bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 13 października 2006
Podszepty

Staranne przestudiowanie artykułu dra Lucien de Luca "Les femmes dans les Propheties de Nostradamus" odkryło mi fakt, iż ten człowiek znalazł "dowody" (o ile symbole mogą być dowodami) na moją koncepcję "damy bezpłodnej" i "córki upadłej" z Listu do Henryka II. Opisałam ją w artykule "Szyfry Nostradamusa" rok przed nim, kierując się jedynie intuicją, gdyż przecież całości Centurii, ani nawet oryginału nie znając. Miałam tylko niesamowite wrażenie, że wszystkie pomysły przychodzą mi do głowy "z zewnątrz", są "podpowiadane". Jak i myśl, pewność właściwie, że zajmę się tym kiedyś poważniej.

Kiedy skończyłam lekturę i prześledziłam wszystkie podane przez autora czterowiersze uświadomiłam sobie nagle ukryty sens snu o rodzinie K. sprzed niewielu dni. Tam jest klucz do Listu Henryka! Dama bezpłodna, wychowująca "dwoje książęcych dzieci" i kobieta upadła... Hierarchia publicznych wartości zżerana przez ukrytą korupcję i prywatę. Oczywiście, sen to żaden dowód, ale dla mnie źródło upewnienia.

Dziś we śnie demon pod postacią gościa zachowującego się niczym papież, mającego dar lania wody zgodnie z pragnieniem łudzenia się u słuchaczy, w istocie groźny jak morderca bez skrupułów, nazywano go Chapitre (po franc. Rozdział). Nie zostawiał żadnych śladów zbrodni, a jego "anielskie zachowanie" zewnętrzne myliło prawie każdego.

Z innych drobnych faktów: coraz szybciej czytam po francusku, chciałoby się jeszcze opanować sztukę pisania i komunikowania z ludźmi. Ale to dalsze plany, a raczej nieunikniony rozwój umiejętności.

W momencie, gdy to piszę, mgła skrapla się niczym deszcz i w okno naprzeciw mnie stuka ciekawska sikorka bogatka...

08:34, transwizje
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 października 2006
Me mori

Budzę się w nocy, palę światło, czytam "Księżna Anna Z Sapiehów Jabłonowska", książkę wydaną mocą Towarzystwa Przyjaciół Siemiatycz kupioną na straganie podczas ostatnich targów regionalnych, na jakie trafiłam.
Zestaw dokumentów, po łacinie pisanych, rodem z ksiąg parafialnych, z uroczystości chrzcin i pogrzebów okolicznych sprzed ponad 200 lat.

Pamiętam ją. Z Wersalu, z czasów, gdy unowocześniała swoje włości, sprzed śmierci, i w momencie śmierci. Ta scena, gdy służba wwiozła ją na wózku inwalidzkim do kościoła, w którym ona, na pół sparaliżowana, rozdysponowywała jeszcze co gdzie jak ma leżeć z okazji jakichś uroczystości religijnych, a zwłaszcza szczupła, szlachecka dłoń zesztywniała na poręczy fotela stoi mi ostro w pamięci. Nagle tę dłoń zobaczyłam na ogromnym obrazie olejnym, wiszącym w pokoju sypialnym Alicji, gdy pierwszy raz w życiu ją odwiedziłam w jej małym warszawskim mieszkaniu na Woli.
- Kim jest ta kobieta? - spytałam od progu.
- Jako to? Nie poznajesz? - uśmiechnęła się Alicja.
- ... Ty?
- To mój autoportret. Miałam wtedy 45 lat.
- Pamiętam cię sprzed dwustu lat - wypaliłam z głupia frant. - Ciociu...
Potem pojechałyśmy do S., prowadziła, mimo dolegliwości, na które dwa lata temu zmarła. Pamiętam ją idącą o kulach środkiem kościoła po mszy, oczy ludzi, stukała swoimi kulami, idąc prosto na zakrystię i waląc prosto to księdza proboszcza. Czuło się "panią". Pozostała nią, po 45 roku, po 54. i po latach komunizmo-socjalizmu w naszym, nie naszym kraju.
U księdza, gdy go wreszcie dorwała, w formie wikarego:
- Co znaczą te figury na ołtarzu? Ja je znam! Śniły mi się niedawno! Co one znaczą?
Koło zapętliło się w sposób dyskretny, niezauważalny. Wikary odpowiadał z powagą, szacunkiem, który ona od razu budziła, tak jak w poprzednim życiu, nie wiedząc, że oto na jego oczach Łańcuch Powstrzymuje Swój Przewrót.

