bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
wtorek, 26 września 2017
As pik

W nocy sen z elementami transu: widzę swoje śpiące nieruchome ciało pod kołdrą, zasłaniającą nawet twarz (czasem tak śpię, gdy zimno, albo komary gryzą). W głowach łóżka pali się świeca stojąca na niewielkim podstawku zrobionym na kształt metalowego trójnoga. Płomyk drży, świeca również. Działa jakaś niematerialna siła. Daimonion, męski, silny, przemożny wciela się we mnie. Nie wiem jak go oceniać. Jest bezpardonowy. Dalej wybieram się dokądś autobusem miejskim. Wsiadam do niego razem z mężczyzną noszącym na głowie ciemną koronę. Ja też noszę koronę, jasną, z papieru. Zauważam to i ściągam ją, składając w palcach w harmonijkę chowam w kieszeni.

Nad ranem krótki obraz: czarnego wilka o wydłużonym pysku, którego broda w kształcie odwróconego serca jakby narysowana jest, asa pik.

11:21, transwizje
Link
niedziela, 17 września 2017
Budząc się

Budząc się w nocy, z powodu zimna albo gorąca, na przemian, miewam przerwy na trzeźwe myślenie. Które nagle niezauważalnie przechodzi w sen. Lub w zmieniony stan jawy, jak kto woli. Nagle bowiem czuwając sobie nocną porą, słyszę warkot motoru koło domu, zajeżdża od głównej drogi, wjeżdża w boczną i staje. Kto u licha jeździ motorem w środku nocy? I zatrzymuje się w lesie? Zastanawiam się, czy nie wszcząć alarmu, ale psy śpią spokojnie, wzdychają przez sen, więc postanawiam poczekać. No, i nagle słyszę z dworu męski głos, mówiący zdanie po włosku. I budzę się w swoim pokoju, który wygląda inaczej, i jest zamieszkany przez dwie młode kobiety. Obce. Wkrótce zauważam, że nie widzą nas wcale. Ale kiedy poruszam jakiś przedmiot, owszem skierowują tam wzrok. Wkrótce udało mi się w ten sposób nawiązać z nimi kontakt, i przekonać je o naszej tutaj realnej bytności. Tym sposobem weszłam w świat wyobraźni, jak gdyby wykreowany przez umysł autora powieści fantastycznych. Po wyjściu na zewnątrz okazało się, że przebywamy w mieście przyszłości, gdzie całe wielkie bloki i wieżowce zjeżdżały uczepione cienkimi nićmi do liny, niczym kolejka zakopiańska, w sobie tylko zaplanowane miejsca. Kursowały jeszcze autobusy i koleje, ale rzadko, tłoku nigdzie nie było. Na granicy miasta stał ogromny wieżowiec, stary, ze zbutwiałego drewna wyrzeźbiony. Gdzieś ukrywał się w nim potwór, a naszym zadaniem było spenetrować ten pełen grozy budynek i nie dać się pożreć. Przewodziła nam Zuza, autorka opowieści fantastycznych.

11:26, transwizje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 września 2017
Zajady w biodrach

Przez kilka ostatnich deszczowych nocy spałam głęboko, i miałam do trzech osobnych szczególnych snów w trakcie każdej. Każdy sen śniłam oczami innej osoby, czasem to odkrywałam już w trakcie. Np. jako długowłosa blondynka rozdziewiczyłam pewnego nieśmiałego i nadwrażliwego kolegę, działo się to w jakimś niedużym mieście, a po rozstaniu z nim nabrałam charakteru.

Była też któregoś razu wizja: kobieta w ciąży budzi się z dziurą w okolicach pępka, inna z pustym otwartym brzuchem. 

