bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010
Wyornie
Sen: jest koło północy, gorące lato zamiast do łóżka wygania nas na dwór. Rzecz się dzieje w naszym obejściu, a jednocześnie to mój dom rodzinny i my to moi rodzice i przyjaciele stamtąd. Postanawiamy coś zrobić przy kozach. Kazia mimo późnej pory uciekła z boksu i snuje się po podwórzu, szukając jedzenia nawet w piwniczce. Trzeba naprawić boks, nakarmić ją, uspokoić, bo do tego wszystkiego jakiś obcy pies węszący po kątach straszy zwierzęta w otwartej oborze. Kiedy już skończyliśmy postanawiam wrócić do chaty, ale przechodząc koło ogrodzenia zauważam parę naszych upierdliwych sąsiadów, państwo C. Spluwam na ich widok, zamiast powiedzieć cokolwiek i nawet zdumiewam się tym swoim gestem, skąd się u mnie wziął? Ledwie weszłam do domu, gdy na działce za domem rozległ się wybuch. Po chwili następny, i następny... Wszyscy biegiem wrócili do chaty, co się dzieje? Ogarnęła mnie myśl, że wiem o co chodzi i w ciele astralnym wydostałam się zaraz do ogrodu. W ciemności nocy zobaczyłam przygarbioną, starczą sylwetkę sąsiada C. uciekającego z naszej działki i przełażącego przez płot. Przyjrzałam się dokładnie, chciałam być pewna. Miał na sobie starą czapkę z daszkiem i połyskującą brezentową bluzę. Wróciłam do siebie i oznajmiłam wszystkim, że pan C., wiedziony swoimi młodzieńczymi "ideałami" bolszewickimi robi krecią robotę. Ponieważ przeżył na tym miejscu wojnę dokładnie zapamiętał sobie, gdzie leżą na naszym polu niewybuchy niemieckie. Nigdy nikomu nie zdradził, że istnieją. Teraz postanowił nas wykurzyć i wysadził je w powietrze.
- A więc ty w dzieciństwie, gdy chodziłaś po ogrodzie za dziadkiem orzącym koniem ziemię w każdej chwili mogłaś wylecieć w powietrze. I wielokrotnie później. Za każdym razem, gdy ktoś z nas tam był, mógł po prostu zginąć od niewypału... 
- Taaa...
- A to swołocz...
08:34, transwizje
Link
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Podejrznie
Śnił mi się Jary, smutny, przygnębiony. Była zima. A ja rozbierałam zamarznięte zużyte elementy starej studni, aby otworzyć cembrowinę i spojrzeć w głąb wody. Wody było pełno, prawie po brzeg, więc koło z łańcuchem nie było potrzebne, aby jej zaczerpnąć. Nawet piliśmy ją, choć wykwitł w niej wodny glon aż od dna w górę, zielony i poruszający się z wolna w wodzie. Nie było sensacji. Usunęłam całkiem nadbudowę i wyczyściłam studnię, wyrzucając glon. Wody zrobiło się do połowy raptem, i teraz trzeba było wpuszczać wiadro, aby jej dosięgnąć, a więc zadać sobie trochę trudu. Znajoma, która napiła się jej zaraz dostała silnej biegunki. Jednak mnie nic nie było, więc uznałam to za efekt sugestii i lęków. Zarzuciłam Jaremu, że wykorzystywał cudze pieniądze i i składki partyjne na życie na wysokim szczeblu, podkreślanie swej władzy. On zaczął się tłumaczyć, że musiał kupować garnitury, nie gromadził ich, ale gdy jeden się zużył kupował drugi. Pouczyłam go i Jary nosił odtąd zwykłą bawełnianą koszulkę w niebieskim kolorze.
