bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
poniedziałek, 29 października 2018
Źródło obfitości

Tamtej nocy, Księżyc miał randkę z Neptunem w znaku Ryb, moim 4 korzennym domu, a to była mocna energia startowa.

Najpierw wpadam w trans i wyszłam na jakąś przestrzeń, nie zmieniając stanu świadomości. Spotkałam tam Pawła - współ-spacza, To był parking przed dużym starym halowym budynkiem na poły przemysłowym [podpowiedź odnośnie dalszej tematyki owej podróży: przemysł to technologia i metoda, w jakiej dziedzinie odkryję później], spotkanie odbyło się w jakimś samochodzie, pewnie jego [w ciele subtelnym]. Rozpoznaliśmy się i Paweł z uśmiechem zaprosił mnie do biura firmy, w której pracował, mieściła się w owym budynku nieopodal. Na korytarzu spotkałam jego dziewczynę. Sympatyczna, uśmiechnięta, rozluźniona. Ponieważ trzeba było na kogoś poczekać ćwiczyłyśmy poruszanie się siłą umysłu, chciałam na rozkaz przepłynąć ponad podłogą tego długiego korytarza do przeciwległych drzwi, ale nie udało się ani mnie, ani jej. Trzeba było podejść zwyczajnie na nogach [samodzielne próby wpłynięcia na śnienie, a z tego na bieg rzeczywistości i osiąganie celów nie mają stosownej mocy]. Nagle pojawił się Paweł [dziewczyna znikła, czyli występował w swojej wersji Jang i In na przemian, a najprawdopodobniej ubrał się w niego/nią „mój” Hermafrodyta] i zaprosił mnie do wnętrza biura. Podał mi jakąś książeczkę w czerwonej płóciennej okładce, starą i wytartą. To miała być umowa z firmą do podpisania przeze mnie. Zajrzałam do środka, część wydrukowanego tekstu była całkowicie zatarta ze starości i nie do odczytania, ale pierwsza część książeczki była w lepszym stanie. „No, dobrze, zapoznam się” - zgodziłam się i to było równoznaczne ze złożeniem podpisu i podjęciem się pracy dla firmy (miała coś wspólnego z wydawnictwem). [Przejście przez granicę 5/6 uwarunkowane cyrografem, coś za coś].

Wtedy wziął mnie na bok jakiś starszy (wiek 50-60) niewysoki mężczyzna. [Na drugi dzień odkryję, że był to Wallace D. Wattles, twórca pierwszych książek o źródle obfitości]. Zaprowadził do drugiego pokoju [przejście przez granicę 5/6]. Wnętrza były jak w mieszkaniach w starych kamienicach, wysokie pokoje i drewniane dwuskrzydłowe wysokie drzwi. Kiedy, stanąwszy pośrodku pokoju rozejrzałam się zauważyłam, że po lewej stronie na materacach położonych wprost na podłodze siedzą dwie staruszeczki w długich szatach. Wydawały się sympatyczne, uśmiechnięte i nie zwracały na mnie uwagi. Nieco dalej, trochę za mną, w głębi, kiedy tam się odwróciłam po lewej u dołu zauważyłam jeszcze jedną, podobną. Wszystkie miały szaty w bladych błękitnawych kolorach. [Trzy Mojry, jedna przecinająca nić żywota w sferze piekielnej na Ekranie snu]

Starszy pan przez chwilę o czymś gwarzył ze staruszkami, a potem podszedł do mnie i orzekł, że staję się zbyt zimna, trzeba coś z tym zrobić. „Rzeczywiście” - zauważyłam i poczułam lekki chłód w pokoju. Wiedząc, co to oznacza, [że tracę energię na rzecz minusowości] zaczęłam robić ćwiczenia gimnastyczne, wirując obiema wyprostowanymi na boki rękami i to mi szybko przywróciło ciepło, a nawet znaczne gorąco w dłoniach. Starszy pan uśmiechnął się z zadowoleniem. Potem działy się jakieś rzeczy, gdzieś byłam, coś zwiedzałam, obserwowałam z góry, wyższego piętra patrząc w dół, kilkumetrowego strażnika w ciemnoszarych dżinsach i koszuli, stojącego spokojnie i nie interesującego się mną, reszta umknęła mi z pamięci. [Pokazywano mi przestrzenie 6-8 i widziałam zapewne Kolosa/cień ludzkości w barwach poziomu 8.1].

