bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
środa, 31 sierpnia 2016
Szara ściana

Zmęczona wieczorami oglądam filmiki z wywiadami bądź wykładami, mniej lub bardziej dziwnymi. 

Wczoraj ten, wywiad Aleksa Berdowicza z Aurorą Hartslief, twierdzącą, że była i jest używana w eksperymentach typu mind control w projekcie MILAB, czyli ludzi na ludziach. Nie obejrzałam nawet całości, bo internet siadł i sen mnie powołał do łóżka. Jednak zarejestrowałam, że w 14 minucie znów jest opowieść o wielkiej podziemnej hali w Pretorii... 

Ledwie zaczęłam wchodzić w głębszy sen, ukazała mi się pod powiekami sylwetka Aurory, a zaraz potem fragment widzianego przeze mnie we wcześniejszej wizji budynku. Wysoki wąski otwór w metalowej szarej ścianie, zza którego patrzy zielone gadzie oko.

10:44, transwizje
Link
wtorek, 30 sierpnia 2016
Kto śni mnie?

Cytat: Sen to rodzaj monologu wygłaszanego pod pokrywą świadomości – można go usłyszeć w czasie snu, na jawie zaś w pewnym sensie milknie.
Carl Gustaw Jung

 

Ja: Tak, choć ja mam problem. Czyjego monologu?

Marta Zelwan: też mi się nie podoba nazwanie snu monologiem, i to bardzo. Jung mówił po tysiąc razy o tym samym, często za każdym razem trochę inaczej. Ale ktokolwiek mówi, na jawie milknie tylko "w pewnym sensie" :) nieświadome jest cały czas...

Ja: Moje sny są monologiem, a raczej niezliczonymi monologami, ale nie moimi. Ćwiczeniem umysłu na jawie jest zgadywanie czyj to sen, czasem zgaduję, a czasem po prostu wymyślam sobie osobę, która przeze mnie śni. Niekoniecznie są to tylko ludzie. Co za tymi snami stoi, a raczej nad nimi, czyli co je zawiera, wielkie morze zbiorowej pamięci, to nie tylko. Bo jest w tym porządek, logika i sens, choć na pozór przypadkowe, a jednak czemuś służą. Chyba temu, co robię z tym na jawie. Jaki sens temu nadaję. I jak zamieniam w świadomość i czyn.

Marta Zelwan: Niezliczone monologi :) Ja tylko czasem domyślam się, dla kogo miałam sen. Raczej włączam taką podwójną uwagę w dzień, aby sen zauważać w jawie. Robi się świadome śnienie całodobowe. Bardzo inny świat. Tak, nieświadomość to nie tylko morze zbiorowej pamięci (niepamiętanej). Coraz bardziej czuję jakiś kontakt...

Ja: To, co niekiedy dzieje się na jawie, a związane ze snem bywa jedynie jego wyzwalającym pretekstem. Bo sen dotyczy sprawy czy rzeczy zaledwie podobnej i o wiele większej w skali, ważności, wielkości, czasu, a co ciekawe, wcale nie związanej ze mną, osobą śniącą. Tak jakby morze śniło świat od początku do końca, wraz z nim wszystkich ludzi i wszelkie istoty żywe, a osoby śniące są stworzone tylko po to, by je śnić i reagować, jak indywidualne Ty wobec Niezmiernego.

14:48, transwizje
Link
piątek, 26 sierpnia 2016
Hala

Obejrzałam wczoraj film fabularny pt. "Życie, którego nie było". Temat mind control połączony w nim został z matrixem. Postać agenta-kosmity ma ludzką formę, lecz jest niezabijalna, dokładnie tak samo jak w "Matrix" (jeszcze wtedy) braci Wachowskich. Kontrola odgórna pojawia się wraz z dziwnymi chmurami na niebie. Agencja amerykańska jest tu wybielona, bo wie, ale nic nie może zrobić, jedynie zmniejszać szok i zło, którą przynoszą eksperymenty na ludziach ze strony sił "innych". Czy kosmicznych, pozostaje to jedynie w sferze domysłów.

Nie pisałabym o tym, gdyby nie szczególna zbieżność. W 76 minucie filmu pojawia się ogromny budynek hali, w której dzieje się akcja. To ten sam, lub bardzo podobny do tego, który przyśnił mi się niedawno.

09:16, transwizje
Link Komentarze (1) »
środa, 24 sierpnia 2016
Ziemioida

Patrzyłam w wysokie nocne niebo usiane jasnymi gwiazdami. Przesuwała się między nimi maleńka kropeczka sputnika, ziemioidy, sztucznie stworzonej. Która teraz została zaatakowana przez chaos. Obcy weszli w związki z tubylcami, rozsadziło to obyczaje, zaczęły rodzić się hybrydy, coraz bardziej niszczące spokojne życie trwające tysiącleciami. Znalazłam się tam, jeszcze do mnie ów nieporządek nie dotarł, ale trzeba się przygotować, miałam tę świadomość. 

