bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
czwartek, 29 października 2009
Ad. diabolnie
Zrozumienie wizji przyszło dzisiaj po przeczytaniu dywagacji o sterowaniu emocjami zbiorowymi, zamieszczonych na grypa666.wordpress.com. Sterowaniu elektromagnetycznemu ludźmi zaczipowanymi i zaszczepionymi metalami ciężkimi przy okazji brania różnych leków nie poddaje się zbiorowa energia modlitwy. Taka nauka przypłynęła oto z góry.
17:45, transwizje
Link
wtorek, 27 października 2009
Diabol-nie
Ostatnie kilka dni bardzo ciężkich emocjonalnie zaowocowało dzisiaj w nocy następującą wizją. Dostałam od G. w prezencie buteleczkę granulek pachnących metalicznie, w których intuicyjnie rozpoznałam magnez. Schowałam ją do kieszeni i miałam przy sobie, gdy nagle usłyszałam z sąsiedniego pomieszczenia diaboliczny głos. Przypominał głos mojego ojca, ale od razu rozpoznałam w nim Lucka. Najwyraźniej był wściekły i rozczarowany, bo nie mógł do mnie dotrzeć, nijak i niczym mnie dotknąć. Bał się moich granulek, ich dotknięcie sprawiało mu ból. Nagle przypłynęła do mnie ciężka, piekielna energia i otoczyła zewsząd. W pierwszej chwili o mało nie spanikowałam, nie wiedziałam co zrobić. Wtedy podszedł do mnie niewidzialny Pan (znam go od lat) i pokazał mi jak steruje się tą energią odpowiednim ułożeniem rąk (jak do modlitwy). Poddana wyższym energiom nagle stała się moją straszliwą bronią. Rano rzuciłam monety, pytając o sens tej wizji. 47.2.5 na 16. Zaczęłam też łykać magnez.
09:07, transwizje
Link
poniedziałek, 26 października 2009
Znacz-nie
Sowa oznajmiła prawdę. Tydzień temu zmarł nagle na zapalenie trzustki niespełna 30-letni syn jednego z mieszkańców naszej wioski.
09:14, transwizje
Link
środa, 21 października 2009
Glinnie

Od czasu zamieci śnieżnej nie miałam dojścia do internetu. Tamtej nocy trzeba było szybko wynieść wszelki sprzęt do pracowni. W dzień zaś A. spędziła kilka godzin na odkrytym właśnie dachosuficie, sprzątając lecący ciągle śnieg, a ja podkładałam w mieszkaniu wszystkie naczynia pod kapiące z sufitu krople. Wiadra, miski, miednice, kubki, talerze. Akurat wypadło prawosławne święto Pokrowy (odp. katolickiej M. Boskiej Różańcowej) i brygada se świętowała. Dopiero następnego dnia majstrowie postawili krokwie i położyli folię paraprzepuszczalną, więc na razie nic w domu nie kapie. Trwa czekanie na blachę, która ma być od czwartku do przyszłego wtorku. Wczoraj wieczorem sprzęt wrócił do mieszkania i połączenie reaktywowałam. Prace posuwają się, ale kurdę, gdy nie masz dobrego pieca, wanny, a na podłodze zamiatasz codziennie kolejną warstwę schnącej gliny (broń Boże tego umyć, żeby nie polecieć na pysk!) to wszystko wydaje się dziać zbyt wolno.