Pojawił się znowu Paweł. Siedząc po mojej lewej pokazał mi mapę, wskazując wymownie palcem po kolei na trzy punkty na niej. Patrzył na mnie za każdym razem znacząco, jakby mówił: „Zapamiętaj położenie”. [I szło o zapamiętanie po obudzeniu ze snu].

Kiedy już wszystko zapamiętałam oczywiście udałam się w drogę do tego miejsca, zwanego miejscem obfitości, a może źródłem obfitości. Zabrali mnie tam wysocy żołnierze amerykańscy z oddziału lotniczego pełniący tam służbę ochronną. Mieli w sobie coś bladożółtego, może elementy mundurów i kolor samolotów [pobliże granicy 8/9]. Byli przyjaźni i mogłam robić, co zechcę. Łatwo odnalazłam zaznaczoną na mapie morską zatokę. Ograniczona betonowymi brzegami w kształcie prostokątnym miała wysokie brzegi schodzące w dół ukosem. W dole była niezamarznięta ciemnoniebieska [zło osobowe, minusowość] połyskliwa woda morska, trwająca prawie w bezruchu [niecka w wersji minusowej]. Wiedziałam, że to niebezpieczne, zostałam ostrzeżona, ale postanowiłam dostać się dalej, a to była jedyna droga. Zsunęłam się po skośnej ścianie brzegowej w dół, zamierając ze strachu. Bałam się całkowitego zatonięcia. Strażnicy patrzyli na to z góry i liczyłam w duchu, że mi pomogą, gdybym wpadła w większe tarapaty. Dostałam się do wody, ale ku swej uldze odkryłam, że woda jest tak gęsta, może od znacznej zawartości soli [jak w Morzu Martwym], a może z powodu niskiej temperatury, że nie zapadam się zbyt głęboko, najwyżej na wysokość pasa [do granicy 5/6]. Dało się chodzić w ten sposób przez wodę i oczywiście ruszyłam zaraz ku przeciwległemu brzegowi, wydostałam się bez problemu i odnalazłam owo jeziorko obfitości.

Był to maleńki, słodkowodny akwen z ciepłą jak na warunki klimatyczne Północy czystą przeźroczystą wodą, o naturalnych brzegach, w wydłużonym wrzecionowatym kształcie [Szczelina !]. Wyrastały z niego jakieś rośliny, kilka dużych grzybów o cienkich nóżkach i białych kapeluszach, podobnych do powiększonych rozmiarowo psylocybów, wznoszących się ponad taflą wody i wyległych na brzeg [symbol wizji i iluzyjnych światów]. Najpierw sprawdziłam głębokość i zawartość zbiorniczka długim cienkim kijem, czy nie mieszka w nim coś groźnego [bałam się ukrytego dinozaura], ale odezwało się i poruszyło tylko kilka maleńkich i łagodnych żyjątek. Przechodząc jego wąskim lewym dłuższym brzegiem koło kapeluszy grzybowych odsłoniłam je i zauważyłam, że pod spodem brzeg jest zasypany żółtymi ziarnami zbóż, brodziło się w nich [zachowane ziarna karmy dla odrodzenia życia, mnożenie błogosławieństw, realizowanie wizji w światach karmicznych]. Pamiętałam, to mi powiedziano wcześniej wśród lotników, że kto się zdoła w tym żywym źródle zanurzyć i napić z niego nigdy nie zazna biedy i głodu. W jego życiu będzie zawsze manifestowała się obfitość rzeczy potrzebnych do pomyślnego istnienia. To było dla mnie ważne, bo – jak mi powiedziano też – szykowano się na bliskie nadejście okresu wymierania, gdy większość żyjących ziemskich istot zazna ogromnych braków, głodu i niepokojów.

Kiedy zaczęłam wracać usłyszałam oceny, nie wiem kogo, było to kilka niewyraźnych osób [inne aspekty mojej duszy], że wyglądam bardzo młodo. Bo byłam dotąd dwudziestokilkuletnim (21-22) chłopakiem, a wyglądałam teraz na 17 albo nawet 16 lat. Miałam myśl, że to moje przyszłe wcielenie i przez nie śniłam.