09:13, transwizje
Link
niedziela, 21 sierpnia 2016
Zielona kostka

Przy budzeniu się znów ten sam zielony kolor, tym razem zamknięty w czarnej niewielkiej kostce. Kostka zaczęła się oddalać i zobaczyłam coś jak dziwny szary budynek z szeregiem wysokich wąskich otworów na frontowej ścianie. Nie byłam pewna czy to budynek, czy może jakieś urządzenie elektroniczne widziane od tyłu, z otworami wentylacyjnymi. Wielkość była względna.

11:50, transwizje
Link
sobota, 20 sierpnia 2016
Zielone

Przy budzeniu się duże, okrągłe zielone gadzie oko, z pionową kreską źrenicy, wpatrujące się.

09:06, transwizje
Link
wtorek, 16 sierpnia 2016
Pokornie

Udałam się do podmiasteczkowej wioski, razem z koleżanką Olą, która mi towarzyszyła. Odszukałam gospodarstwo państwa Siwaków, z którymi moi rodzice przed laty utrzymywali kontakty, wizytowali się wzajemnie. Ojciec często przychodził leczyć za darmo, a pani Siwakowa czasem nocowała z dziećmi u nas, gdy jej mąż po pijanemu zrobił awanturę. Z jej dziećmi, Iwoną i Jarkiem chodziłam do jednej klasy. Teraz wysłała mnie mama z pewnym trudnym poselstwem. Odnalazłam dawne podupadłe gospodarstwo jako świetnie utrzymaną, kwitnącą, ogrodzoną posiadłość z kilkoma dużymi nowymi budynkami. Po środku podwórza kwitnące klomby, ścieżki wyżwirowane. W wielkiej murowanej stodole zamienionej w jakiś magazyn, przyjął nas pracownik, który kazał czekać na powrót gospodarzy.

Usiadłyśmy w kącie, nudząc się, gdy w końcu ten pracownik zajrzał, mówiąc, że to jeszcze potrwa. Wyglądał na osłabionego, rzeczywiście źle się poczuł.

- Potrzebna by mi była wisienka - westchnął.

Wtedy Ola wyjęła z torebki swój portfel, a z niego na pół ususzoną wisienkę wyciągniętą kiedyś z nalewki wiśniowej.

- Proszę. Mam tylko to, ale może pomoże.

Ku naszemu zdziwieniu pracownik obruszył się i wręcz wystraszył.

- Nie! Schowajcie to! Nie chcę! Tutaj tego nie można! W żadnym wypadku! – zawołał i uciekł gdzieś do siebie.

Gospodarze zjawili się po dłuższym czasie, w gromadzie swoich gości, których oprowadzali po starannie uprawianych włościach w celach szkoleniowych. Od lat pan Siwak (w przeciwieństwie do mojego ojca) nie pił i zajął się pracą, szybko dorobili się i zaczęli prosperować przykładowo, także agroturystycznie.

- No, tak, nawet trochę ziemi daje szanse odbicia się od dna. Teraz już to wiem – pomyślałam sobie, rozważając ten dziwny fakt społecznego awansu.

Pani Siwakowa, w lekkich spodenkach i koszulce gimnastykowała się w grupie pań na świeżym powietrzu i mimo, że mnie zauważyła przez oszklone drzwi na taras długo nie podchodziła. W końcu na chwilę weszła do domu i wtedy ją zatrzymałam, prosząc o chwilę rozmowy.

- Pamięta mnie pani, poznaje? – zapytałam najpierw, stając naprzeciw niej. Przyjrzała mi się chwilę.

- Tak – odpowiedziała ta drobna, niska kobietka na oko koło sześćdziesiątki, rówieśniczka mojej mamy.

- Przysyła mnie tutaj mama. Z prośbą o pomoc.

Widziałam, że pani Siwakowa słuchać nie miała zamiaru. Wlepiła we mnie szeroko otworzone oczy i uśmiechała się na pół ironicznie. Byłam jednak zdeterminowana.

- Dalej mieszkacie w tym samym domu? Wciąż jest w nim tak brzydko, jak kiedyś? I na dole i na górze? Widziałam kiedyś… – spytała z jadowitą uprzejmością.

Przestąpiłam z nogi na nogę. To było trudne, zachować pokorę mimo wszystko.

- Tak. Ale to nie jest temat, z którym do pani przychodzę. Chcę teraz zapytać o coś innego.

- No?

- Proszę mi odpowiedzieć po prostu, tak lub nie. Czy bylibyście państwo skłonni nam pomóc?

- Nie – padła odpowiedź, bez żadnego innego grymasu na twarzy kobiety.

- W takim razie do widzenia – wyszłam bez słowa, a ze mną moja koleżanka Ola. Obudziło mnie przykre uczucie gnębiącego życiowego upokorzenia.

