bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 30 września 2013
Dzwonnie
Pierwszy raz po południu wczoraj usłyszałam na dworze przebywając dźwięk dzwonów. Wiem, że w pobliskim miasteczku kościół zamontował sobie elektroniczne brzękadła, dzwon zatem musiał należeć do cerkwi. Przypomniały mi się stare czasy i dzwon z mojego rodzimego miasteczka... W nocy zaś obudziłam się po północy, długi bezsen, w końcu zwidy. Dzwon bijący wyraźnie w lewym uchu. Takie kościelne zjawy w poprzedniej fazie mego żywota były zwiastunem czyjejś śmierci. Lewe ucho, kobieta.
19:08, transwizje
Link
piątek, 06 września 2013
Cięcie

W tym samym czasie, gdy odprowadzałam przodków i ustanawiałam nową równowagę A. wracając z W. przejechała wraz z pociągiem, którym jechała... konia. O mało nie wykolejając się. Widok zgruchotanego zwierzęcia uczepionego zderzaka był makabryczny. Ostre cięcie. A w powietrzu, zapewne wraz z uściślającą się kwadraturą Marsa we Lwie do Saturna w Skorpionie wisi strach. Budzi mnie w nocy rozedrganie. Pluton rządzi wespół z Saturnem.

14:43, transwizje
Link Komentarze (4) »
środa, 04 września 2013
Odpocznienie

W tym miesiącu księżycowym pojawiały się nagłe wspomnienia. Ale nie tylko w tym. Można powiedzieć od dwóch, co najmniej. Ożywione. W postaciach ludzi z miejsca urodzenia, rodziny, potem gości. I czułam, jak porusza się to, co już dawno zawarszawione i następnie zapodlasione, pod spodem. I wraca w sposób wyraźny. Nie wymieniam emocji, bo były różne, a  poza tym nie o emocje szło. Tylko to poruszenie, którego świadomie nie przyjmowałam i dalej zapodlasiałam. Aż pojawił się znowu atak demoniczny, nałożony na informacje o eksperymentach medycznych (nie)ludzi na ludziach. I dzisiaj dzień milczenia, nie licząc kilku słów do zwierząt mnie otaczających. Bywają takie dni, bezludne w moim życiu, często. Nawet sąsiadów nie widać. Żaden listonosz. I przyszło wspomnienie rany, którą mi zadano w momencie narodzin. Psychicznej. Psychofizycznej. Już nie do odwrócenia. Nie do zabliźnienia. Wiecznie sączącej się. Bolesny kolec, który mnie kłuje od zawsze w tym życiu. I kłuć będzie, mimo starości. I spróbowałam jak zawsze to leczyć, miłując siebie. I wtedy pojawiły się widma przodków. Rodzice ze swoim rozdarciem, dziadkowie ze swoim rozdarciem, pra-dziadkowie ze swoimi rozdarciami. I utworzyła się spirala w głąb gleby sięgająca, z nich. Przebaczyłam im. Co wycisnęło łzy, aż się pies wystraszył. Tylko kozy patrzyły, psy i przyroda cała naokół. I dowiedziałam się, że czekali na to, że teraz mogą mi służyć pomocą. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie. 

20:10, transwizje
Link
Archiwum