Dzisiaj nad ranem sen: mieszkałam z przyjaciółką gdzieś w Stanach. Przyjaciółka pewnego dnia przedstawiła mi swego nowego znajomego. Był to dziwny, zamknięty w sobie mężczyzna, którego raczej nie polubiłam. Może byłam zazdrosna o naszą relację, ale nie było mowy o zerwaniu znajomości. Wyśledziłam któregoś razu, jak przyjaciel mej przyjaciółki udaje się na spotkanie z grupką młodych mężczyzn. Zażywali w trakcie jakieś środki psychodeliczne, któryś z nich był wtedy niezwykle otwarty i zabawny. Trafiłam tym sposobem do pewnego baru, gdzie podawano herbaty różnego rodzaju i wywary z mieszanek ziołowych, specjalnie dobranych. Pamiętam różne kolorowe pudełka z tymi roślinnymi specyfikami, niektóre już zaczęte. Jeden z kolegów przyjaciela mej przyjaciółki, stojący za barem poczęstował mnie czarką herbaty, lanej z dużego kociołka stojącego na blacie. Była jak gdyby z dodatkiem mleka, czegoś białego i bardzo mi zasmakowała. Chciałam ją kupić, a chłopak chciał mi ją sprzedać, ale nie mógł znaleźć całego pudełka. Grupa „zielarzy” miała się dość kiepsko finansowo, urządzali imprezy w rodzaju tej, z poczęstunkiem, ale do sprzedaży niewiele mieli, pewnie nie było takiego zapotrzebowania. Trudno, nalałam sobie drugą czarkę i przysiadłam się do stolika reszty bywalców. Siedział tam przyjaciel mej przyjaciółki, wyglądał już na zaawansowanego ćpuna po niejednych przejściach. Opowiedział swoją historię. Jak dowiedział się od kogoś, kogo znał dawno temu, o zabójczej roli czynnika w szczepionce jt1, podawanej małym dzieciom. Która powoduje z czasem tworzenie się „w biodrach nieuleczalnych zajadów”. Szczepionka weszła do masowego użytku, mimo, że – on to wie, bo rozmawiał z tym człowiekiem – największy profesorski autorytet był świadomy jej śmiertelnych skutków w przyszłości. Ludzkość ma być wybita, zdziesiątkowana, zniszczona doszczętnie.

- Powstał już w Ameryce ruch przeciwników tych szczepień, kilkaset tysięcy zdesperowanych rodziców wychodzi na ulice wielkich miast protestując. Może zdołają coś załatwić - spróbowałam siebie i jego jakoś pocieszyć.

- Jest takie jedno miejsce na Ziemi, o którym nikt nie wie, żaden wielki starożytny historyk o nim nie wspomniał. Jest tam wejście w najgłębszą głąb planety, i oni planują się tam przenieść – dodał jeszcze w wyraźnej depresji.

Ta świadomość była dla niego nie do zniesienia. Wkrótce odszedł z własnej woli. Wspiął się najpierw na szczyt w jakichś górach i tam zażył śmiertelną dawkę narkotyku.

Potem sen ciągnął dalej historię już nieco inaczej. Na ulicach jakiegoś rozwiniętego spokojnego miasteczka, wieczorem, spotkałam moją dawną wychowawczynię ze szkoły podstawowej. Krążyłyśmy po ulicach, trafiając po drodze do jakiegoś sklepu, cały czas rozmawiając. Nauczycielka opowiedziała mi o serialu, który ostatnio puszcza telewizja i który przykuwa do ekranów masy widzów, każdy go ogląda. To serial-rzeka o dojściu do niebywałej fortuny klanów Rockefellerów i Rothschildów.

- Dziwi mnie jego popularność, i że telewizja pokazuje żydowskie spiski – stwierdziła moja dawna polonistka.

- Dla mnie to nic dziwnego, oni się w ten sposób ujawniają. Jako panowie nowego świata. Muszą to zrobić, aby dać niektórym wybór. Albo umrzeć bezpotomnie, albo zostać szczęśliwym niewolnikiem w kontrolowanym przez nich świecie. Czasu jest już niewiele.

Po chwili dodałam:

- Oni i pewni rabini z głównej sekty, którym pycha przesłoniła już rozum. Przestają się bać mówić wprost. Mają nas wszystkich za stado baranów, które nawet słysząc straszną prawdę chodzą posłusznie, gdzie pasterz im każe.

To, co mnie uderzyło, to fakt, że ta starsza już emerytowana nauczycielka słuchała mnie ze zrozumieniem i rozważała teraz moje słowa poważnie, bez prychania, ani kpiny.

10:46, transwizje
Link
Archiwum