bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Jedzonko duchowe

Wycieczka do miasta na Targi Pogranicza. Był jednak tylko jeden ruski, handlujący naczyniami i figurkami z gliny. Rozbolała mnie głowa. Wieczorem obejrzałam "Kod Leonarda da Vinci".

Być może objawy zatrucia jakąś przekąską z targów, sprowokowały następujące sny:

Dowiedziałam się, że Niemcy mają w swojej tradycji przepis na szczególną zupę, barszcz polski, którą przyrządzają bardzo rzadko i w wyjątkowych okolicznościach. Przepis znają nieliczne kobiety, zajmujące się poznaniem zasad życia i dysponujące starymi zapiskami, w których poczyniono szczegółowe obliczenia. W skład zupy wchodzą bowiem produkty w ściśle określonych owymi obliczeniami ilościach. Proporcje ustalano np. na podstawie zestawienia ilości światła i ciemności w poszczególnych dniach roku. Zupa zatem zależała od dnia w kalendarzu, oraz od wielu innych czynników branych pod uwagę, a które dawały jej niepowtarzalność. W jakimś starym domu, przypominającym trochę zamek, uczestniczyłam w pokazowym gotowaniu takiej zupy, w wykonaniu starszej kobiety. Ze zdziwieniem dowiedziałam się, że to niebezpieczne, gdyż były już dwa przypadki, gdy gotująca na drugi dzień po przyrządzeniu i zjedzeniu potrawy zmarła z niewiadomych przyczyn.
Obraz: "moja" gotująca, kobieta po pięćdziesiątce, dobrze zbudowana, zupełnie mi nieznana, leży na łożu śmierci, szepcząc zamierającymi ustami mantrę "Om".
Rozumiem to jako: kuchnia zrównoważona potrafi doprowadzić człowieka do przemiany duchowej i zbawienia.

13:46, transwizje
Link Komentarze (8) »
piątek, 11 sierpnia 2006
Wypas

Powolutku wdzieram się we francuskojęzyczny świat nostradamusologów. Ileż pracy przede mną!
Robię coraz lepsze sery.
Codziennie pasę kozy w sadzie, 2 x po godzinie, półtorej. To zajęcie prawdziwie godne filozofa, coś pięknego.

Księżyc w pełni, ból głowy.

09:05, transwizje
Link Komentarze (1) »
środa, 09 sierpnia 2006
Śnię

Na wybrzeżu Antarktydy powstała nowoczesna baza, zbudowana według najnowszych technologii i dysponująca pełnią energii dostarczanej z innych kontynentów. Zamieszkało w niej wielu młodych zdolnych ludzi, wbrew krańcowo niesprzyjającemu klimatowi, a wśród nich wiele dzieci. Z czasem jednak brak zieleni, długotrwałe zimno, długie noce, króciutkie pory oceplenia zaczęły wprawiać ich w pogłębiającą się depresję. Nagle wybuchła między nimi epidemia, umierali masowo. Pozostało zaledwie kilku, którzy zaczęli się odnajdywać w opustoszałym sztucznym mieście, nadal bez zmian rozświetlonym i ogrzewanym elektrycznie. 

Dostałam do rąk nowiutkie karty tarota z bardzo rzadkiego wydania. Pomimo, że zalecano wobec nich ostrożność rozpakowałam je śmiało. W kartonowym pudełeczku tkwiła zawinięta starannie w bibułkę talia wydrukowana na dość kiepskim papierze w sposób mało profesjonalny. A jednak była zastanawiająca. Przede wszystkim dlatego, że rysunek na wszystkich kartach miał czarne tło. Rozłożyłam natychmiast z nich na stole cztery karty, na próbę. Pierwsza wydała mi się kompletnie nieczytelna, rysunek tak słabo odznaczający się na tle ciemności, że wkrótce znikł mi z oczu. Drugiej nie pamiętam. Przy trzeciej zastanowiłam się, czy to są pałki, czy kielichy i ile ich w końcu jest. W każdym razie około 10. W prawym górnym rogu miały odcisk jakiegoś innego rysunku. Na czwartej ujrzałam zaś leżącą na łożu, śpiącą, srebrną królową. Znaki symboliczne nad nią sugerowały jakieś wtajemniczenia babilońskie i ksieżycowe. Rozpoznałam w niej Królową Monet. Kiedy zastanawiałam się nad nią podeszła do mnie instruktorka tarota, młoda wysoka kobieta, która oderwała się właśnie od ekranu komputera...