Poza ilustracją heksagramu 48. Studnia, który mówi o czerpaniu czystej wody dzięki mądremu władcy zlecającemu oczyszczenie starej, zamulonej studni okazało się zaraz, że chodzi też o dzisiejsze uroczystości rocznicowe powstania Solidarności, na które przybyła władza, wraz z Jarym, witanym entuzjastycznie przez związkowców.

Poza tym szczególny szczegół. Podczytuję sobie tablicę dyskusyjną na stronie Alefa Sterna. Mn.w. od wczoraj ludzie narzekają na dziwne anonimy i pogróżki-ostrzeżenia w formie e-maili  od nieznajomych albo wręcz liścików wtykanych za wycieraczkę samochodu. 
Sama nie czytałam książki, nie stać mnie na nią, nie miałabym zresztą teraz czasu, aby ją przeczytać. Jednak zastanawiające, od przedwczoraj nie mogę zalogować się na fejsbuk, który żąda ode mnie potwierdzenia tożsamości. Przestaję zatem z niego korzystać, trudno.  
21:50, transwizje
Link
piątek, 27 sierpnia 2010
Wie-trznie
Po rozmowie z MM rozważałam przed zaśnięciem ciągi logicznych i nielogicznych skojarzeń wiodących od postaci wampira Nosferatu w głąb czasu. Dotarłam tym sposobem do Kaina i Abla i zasnęłam. W senwizji pokazywałam Barii swoje rysunki robione na bazie przekazów wizyjnych w specjalnym zeszycie. Rzecz działa się późnym wieczorem w budynku domu kultury. Baria miała tam nocny dyżur i była już nieźle zmęczona. No, więc za oknami nowoczesnego klimatyzowanego i kulturalnego wnętrza zapadł już zmierzch, a my przy drewnianym stole. W zeszycie na dwóch sąsiadujących ze sobą stronach narysowałam dwie postacie. Baria zauważyła, że są do siebie bliźniaczo podobne. Po lewej szczupły młody mężczyzna z rzadką, nie wiedzieć czemu siwą (a może tylko białą) mickiewiczowską brodą, lub też zaczątkami brody starego mędrca. Po prawej podobna postać, lecz jej pyzata twarz podobna była do świńskiej. Ale zarys ust był ten sam co u poprzednika. 
- Są podobni, bo to bracia - powiedziałam Barii i wtedy zdałam sobie sprawę, że to Abel i Kain.
Baria była jakby śpiąca, może w zmieniającym się stanie świadomości. Nagle coś nas oderwało od rozmowy. Spojrzałyśmy przez okno jak przez ekran internetowy. I ogarnęło nas przerażenie.
Przez szybę otworzyła się wizja tego, co właśnie dzieje się gdzieś daleko w Azji. Jedna z ogromnych metropolii chińskich. Hong-Kong, Singapur, może Szanghaj. Na miasto runął potworny wiatr. Huragan Katerina to przy nim pikuś. Widziałam sam początek, już przerażający, tylko dlatego, że niesamowicie wysoki wir wichru szybko zerwał wszelką łączność i zniszczył ośrodki nadawcze. Jacyś ludzie, rodzina, usiłująca kurczowo trzymać się samochodu i za nim przesunąć się o kilka kroków, dzielących ją od wejścia do wielkiego betonowego wieżowca, gdzie mogliby się ukryć, daremnie. Gnące się wieżowce, bliskie ruiny, fruwające elementy konstrukcji. Zmierzch, mgła, ponuro, strasznie.
- Och! - obudziłam się na jawie, z okrzykiem przestrachu. - Będzie straszny wiatr. Powywraca wszystko gdzieś w Chinach. Wszystko. Potworny. Takiego ludzie jeszcze nie widzieli.
09:56, transwizje
Link Komentarze (2) »
środa, 25 sierpnia 2010
Wamp-piór-nie
Są osoby śliczne, które wcale nie są śliczne. Rozsiewają tylko taki czar. Bazą dla owej mgły jest instynkt seksualny, pożądanie, umiejętność podświadoma muskania wyobraźni widza. Najzabawniejsze, że same się na to nabierają i są święcie przekonane o swej wyższej wartości, którą potwierdza atrakcyjność.