11:44, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 października 2018
Zlecenie

Wczoraj wsiadłam do pociągu, który zawiózł mnie za 7 złotych tam, gdzie nie było planu. Przekroczył niepostrzeżenie granicę i wylądowałam w Rosji, gdzie jadłam wraz z rosyjskimi pasażerami rosół z kurczaków. Z białego naczynia przypominającego płaską nieckę ze snu o Świątyni.

Dzisiaj zostałam zaproszona przez prezydenta Putina na osobistą rozmowę.

Putin rozpytuje mnie delikatnie i ściszonym głosem o jakieś sprawy, które poruszyłam w swoim dawno napisanym artykule, wydrukowanym w „Nieznanym Świecie”. Jestem nieco onieśmielona i zdziwiona. Dziwi mnie, że to może być aż takie ważne. Zamawia następny artykuł w tym temacie. Pisałam w nim o Selinie od Nostradamusa, że to Putin. A także o innych politykach światowych i ich poprzednich wcieleniach. Pytam, co by go jeszcze interesowało. Pokazuje mi całą listę tematów wydrukowaną na papierze w kolumnie. - Najważniejszy z nich to Kołowrót, też chciałbym poznać – mówi. Zgadzam się, choć mam pustkę w głowie. Mam jednak nadzieję, że znajdę jakieś ciekawe informacje w internecie i bibliotekach na ten temat. Po wyjściu z gabinetu zostaje mi przydzielona sekretarka, ichniejsza, ruska. Pomaga mi poruszać się po kremlowskim pałacu i załatwiać wszystko, co potrzebuję. Spotykam też Agnieszkę, psychoterapeutkę od spraw sukcesu. Tej opowiadam, co mi się przytrafiło. Ona zaskoczona i tak jakby zniesmaczona, że Putin... ale nie podejmuje tej sprawy, zostawia mi decyzję. Jestem też trochę zażenowana tym zleceniem, tak jakby było na uboczu moich zainteresowań, ale podejmuję się je szybko zrealizować i mieć spokój. Wychodząc ze snu przypomniałam sobie, że rzeczywiście wydałam taki artykuł, o którym mówił Putin, o nim i innych postaciach z wielkiej polityki i ich poprzednich wcieleniach. Narobił wiele szumu. Było to we śnie z 2003 roku.

11:16, transwizje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 października 2018
W Świątyni praca wre

Od jakiegoś czasu prowadzę swoje badania po drugiej stronie, stąd milczenie na blogu. Rzeczy posuwają się powolutku do przodu, a niejasności wyjaśniają same. Efektów, o jakie mi chodzi, jeszcze brak. Ostatnio rozpytywałam czachulca o drogę, a potem mój kołczerski wyższy aspekt (tak się niegdyś przedstawił) o dojście do energii błogosławieństw, do której ma dostęp, jaki mi kiedyś zademonstrował, więc mniej więcej wiem, czego szukam.


