakane, cierpiące, smutne, aż po milczące, o starej i nadmiernie poważnej twarzy.

Po namyśle: obraz "lewicy-prawicy" mógł przedstawiać ogół zwykłych obywateli i arystokrację. Kamień nagrobny zaś dotyczyć odnalezienia potomka świętego rodu. Pod nim znajdował się ostatni obrazek przedstawiający nadmiernie poważne, jakby stare dziecko. Niemniej te pomysły przyszły mi do głowy po analizie na jawie, zaś w trakcie snu bieg myśli i skojarzeń był taki, jak relacjonuję.

10:24, transwizje
Link
piątek, 15 lipca 2016
Na peryferiach

Pogoda zrobiła się nieprzyjemnie zmienna, wilgotna, wietrzna, chłodna. Dnie słonecznego lata stały się ponure, zachmurzone. Las stale szumi, w porywach niekiedy słychać trzask łamanych gałęzi, skrzypienie pochylających się i gnących pni.

Jednego wieczoru przed zaśnięciem medytowałam chwilę nad nawiązaniem kontaktu z duszkami przyrody, żywiołakami i innymi. Pojawiały się zaraz jakieś dziwne istoty, jako wielkie chrząszczopodobne owady i inne, trudne do opisania, bardziej roślinne. Były chętne do przedstawienia się. Ich świat wydał mi się dziwny, wspaniały, całkiem pozbawiony ludzkich kulturowych i religijnych zasad, mający inne, proste, najprostsze. Pojęłam trochę duszę tutejszego ludu. Nie chciałam niczego od nich. Ot, spotkać się, przedstawić. Nasłuch wewnętrzny trwał krótko, bo zasnęłam.

Wczorajszego wieczoru trwał silny wiatr, który niósł chmury, zimne powietrze i wilgoć. Skądś z południowego wschodu zdaje się. Weszłam z tego w sen, w którym ów wiatr trwał nadal. Niósł się przez lasy i pola kraju w postaci mgielnych chmur, zbitych tumanów, ponurych, groźnych. Znalazłam się w jakimś mieszkaniu, a raczej piętrowym domu, bo zeszłam do kuchni z piętra, gdyż ktoś mnie zawołał, że czuć czad. Zaczęłam wąchać.

- Nie, to inne, mniej trujące opary – stwierdziłam. Wydobywały się poprzez piec z komina. Białe, jeszcze nie śmiertelne.

Nad ranem pracowałam jako urzędniczka jakiejś spółdzielni. Wydając bilety, kwity, pozwolenia. Któregoś razu podszedł do mojego biurka były prezes, bardzo podobny do prezydenta Kwaśniewskiego, chciał bilet za 143 złote do jakiegoś lokalu spółdzielczego, gdzieś daleko na peryferiach, który wynajmowano wysokiej rangi pracownikom w ich własnych dowolnych celach. Zajęłam się wypisywaniem kwitu, a on podał mi odliczoną kwotę, jeden papierek i końcówka w drobnym bilonie. Wydało mi się, że bilonu jest za mało, jakieś 139,50, zaczęłam przeliczać, choć mnie to krępowało, pieniążki wyleciały mi z rąk i posypały się na podłogę, schyliłam się, aby je pozbierać. W końcu wydało mi się, że jest ich prawidłowa ilość i wydałam bilet. Na tym uchwyciła mnie kierowniczka, lojalna wobec aktualnego prezesa i dalejże sprawdzać prawo byłego szefa do wynajmu i uczciwość transakcji. Nic jednak nie stwierdziła.
Prezes udał się do zamkniętego ośrodka już późnym wieczorem, aby tam oddać się pewnie samotnej libacji. Tymczasem ja, już po godzinach pracy dołączyłam do grupki znajomych „diabłów”. Byli to dość młodzi ludzie, ucharakteryzowani i przebrani, a może nieprzebrani w diaboliczne stroje. Opuchnięte, pokryte bąblami, malowane czerwoną szminką, szerokie, grube zmysłowe wargi, jakieś ogony, to wyglądające na nadużywające alkoholu i cielesnych rozrywek towarzystwo szukało dalszej zabawy. A może nie zabawy, może była w tym jakaś ukartowana gra.
Dotarliśmy w ten sposób do owego spółdzielczego ośrodka na oddalonych peryferiach i ze zdziwieniem odkryłam, że odbywa się tam zebranie nie tylko zwierzchnictwa spółdzielni, ale całej wierchuszki naszego miasteczka. Ukryliśmy się w ostatnim rzędzie na widowni za barierami ochronnymi, przyglądając się ciekawie i słuchając. Okazało się, że były prezes był tajnym mistrzem loży, która właśnie obradowała. Towarzystwo było prymitywne duchowo, materialistyczne, próżne, chciwe i wścibskie. Rozpytywano właśnie kierowniczkę miejscowej poczty o informacje, które zdobyła z przeglądania cudzej korespondencji. Królowało donosicielstwo. Obudziło to we mnie silny wewnętrzny wstręt.