11:40, transwizje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 sierpnia 2006
Atak niepamięci

We śnie nocowałam w warszawskim mieszkaniu koleżanki. Gadałyśmy do późna, w końcu ona poszła pierwsza spać i zasnęła. Ja czekając na sen usłyszałam nagle delikatne dobieranie się do drzwi zewnętrznych z korytarza. Ktoś manipulował przy zamku, zręcznie i szybko. Zdążyłam obudzić koleżankę i powiedzieć jej, że w mieszkaniu już ktoś jest, żeby dzwoniła po policję. Osoba, która się wdarła była kobietą, dużą, silną i milczącą. Najpierw poszła do kuchni, gdzie chyba przygotowała się do ataku, bo nagle zjawiła się w drzwiach pokoju. W ręku trzymała strzykawkę z środkiem odbierającym świadomość. Rzuciła mnie bezwładnie na łóżko i mimo, że się szarpałam wkłuła mi igłę w ciało. Błyskawicznie zaczął ogarniać mnie bezwład ciała. Byłam jednak wytrenowana w medytacjach (czego napastniczka nie wzięła pod uwagę), całym wysiłkiem woli skoncentrowałam umysł na jednym słowie i krzyczałam je z całej siły, aż padłam bez czucia. Wołałam: Ratunku! Ratunku! Ratunku! - a w tym czasie moja koleżanka zdołała połączyć się z komórki z policją. Usłyszano moje wołanie o pomoc, nie musiała nic mówić. Rabunek został udaremniony...

05:42, transwizje
Link
czwartek, 03 sierpnia 2006
Al Kar

Odkryłam w jakimś słowniku, pod hasłem "stude" zacytowane zdanie z Nostradamusa, ze słowem "rond", w którym stało, iż rond jest nazwą księżyca, znaną jedynie w tajemnych organizacjach. Za tą przepowiednią oraz nazwą kryła się cywilizacja istot, mających bazę na Księżycu, które w czasach ostatnich mają pomóc ludzkości przeżyć katastrofy. Ci, którzy usłyszą od nich wezwanie we śnie, lub transie mają w takim okresie udać się na wskazane miejsca, skąd zostaną zabrani statkiem kosmicznym i uratowani. Nagle usłyszałam w głowie słowo wypowiedziane przez taką istotę: Al. Kar i wtedy zaczęło się wzięcie... coś wyszło jakby z szafy, może z sieni i zaczęło mnie szarpać. Zmobilizowałam całą swoją wolę, skoncentrowałam umysł na modlitwie pańskiej i w końcu odeszło, rozwiało się. Przypomniało mi się w trakcie, że dwie noce przedtem miałam wizję jak dusi mnie we śnie jakaś czarna cienista postać, z którą stoczyłam walkę z pomocą światła w sobie. Istota dość boleśnie dotknęła dwóch punktów na moim ciele, no i ocknęłam się ze ściśniętym żołądkiem. Potem dalej śniłam.
Robiłam notatki z książki, która udało mi się cudem zdobyć, w której autor zdradzał tajemną treść zaklętą w czterowierszach za pomocą przestawionych liter, sylab i zwrotów. Były w niej nazwiska, nazwy, które ujawniał. W jednym z czterowierszy odkrył nazwisko Dynarski. Nie były to więc postaci znane, potężne, lecz wskazania osób mających związek z Tajemnicą. Pracę przerwała mi koleżanka z dzieciństwa, Ela I, która wróciła właśnie ze swoim przyjacielem, Jaremą z badań w szpitalu, potwierdzających jego zupełne wyzdrowienie. Jarema był dobrze zapowiadającym się młodzieżowym piosenkarzem, gdy nagle uległ wypadkowi. Zdołano jednak jakoś posklejać jego połamane ręce i nogi i one się zrosły. Planowali teraz powrót do kariery. Ela I poprosiła mnie o pożyczkę, choćby drobną. Wyciągnęłam starą, brudną dziecinną koszulkę, która była banknotem 200 złotowym, odprułam z niej podszewkę i dałam jej wierzch, przestrzegając, że ze względu na kiepską jakość "banknotu" nie wiem, czy go przyjmą w sklepie. Po czym wróciłam do pracy nad Nostradamusem.

14:04, transwizje
Link Komentarze (12) »
Archiwum