Dość długo z napięcia nie mogłam zasnąć, powtarzając intencję. W końcu zaczęły mi się zwidywać i śnić kolory bladoniebieskie, niebieskozielonkawe i różowofioletowe wyłaniające się i przenikające jakieś ciemne punkty i twarde struktury. Rozumiałam, że to energia błogosławieństwa, do której się podłączam. Nagle głos śnienia powiedział: podłącza się to [problem karmiczny] pod jej [jakiejś bogini? duszy?] ciało subtelne...
Nad ranem sen: wewnątrz ogromnej świątyni. To kościół, na prawej bocznej ścianie wisi wysoki wąski krzyż, zawieszony prawie pod sklepieniem. Do haka, na którym wisi dołączony jest długi zwisający luźno łańcuch. Wspinam się po nim i mogę patrzeć na to, co się dzieje w całej świątyni z punktu obserwatora. W miejscu ołtarza ulokował się jakiś znajomo uśmiechający się mężczyzna, lekarz, który opracował swoją metodę, skupił wokół uwagę i zbudował rodzaj zamkniętej przestrzeni. Był do niej dostęp, otwór w szarym „kokonie”, przez który był widoczny. Wymieniałam z nim jakieś uwagi, ale nie odpowiadał na różne moje doświadczenia, dlatego skoncentrowałam się na tym, co się dzieje po przeciwnej lewej nawie kościoła. Była tam wklęsła niecka zamiast posadzki i zeszło się w niej i koło niej sporo ludzi. Zsunęłam się z łańcucha i poszłam ku nim. Byli to w większości mężczyźni, z wyglądu napakowane osiłki, ale zauważyłam w końcu kilka dziewczyn, co mnie przekonało do pozostania. Ludzie ci zaczęli wskakiwać do niecki i wykonywać jakieś niezborne i bezsensowne ruchy niby-transu niby tańca. Sprawiali wrażenie, że są sobie obcy, nie umieją nic uzgodnić razem, nie są wspólnotą. Ktoś mnie zapytał o tego lekarza. Powiedziałam, że nie usłyszałam od niego żadnego komentarza, ani objaśnienia na temat stanów, które do mnie przyszły, gdy tu – pokazałam palcem na czoło – budziła się wszech-świadomość i widzenie czarnej przyszłości. A ja szukam dojścia do tego właśnie, bezpośredniego widzenia i rzeczywistej, a nie śnionej i symbolicznej świadomości. Wskoczyłam za nimi. Szybko znudziło mi się to, co robią, poczułam jednak napływ energii i ruszyłam biegiem z jednego końca niecki na drugi. Nikt mnie nie gonił, z nikim się nie ścigałam. Wbiegłam siłą rozpędu pod górę łukowatym brzegiem niecki i wydostałam się na powierzchnię. Obejrzałam się. Pobiegła za mną tylko jedna dziewczyna z grupy, milcząca i uparta. Była w sporym dystansie, ale także wydostała się z zagłębienia, dalej nie nawiązując kontaktu. W takim razie, nie wiedząc, co więcej robić mam, ruszyłam znowu biegiem drogą powrotną, ku owej grupie, która pozostała na drugim końcu niecki. Dobiegłam. Byli już serdeczniejsi i bardziej zainteresowani. Toczyły się potem różne rozmowy ogólne i ze mną, których nie pamiętam.
Stałam przed wielką bramą w murze otaczającym Świątynię i głos śnienia mówił o starej wiedzy, która została przed wiekami rozbita na dwie części, jakby świecką i duchową (wewnętrzną i zewnętrzną?), a potem zniszczono jej ślady i pozostałości po obu stronach, nawet tej przynależnej świątyni. Zrozumiałam, że my wszyscy teraz wewnątrz pracujemy nad jej odzyskaniem, złożeniem w całość. Podeszłam do innej grupy po stronie wiszącego krzyża. Ci ludzie, zapewne neopoganie odbywali starożytny obrzęd, który zachowało jakieś plemię skandynawskie. Na stole ofiarnym, wokół którego wszyscy zasiadali, leżało coś z kształtu przypominające wielki okrągły bochen chleba (mógł to być równie dobrze kamień) nakryty białym obrusem. Paliło się dużo świec. W małych zbiorniczkach topiono coś, po co sięgano co rusz i malowano na drewnianych okrągłych niewielkich tarczkach czerwone runy pełne połyskliwej mocy.

 

Komentarz Jarka Bzomy: Ten sen jest odwróceniem Świątyni kryształowego wiru. To rodzaj jej minusowej wizji. Wszystko wskazuje na to, że to poziom 8/1. Czyli owo słynne Daat, Świątynny fragment Niebiańskiego Miasta. Jednym słowem najwyższej ludzkiej widy urojeniowej. Ten kokon, w którym siedzę to minusowy obraz Nieprzejawienia widziany z Przejawienia. Niecka to odwrócone do góry nogami sklepienia Metatrona 8/3 obróconego do góry nogami. Łańcuch mówi sam za siebie, a krzyż, który jest tam, gdzie powinien być Czerwony<10. Świątynia z reguły jest odwróconym wirem. Jeżeli coś jest wielkie, my pozostajemy w mikropsji, czyli urojeniowości minusowej. Krzyż jest wyznacznikiem obrotu, bo zazwyczaj wisi na łańcuchu, a nie łańcuch zwisa z niego. Niecka to twój Czachulec, często Metatron i Paroket – jego ubranie śni się jako sklepienie czaszki.

 

10:35, transwizje
Link Dodaj komentarz »
Archiwum