bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 19 października 2007
Sen starych kości
Taki sen: spędzam noc w domu moich nieżyjących dawno dziadków, w którym mieszka teraz ciotka ze swoją rodziną. Atakują mnie złe duchy, siły piekielne, jakoś związane z tym miejscem, kawałkiem ziemi. Zastanawia mnie to. Znajduję w rogu ogrodu starą kapliczkę, postawioną w celu straży przed niedobrym wpływem demonów. Potem trafiam na jakąś szumnie zapowiadaną imprezę sportową, zawody w skokach narciarskich dla każdego. Tłok, można spaść z trybun, jeśli nie znajdzie się w porę właściwego miejsca. Udaje mi się je znaleźć, szykuję się do skoku. Od ciotki wiem, że jej syn już skoczył i rozbił się, trzeba zachować ostrożność... W taki sposób zdobywam zrozumienie niektórych przynajmniej fragmentów centurii. Bo napisane jest: 7.41 Kości nóg & rąk gniecione, Z powodu wrzawy dom długi czas niezamieszkany, Będą przez sny wydrążające odkopane, Domostwo zdrowe & bez hałasu zamieszkane.
14:09, transwizje
Link
sobota, 13 października 2007
Fulcanelli show
Przyśnił się Fulcanelli, przepiękny młodzieniec. Najpierw ujrzałam długi pasażerski samolot bez skrzydeł, biały, który wylądował na krawędzi urwiska, a gdy już miał zsunąć się w przepaść jakaś dłoń podtrzymała go (jak model) i umiejscowiła wygodnie na półce skalnej. F. zyskał nieśmiertelną zdolność transformacji ciała (było też o duplikacji) dzięki temu, że wziął na poważnie jakąś przepowiednię o swojej śmierci w bólu. Sam zgodził się na nią i nawet ją zorganizował. Pewien zaprzyjaźniony człowiek uciął mu głowę na pieńku (widziałam to bardzo realistycznie, ze szczegółami, np. tryskającą z szyi krwią), po czym zebrał koło pieńka wszystkie materialne resztki cielesne Fulcanellego, niezbyt dowierzając w to, co miało z tego wyniknąć. A jednak one jakoś tak się zwarły w sobie, a gdy ich dotknął ciekawie palcem, w miejscach dotknięć pokazały się monety, 1 groszowe, 3 sztuki. Potem było o wywoływaniu sztucznie przez innych tego zjawiska (przywoływania Fulcanellego?), ale materializowały się tylko laleczki w anielskich togach, bez nóżek, wypchane jakby drobniutkimi kamykami, które skojarzyły mi się z robakami, bo miały otwory przegryzione na sobie (przeważnie na wysokości piersi), tak jak jabłka, coś się wdarło do środka. ...Przygotowania do zimy zaawansowane. Okna zimowe załozone i uszczelnione. Wykopuję resztę marchwi. Czytam książkę o Napoleonie Bonaparte, autorstwa radzieckiego historyka, wielbiącego rewolucję francuską i pomijającego całkowicie starcia konsula z papieżem. Tylko taką znalazłam w miejscowej bibliotece.
18:42, transwizje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 października 2007
3 dni + czwarty
Kilka dni poza chatką, w domu rodzinnym. Odprawiłam coroczny rytuał o tej porze, zapalenie lampek na grobach przodków. Rozmowy z dzieciakami. Wawrzynka nie chce już być wróżką, ale "sławną piosenkarką". Zaprezentowała mi "3 numery", które opracowała, siłą ambicji bardziej, niż umiejętności. Odzywa się artystyczna dusza ks. Izabeli Cz. Junior bawi się z małą bokserką, udając z zapałem pieska, biega na czworakach razem z nią, szczeka ujadając na przybyłych i sika radośnie na podłogę. 2 dni spędzone w pociągu wprawiły mnie w zmieniony stan świadomości. W drodze odkryłam "cykl planetarny Nostradamusa" i sens liczby 3797, przy pomocy której zakodował datę urodzin Jezusa Chrystusa. Dziwne sny. Nie moje. Na poły wizyjne. Ciekawe. Szybko je jednak zapominam. Nie, pamiętam Drzewo, zasadę 3 przemian, przeskakujących przez 4, na tym wzrasta Dąb.
18:40, transwizje
Link
środa, 03 października 2007
Refleksja?
Zastanowienie. Po debacie Kwas-Kaczka. Kiedy to było? Kilka ładnych lat temu, może 7, 8 a może 6,5. Nie chce mi się szukać w przepaściach kalendarzy zapisu. Częściowo zamieściłam go w "Ultrafiolecie" (kurczę, ten nie-mój tytuł nie przechodzi mi przez palce, ani gardło). Opis okrojony o pewien, polityczny, szczegół. Ale opowiem od początku... Była to wizja, z rodzaju rzadkich. Właściwie kontakt z innym wymiarem, sprowokowany stamtąd. Próbowałam zasnąć w swoim pokoju, gdy nagle... otworzyły się drzwi i zdecydowanym krokiem wszedł do pokoju wysoki, szczupły mężczyzna, którego znałam z wielu innych takich spotkań, i którego identyfikowałam jako mojego zmarłego ojca. Podszedł blisko, pochylił się nade mną i wypowiedział wyraźnie nazwisko miłościwie nam wtedy już panującego prezydenta Kw. Po czym dodał, uprzedzając moje zaskoczenie: "To wszystko się wydarzy. Wszyscy są zapropgramowani na TĘ CHWILĘ." Zdziwiona spytałam jedynie: "Kim jesteś?" na co uzyskałam odpowiedź: "Pan..." i gość zniknął. To od tamtego czasu zaczęłam mieć sporadyczne sny wizyjne, w których byłam dobrą znajomą prezydentostwa i wieszczyłam prezydentowi ważną rolę dla Polski w przyszłości. Na co ów uśmiechał się ironicznie, i lekko zdziwiony mówił, że to niemożliwe, bo jest od zawsze niewierzący. A Cimoszka na to: "Jak to, a pamiętasz tego białego jelenia na polowaniu? nikt go nie widział, tylko ty...". "Zdawało mi się" - odpowiadał Kwas. Potem w wielu takich snach widziałam go, jak pije, pije coraz więcej, lekceważąc opinię. Co to znaczy? A te transparenty nad tłumami na ulicach z napisem: "Nowa prawdziwa demokracja", zwyciężająca w niesamowitych czasach, Ukraińcy kupiący się za granicą Bugu, coraz bardziej gotowi zlikwidować granice... Impuls przyjdzie od lewej strony. Tyle z tego odczytuję. Teraz jesteśmy w miałkich czasach, które próbuje ukształtować w zgodzie z rozumem wyobraźnia Kaczka, bo tylko ona jakoś nad nie wystaje, może jest ich duchem. Nic nie idzie od dołu, z ludu, a więc nie ma mocy.
19:09, transwizje
Link Komentarze (2) »
Archiwum