Ponieważ jestem kobietą częściej tę cechę spotykam (albo ściślej: zauważam) w innych kobietach, bo wiem z czego są zrobione. Na pięknego acz pustego i interesownego chłopca łapią się nastolatki, podstarzałe super-gwiazdy (bo z takim im do twarzy, no, i pławią się jeszcze trochę choć w cudzej mgle i zazdrości widowni) lub geje, a mężczyźni heteroseksualni odczuwają skrępowanie i konfuzję. 
Otóż owe śliczne dziewczyny są przeważnie brzydkie i nienaturalne, ale tego z powodu czaru nie widzi oko odurzonego widza. To zastanawiające, jak jest zrobiona ich uroda. Gdy się bowiem przyjrzeć obiektywnie i bez emocji to każda część twarzy, ciała brana z osobna ma sporą niedoskonałość. I to takiego grubego rodzaju. Np. za długie ręce i nogi, wielkie stopy i dłonie o mocnym chłopskim kośćcu, wybałuszone oczy, wystająca dolna szczęka, kulfoniasty nos, szerokie kości policzkowe albo krótkie czoło. W sumie jednak nie rzuca się to w oczy, a umiejętny makijaż, wielki uśmiech odkrywający kilka razy dziennie szorowane zęby, fryzura zrobiona u fryzjera-artysty i modny ciuszek robią swoje. W zachowaniu bywają często krzykliwe, wulgarne, prostackie, bezczelne i chamskie (co widza podnieca i wcale nie ocenia tego jako zwykłego prymitywu). Choć potrafią siedzieć cicho w towarzystwie, w którym jeszcze nie zabłysnęły.
Fakt, że ich prostactwo nie jest postrzegane jako prostactwo, tylko je podjudza do takich zachowań i potrafią stać się dzikie i drapieżne.
Co ciekawe, kilka takich obserwowanych przeze mnie w życiu przypadków wchodziło zawsze w toksyczne związki z wampirycznymi mężczyznami, którzy wysysali je umiejętnie na co dzień z energii, aż do momentu, gdy traciły czarowny blask i wtedy miały tylko jedno wyjście: ostatnim zrywem instynktu samoobrony trzasnąć za sobą drzwiami i odejść, wyzywając wygodnego do tej pory samca tak ostro, że ten ugodzony przeważnie w przyrodzenie (jako najsłabszy punkt) ciężko odreagowywał swoje przywiązanie.
Po odejściu taka panna szybko się pociesza i odzyskuje poświatę, ale z czasem coraz to okrutniej i bez serca manipuluje często zmienianymi partnerami. 
Drugą ciekawostką jest powtarzający się w tych przypadkach fakt, owa ślicznotka jest zimna jak lód i seksualnie rzecz biorąc cierpi na oziębłość. Oczywiście, nikt w coś takiego by nie uwierzył, znając ją. Szuka zatem perwersyjnych podniet i potrafi być skrajnie perwersyjna, ucząc się czerpać satysfakcję z różnych negatywnych własnych odczuć i otumanionych reakcji partnera oddającego się w jej ręce tym bardziej. Nierzadko próbuje nawet seksu z drugą kobietą, w poszukiwaniu czułości, ale to jest przelotne i pozostawia w niej starannie maskowany niesmak do samej siebie. Kryje go za szeroko głoszonymi poglądami o tolerancji i otwarcia na wszelkie doświadczenia, podpinając się ochoczo np. pod modny ruch genderowy.
