bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 24 października 2016
Ostatni wywiad

Odsypiałam zeszłonocną okazjonalną biesiadę. Były sny, które zapomniałam. Dopiero poranny nieco mi utkwił w pamięci. Wizjosen typu historia fabularna składał się z dwóch części.
W pierwszej był romans między mężczyzną, a dwiema bliźniaczymi siostrami, przebranymi na jakąś kostiumową imprezę, w zielone obcisłe kombinezony, z których zwieszały się długie ramiona niby ośmiornicze. Bohaterowi snu jedna z nich się podobała, a drugiej podobał się on. I to ona go w końcu uwiodła. Miała perwersyjny uśmieszek i długie ciemnorude włosy. Druga podejrzała ich i przeżyła szok. Działo się to w jakiejś niewielkiej miejscowości. Dziewczęta, wraz z rodzicami, mieszkały w dużym parterowym domu z wiejskim obejściem ogrodzonym płotem. W ich mieszkaniu znajdowały się dwa telewizory. Jeden starego typu, lampowy, czarno-biały. Drugi nowszy, z dużym ekranem, na którym - ku mojemu zastanowieniu - wyświetlał się ujęty w kwadrat obraz o wiele mniejszy, kolorowy.
W pewnej chwili akcja wyraźnie zmieniła się.
Część druga ciągnęła się w tym samym miejscu, ale jakby kilkadziesiąt lat wcześniej, panowały czasy drugiej wojny światowej (takie odniosłam wrażenie). Miejscowość (kojarząca mi się nie wiem czemu z Głuszycą z opowieści Darka Kwietnia) zamieszkiwali całymi rodzinami Niemcy, wielu ubranych w mundury wojskowe. Z jakiegoś powodu byli szczególni i dziwni. Tę ich dziwność pamiętałam jeszcze długo w ciągu dnia. Na jakiś umówiony sygnał potrafili zbiec się wszyscy z całej osady, o jakiejś przypadkowej porze, jak gdyby do czegoś się szykując. Ożywiał ich na pół zwierzęcy, w każdym razie niewerbalny wspólny instynkt. Jak zew swojej krwi.
W pewnej sali jeden z owych Niemców, umundurowany leżał na dużej białej płachcie papieru pokrytej czarnymi kropkami (punktami), twarzą do sufitu, podłączony przez słuchawki do jakiegoś urządzenia. Z jego ust wydobywały się pojedyncze dźwięki, niepodobne do niczego, może najwyżej do jakichś pojedynczych stęknięć, zająknięć. Wyraźnie się męczył, a jego przekaz był zupełnie niezrozumiały. Szło o odczytanie owego punktowego zapisu, może kontakt z czymś kompletnie obcym, nieludzkim.

Wieczorem trafiłam przypadkiem pod adres ostatniego wywiadu z Maxem Spiersem, który został wreszcie przetłumaczony. Sen ewidentnie dotyczył jego sprawy. Choć chyba nadal nic nie wyjaśnia. Ogląda się go z narastającym zmęczeniem, spowodowanym popadaniem Maxa w dziwny stan, bełkot i zająknięcia.

21:37, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 października 2016
Robaczywe jedzenie

Od kilku nocy przed snem pojawiają się uporczywe obrazy podobnego rodzaju, wczorajszej także, ale były wyraźniejsze, towarzyszył im też krótki wizjosen. Wyciągałam roślinny badylek posadzony w doniczce, a tam cały korzonek obłożony jakimiś licznymi małymi obrzydliwymi robalami. Na łodydze znalazłam długą wężowatą glistę, jadowitą. Wrzuciłam to ze wstrętem w ogień. Wtedy pojawiły się inne robale. Jedne podobne do czarnych wieloodnóżastych pajęczaków, inne do otwartych żarłocznie gardeł, inne do kąśliwych wąsatych owadów. Widok przykry i straszny.  

Zrozumiałam przesłanie. Idzie GMO, wraz z roślinożernym dinozaurem korporacji, podpisujących z rządami umowy o wolnym handlu modyfikowaną genetycznie żywnością.

11:55, transwizje
Link
wtorek, 11 października 2016
Ciemność u progu

Wczorajszej nocy krótkie wizje przedstawiały nieznaną mi dziewczynkę, potem chłopca z jakąś prymitywną bronią w ręku, oraz kobietę o wielkich oczach. Później wieczorem z przypadku zaczęłam nagle oglądać Apocalipto Mela Gibsona i tam odnalazłam widziane wcześniej postaci. Jako przepowiadającą dziewczynkę, oraz małego synka Łapy Jaguara i jego matkę, uwięzionych w studni. 

Dzisiaj zaś wizjosen w nieokreślonej porze nocy, mogło być wtedy po północy, jak i przed świtem: znajduję się w domu rodzinnym, w moim dawnym pokoju na piętrze. Zmierzcha się. Podchodzę do okna i wyglądam na ulicę. Ze zdumieniem odczuwam zawrót głowy. Dom jak gdyby płynie ulicą, przemieszczają się sąsiednie budynki i drzewa. Takie same wrażenie, jak w jadącym pociągu, gdy to świat zdaje się przemieszczać wokół, a nie pojazd. Ogarnia mnie lęk i zachwianie równowagi. I myśl, że to już blisko, na dniach, kompletne zaskoczenie.