Dziś śmierć M.G.
Pamięć podpowiada. O., gdy MG nocował podczas koncertów w prowincjonalnym PT w domu jej ówczesnego chłopca, miała 17 lat i nosiła srebrne włosy (zafarbowane sreberkiem do grzejników). Pił, miał z tym problem. Potem po latach z nagła jego ukazanie się z dłońmi jak szpony, jakże mi znanymi! Zmartwychwstały tata, w ten sam sposób łączył anielskość z upadłością. Był starszy od MG o 6 lat. Nie żyje już dwadzieścia, zapomniałam już dźwięk jego głosu. Dziś pożegnanie po raz wtóry.

20:49, transwizje
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 października 2006
Pol-mediumizm

Sen o Astrologu, który - po czasach ogromnej prosperity - popadł w nieuleczalny alkoholizm i zaczął się obijać po miejscach, miastach i ludziach, gdzie kiedyś mieszkał i zyskał sławę i renomę. Dawni znajomi tolerowali go, lecz uważali za chorego i kompletnie zwichrowanego. On zaś żył w świecie iluzji, z wolna chudnący i coraz mniej związany z rzeczywistością. Ja wespół z M. przyjęłyśmy do swej zażyłości Niejaką, która "wyszła" tym samym z własnego anty-alkoholicznego uzależnienia.
Rozumiem jako wgląd temat "uzależnień duchowych", które mają swoje przeciwieństwo, równie uzależniające.
Dziś ponadto byłam wścibskim dziennikarzem, który odkrył skrywane przez lata tajemnice rodziny K. dawnego telewizyjnego showmana. Po jego śmierci zaczęto szeptać, iż K. był w swoim czasie donosicielem tajnych służb, a koniec życia spędził w zaciszu domu, w lęku, że to się kiedyś wyda. Wdowa po nim, sławna kiedyś w kraju artystka, wraz z piękną synową ukrywały więcej. Wychowywały dwójkę dzieci, które naprawdę należały do kogoś innego. Dziennikarz (niby ja) trafił do owej osoby. Była to kobieta w krótkich czarnych włosach, całkowicie ubezwłasnowolniona, o słabym, żałosnym charakterze i głęboko cofniętym podbródku, co znamionuje ludzi introwertycznych i mało przedsiębiorczych. Milczała cały czas, leżąc w progu pokoju i pochlipując cicho. Od sześciu lat przebywała w związku lesbijskim z pewną starszą od siebie, wysoką kobietą, która włożyła w niego mnóstwo energii i poświęcenia. Teraz jednak odkryła, iż tak naprawdę jej partnerka miała przeszłość heteroseksualną i być może wciąż takie inklinacje. Runął jej świat, popadła w szok i rozpacz.
- Co ja teraz zrobię? Jak będę żyć?
Jako ów dziennikarz cechowała mnie szorstkość i brak emocji.
- I tak nie była pani warta - padła moja odpowiedź - Przecież ta kobieta to śmieć.
W ich sypialni panował trudny do zniesienia zaduch długo niemytego ciała i częstych wymiocin.
Natomiast w domu K. stoły zastawione były suto, a w oranżerii, starannie ukryte pomiędzy roślinnymi liśćmi i pnączami sączyły się cienką rurką nieczystości, odprowadzane tutaj wprost z sypialni owej kobiety-śmiecia. Zrobiono wszystko, aby je ukryć i zneutralizować smród. Wdowa, spytana o opinię o niej stwierdziła:
- Ona przecież nie jest człowiekiem. A jako taka nie może mieć żadnych praw.
Ta opinia miała w sobie coś zaślepionego w swojej pogardzie, ale dziennikarz pominął to milczeniem, notując fakty i materiały do demaskatorskiego artykułu. 

Od rana radio (słucham zawsze trójki) wałkuje temat o dziennikarstwie, czy ma prawo zdybywać materiały w sposób bardzo podstępny, nawet niemoralny i okrutny.
Zaczynam zatem rozumieć sen, jako wgląd w polskie media i jego ukryte "po kątach" powiązania.

19:22, transwizje
Link Komentarze (8) »
Archiwum