10:08, transwizje
Link
poniedziałek, 04 lipca 2016
Dwóch

Wysoki poziom odbieranych wieści. Obrazy delikatnie kreskowane, emocje przy odbiorze wyciszone. Pojawiały się, budziłam się, analizując je, potem zasypiałam i śniły mi się dalej, dopowiadając szczegóły, na które nie wpadłam na jawie. Tak prawie do rana.

Jest ich dwóch. Wspaniałych, mądrych istot, oddanych całkowicie Najwyższemu Źródłu. Jeden i drugi, jego brat bliźniak. Z własnej woli wchodzą w niższe światy, aby je uwolnić od zła.

Obrazy: wysocy poważni mężczyźni w długich białych szatach, togach. Najwyższy Bóg jawił się jako bezcielesna świetlista wspólna energia. Zło nie miało kształtu. Czułam je jako czyhającą zewsząd poniżej mroczną inteligencję, całkowicie pozbawioną wrażliwości.

O rozmiarze ryzyka niech świadczy fakt, że wielu bliźniaków zaginęło. Weszli w pułapkę i zostali uwięzieni, osaczeni, pozbawieni pamięci o sobie i celu. 42 miesiące, 3,5 roku to miara czasu, jaka dana jest tym, którzy ich niewolą. 

Nie pamiętam, czy szło o wiele istot, czy o dwóch pojawiających się wielokrotnie.

I teraz tak się stanie. Pojawią się. Poznamy ich. Rozpoznają się. Moc zaingeruje.

Niestety, wiele mi umknęło z pamięci po obudzeniu. Niemniej, to było jak podpowiedź do moich opowiadań i też przepowiedni Nostradamusa, o dwuwładzy, dwóch wielkich panach odzianych w czerwień, dwóch braciach nie braciach Akwilońskich.

10:09, transwizje
Link
piątek, 01 lipca 2016
Tomcie Paluszki

Jestem w Warszawie. Koleżanka, już dość leciwa i na jawie bezdzietna, podrzuca mi pod chwilową opiekę świeżo narodzonego synka. Jest wielkości dłoni, więc łatwo mi jest go położyć sobie na kolanach, gdy leżę i po chwili zapomnieć, że tam śpi. Potem pojawia się jeszcze jedno dzieciątko, nie pamiętam już czyje. Podobnej wielkości.
Wtem coś się zaczyna dziać. Jest późny wieczór, może już noc. Wychodzę na oświetloną ulicę i pędzę na pogotowie. Przyjmują tam dwie recepcjonistki, pod daszkiem podobnym do straganu. Mówię, że przywieziono do szpitala moją koleżankę, rodzącą. Chcę wiedzieć co się z nią dzieje. Pytają skąd, z jakiej ulicy. Nie mogę sobie przypomnieć.

- Nie jestem z Warszawy, zapomniałam nazwę miejsca. 

Poczekały, aż sobie coś przypomnę. W końcu palnęłam na oślep:

- Rondo Waszyngtona - i one zaczęły żwawo i chętnie szukać wśród zgłoszeń i swoich zapisków. Choć wiedziałam, że nie było to owo Rondo, tylko gdzieś blisko niego.

Czekając pod owym "straganem" rozglądam się wokół. I widzę oddziały umundurowanych funkcjonariuszy wyprowadzających z różnych bloków, domów i wieżowców pojedynczych ludzi, tych ważnych, na stanowiskach. Prowadzą ich gdzieś w nieznane, w całkowitej ciszy i milczeniu. Tajna czystka trwa. Wiem, że aresztowują tej nocy wszystkich, absolutnie wszystkich u władzy, którym znaleziono jakieś ukrywane karne przewinienia.  

Tymczasem panie z pogotowia wciąż szukają w kartotekach. Robi mi się głupio, mogłabym w sumie stąd umknąć niezauważalnie, ale postanawiam zachować się odpowiedzialnie. Przerywam ich czynności i przepraszam za zawracanie głowy. Podana nazwa ulicy nie jest tą, o którą chodzi. Potem zawracam.

09:24, transwizje
Link
Archiwum