Teraz już w moim obejściu. Znajduję się na podwórzu przed wejściem do chaty, jakby wracając z drogi późnym wieczorem. Nagle zapada kompletny mrok. Czarne niebo, bez gwiazd, bez księżyca, bez ulicznej lampy, najmniejszego światełka... Paraliżujący lęk.
I zaraz wizja: wielki dinozaur o długiej cienkiej szyi z małą głową. Myślę, że nie drapieżny, i że to samica. Wskakują na jej grzbiet dwa albo trzy małe dinozaurzątka i ona rusza gdzieś dalej.

Po obudzeniu się lubię, zanim wstanę opowiedzieć sen, aby go nie zapomnieć przed opisaniem. Więc mówię:

- Ale miałam sen!
- Ach, i ja też! Jaki dziwny!
- Opowiedz pierwsza.
- Śniło mi się, że zawaliła się jedna ściana w naszym nowym kurniku. Przyjechała jakaś ekipa i komisja, stwierdzili, że nie da się nic zrobić i zaczęli nam wyburzać cały budynek.
- Wydaje się, że miałam przebicie tego samego problemu z przyszłości. Idzie nagły kryzys gospodarczy, jakaś zapaść. 
- Czemu tak sądzisz?
- Choćby dlatego, że w 2008 śniłam kryzys bankowy z kredytami mieszkaniowymi jako nagłe zawalenie się dachu w naszej koziarni i zabicie większości naszych zakoconych rasowym capem kóz. Spadek na giełdzie wtedy przyśnił mi się jako pojedynek dinozaurów namalowanych na wielkich płachtach płótna, sterowanych przez Billa Gatesa. Stąd wiem, że dinozaur we śnie znaczy korporacja, nieludzka systemowa siła. Jeśli dinozaur niedrapieżny, to musi być jakaś potężna struktura państwowa, gospodarcza, finansowa, bankowa, nie wojenna.

10:59, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 października 2016
W ziemiance

Zaraz po zamknięciu oczu twarz KJATa. Oglądałam przed snem najnowszy filmik, pewnie to przez to.

Wizjosen: w tunelu, jaki odkryto idą ku nam istoty z innego czasu. Jakichś kilka niegroźnych prehistorycznych zwierząt, ogromna ważka i dwie istoty ludzkie, inne od nas, jednak ludzie.

Sen: na tyłach rodzinnej działki, za budynkiem gospodarczym rodzice dawno temu zbudowali ziemiankę, z której potem mama przestała korzystać. Tak zarosła trawskiem, że nawet nikt już o niej nie pamiętał. Zdecydowałam się to odgrzebać, zobaczyć, może do czegoś się nada to dawne przedsięwzięcie. Panował półmrok, wieczorna szarówka, jakaś wilgotna chłodna pora roku, bez zieleni, ani śniegu. Chyba późna jesień. Odkopaliśmy wejście. Było ciekawie urządzone. Wskakiwało się w zagłębienie przed drzwiami wejściowymi, a tam uruchamiała się metalowa zapadnia i ustawiała cię do pionu, jak w bloku startowym, wygodnie wobec drzwi. Zajrzałam przez nie, co jest dalej. Była sionka, zakończona kolejnymi drzwiami, prowadzącymi w głąb piwnicy. A w niej, za progiem rozrzucona niewielka kupka węgla-groszku, niewiele tego było, wyglądało znośnie. Zajrzałam odważnie dalej. W głębi znajdowało się większe pomieszczenie, urządzone jako "pokój". W nim dwa łóżka koło siebie, może trzy. W jednym od lewej ściany wydało mi się, że w zbyt słabym świetle latarki widzę zarys ciała umarłego mężczyzny. Podobnego do mojego ojca, może wujka. Ogarnęła mnie groza i uciekłam, zatrzaskując za sobą drzwi. Do tej pozbawionej światła i świeżego powietrza ukrytej samotni, jak więziennej celi. Dyskutowaliśmy później długo. Że to zamanifestowało się dawno, tuż po zbudowaniu w dobrej wierze tej ziemianki, że to jakiś straszny wpływ tego miejsca musiał być. I że rozumiem, dlaczego nikt tego nie wykorzystywał, mimo włożonych w budowę pieniędzy. Po dłuższych rozważaniach ktoś z nas zdecydował się tam znów zajrzeć. Rzeczywiście leżało ciało mężczyzny, cień podobny do mego ojca, odwrócone twarzą do ściany. W drugim łóżku, po środku pokoju, leżało zmarłe dziecko, mały synek, w kolorze złotym. Miałam wrażenie, że zasnął tu będąc dobrej myśli, lecz nie uzyskał pomocy i wsparcia od ojca. I beznadziejność go dopadła. Koło przeciwległej ściany stało także łóżko, trzecie, ale o tym nie było dyskusji. Zatrzasnęliśmy drzwi, przerażeni. Nie dało się tego nijak przystosować, zrozumieć, zaakceptować. Rodzaj strachu był nieopisywalny, irracjonalny, spoza tego świata.

Dziś wieczorem obejrzałam film dokumentalny "Dziennik zapowiedzianej śmierci" i zrozumiałam o czym był ten sen.

Nad ranem wizja: przyszła odpowiedź z wydawnictwa, entuzjastyczna. Zamiast tekstu, piktogramy, rysunkowe skróty.   

21:24, transwizje
Link Dodaj komentarz »
Archiwum