Trzecią charakterystyczną cechą bywa  szczupłość ciała, wcale nie osiągnięta wyrzeczeniami. Taka panna je i pije za trzech, przy czym uwielbia jednakowo eksluzywne jak chłopskie potrawy. Znałam taką, co w dzieciństwie zajadała się surowym mięsem. Rwąc je zębami. Alkohol w dużych ilościach i narkotyki nie szkodzą tego rodzaju osobom wcale, nie uzależniają się albo tak twierdzą i nie ma podstaw, żeby temu nie wierzyć. Zwyczajnie ich przemiana materii jest oparta o jakieś niezwyczajne przekładnie.
Ponieważ jednak się starzeje i ciało wydziela coraz mniej ferromonów instynktownie chwyta się już nie najpopularniejszego chłopca w grupie, środowisku, którego zazdroszczą jej inne dziwy, ale najbardziej nadzianego i podatnego na manipulację. Wspiera go potajemnie w jakimś jego smutnym nałogu życiowym i koi jego kompleksy w zaciszu domu, a nawet potrafi urodzić mu dziecko, żeby tylko zapewnić sobie spokojną starość. 
Jej śmiech przemienia się z czasem w rechot, farba na twarzy odłazi, pije zbyt dużo i często, nie stroni od marysi i innych pobudzaczy, ale jej otumaniony partner w ogóle tego nie widzi. I to jest nadal działanie owego czaru.

Za ładną buzią i cienkimi nogami kryje się często drapieżnik pierwszej wody, gadzinka nie do zwyciężenia, gdy z nią zadrzeć. Takie typy tworzą trzon stołecznych środowisk, kulturowych, finansowych, artystycznych, politycznych i przede wszystkich medialnych. Bycie celebrytką to ich nieskrywany cel życia i młodzieńcze marzenie. Instynktownie kręcą się zawsze wokół ośrodków władzy i kontroli.
Najdziksze są te, które posiadają oprócz instynktu i sprytnej umiejętności podłączania się pod modny trend także wykształcenie i inteligencję, i za inteligentne uchodzą.
Pytanie o uczucie i serce pozostaje w takim wypadku bez odpowiedzi.
Nigdy się nie dowiesz, czy ów okaz płacze w samotności i jeśli tak, to z jakiego powodu. Bo może z samotności, bólu istnienia, współczucia? Tak pomyślałby zwykły człowiek. Ale ja stawiam na to, że jeśli płacze, to z bezsilności, zawiści, urazy, nienawiści, niespełnionej ambicji, złości, strachu, obrzydzenia itp. Ale - sprawiedliwie trzeba przyznać - potrafi rozczulać się do łez nad pieskiem czy kotkiem, miewa ukochanego szczura albo węża. Dzieci jednak budzą w niej nieumiejętnie skrywany wstręt.
"Niebezpieczne związki" Laclos`a, pamiętacie?

W horoskopach takich osób silne są zawsze Wenus, Neptun, Pluton, aktywne i podkreślone znaki Ryb, Skorpiona, Lwa i Wagi. Merkury jest aspektowany albo Marsem albo Wenus, uszkodzony Jowisz, słaby Saturn. A nie piszę o tym dlatego, żeby dać przykład cyborga. Bo wbrew pozorom takie osoby wcale nimi nie są! Są reprezentantami typu zwierzęcego w ludziach, który dopiero ewoluuje, a pochodzenie jego duszy wywodzi się z ras gadzich ziemskich, które zgodziły się na taką ewolucję w pozytywnym sensie. Tym niemniej, z racji niedorozwoju człowieczeństwa są łatwym kąskiem dla twarów, które za pomocą zjawiska rozszczepienia zwanym we współczesnej psychiatrii borderlinmogą zasiedlić w końcu takie pięknie pomalowane ciało, uzdrawiając je już jedną, swoją psychiką. 
To tyle, tytułem wstępu do rozmyślań o cywilizacji obrazkowej i kulcie pseudo-piękna zewnętrznego, które pożerają ludzkość globalnie, zawsze dominując w okresach schyłku cywilizacji.
Skąd takie rzeczy wiem?
A bo ja wiem?