Śpię na materacu położonym wprost na podłodze, za piecem, w pokoju z podłogą niedomytą po pracy zduna (spróbujcie umyć podłogę z gliny za jednym razem!), z pustymi szafami i ścianami brudnymi od kleju po starych tapetach. W kuchni jest kran, ale pod nim tylko wiadro i miska, zlewki wynoszę i wylewam pod drzewo. Niby Dudusiuki wykopały już prowizoryczne szambo z trzech starych kręgów studziennych i nawet jest już podłączone, ale nie ma podłączonej umywalki i zlewu, co dopiero na dniach powstanie. Hydraulik zajęty jest budowaniem instalacji c.o. Wywalił bojler tuż przy nowej kuchni kaflowej i takie rury, że wygląda wszystko jak zrobione w akcie nowoczesnego malarstwa, albo na statku kosmicznym. Zdun zdołał postawić komin do końca, choć zszedł z niego pijany w sztok. To trza było widzieć, jak popija na 7-metrowej wysokości przechylając głowę maksymalnie w tył. Na razie kuchni nie daje się używać, bo schnie, więc skazana jestem na starą ścianówkę, która grzeje tylko, gdy w niej palić ciągle, bo natychmiast wystyga. Zdun przy rozbiórce starego komina wyjął z niej szyber i nie wsadził z powrotem. To był gość jak z komedii Barei, specjalista z lat 70-tych wyjęty. Odkrył np., że ma "antyczny zawód", co sprawiło, że koszt kuchni rósł u niego z dnia na dzień. Tutejsi starzy zdunowie stawiają taką kuchenkę za 500-800 zł, trudno ich jednak umówić z dnia na dzień. On zgodził się na 1200 razem z przeczyszczeniem starej ścianówki, której nie chcę jeszcze rozbierać. W trakcie zrobił sobie przerwę w pracy na inną robotę i dokończył ją po 3 tygodniach. Tym razem owe 1200 ledwie obejmowało kuchnię (tutaj nazywaną plitem, albo płytą), czyszczenie to by było 200 dodatkowo, a tak naprawdę, to taka kuchnia warta jest 2500 zł! i on za tyle będzie teraz ją stawiał. Dodam, że facet był wyjątkową fleją i tak zapaskudził chatę resztkami kafli i cegieł, zaprawą, gliną, pyłem, puszkami po piwie i konserwach, że się ją doczyszczę może za tydzień. Np. ciął kafle piłą elektryczną w mieszkaniu, bo mu się wychodzić nie chciało. Żadne uwagi nie skutkowały. "Przecież tu i tak brudno" - odpowiadał. Pył osiadł zatem wszędzie, od sufitu przez naczynia w kredensie, resztkę ubrań w szafie po drewnianą podłogę. Zainkasował zapłatę i czmychnął, zapominając kilku narzędzi pracy. I zostawiając nam na pamiątkę 40 kafli kupionych wedle jego błędnych obliczeń, worek wapna, jeden szyber i drzwiczki do komina w nadmiarze. Można będzie zbudować z tego drugi piec.

10:18, transwizje
Link
środa, 07 października 2009
Pogodowo
Wczoraj wysoko w niebie rozległ się klangor. - Żurawie odlatują - stwierdził stary Mikołaj. Jak zawsze wpadł spojrzeć na postęp pracy i pogadać z majstrami. - Popatrzmy w którą stronę lecą. Jak na zachód, za górę to będzie jeszcze ciepło. Jak na południe, ło tam (pokazał laską) idzie zimno... Leciały na południe. Dwa wielkie klucze, jeden za drugim. Dziś pada, cieśle zajęli się wymianą starych belek we wschodniej ścianie, zamiast zdejmowaniem dachu.
11:14, transwizje
Link Komentarze (5) »
czwartek, 01 października 2009
Grzej-nie
Ściany wznoszą się coraz wyżej, są już zarysy okien i drzwi. Lubię przyglądać się pracy cieślów, to jak budowanie domu z klocków. Zimno. Nadal brak pieca, bo zdun przyjął inną robotę, a drugi ma zjawić się jutro. Nadal śpimy w pracowni, razem z psami i kotami. Koty są zbawieniem w tym miejscu. Dziś Kicia upolowała tam koło mnie mysz, która próbowała zamieszkać pod stołem sitodrukowym. Pożarła ją wespół z warczącym Jasiem, który z kolei jako kichacz i zmarźluch spędza noce pod moją kołdrą, grzejąc mi ucho.
09:57, transwizje
Link Komentarze (2) »
Archiwum