bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
sobota, 20 września 2014
Kardynalnie

Wczoraj ukazał się wywiad ze mną w Klubie Tarota. Pewnie z tego powodu w nocy trapiła mnie bezsenność. A gdy w końcu o świcie zasnęłam wpadłam w trans i wróciła sprawa, dawno już nie wałkowana przeze mnie, poprzedniego wcielenia.

Transwizja I: leżę w łóżku w pojedynczym pokoju w jakimś szpitalu, a może szkole. Drzwi były oszklone. Za szybą ukazywały się jakieś nieznane mi osoby. A właściwie jedna, tylko wciąż przekształcająca się w inną. Najpierw kobiety, ciekawskie, wbijające wzrok, uśmiechnięte, potem także mężczyźni. W końcu jeden z nich zjawił się we wnętrzu pokoju. W biskupim czerwonym stroju, z kadzidłem w ręku. Pomyślałam, że chce diabła ze mnie wypędzić, ale tylko się gapił. Powiedziałam do niego nie swoim, ochrypłym głosem:
- Odejdź, kardynale! 
Kiedy się obudziłam przyszedł mi do głowy kardynał Adam S., który był potomkiem w bezpośredniej linii człowieka, którym byłam. Czyżby zaglądające przez szybę osoby to byli różni członkowie owej rodziny w czasie. Duchy? 

Transwizja II: siedzę przy jakimś stoliku, do którego ustawiła się już spora kolejka. I wróżę z ręki. Ludzie wyciągają do mnie dłoń, a ja, zamiast linii, widzę obrazy symboliczne. I gadam na ich podstawie co mi ślina na język przyniesie. Podaje mi dłoń ktoś znajomy. Rozpoznaję w nim Andrzeja S., kolegę z dzieciństwa i szkoły podstawowej, syna przyjaciela mojego ojca. Witamy się serdecznie, ściskając się mocno i długo. Mam napływ uczuć, on też. Śmiejemy się. Jest w mundurze, błękitno-białym, z czarnymi wyłogami, ale ukrytymi insygniami. Mówi, że od roku pracuje w marynarce, został "oliwierem" (we śnie rozumiem, że to jakiś status na uczelni) i jest szczęśliwy.
- Mieszkasz w B.? - pytam, bo niedawno szukałam go przez internet i tylko takiego kogoś znalazłam.
- Nie, od lat w Szczecinie - odpowiedział.
I podał mi dłoń. A ja zobaczyłam ją w złotej, przylegającej do skóry rękawiczce z obciętymi palcami. Kiedy się przyjrzałam stwierdziłam, że jest to jakaś substancja, rodzaj rozprowadzonej maści, w kolorze miodu, może zrobionej na bazie wosku.
- Złoto się ciebie trzyma - zaczęłam pleść - A może nie takie zwyczajne złoto. Miód czy wosk...
Wśród dalszych klientów znalazła się dziewczyna A. Podała mi dłoń, a ja zobaczyłam na niej wiele kamieni i kamyków, trących się o siebie, rozrzuconych. Na nich siedziały jakieś dwa stworzenia, jaszczurkowate, w kolorze kamieni.
- Twarde życie, twardy charakter i ktoś przy tobie... - wywróżyłam.
Zjawił się A. Był chudszy, o zbrązowiałej dziwnie cerze, podobny do swojej dziewczyny. Próbował mnie poczęstować tym i owym, na koniec kanapką z pasztetem, ale odmówiłam.
- Szkodzą mi konserwanty - stwierdziłam.
- Nawet angielski pasztet?
- Nawet. I nie jem chleba, przecież wiesz.
Trudno, taki był fakt. 

10:41, transwizje
Link
Archiwum