10:00, transwizje
Link
niedziela, 14 sierpnia 2016
Upadek systemu

Sen w środku nocy: jestem mężczyzną, wchodzę na najwyższe piętro bloku. Drzwi do mieszkania otwiera mi jakaś na pół ubrana dziewczyna, bez słowa wpuszcza mnie do środka, wchodzę. Przychodzę z ostrzeżeniem i informacjami z ramienia jakiejś grupki ochroniarzy bloku. Mówię, że mają wybór, zostać lub uciekać. Nie wiadomo gdzie. Pozostanie wiąże się również z niebezpieczeństwem. Dziewczyna wprowadza mnie do pokoju sypialnego, duży materac na podłodze. Na nim siedzi w tej chwili, okryta niedbale pościelą druga dziewczyna, naga. Z ich wzajemnych gestów domyślam się, że są kochankami. Mają zgaszone spojrzenia, jedna z nich wydaje się znudzona, ale nie ma gdzie pójść, utknęła tu. Właściwie bez słów porozumiewamy się, zostaję z nimi, jako trzeci do kompanii. Porzucam zadania, zajmujemy się seksem bez myślenia o tym, co będzie dalej…

Tymczasem mnóstwo ludzi zdecydowało się zbiec ze swoich domów, bloków, opuścić miasto. Nocują w przygodnych miejscach. Okołomiejskie lasy zapełniają się błędnymi wędrowcami, którzy co najwyżej rozciągają nad sobą skośne daszki z jakichś ubrań, albo ręczników, podpierając je z jednej strony patykami wetkniętymi w ziemię, a z drugiej przytrzymując końce jakimiś przyciskami. Nawet, jeśli ktoś ma ze sobą namiot to go nie rozbija w obawie przed kradzieżą, albo najściem strażników leśnych, którzy każą go i tak zwinąć. Bo są jeszcze strażnicy, próbują utrzymywać dawny porządek. Ale to się szybko kończy. Wszyscy porzucają swoje funkcje i zawody w ciągu kilku dni, rozchodzą się.

Podobnie w blokach i mieście jest jeszcze, pewnie siłą rozpędu prąd, gaz i woda, ale to też się kończy. Jestem teraz pisarką, mieszkającą na najwyższym piętrze apartamentowca, mam dwukondygnacyjne mieszkanie. Przeglądam w zamyśleniu półki regału z książkami. Między nimi są też i moje. Owiane sukcesem, kilka niedawno wydanych tomów w kolorowych okładkach, do tego jakieś kasety i nagrania. Wszystko teraz nagle się zawaliło, sukces jest nikomu niepotrzebny, gra się skończyła, jakie to dziwne! Wybieram swoje dzieła spośród książek, wsadzam do pudła i pudło ukrywam w niewielkiej skrytce pod podłogą w kuchni. Może kiedyś tu jeszcze wrócę, może będzie można znów pisać, tworzyć, chwalić się, zarabiać… wtedy, gdy rzeczy wrócą na swoje miejsca. Robię tak, choć w to nie wierzę. Nie chcę uciekać, zostawiać bezpiecznego i wygodnego miejsca. Napełniam wiadra i wszystkie naczynia coraz wolniej cieknącą wodą, wiem, że to nie starczy na długo, nawet, gdy będę oszczędzać. Co z myciem? Na razie przestaję się myć. Ubikacja jeszcze działa, ale nie używam spłuczki, która już nie funkcjonuje. Jem cokolwiek z zapasów, straciłam apetyt. Światło pali się szczodrze w każdym pokoju mieszkania, decyduję się je zgasić, bo coś się zaczyna dziać z prądem, czuć swąd przegrzanych przewodów, ja też przez chwilę się palę i gaszę ten ogień narzucając na siebie jakiś koc.

Na mieście ludzie podejmują jeszcze próby opanowania sytuacji. Są jakieś urzędowe grupy chodzące po blokach. Wywołują staruszków, zabierają ich gdzieś, nie wiadomo gdzie i w jakim celu. Są najgorsze podejrzenia o tym, że są kasowani. W którymś mieszkaniu pode mną dwie staruszki ukrywają się w ciasnej pakamerze, podczas gdy rodzina rozmawia w progu z komisją stojącą w drzwiach. Ktoś tłumaczy, że babcie są im potrzebne, bo wiedzą, co robić w trudnych warunkach, są poza tym zdrowe i samodzielne. Komisja nie naciska zbyt mocno, wszystko jest takie niepewne, wszystko się daje załatwić, mimo odgórnych poleceń.

Na ulicach zdezorientowane gromady ludzkie. Jeździ jeszcze tramwaj. Ktoś kogoś goni. Ktoś w biegu wsiada do przepełnionego tramwaju, ja nie zdążam wskoczyć. Słyszę tylko daremne wołanie: Ewa! Ewa! Chodź tu! Zostaję sama w tłumie, bez domu, bez celu, bez sensu…

09:54, transwizje
Link
 
1 , 2
Archiwum