Wiem i już. ;-)

08:02, transwizje
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 sierpnia 2010
Synchronnie
Gdy dwie różne sprawy dzieją się jednocześnie i niezależnie od siebie trafiają na to samo zjawisko zwie się to synchronicznością i przez nasz umysł odbierane jest jak znak losu. Może niezbyt wielki, ale każe zwrócić myśl do czegoś w górze, co dzieje się nad nami i ma swoje życie, rytm doświadczeń, a do czego jesteśmy podłączeni na zasadzie podobieństwa (identyczności). Jung zasadą synchroniczności tłumaczył zbieżność symboli wylosowanych przypadkowych heksagramów Księgi I-Cing albo kart Tarota z tym co się rzeczywiście dzieje, tudzież astrologiczne korelacje gwiezdnych układów i losów człowieka.
Ot, taki jeden przypadek.
Ania niewiele wie o moich drogach myślenia i codziennego wnioskowania, chadza swoimi. Czasem o tym rozmawiamy, ale najczęściej nie. Tak samo w bibliotece, pożyczamy książki bardzo różnych rodzajów. Ja lubię klasykę, filozofię, eseistykę, fantastykę, pamiętniki, biografie, rzadko beletrystykę. Ona czyta wszelkie modne nowości i wbrew swemu pragmatyzmowi lubi nudziarstwa Kinga, Koontza albo nawet rozlewiska powrotów do miłości, których ja nie trawię. Dziś czytała jeden taki gruby tom długo w nocy, w końcu, nie mogąc zasnąć rzuciła do mnie:
- Wiesz, czytam taką dziwną książkę. Miałam ją oddać, ale chyba przeczytam do końca, bo mnie zaciekawiła...
- Yhm... - mruczę zaspana - O czym jest?
- Są takie istoty, klony, z innej planety, które są wszczepiane ludziom i coraz ich więcej na świecie... a ludzi coraz mniej. To są jakby demony, jakby wampiry. Niszczą świat. A ludzie nie są świadomi co się dzieje. 
No, to opowiedziałam jej o starowierczych twarach i "cyborgach".
A rano odczytuję tytuł i autora owego ponoć bestsellerowego tomiszcza: "Intruz" StephEnie Meyer, tej od dobrych wampirów po Zmierzchu.

09:52, transwizje
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 sierpnia 2010
Odbiornie
Obejrzałam "Jasminum" Jana Jakuba Kolskiego. Ograniczenia medium filmowego wobec rzeczywistości dręczą autora, jak czuć. Próba przekazania zapachu poprzez obraz, a zapachem prawdziwej Miłości pozostaje ilustracją, mimo powoływania się na Mistrza Felliniego. Chyba, że widz zacznie rozmyślać i wczuwać się w obrazki, jak w słowo pisane czy mówione robi się od początku ludzkiego świata.
Czytam "Bieguni" Olgi Tokarczuk. Jak na razie przyjemnie, choć bez żadnych konkluzji z racji zaawansowania w lekturę dość mizernego (wieczorem, gdy tylko mam czas na czytanie przeważnie oczy mi się zamykają po jednej stronie).
10:10, transwizje
Link
sobota, 21 sierpnia 2010
Twarnie
Z dalszych nauk Trechlebowa wynika w szczególe, że system, a zwłaszcza chodzi mu system współczesnej demokracji (i ukrytego za nią totalitaryzmu), choć nie tylko, jest stworzony i kontrolowany przez twary (klony duchowe istot pasożytujących na różnych planetach w kosmosie). Zatem jego głównym zadaniem jest eksploatacja naszego świata i wyssanie go do granic możliwości i smutnego końca, po czym zabierają się stąd i przelatują na inną planetę.
Zagadnienie twarów nie wydaje mi się omówione dostatecznie i ma jakieś uproszczenia, ale w sumie zgadza się z tym, czego dowiedziałam się z moich wizji. U mnie występowały jako robaki mózgu, wampiry, demoniczne szczury, żyjące w głębinach ziemi i nieświadomości lub obleśni demoniczni kontrolerzy z 4 wymiaru. 
