bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 20 sierpnia 2013
Zgubnie
Dwa dni temu zaginęła indyczka z trójką latorośli (pięć zostało szczęśliwie sprzedanych jakiś czas temu). Zdarzyło się jej po raz drugi nie wrócić do kurnika na noc. Objechałam całą wieś na rowerze, nasłuchując pilnie jej charakterystycznego gulgania, którym przywołuje swoje pociechy. Cisza. Zmartwiłam się, ale nie traciłam nadziei.
W nocy, a raczej nad ranem przyśniło mi się, że widzę wychodzącą z drogi koło Góry starą kobietę w długiej do kostek spódnicy i kubraku, a la Maria Rodziewiczówna. Podpierała się kosturem. I goniła przed sobą moje zguby. W pierwszej chwili pomyślałam, że to nasza sąsiadka, pani Wiera.
Chwilę potem pojawił się obraz jakby chłopa w krakowskiej czapce z okresu powstania kościuszkowskiego. Czapka z piórem zamieniła się w okrągły, płaski, czarny kapelusz, trochę podobny do nakrycia głowy żydowskiego rabina. Hm, cóż by to miało znaczyć? I jak łączyć się z kwestią Wiery-Rodziewiczówny i moich zagubionych indyczek? Kojarzy mi się jedynie z "weselem" Wyspiańskiego i: "Miałeś chamie, złoty róg...".
Po obudzeniu się stwierdziłam, że mógł to być poniekąd obraz jakiejś podlaskiej szeptunki, duch szeptunów tutejszych, i że to dobry znak. Nie wnikam na razie w inne ukryte znaczenie odnoszace sie najprawdopodobniej jakoś do kwestii polskiej i patriotycznej.
Zaraz po porannym udoju znów wsiadłam na rower i objechałam calutką wioskę, nie tylko najbliższe okolice, wiedząc, że poprzednim razem indyczka trafiła aż na drugi koniec wsi. Nasłuchiwałam pilnie, a słuch - jako krótkowidz - mam bardzo dobry. I nic, cisza. Nikogo także nie udało mi się spotkać, żeby spytać, wszyscy jeszcze tkwili w domach, jak zaklęci.
Trudno, dałam sobie na kilka godzin luz, aby zająć się pozostałym inwentarzem. A gdy trwało upalne południe i zamiast na rower, rzuciłam się na łóżko, żeby się zdrzemnąć. Nagle tak baaardzo zachciało mi się spać, że nie mogłam się oprzeć! Spałam godzinę. W tym czasie przyśniło mi się, że wyglądam na dwór, a wszystkie indyki wracają właśnie z wioski same, włażąc przez otwartą furtkę i maszerując prosto do kurnika. Obudziłam się spokojniejsza, ale podejrzliwa.
Po obiedzie wsiadłam znowu na rower i w drogę. Zajrzałam w każdy zakamarek. I nic. Jednak już zajeżdżając do domu zobaczyłam moją zgubę prowadzącą młodzież od strony sadu. Przeliczyłam dzieci, trójeczka, wsio w porzo.
10:00, transwizje
Link
sobota, 17 sierpnia 2013
Nijako

Lato, mimo upałów sierpniowych stopniowo traci na intensywności. Jest po żniwach. Pojutrze Spas. Koniec wakacji. Nawał prac rolnych już za nami, za mną. W ciągu dnia mogę nawet zdrzemnąć się przez pół godziny, co dotąd było niemożliwe. Zauważam w sobie różne cechy, znane mi, owszem, ale teraz jakby nasilające się. Czy to starzenie się? 
Np. coraz mniej interesuje mnie świat, ludzie, sprawy, tajemnice, życie. Łączy się to ze stanami zanikania myślenia i działania pamięci. Nie wspominam. Nie chcę. Nie myślę o przyszłości. Nie chcę. Pustka w głowie? Czy pustość?
Emocje są jak gdyby zawieszone, choć oscylują na jakimś tam pułapie codziennych wrażeń. Chce mi się tylko, jeśli chce się czegokolwiek, modlić się. Nie po coś, o coś, do kogoś, w celu. Tak nijak, niejako, po nic, aby trwać w kontakcie. 

22:53, transwizje
Link
Archiwum