Według widuna-starowiercy twary żyją wśród nas, są imitacją ludzi, różnią się od nich krwią (podobno można to naukowo sprawdzić, ale nie szło mu zdaje się o grupę krwi) oraz innym rozwojem embrionalnym w początkowych dniach i tygodniach ciąży. Są stworzone jako klony istot-stwórców i wpuszczone w genetycznie ukształtowane ciało ludzkie trochę na zasadzie cameronowego awatara. Często są homoseksualistami i lesbijkami pozbawionymi poczucia równowagi i moralności, właściwego ludziom, robiącymi karierę poprzez "dawanie dupy" komu trzeba. Ich podstawową platformą działania było stworzenie religii judaistycznej (tu należałoby tę sprawę dokładniej omówić, gdyż zapewne chodzi o wersję talmudycznego judaizmu, która zwyciężyła w okresie babilońskim) i przejęcie ciał narodu wybranego. A poprzez nią zafałszowanie przekazu Chrystusa i stworzenie współczesnego chrześcijaństwa, opartego na obrazie krzyża z wiszącym na nim umarłym Jezusem (wedle widuna symbolu zwycięstwa żydów nad Chrystusem). 
Działanie twarów oparte jest na kłamstwie i fałszu. Oraz brak w nim sumienia. Twary nie mają sumienia (są zatem psychopatyczne i tu kłaniają się poglądy Laury Knight-Jadczyk). 
Jeśli zgłębić samemu temat na bazie podrzuconych informacji ogólnych można się domyślić, że twary (które ja nazywam cyborgami), będąc klonami istot od nich wyższych służą tym istotom, które pozostają w ukryciu, jako pawłowe "Władze i Moce niebieskie, pierwiastki zła na wyżynach niebieskich". Są wykonawcami określonych zadań i działają także na własną zgubę, gdyż ich byt jest jedynie służalczy, tak jak byt robotów.
Pozostaje pytanie o mieszanki krwi, o pół-twary i pół-ludzi, ćwierć-twary i ćwierć-ludzi, bo i takie muszą istnieć w toku ewolucji. 
Stworzony przez nie system zabije samego siebie, gdy ludzie przejrzą na oczy i wycofają się z niego.
10:52, transwizje
Link
piątek, 20 sierpnia 2010
Myślnie
Zainteresowały mnie słowa rosyjskiego widuna: Nie grajcie w ich grę. Nie dążcie do władzy, aby cokolwiek zmienić na lepsze, bo ten system jest tak pomyślany, że ZAWSZE przegracie.
Nie dlatego, że mnie zaskoczyły, bo to oczywiste dla kogoś, kto trochę myśli, lecz to, że w zamian proponuje budować świat zgody i ładu od dołu, na bazie lokalnej wspólnoty i czegoś, co nazywa prawem kopnym. Kopa, to wedle niego zebranie dziesięciu mężczyzn ustalających prawo na terenie, w którym żyją oni i ich rodziny. Rodzaj starszyzny plemienia.
Podoba mi się, gdy mówi: Jeśli chcecie coś zrobić dla świata zacznijcie od siebie i swego najbliższego otoczenia. Stwórzcie kopę.
Rozumiem to. To jest naturalne na mojej wsi. Na której panują niepisane prawa i wszyscy stali mieszkańcy je znają i respektują. Moim zdaniem kopy nie można stworzyć wirtualnie, przez internet, z sąsiadem z innego miasta, kraju, kontynentu. Ważne jest to samo miejsce i wspólne codzienne życie, załatwianie problemów, rozmowy i praca, pomaganie sobie. I ważna jest ziemia, w sensie gleba, jako podstawa kopy. I wraz z nią przyroda, harmonia z nią.

10:18, transwizje
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum